środa, 31 października 2012

(Kontr)atak na Lwówek!

Pomimo, że nie lubię wszelakich celebracji świąt nie polskich w naszym kraju, typu Walentynki, Dzień Świętego Patryka oraz Halloween, to dzisiejszego dnia, miałem bardzo wielka ochotę napisać co nieco o ajronmejdenowej Naked Mummy z AleBrowaru oraz o wybuchowym DYNiAMICIE od Pinty. Niestety, Trójmiasto, a właściwie  trójmiejskie knajpy nie mają na tyle odwagi, by zaproponować swoim, odchodzącym już, klientom, jakiejkolwiek party premierowej jeżeli chodzi o nowinki Pinty, AleBrowaru, Artezana, czy kooperacji Kopyra/Widawa, a nawet Manufaktyru Piwnej. Tak więc dzisiaj, kilka moich słów o etykietach, które możemy oglądać na butelkach piw z Lwówka Śląskiego.

W obecnej ofercie browaru możemy znaleźć 8 piw. Pod względem etykiet, ja dzielę je na dwie grupy. Pierwsza z nich to 4 piwa, które w swojej nazwie mają słowo 'Lwówek'. Należą do nich: Lwówek Ratuszowy, Lwówek Książęcy, Lwówek Belg oraz Lwówek Wiedeński.


Dla słowa 'Lwówek' użyto tej samej czcionki i wielkość tego 'Lwówka', na każdym z piw jest taka sama. 'Lwówek' przecina każdą z etykiet na pół. To mi się w tych etykietach bardzo podoba. Mniej mi się podoba już fakt, że właściwe nazwy piw pisane są różnymi czcionkami (Ratuszowy i Książęcy używają tej samej czcionki). Szkoda, że nie ma tu ujednolicenia. Tłem etykiet, Ratuszowego i Książęcego, jest zabytkowy lwówecki ratusz. W przypadku Belga, mamy też ten sam ratusz, tylko wzięty z przedwojennej fotografii. Moim zdaniem, można się z tym nie zgadzać, powinno być coś, co kojarzy się z Belgią. Lwówek Wiedeński od razu kojarzy się z Wiedniem. Husaria widoczna w tle, jednoznacznie mówi nam, z czym may do czynienia.

Drugą grupą piw, są to te, których nazwy nie zawierają członu 'Lwówek', należą do nich: Koźlik, Malinowe, Wrocławiak oraz Darłowiak


Nazwa każdego z piw, napisana jest inną czcionką. Tłem Koźlika jest nieco infantylny Kozioł. W przypadku Malinowego, jest to akwarela przedstawiająca, chyba Lwówek Śląski oraz bardzo ładne graficznie maliny. Moim zdaniem, najbardziej kolorowa i najładniejsza etykieta w portfolio. Na etykiecie Wrocławskiego mamy, w tle, starą rycinę przedstawiającą dawny Wrocław oraz herb miasta widoczny u góry etykiety. Zaś tłem dla etykiety Darłowiaka jest samo Darłowo, ale jakby wzięte ze starej, przedwojennej widokówki. Do tego mamy ciekawe hasło promujące Darłowiaka i same Darłowo, czyli: 'Piwo dla miasta zachodzącego słońca'. Myślę, że gdy produkcja Darłowiaka rozpocznie się w samym Darłowie, etykieta troszkę się zmieni i pewnie ten napis zniknie. Obecnie piwo te, jest darem od właściciela browarów w Ciechanowie i Lwówku Śląskim, czyli od Marka Jakubiaka i od samego browaru w Lwówku Śląskim, dla miasta Darłowa i jego mieszkańców.

Na pięciu z ośmiu etykiet można dostrzec informację o ekstrakcie, jakkolwiek info te umiejscowione jest za każdym razem w różnych miejscach. Możemy do ujrzeć na piwach: Wrocławskim, Koźliku, Lwówku Wiedeńskim, Lwówku Książęcym oraz Darłowiaku. Na wszystkich etykietach znajdziemy też skład piwa, choć na sześciu z nich widnieją tylko takie dane jak: woda, słód jęczmienny, chmiel. Można odnieść wrażenie, że za każdym razem mamy do czynienia z tym samym piwem. W przypadku Koźlika mamy wodę, słód jęczmienny, słody karmelowe oraz ... słody, cokolwiek to znaczy. Nie ma ani słowa o chmielu. Jeśli chodzi o Malinowe, to możemy dojrzeć w składzie wodę, słód jęczmienny, chmiel, naturalny ekstrakt z malin. W przypadku tego ostatniego składnika, w swoim wpisie o Malinowym, wytknąłem troszkę fakt, że nic o malinach nie ma. Teraz już jest i bardzo mnie to cieszy. 

Na etykietach głównych możemy dostrzec także, między innymi, kody kreskowe, co niezbyt cieszy moje oko. Jest to, oczywiście, moje subiektywne odczucie. Spowodowane jest to tym, że butelki piw z Lwówka Śląskiego nie są oklejane kontretykietami, czym wyróżniają się na polskim piwnym rynku. Wszelkie dane, które normalnie możemy dostrzec na kontrach, są właśnie spisane na etykietach głównych oraz na krawatkach.

Wszystkie krawatki, oprócz tej na Darłowiaku, zawierają informacje o ekstrakcie i zawartości alkoholu. Możemy dostrzec na nich też godło browarów Marka Jakubiaka, te ze słynnym lwem. Na Darłowiaku mamy natomiast godło Darłowa. Krawatki zawierają także informacje o tym jakie piwo jest wlane do butelki. Jedyną wadą krawatek jest tylko to, że dość często są krzywo naklejane.

Ogólnie rzecz biorąc, etykiety stosowane na butelkach piw z Lwówka Śląskiego podobają mi się, jakkolwiek nie oszołamiają. Są schludne, bogate w informacje, wszystkie o tym samym kształcie i wielkości. Ze względu na ten swój właśnie kształt, łatwo dostrzec je na półkach sklepowych. Wszystkie tworzą coś na kształt serii. Papier użyty do ich produkcji niestety nie jest najwyższej jakości, oczekiwałbym czegoś lepszego. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że metalizowane byłyby tu na miejscu. Konkludując ten wpis, jest bardzo ładnie, jakkolwiek zawsze może być lepiej i wierzę, że będzie lepiej.

wtorek, 30 października 2012

AleBrowar - Sweet Cow

Przedstawiam piwo AleBrowar - Sweet Cow



Zawartość ekstraktu: 12,0% wag.

Zawartość alkoholu: 5,0% obj.

Kolor: bardzo ciemno brązowy, prawie czarny, pod światło widoczne lekkie burgundowe refleksy.

Zapach: lekko słodki, wyraźne nuty kawowe oraz palone.

Smak: lekko słodkawy, wyraźne nuty palonego słodu, słabsze nuty kawowe zmieszane z delikatnymi nutami mlecznymi, w tle delikatna goryczka.

Piana: beżowa, dziurawa, wysoka, szybki czas opadania, zostawia miłe osady.

Pasteryzacja: nie.

Termin przydatności do spożycia: 4 tygodnie.

Opakowanie: butelka 0,5l, bezzwrotna.

Producent: Ale Browar w zaprzyjaźnionym Browarze Gościszewo
 

Podsumowanie:

Wczoraj było sporo o miodzie, dziś za to będzie troszkę o mleku, a to za sprawą Milk Stouta o sympatycznej nazwie Sweet Cow ze, jak ja to lubię nazywać, stajni AleBrowaru, choć pewnie tu lepiej byłoby napisać, że z obory AleBrowaru, tylko czy alebrowarowe chłopaki by mi to wtedy wybaczyły? Hmm, no nie wiem. Czy zatem Polska to piwna kraina mlekiem i miodem płynąca? Ano zobaczmy. Piwo ma bardzo ładną barwę, prawie całkowicie czarną. W tej kwestii, szczerze mówiąc pasowała by temu piwu słynna pintowa nazwa, czyli Czarna Dziura. Piana, hmm, to najsłabsza cecha tego piwa. Jest mocno dziurawa i szybko znika z kufla. Dobrze, że przynajmniej jej osady przyjemnie oblepiają ścianki szklanki. Zapach dość wyrazisty, wyraźnie kawowo-palony, przyjemnie rozchodzi się po nozdrzach. W smaku podobnie, choć tu paloność wygrywa pojedynek z kawowością, gdzie ta ostatnia bardziej zaprzyjaźniła się z mlekiem, niż ze słodem. Wszystko uzupełnia delikatna goryczka w tle. Piwo jest bardzo umiarkowanie wysycone, co tu bardzo pasuje. Sweet Cow jest, jak na 'dwunastkę', dość mocno treściwy. Jedyny zarzut, co do tego piwa, to fakt, że smak mógłby być nieco dłuższy. Butelkę Słodkiej Krówki ozdabia, typowa dla AleBrowaru, etykieta, której głównym elementem jest postać wąsatego piegusa w karnawałowym stroju mlecznej krowy. Kolor tła, czyli różowy, pasuje tu jak ulał. Kontra, oczywiście, zawiera wszystkie najważniejsze informacje. Ogólnie, bardzo ładnie to wygląda i na półce sklepowej, nie pomylimy tego piwa z żadnym innym. Konkludując, bardzo dobry mleczny stout, choć pole do jeszcze większego popisu pozostało.

Moja ocena: 
Kolor: - 10
Piana: - 6
Zapach: - 8
Smak: - 9
Etykieta: - 9

Ocena końcowa: 8,35/10

Cena: 7,50 PLN [ALKOHOLE TOAST - Gdynia-Świętojańska]

poniedziałek, 29 października 2012

Miód, a sprawa polska!

Od pewnego czasu, w mojej głowie rodzi się zastanowienie na fenomenem związanym z piwami miodowymi w Polsce. Zwiedziłem, w trakcie swojego życia, pięć kontynentów i nigdzie, poza Polską, nie dostrzegłem na półkach sklepowych tylu piw z dodatkiem miodu co u nas. Dlaczego to właśnie w Polsce ten trunek zaskarbił sobie takie względy? Te pytanie rodzi mi nasuwa mi się codziennie, gdy odwiedzam jakikolwiek 'dobry' sklep z piwami. Odpowiedzi na to pewnie jest kilka. Ja sam znalazłem, w swoich zwojach mózgowych, takie:

- Polacy są podzieleni, niektórzy lubią goryczkę w wielu jej odmianach, niektórzy jej wręcz nienawidzą (gro osób nienawidzących, z mojego osobistego doświadczenia, to kobiety),
- polscy konsumenci piwa lubią także słodkie napoje - wszechobecna konsumpcja słodkich napojów gazowanych jest wręcz oszałamiająca, a skoro ci konsumenci lubią słodkie napoje, to czemu mieli by nie lubić słodkiego piwa,
- polscy konsumenci lubią mieszać piwo z czymś słodkim - najczęściej z sokiem (w naszym kraju większość knajp się w tym specjalizuje). Skoro można zmieszać piwo z sokiem, np. malinowym, czy imbirowym, to czemu nie z miodem, jest jeszcze słodszy,
- efekt nowości - jeśli dobrze pamiętam, browar w Ciechanowie w 2004 wypuścił swojego Ciechana Miodowego i jego sukces napędził lawinę produkcji kolejnych piw z dodatkiem miodu, przez inne browary,
- Polacy lubią miód - hmm, tu bym się raczej sprzeczał. Ja, owszem, lubię bardzo, szczególnie gryczany i spadziowy, jakkolwiek wśród moich znajomych, bardzo wielu, trudno jest szukać prawdziwego amatora miodu.

Pewnie, znajdą się także inne odpowiedzi na te zagadnienie, na które ja sam nie wpadłem.

Sam, także jestem w grupie konsumentów, która lubi piwa miodowe, a to dlatego, że lubię bardzo miód. Dodaję go często bardzo do różnorakich potraw, między innymi placków, naleśników, lodów, smażonego i pieczonego drobiu, sałatek i innych. Oczywiście, tego typu piwa, traktuję bardziej jako deser, dodatek do deseru, wyskok raz na jakiś czas. Będąc szczerym, przyznam, że znacznie bardziej w piwach lubię dobrą, pełną chmielową goryczkę, a także sławetne banany i goździki, które dostarczają mi piwa pszeniczne.

Ogrom oferty piw z dodatkiem miodu, może naprawdę doprowadzić do oczopląsu. Dziś na polskim rynku piwa miodowe produkują, prawie wszystkie, tak zwane, browary regionalne, między innymi Kormoran, Południe, Jabłonowo, Zamkowy:


Do grona producentów takich piw, możemy także zaliczyć browary: Witnica (warzący takie piwa nie tylko dla siebie), Fortuna, Koreb, Ciechan:


Także Cornelius (ja sam znam pięć piw warzonych przez ten browar; na zdjęciu nie ma Bartnika, którego nie ma możliwości dostania w Trójmieście), Jagiełło, Czarnków (ten sam produkuje go w kilku odmianach):


Miodowe piwa produkują także, tak duże browary jak, Łomża i Browar Nr 1 w Lublinie:


Wśród browarów, które także produkują piwo z dodatkiem miodu, są jeszcze Krajan (wybaczcie, nie mam na fotografii, ale nie ma siły, która by ponownie mnie zmusiła do zakupu tych wynalazków, szczególnie, że cena jest bardzo oszołamiająca), Edi (tu mam niestety problem z jego dostępnością) oraz bardzo duża liczba browarów restauracyjnych. O.

Piwa miodowe, produkowane są z dodatkiem miodu gryczanego, lipowego, akacjowego, wielokwiatowego, a także dumnie brzmiących, miodu naturalnego i pszczelego (cokolwiek to znaczy) oraz miodu, niestety, sztucznego. Miód często wykorzystywany jest z dodatkiem innych smaków, np. Miód-Malina z Browaru Południe lub 3M czyli Miętowa Wpadka (tytularne 3M to miód, mięta i malina).

Niektóre z nich bardzo mi smakują, jak choćby Piwo na miodzie gryczanym z Jabłonowa (najlepsze moim zdaniem wśród całej masy dostępnych na rynku), Miodne i Orkiszowe z Miodem z Kormorana, czy Miodowe od Ciechana, niektóre zaś są cieczami bardzo niepijalnymi, jak chociażby wyroby Krajana, czy piwo ze Zduńskiej Woli.

Piw miodowych, o dziwo, nie produkują ci najwięksi, czyli Kompania Piwowarska, Grupa Żywiec, Carsberg Polska, no chyba, że jest coś, co mnie ominęło, ale wątpię. To mnie mocno zastanawia, gdyż ci wielcy, bacznie spoglądają się na tych mniejszych i bardzo małych i bardzo często kopiują (na swoją modłę) ich pomysły (piwa niepasteryzowane, smakowe), to w przypadku piw z dodatkiem miodu, są nieugięte. Szczerze mówiąc, od wielu lat czekam na ten moment, kiedy ktoś z tej wielkiej trójki, wypuści takie piwo, z całą, towarzyszącą temu, marketingową otoczką.

Takowych piw także nie mają w swojej ofercie browary, tak zwane kontraktowe, takie jak Pinta, AleBrowar, Antidotum, czy rzemieślniczy Artezan. A może chciałyby się zdobyć na coś takiego? Jakkolwiek niech lepiej pozostaną przy swoich arcyciekawych pomysłach i niech dalej rewolucjonizują polski rynek, czego tak naprawdę od nich oczekujemy i czego ja im szczerze życzę. Chociaż może kiedyś i oni zrobią jakąś wariację z dodatkiem miodu. Takie na przykład Honey AIPA, czy Hive Ale, a także Bee Stout, byłyby czymś na pewno ciekawym. 

Co by nie mówić, piwo z dodatkiem miodu, to polska specjalność. Ja sam spotkałem piwa z dodatkiem miodu, produkowane jeszcze w Wielkiej Brytanii, na Ukrainie oraz Litwie, ale nie na taką skalę. Można rzecz, jakby to nie zabrzmiało irracjonalnie, ale można powiedzieć, że w Polsce narodziło się coś na kształt 'honey lager', w różnych jego odmianach. Wielu, tych największych miłośników i smakoszy piwa, patrzy troszkę drwiąco na tego typu 'wynalazki', w najgorszym wypadku z lekkim przymrużeniem oka. Jakkolwiek, tego typu piwa, czy chcemy, czy też nie, są jednym ze znaków rozpoznawczych naszego rynku piwnego. Kocha się je i nienawidzi zarazem, jakkolwiek trudno teraz znaleźć sklep, nawet w mniejszych miejscowościach, gdzie w ofercie piwnej, takiego piwa nie uświadczymy. Śmiem twierdzić, że łatwiej jest kupić piwo z dodatkiem miodu, niż prawdziwego pilsa czy choćby porteru bałtyckiego, który wolałbym by bardziej kojarzył się z Polską, niż piwa z dodatkiem miodu. To jak to z nami w końcu jest? Kochamy ten miód w piwie, czy go nienawidzimy?

niedziela, 28 października 2012

AleBrowar - Amber Boy

Przedstawiam piwo AleBrowar - Amber Boy



Zawartość ekstraktu: 12,0% wag.

Zawartość alkoholu: 5,0% obj.

Kolor: ciemny, bursztynowy, mętny.

Zapach: chmielowy z wyraźnymi nutami owocowymi, głównie mango i delikatne cytrusy.

Smak: bardzo lekko słodkawy, wyraźnie owocowy, w tle mocna, chmielowa goryczka.

Piana: kremowo-beżowa, dość wysoka, średnio gęsta, lekko dziurawa, średni czas opadania, zostawia osady na ściankach szklanki.

Pasteryzacja: nie.

Termin przydatności do spożycia: 4 tygodnie.

Opakowanie: butelka 0,5l, bezzwrotna.

Producent: Ale Browar w zaprzyjaźnionym Browarze Gościszewo
 
 

Podsumowanie:

Jako, że ostatnio znowu na półkach sklepowych pojawiły się piwa AleBrowaru, postanowiłem spróbować, może nie najnowszego, ale całkiem nowego Amber Boya. Piwo ma bardzo ładną barwę i jest straszliwie mętne, naprawdę piękne. Piana także pozytywna, choć miejscami lekko dziurawa. Zapach piwa to istna ambrozja. Mocne nuty chmielowe i owocowe, szczególnie mango, które bardzo przyjemnie łechta nozdrza. Gdyby zmysł węchu tam szybko się nie męczył, to mógłbym wąchać i wąchać. Smak, podobnie jak zapach, owocowy, z wyraźną bardzo przyjemną goryczką, która miło rozchodzi się po kubkach smakowych. Jedyna lekka wada smaku, to taka, że piwo mogłoby być ciut treściwsze, jeszcze bardziej pełne. Wysycone umiarkowanie, jak na ten styl idealnie. Butelkę Amber Boya, jak innych wyrobów AleBrowaru, zdobi mocno kontrowersyjna, ale jakże ciekawa etykieta. Tytułowy Amber Boy według mnie jest fenomenalny. Kolorystyka etykiet odpowiednia. Kontra, jak to zwykle u chłopaków z AleBrowaru, zawiera wszelkie najważniejsze informacje. Ogólnie oprawa graficzna piwa bardzo mi się podoba, nawet mam wrażenie, że jakość papieru etykietowego się poprawiła. Konkludując, bardzo udane piwo. Będę często wracał i mam nadzieję, że wejdzie na stałe do repertuaru AleBrowaru.

Moja ocena: 
Kolor: - 9
Piana: - 7
Zapach: - 9
Smak: - 8
Etykieta: - 9

Ocena końcowa: 8,35/10

Cena: 6,49 PLN [AFROALKO - Gdynia-Dąbrowa]

sobota, 27 października 2012

Pivovaria - Pils

Przedstawiam piwo Pivovaria Pils



Zawartość ekstraktu: 12,0% wag.

 
Zawartość alkoholu: 5,0% obj.

Kolor: złoty, opalizujący, pełen gazowych bąbelków.

Zapach: dość intensywny, słodowo-chmielowy.

Smak: słaby, słodowy, lekkie nuty kwaskowe, w tle delikatna goryczka.

Piana: kremowa, wysoka, lekko dziurawa, średni czas opadania.

Pasteryzacja: nie.

Termin przydatności do spożycia: około 4 tygodni.

Opakowanie: butelka 0,5l, bezzwrotna.

Producent: Mini Browar Radom - Pivovaria



Podsumowanie:

W moim dzisiejszym wpisie kilka słów od piwie z mini browaru restauracyjnego Pivovaria z Radomia. Tym razem czas na ichniego pilsa. Piwo ma ładny, opalizujący kolor. Piana początkowo może się podobać, jakkolwiek szybko dziurawieje i nie cieszy zbyt długo oka piwosza. Zapach dość przyjemny i intensywny, co niestety nie przekłada się na smak, który jest słaby, płaski i bardzo szybko znika z kubków smakowych. Z biologicznego punktu widzenia, 80-90% naszych odczuć smakowych, to zapach, w tym wypadku nawet najbardziej zaawansowana biologia zawodzi, albo z moim zmysłem węchu jest już coś nie tak. O treściwości możemy tu zapomnieć. Do tego piwo jest bardzo słabo wysycone. Butelkę zdobi, słaba gatunkowo etykieta, bogata w treść, jakkolwiek nie powalająca grafiką. Ogólnie rzecz biorąc, spodziewałem się dużo, otrzymałem znacznie mniej. Wielka szkoda. Raczej nie do powtórzenia, chyba że na miejscu w browarze.

Moja ocena: 
Kolor: - 9
Piana: - 6
Zapach: - 7
Smak: - 5
Etykieta: - 6

Ocena końcowa: 6,48/10
 
Cena: 5,99 PLN [BUFET - Poznań]

piątek, 26 października 2012

Kącik Piwnego Melomana - IMPETIGO - Ultimo Mondo Cannibale

Jak co piątek, nadszedł najwyższy czas na kolejny odcinek Kącika Piwnego Melomana. Dziś, jak to miało miejsce w pierwszym wpisie KPM, coś z klasyki ciężkich brzmień, kultowy wręcz album, czyli Ultimo Mondo Cannibale amerykańskiej grypy Impetigo. Album pochodzi z 1990 roku, czyli jest już dość wiekowy. Pierwszy raz usłyszałem go we wrześniu 1991 roku, gdy mój dobry przyjaciel Grzesiek, wrócił z Anglii z torbą pełną czadowych płyt, wśród których było właśnie Ultimo Mondo Cannibale.

Skład grupy na albumie, jak i podczas całej działalności zespołu, to czterej panowie: Stevo Dobbins (bas/wokal), Mark Sawickis (gitara), Scotty Bros (gitara) oraz Dan Malin (perkusja). 

Na wstępie chciałbym nadmienić, że posiadam dwie wersje tego albumu, jedną wydaną przez Pavement Music z 1999 roku oraz drugą wydaną przez Razorback Records z 2006 roku. Czemu posiadam aż dwie? Pierwszą zakupiłem w USA i mam do niej wielki sentyment, a druga zawiera epkę Faceless i posiada oryginalny artwork wykonany przez Stevo (większość artworków wykonanych jest przez niego). Poniżej wydanie Pavement Music (ciekawostką tego wydania jest, że album ma ciut inny tytuł, bo Ultimo Mondo Cannibal, szczerze mówiąc nie wiem czemu, chyba zecer nie dostawił literki 'e').


No ale zajmijmy się może zawartością albumu. Na samym początku nadmienię, że tematyka tekstów to inspiracja filmami z gatunku horror oraz brutalnych dreszczowców lat 70-ych i 80-ych. Także bardzo często przewija się tematyka kanibalizmu. Do tego sposób śpiewania Stevo sprawia, że nawet rodowici Amerykanie czy Brytyjczycy mają problem ze zrozumieniem tego. Utwory w większości zaczynają się od intr, którymi są właśnie fragmenty dialogów wzięte z powyższych filmów. 


Album rozpoczyna instrumentalny 'Maggots' i już ten numer mówi nam z czym będziemy mieli do czynienia podczas odsłuchu tejże płyty. Po prostu miazga! Zaraz potem wchodzi 'Dis-Organ-Ized', który jest wizytówką Impetigo. Sposób śpiewania Stevo (hehehe, że tak to ujmę delikatnie), brzmienie, prędkość numeru, po prostu istny czad. Wyobraźnia moja, czasami podpowiada mi, że ma tu miejsce kłótnia małżonków, gdzie rozwścieczona żona robi wyrzuty (żeby nie użyć wulgaryzmów) swojemu mężowi, za to, że zbyt późno wrócił do domu. Po tejże sprzeczce mamy 'Intense Mortification', który pięknie łechta nasze uszy oraz zmysły, gore w najlepszym wydaniu, niby ciężki i okrutny, ale jakże melodyjny i energetyczny. Kolejnym kawałkiem, jest mój ulubiony utwór Impetigo, czyli 'The Revenge of the Scabby Man'. Istna magia, człowiek ma wrażenie, że nie utwór, ale dźwięki samego Predatora, który wpada do klubu nocnego i niszczy wszystko, co mu staje na drodze, bez żadnego zająknięcia się, bez litości i skrupułów. Po prostu machina śmierci demolująca wszystkie żywe istoty stające jej na drodze. To, co wyprawia tu Dan na perkusji to jest mistrzostwo świata. Można nie lubić takiej muzyki, ale tego kawałka trzeba koniecznie wysłuchać. Aha i niech ktoś potem powie o czym śpiewa Stevo, oczywiście śpiewa po angielsku, jakby były wątpliwości. Kolejnym ciekawym kawałkiem, na który powinno się zwrócić uwagę to 'Bloody Pit of Horror'. Kawałek dla ludzi o naprawdę mocnych nerwach, na początku którego występuje ponad dwuipółminutowe intro, które się składa ze scen tortur, zebranych z różnych filmów. Jak kiedyś puściłem ten kawałek mojej, byłej już, dziewczynie, to stwierdziła, że ze mną musi być coś nie tak i zakazała mi puszczać w ogóle metalu i hard core, gdy ona była w mieszkaniu. Kolejne ciekawe numery to "Dear Uncle Creepy', 'Bitch Death Teenage Mucous Monster From Hell' (tu także, jakby ktoś się pytał śpiewa po angielsku), 'Red Wigglers' (tu Stevo pokazuje swoje prawdziwe, jakże genialne oblicze), 'Unadulterated Brutality' oraz 'Mortado'. Naprawdę polecam wsłuchać się w te cudowne dzieła klasyki gore. 


Co na tej płycie jest jeszcze genialne, to brzmienie. Płyta, jak na takie czady, jest nagrana fenomenalnie. Dotyczy to dwóch wymienionych przeze mnie wydań. Żałuję tylko, że nie mam tego na winylu, pewnie wrażenia były by jeszcze lepsze. Słuchając Ultimo Mondo Cannibale, ale też innych rzeczy z dyskografii Impetigo, zastanawiam się, gdzie jest ta druga gitara? Czasami mam wrażenie, że są tu dwa basy i tylko jedna gitara, ale to tylko słuchowe złudzenie. Do tego płyta jest niewiarygodnie szybka, nie nudzi się i daje sporo do myślenia nad tym, gdzie granica prawdziwych czadów w muzyce się kończy. Album naprawdę jest genialny i każdy fan ciężkich brzmień powinien choć raz przesłuchać go od początku do końca.

Chciałbym też dodać, że na pewno nie jest to płyta, którą polecałbym puścić nowo poznanej kobiecie na pierwszej randce. Obawiam się, że mężczyzna, który by to uczynił, szans na drugą randkę by już nie miał. Także proszę zachować ostrożność i podczas zaproszeń do domu na 'Zapraszam do mnie! posłuchamy płyt!' puszczać raczej zgoła inny repertuar muzyczny.

   
Nie będę się tu więcej rozpisywać, zapraszam do odsłuchu i ... prawdziwej gore'owej kontemplacji:

A za tydzień coś łagodniejszego, dla pasjonatów bardziej romantycznych dzwięków.

środa, 24 października 2012

Wypad do Tyskich Browarów Książęcych

W ostatnią sobotę, ja oraz kilku innych miłośników dobrego piwa, wśród których byli:
- trzej Bartkowie - Napieraj - Smaki Piwa oraz AleBrowar, Bas - Mój Kufelek oraz Nowak - Małe Piwko,
- Marcin 'Mason' Chmielarz - Portery.pl,
- Kuba Niemiec - ElDesmadres's Beer Vault,
- Michał 'Docent' Maranda- Piwna Praga, Polskie Minibrowary oraz Piwne Czechy,
- Artur Radomyski - The Hop Snob
na zaproszenie Kompanii Piwowarskiej, którą reprezentowały dziewczyny Marta i Ewa oraz agencji doradczej RC2, reprezentowanej przez Marlenę Żukowską, wybraliśmy się do Tychów na zwiedzanie Tyskich Browarów Książęcych.
 
 
Muszę przyznać, że wypad był bardzo bardzo fajny, choć zaczęło się od nerwów, gdyż jadąc pociągiem z Gdyni, na stacji w Gdańsku zauważyłem, że nie zabrałem aparatu i podczas zwiedzania browaru musiałem posiłkować się komórką. No cóż, jak się nie ma tego co się lubi, to się lubi co się ma. Efekty mojej Xperii przerosły nawet moje oczekiwania.
 

Przewodnikiem po browarze był bardzo sympatyczny pracownik browaru w Tychach, pan Jacek Kantor, który swoimi opowieściami i różnymi ciekawostkami, bardzo uprzyjemnił nam zwiedzanie
 

Na początku zwiedziliśmy browarne muzeum, zwane Tyskim Browarium, gdzie mogliśmy obejrzeć film 3D o historii Tyskich Browarów Książęcych. Bardzo ciekawy obraz, mi się oglądało bardzo miło. Dodatkowo w muzeum mogliśmy podziwiać rzeczy związane z historią browaru, czyli butelki, dokumenty, etykiety, podstawki i inne. Naprawdę, bardzo ciekawe rzeczy. 
 





Po wizycie w muzeum udaliśmy się na zwiedzanie browaru. Na samym początku trafiliśmy do starej, stylowej, historycznej warzelni, gdzie cały czas warzy się piwo. W momencie, gdy my tam byliśmy warzone tam było Książęce, ale zabijcie mnie, nie pamiętam które.
 

 
Obok starej warzelni, jest nowa warzelnia, która nie jest już tak klimatyczna, jakkolwiek i tak warto tam wejść i zobaczyć, jak to wszystko wygląda.
 
 
W obu pomieszczeniach panowała bardzo wysoka temperatura, a nozdrza łechtał cudowny zapach brzęczki słodowej.Potem wybraliśmy się do historycznej, aczkolwiek nieczynnej już słodowni. Klimat miejsca bardzo fajny, tylko wielka szkoda, że to już zamierzchłe czasy i jedyne co może nas tam spotkać to wizyta sławetnego 'ducha słodownika'. Ja, niestety, nie miałem okazji go zobaczyć, ale podobno jesienią i zima on śpi lub się ukrywa, a uaktywnia się w miesiącach wiosennych i letnich. Chyba będzie trzeba zatem, wybrać się do Tychów ponownie latem. Niedaleko starej słodowni mieści się historyczny Dom Kawalera, gdzie mieściły się mieszkania niezamężnych pracowników browaru, kasyno, piwiarnia i inne atrakcje, które upiększały kawalerski styl życia. Obok Domu Kawalera w niebo wznosi się 48 wielkich tankofermentatorów, z których każdy ma pojemność 5000 hl. Nam udało się zobaczyć je nawet w od spodu.
 

Fotografii z zewnątrz nie mam, gdyż zwiedzanie było w godzinach wieczornych, a moja Xperia niestety już w takich warunkach nie domaga.
 
Udało się obejrzeć jeszcze kilka innych ciekawych miejsc, między innymi bocznicę kolejową, stary peron, mieszkania domy mieszkalne piwowarów. Była także możliwość obejrzenia rozlewni, jakkolwiek w sobotę w browarze nic się nie rozlewa, także zrezygnowaliśmy z oglądania pustej linii.
 
Chodząc po tym wielkim konglomeracie browarnym nasunęła mi się pewna refleksja. Mianowicie taka, jak to wszystko musiało wyglądać pięknie kilkadziesiąt lat temu. Teraz teren i same budynki browarne robią oczywiście wrażenie, ale nie da się ukryć, że nowoczesność mocno się wkradła na teren Tyskich Browarów Książęcych. 
 
Konkludując, bardzo mi się podobało. Pierwszy raz zwiedzałem browar i jestem pod wielkim naprawdę wrażeniem. Spodziewałem się czegoś zupełnie innego, bardziej masowego w odbiorze, bardziej nowoczesnego i zautomatyzowanego, jakkolwiek historia i to bogata cały czas w tym browarze trwa i tworzy się nowa, choć zupełnie już inna. Chętnie odwiedzę te miejsce jeszcze raz latem przyszłego roku. Dla zainteresowanych, zwiedzać muzeum można codziennie. Ceny biletów wynoszą: 12 PLN normalny oraz 6 PLN ulgowy. Ceny jak dla mnie bardzo atrakcyjne. Przy wejściu do Tyskiego Browarium mamy też sklepik z gadżetami, gdzie można zakupić różne pamiątki związane z Kompanią Piwowarską.
 
Po zwiedzaniu browaru udaliśmy się z ekipą blogerów i naszymi fantastycznymi dziewczynami do browarowego pubu, gdzie mogliśmy raczyć się przepyszną kolacją w formie szwedzkiego stołu oraz ostatnimi piwnymi nowościami z Tych, czyli Książęcym Ciemnym Łagodnym, Książęcym Złotym Pszenicznym oraz Książęcym Czerwonym Lagerem. Owe spotkanie i after party w hotelu było pełne ciekawych rozmów o piwie i nie tylko. Ogólnie rzecz biorąc, bardzo fajny wypad. Fajnie było się spotkać, pozwiedzać, popić i pogwarzyć w bardzo fajnym towarzystwie. Do zobaczenia następnym razem dziewczęta i chłopaki.

wtorek, 23 października 2012

Piwo Kołobrzeskie - Jasne Niepasteryzowane

Przedstawiam piwo Piwo Kołobrzeskie Jasne Niepasteryzowane.


Zawartość ekstraktu: 11,6% wag.

Zawartość alkoholu: 4,5% obj.

Kolor: złoty, klarowny.

Zapach: słodowo-chmielowy.

Smak: słodowo-chmielowy, w tle wyraźna goryczka.

Piana: kremowa, dziurawa, średnio wysoka, szybko opada, zostawia osady na ściankach szklanki.

Pasteryzacja: nie.

Termin przydatności do spożycia: 4-5 tygodni.

Opakowanie: butelka 0,5l, bezzwrotna.

Producent: KOWAL Minibrowar Koszalin



Podsumowanie:

Na dzisiejszą degustację wybrałem piwo od koszalińskiego Kowala, którym jest Piwo Kołobrzeskie Jasne Niepasteryzowane. Piwo ma bardzo ładną barwę, choć jak na niefiltrowane piwo, jest dla mnie za klarowne. Piana piwa jest dziurawa i znika bardzo, ale to bardzo szybko. Jeśli chodzi o zapach, to bardzo miło się zaskoczyłem, zapach naprawdę może się podobać. W smaku już niestety jest gorzej. Piwo jest słodowo-chmielowe, z wyraźną goryczką w tle, jakkolwiek wszystkie te nuty momentalnie zanikają w trakcie picia, nie cieszą długo kubków smakowych. Smak jest dość płaski. Piwo jest średnio wysycone. Butelkę Piwa Kołobrzeskiego ozdabia bardzo ładna etykieta, szczerze mówiąc, to ze względu na jej urok te piwo zakupiłem. Przedstawia przedwojenny Kołobrzeg, taka jakby przedwojenna widokówka, ja takie strasznie lubię. Dodatkowo zawiera wszelkie najważniejsze info. Ogólnie, piwo ustawione w lodówce kusi, degustacyjnie jest już troszkę gorzej. Ja sam spróbowałem, można rzecz, że 'zaliczyłem' i chyba na tym się skończy, no chyba że, dane mi będzie niedługo odwiedzić Kołobrzeg i w knajpie nie będzie nic lepszego.

Moja ocena: 
Kolor: - 7
Piana: - 5
Zapach: - 9
Smak: - 6
Etykieta: - 8

Ocena końcowa: 7,03/10

Cena: 5,99 PLN [AFROALKO - Gdynia-Obłuże]

poniedziałek, 22 października 2012

Ciechan - Nasz Jubilat

Przedstawiam piwo Ciechan Nasz Jubilat.



Zawartość ekstraktu: 13,8%.

Zawartość alkoholu: 6,8% obj.

Kolor: miedziano-bursztynowy, klarowny, pełen bąbelków gazowych

Zapach: słodowo-karmelowy.

Smak: wyraźnie słodowy, lekko słodki, lekkie nuty karmelowe, w tle wyczuwalna goryczka i delikatny alkohol.

Piana: wysoka, kremowa, gęsta, bardzo szybko opada.

Pasteryzacja: nie.

Termin przydatności do spożycia: około 4 tygodni.

Opakowanie: butelka 0,5l, zwrotna.

Producent: Browar Ciechan



Podsumowanie:

W ciągu ostatnich kilku dni wypiłem kilka różnych piw. Jednym z nich była ciechanowska nowość, czyli Nasz Jubilat. Piwo, w stylu marcowym, uwarzone w dziesiątą rocznicę przejęcia browaru w Ciechanowie, przez jego obecnego właściciela i miłośnika dobrego piwa w jednej osobie, czyli przez Marka Jakubiaka. Piwo ma bardzo ładną barwę, pasująca do stylu marcowego. Piana piwa jest ładna także, ale niestety nie pozwala konsumentowi się nią zbytnio nacieszyć, bo opada diametralnie szybko. W zapachu piwo jest wyraźnie słodowe i karmelowe. W smaku już karmel tak nie dominuje, tutaj na wierz wychodzi słodowość, która w tle urozmaicana jest wyraźną goryczką. Na finiszu dość wyraźny. Mimo takiego wachlarza nut smakowych, piwo jest dość płaskie w smaku. Nasz Jubilat jest średnio wysycony. Jeśli chodzi o względy wizualne widoczne na butelce jubileuszowego Ciechana, to tutaj trochę więcej niż trochę jestem zawiedziony. Etykieta jest zwykła etykieta, w stylu znanym z wcześniejszych Ciechanów. Jedynymi symbolami informującymi o tym, że jest to piwo rocznicowe, to nazwa piwa oraz informacja na spodzie etykiety '10 lat'. Szczerze mówiąc, dla mnie osobiście, to troszkę za mało. Oczekiwałbym raczej metalizowanej etykiety, bardziej wyszukanej graficznie i kolorystycznie. Czegoś, co nadawało by pewnej estymy temu dziesięcioleciu. Obecnie, z daleka trudno oddzielić Naszego Jubilata od Miodowego. Ogólnie mówiąc, smakowo piwo nie jest złe, choć na jubileusz uwarzyłbym coś bardziej wyszukanego, a jeśli chodzi o oprawę z nim związaną, to tu oczekiwałbym znacznie, znacznie więcej. Może za dziesięć następnych lat, dwudziesty jubileusz celebrowany będzie bardziej wyszukanym i ładniej podanym piwem, czego życzę sobie, panu Markowi oraz całemu browarowi w Ciechanowie.

Moja ocena: 
Kolor: - 9
Piana: - 7
Zapach: - 7
Smak: - 7
Etykieta: - 5

Ocena całościowa: 7,26/10 

Cena: 5,20 PLN [DESPERADO - Witomino]

piątek, 19 października 2012

Kącik Piwnego Melomana - APHEX TWIN - ... I Care Because You Do

Jako, że dziś piątek, to czas na kolejny odcinek Kącika Piwnego Melomana, czyli KPM. Płytą, która dzisiaj zagościła w moim kąciku jest album projektu APHEX TWIN o tytule '... I Care Beacuse You Do'. Z muzyką Richard'a D. James'a, który właśnie kryje się pod nazwą Aphex Twin (również AFX, Caustic Window, Polygon Window, GAK, Power-Pill, Q-Chastic i innymi jeszcze), zetknąłem się pod koniec 1995 roku. Wtedy, jako dwudziestolatek i niepokorny miłośnik ciężkich brzmień (metal/punk/hc), pewnego jesiennego dnia odwiedziłem swojego bardzo dobrego przyjaciela z osiedla - Borysa, u którego często spędzało się wieczory właśnie na słuchaniu muzyki i męskim gadaniu o wszystkim i o niczym. Borys, także fan ciężkich brzmień, od pewnego czasu zaczął puszczać mi płytę 'Lifeforms' grupy Future Sound Of London, która strasznie mi się spodobała. Zakochałem się w jednym numerze z tego albumu. Chodzi o pierwszy kawałek z drugiego CD, czyli 'Domain'. I tak przychodząc do Borysa, zawsze prosiłem o to, by mi ten, jakże fantastyczny numer puścił.  Jednakże tego dnia, o którym piszę wcześniej, Borys stwierdził, że zanim puści mi 'Domain', puści mi coś jeszcze lepszego. Stwierdziłem lekko zażenowany, że nie może być nic lepszego od 'Domain'. Nie dał za wygraną i włączył mi kawałek, po przesłuchaniu którego 'Domain' zszedł na drugi plan. A chodzi tu o 'Alberto Balsam' z albumu '... I Care Because You Do' właśnie. Tak zaczęła się moja prawdziwa przygoda z Richard'em D. James'em i nowymi brzmieniami, która trwa do dziś. Mimo faktu, iż ta płyta nie jest moją ulubioną w dorobku Ryśka (tak popularnie mówi się o Richard'zie D. James'ie), to jest na pewno przełomowym albumem w moim życiu, dlatego właśnie dziś kilka słów o nim.


Płyta została wydana w 1995 roku. Na album składa się 12 numerów, z których każdy jest jakże inny od siebie, ale które tworzą pewną, może nie zgrabną, ale na pewno spójną całość. '... I Care Because You Do' to trzeci album Aphex Twin i jest on znacznie różny od dwóch poprzednich, czyli 'Selected Ambient Works 85-92' (jedna z moich ulubionych płyt ever) oraz 'Selected Ambient Works II', które były bardzo ambientowe i dość zrównoważone stylistyczne i dość proste, co nie znaczy, że nie genialne. Dzięki nim Rysiek zyskał miano 'geniusza ambientu'. '... I care Because You Do' to dużo acid'owych dźwięków, także rytmy wydobywane z automatów perkusyjnych, syntezatorów analogowych. Ogólnie rzecz mówiąc, jak to mówi Borys, dużo 'stuku-puku'. To prawda, na samym początku może to męczyć, jakkolwiek po kilkukrotnym przesłuchaniu, te 'stuku-puku' zaczyna być poezją, która rozpościera swoje pejzażowe piękno przed naszymi uszami. W to wszystko wplątane są wątki ambientowe i cudowne tła, które dopełniają całość. Sam nazywam Ryśka 'mistrzem teł'. Usłyszeć możemy to już w pierwszym kawałku, czyli 'Acrid Avid Jam Shred'. Utwór rozpoczyna się niezbyt kusząco i nie zachęca może do przesłuchania całego albumu, ale mniej więcej w połowie, Rysiek raczy nas właśnie swoim jakże cudownym ambientowym tłem, które nakazuje nam zostać i cierpliwie, kontemplacyjnie słuchać albumu do końca. Drugi utwór 'The Waxen Pith' pełen 'szeleszczeń' i komputerowych instrumentów wiolinowych ukazuje nam bogactwo elektronicznego świata. Niby jest bardzo elektronicznie, ale jakże klasycznie. Następnie 'Wax the Nip' zabiera nas w nieodgadnioną podróż po nieograniczonych niczym kosmicznych arteriach. Zewsząd dochodzą do nas dźwięki, w swoich różnych kosmicznych formach. Tu też tła miażdżą nasz umysł. Następnie pełne grozy i jazgotu 'Icct Hedral' oraz 'Ventolin', które miejscami słuchaczowi mogą sprawić ból i spowodować, że na tym zakończy odsłuch tej płyty. Rysiek chyba zrobił to specjalnie, by transcendentalizm pierwszych trzech numerów nas nie uśpił, przed tym co jeszcze ciekawego nas czeka. A potem mamy takie tuzy jak 'Start as You Mean to Go On', który mimo faktu, iż jest nagrany dość kiepsko (chyba za głośno i coś z masteringiem tu jest nie tak), to jednak powoduje, że nasze ciało zaczyna pozytywnie wibrować. Tu też krótkie, hejnałowe troszkę tła, dają znać o sobie. No i pod koniec mamy moją największą sympatię na tej płycie, czyli 'Alberto Balsam'. Jest to moja miłość od pierwszego wejrzenia ... przepraszam odsłuchania. Piękne analogowe nuty, przeplatające się ze 'stuku-puku' i zewsząd pojawiającymi się niespodziankami dźwiękowymi. Nie dość, że kawałek cudownie relaksuje, to jeszcze częste zmiany napięć w nim zachodzące, powodują, że przezywamy emocjonalny orgazm wręcz. Jak to mówi mój przyjaciel Tomek ... 'miszczostwo świata'. Miłość do tego kawałka trwa nieprzerwanie do dziś


Nie dość, że Rysiek na tym albumie zaskoczył niekonwencjonalnymi wręcz rozwiązaniami aranżacyjnymi, to także zaskoczył tytułami utworów, wiele z nich to anagramy jego aliasów, np:
- 'Acrid Avid Jam Shred' - Richard David James
- 'Wax the Nip' - Aphex Twin
- 'The Waxen Pith', 'Wet Tip Hen Ax' oraz 'Next Heap With' - The Aphex Twin
- 'Cow Cud is a Twin' - Caustic Window
 
Okładkę albumu zdobi roześmiana twarz Ryśka i do tej pory wielu moich znajomych uważa, że tym albumem, następnym także, Rysiek zażartował sobie z jego wiernych fanów, którzy oczekiwali mistycznych i misternych ambientowych doznań, a tu dostają pomieszanie z poplątaniem. Płyta jest naprawdę warta wgłębienia się w nią. Moim zdaniem, '... I Care Because You Do' najlepiej słucha się późnym wieczorem i w nocy, gdy wszystkie światła gasną i możemy skupić się tylko na muzyce i odebrać jej właściwy charakter. W nocy światło nie rozprasza tak mocno naszego zmysły, którym jest słuch i możemy się bardziej skupić na doznaniach, które oferuje nam Rysiek. 
   
Posłuchać utworów z tego albumu można oczywiście odsłuchać na moim browarnikowym 'chomiku'. Album chroniony hasłem. Znajomych i przyjaciół, którzy chcieliby otrzymać hasło, proszę o kontakt bezpośredni:

Za tydzień zapraszam znowu na spotkanie z czymś bardzo ciężkim, tu już nie będzie 'miękkiej gry'. 

czwartek, 18 października 2012

Manufaktura Piwna - Manufakturowy Pils

Przedstawiam piwo Manufaktura Piwna Manufakturowy Pils.



Zawartość ekstraktu: 13,6%.

Zawartość alkoholu: 5,6% obj.

Kolor: ciemnozłoty, klarowny.

Zapach: wyraźne nuty owocowe i lekkie karmelowe, lekkie nuty chmielowe.

Smak: wyraźne nuty owocowe i lekkie karmelowe, w tle bardzo przyjemna, długa, mocna goryczka chmielowa.

Piana: kremowa, dość gęsta, średnio wysoka, szybko opada.

Pasteryzacja: tak.

Termin przydatności do spożycia: 6 miesięcy.

Opakowanie: butelka 0,5l, bezzwrotna.

Producent: Browar Jabłonowo


Podsumowanie:

Jako, że ostatnio obrodziło piwnymi nowościami, to dzisiaj postanowiłem spróbować właśnie jednej z takich nowości, a mianowicie Manufakturowego Pilsa od Manufaktury Piwnej Browaru Jabłonowo. Piwo otrzymałem w paczce, razem z dwoma innymi, od Marcina Chmielarza (twórcy tego piwa) i Browaru Jabłonowo, za co jeszcze raz serdecznie dziękuję. Piwo, jak na pilsa o ekstrakcie powyżej 13%, ma bardzo ładną, odpowiednia barwę. Piana piwa też może się podobać, jakkolwiek niezbyt długo cieszy oko osoby konsumującej, a szkoda. Jest to, moim zdaniem, najsłabszy punkt tego piwa. Zapach jest wyraźny i bardzo miły dla naszych nozdrzy, może o jeden ton za słodki, ale na pewno zachęca do spróbowania. W smaku też jest bardzo przyjemnie. Smak jest bardzo wyraźny i pełny, z długą, bardzo przyjemną goryczką chmielową. Goryczka, po wypiciu, bardzo długo zostaje na kubkach smakowych, bardzo mi to się podoba. Piwo jest nad wyraz treściwe. Wysycone jest na poziomie średnim, chyba ciut większe byłoby lepsze. Butelka Manufakturowego Pilsa ozdobiona jest dość ciekawą etykietą. Kolorystycznie bardzo mi się podoba, graficznie troszkę mniej. Podoba mi się bardzo napis na etykiecie głównej, że jakość jest gwarantowana i sygnowana przez głównego piwowara. Jak to powiedział kiedyś Baania: 'musi być pewny swojego dzieła'. Na kontrze możemy wyczytać między innymi ciekawe informacje o tym właśnie piwie. Ogólnie rzecz biorąc jest ładnie, ale czegoś mi tu jednak brakuje. W ogóle etykiety Manufaktury Piwnej są tak różne, że ciężko to ogarnąś wzrokiem i umysłem, ale to temat na oddzielny wpis etykietowy. Konkludując, bardzo udany pils, mi zasmakował bardzo i będę po niego sięgał dość często, pomimo faktu, iż pils to nie jest mój ulubiony piwny gatunek. Marcin wielkie gratulacje, czekamy na kolejne dzieła spod Twojej piwowarskiej ręki.
 
Moja ocena: 
Kolor: - 10
Piana: - 7
Zapach: - 8
Smak: - 9
Etykieta: - 8

Ocena końcowa: 8,48/10

środa, 17 października 2012

Zmierzch Smoków

Dziś, podczas kolejnego mojego spotkania z etykietami, chciałbym podzielić się z Wami, swoimi bardzo subiektywnymi przemyśleniami na temat etykiet piw, których już nie spotkamy na sklepowych półkach. Rzecz będzie dotyczyć szaty graficznej zdobiącej, tak zwane, 'smoki' z Browaru Fortuna z Miłosławia. Jak nadmieniłem wyżej, piwa z serii 'smoków' nie są już produkowane. Jeszcze kilka miesięcy temu można było napić się Złotego Smoka, Czerwonego Smoka, Srebrnego Smoka oraz Czarnego Smoka. Piwa te, nie były może szczytem marzeń piwnych koneserów, jakkolwiek często je pijałem i lubiłem zawsze się wpatrywać w etykiety zdobiące butelki 'smoków'.

Przód butelki zdobiły etykiety główne oraz krawatki. Co od razu rzuca się w oczy, to fakt, że etykiety są metalizowane, co od razu przypadło mi do gustu. Motywem przewodnim etykiet głównych był (w moim przypadku nadal jest), jakże by inaczej ... smok. Skrzydlaty legendarny stwór ze skrzydłami, który na tych etykietach może troszkę przypomina smoka znanego ze 'Shreka', jakkolwiek jego mityczność spokojnie można zauważyć. Na każdym piwie z serii przybiera inna pozę, dość groźną i mistyczną. Smoki są niby takie same, ale każdy jest inny, tworzą taką jakby smoczą rodzinę, co chyba było zamiarem marketingowców Fortuny. Każdy posiada inny charakter oraz inną moc. Smok na każdym z piw jest w innym kolorze, odpowiednim do nazwy piwa, czyli na przykład postać smoka na etykiecie Złotego Smoka jest złota i tak też to się ma w stosunku do pozostałych 'smoków'. Tło etykiet też jest w odpowiednim kolorze do nazwy piwa, z białym środkiem wypełnionym, czymś na kształt akantu, w kolorach także współgrających z nazwą piwa. Nazwy piwa napisane są czcionką przypominającą ta stosowane w czasach średnich i poza Czerwonym Smokiem, kolor czcionki jest odpowiedni do nazwy piwa. Wszystko to tworzy taki 'rycerski' charakter etykiet i piwa także, co na mnie działało dosyć mocno. To w pewnym sensie spowodowało, że kiedyś sięgnąłem po 'smoki'. Etykiety główne dodatkowo zawierają informację o tym, jakie piwo jest wlane do butelki (niestety napisy te mocno się zlewają z tłem i są słabo widoczne) oraz nielubianą przez prawdziwych piwoszy, o oryginalnej czy też tradycyjnej recepturze. Krawatki, zdobiące szyjki butelek, kolorystycznie bardzo pasują do reszty, zwieńczają całość. Zawierają logo Browaru Fortuna oraz rok powstania browaru w Miłosławiu.


Kontretykiety miłosławskich 'smoków' dość szczególne, bardzo duże, w kształcie prostokąta. Kolorystyka zgodna z etykietami na przedzie butelki. Dość szczegółowe w wyrazie. Zawierają nazwę piwa, skład, informacje o pasteryzacji. Jest także krótka historyjka o rodzaju piwa. Znaleźć tu można też dane teleadresowe, informacje o zwrotności, pojemność butelki, kod kreskowy. Na poszczególnych 'smokach' można także dostrzec medale, jakie piwa otrzymały. Etykiety w tle zawierają sympatyczny szczegół w postaci ornamentu, znanego z etykiety głównej, co dodaje dostojności kontrze, a także tej 'rycerskości'.


Wszystko to tworzy przyjemną oprawę. Mi się bardzo etykiety 'smoków' podobały. Czuję wielki sentyment do nich oraz do samych 'smoków'. Na pewno 'smoki' wyróżniały się na półkach sklepowych, bez trudu można było je odnaleźć w gąszczu innych piw. Nawet bez nazw, wiadomo było z jakim 'smokiem' mamy do czynienia. Wszystkie cztery etykiety są spójne, tworzą całość, jak gdyby taki bardzo krotki komiks. Tak naprawdę mankamentami jedynymi, które można tu przedstawić, to fakt, że etykiety nie zawsze były równo przyklejone i to, co opisałem już wyżej, gatunki piw na etykiecie głównej bardzo niewidoczne.

Konkludując, 'zmierzch smoków' już za nami. Wielka to szkoda, mimo faktu, iż piwa te miały zarówno tak samo wielu zwolenników, co przeciwników. Czy jeszcze kiedyś 'smoki' otoczą nas swoją magią? Pewnie nie, ale na pewno są częścią historii polskiego browarnictwa.