Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polskie Browary - kujawsko-pomorskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polskie Browary - kujawsko-pomorskie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 stycznia 2022

Z wizytą w browarze Warzelnia Piwa w Bydgoszczy

Okres pomiędzy Świętami Bożego Narodzenia, a Sylwestrem, to dla mnie zawsze okazja by gdzieś wybrać się na dzień lub dwa, by odwiedzić browary, w których nie byłem. W tym roku padło na cztery browary w województwach kujawsko-pomorskim i wielkopolskim. Plany planami, a rzeczywistość każdy wie jaka bywa. Z czterech zrobiła się połowa i to takie, które miałem już okazję odwiedzać wcześniej. Jednym z nich, pierwszym na szlaku, była Warzelnia Piwa z Bygdoszczy. 
 

Warzelnię Piwa, miałem już okazję odwiedzić, ale bardzo dawno temu, bo jesienią 2012 roku i to tylko na chwilę. Nie było czasu ani na skosztowanie piw, ani na zrobienie fotek, czy skosztowanie specjałów miejscowej kuchni. Tym razem się udało. Jakkolwiek, dzięki fatalnym warunkom na drogach, podróż do Bydgoszczy znacznie się przedłużyła i nie było okazji podziwiać 'bydgoskiej Wenecji' za dnia, z zewnątrz. 

Warzelnia Piwa zlokalizowana jest niemal w samym centrum Bydgoszczy, nad brzegiem rzeki Brdy. Dokładny adres to ulica Poznańska 8. Warzelnia piwa działa na rynku od wiosny 2011 roku. Swoje podwoja dla gości ma otwarte w godzinach: 14:00-21:00 (poniedziałek), 14:00-22:00 (wtorek i środa), 14:00-23:00 (czwartek), 14:00-24:00 (piątek, 12:00-24:00 (sobota) i 12:00-21:00 (niedziela).
 
Lokal, w którym zainstalowany jest browar, zajmuje kilka poziomów kamienicy, a jego wystrój jest miły dla oka, taki, że powoduje chęć by zasiąść przy stole, napić się piwa i coś wziąć na ząb. W kilku pomieszczeniach, możemy podziwiać artefakty związane z bydgoskim piwowarstwem, zarówno dawnym, jak i obecnym. Są też sale winna i whisky.  






W głównej sali, mamy zainstalowana mała warzelnię. Jest to jednozbiornikowy mechanizm firmy Dreher o wybiciu 320 litrów. Machinarium z sitem poniżej kotła. Mimo, iż goście odwiedzający Warzelnię Piwa, mogą podziwiać dwa zbiorniki, to drugi z nich, to atrapa, która kryje w sobie komputer sterujący warzelnią.
 

 
.


Poziom niżej, tuż za barem, browar skrywa pomieszczenie ze zbiornikami fermentacyjno-leżakowymi oraz wyszynkowymi. Tych pierwszych jest cztery i mają pojemność 1320 litrów (cztery warzenia na napełnienie całego zbiornika). Pomieszczenie jest dosyć małe, co nie pozwala zrobić jakiś dobrych zdjęć, a co gorsze, nie daje szans browarowi na rozbudowę, na rozwój
 


 
W browarze warzy się kilka gatunków piwa. W trakcie naszej wizyty, dostępnych było pięć różnych piw na kranie: Piwo Piwo (pils), Złote Pole (pszeniczne), pszeKoźlak (koźlak pszeniczny), Pasieka (ciemne miodowe) oraz Słodki Wiewiór (jasne orzechowe). Piwa można zamawiać w kilku pojemnościach: 0,3 litra, 0,5 litra oraz 1 litr. Dostępny jest także zestaw degustacyjny, w skład którego wchodzą cztery piwa, każde o pojemności 125 mililitrów. Ceny piw, hmm, no muszę przyznać, że bardzo wysokie. Szczerze, takie trochę lotniskowe bym powiedział. Zresztą zobaczcie sami. Wszystkie piwa można nabyć także na wynos, w półlitrowych butelkach.
 
 
Samo piwo, do wypicia owszem, ale bez fajerwerków. Dość powiedzieć, że najbardziej zasmakowało mi ... jasne orzechowe. Naprawdę przyjemny wywar, szczególnie pity po długiej jeździe autem. Wielkie nadzieje wiązałem z pilsem, jakkolwiek w aromacie całkiem niezły, ale już w smaku, jakieś takie mało wyraziste, z bardzo delikatną goryczką. 
 

Piwo piwem, ale tym, co wywarło na mnie ogromne wrażenie, jest miejscowa kuchnia, szczególnie ta indyjsko-nepalska. No powiem wam, że niebo w gębie. Zamówione dwa dania: deska indyjskich przekąsek z sosami oraz garam masala z chlebkiem naan. Wszystko wyraziste, super doprawione, pachnące i po prostu smaczne. No petarda! Naprawdę polecam każdemu, kto lubi azjatyckie smaki.
 

Do tego, bardzo sympatyczna, uśmiechnięta obsługa, która z wielką chęcią odpowiada na wszystkie pytania, poleca i doradza. Duży plus.
 
Konkludując, bardzo ładne, przyjemne miejsce by spędzić wolny czas, zlokalizowane w pięknych okolicznościach miasta Bydgoszcz. Moim zdaniem lepsze kulinarni, niźli piwnie, ale każdy z Was powinien sprawdzić samemu. 
 
Kończąc, chciałbym podziękować szefostwu za możliwość zwiedzenia browaru oraz piwowarowi Patrykowi Szkudlarkowi za bycie osobistym przewodnikiem po wszystkich zakamarkach Warzelni Piwa oraz za wszelkie informacje związane z piwowarstwem na bydgoskiej ziemi. 
 
 
Wasze zdrowie!

poniedziałek, 13 maja 2019

Z wizytą w Browarze Jan Olbracht w Toruniu

Drugim odwiedzonym przeze mnie browarem, po Browarze Grudziądz, podczas ostatniej majówki, był szeroko znany u nas na Warmii i lubiany toruński Browar Jan Olbracht. Do wizyty w tymże browarze, namawiał mnie dość mocno, jeden z dwóch piwowarów olsztyńskiego Browaru Ukiel, a mianowicie Kamil Tchórzewski, który wcześniej warzył w ... Janie Olbrachcie właśnie. Dość powiedzieć, że zaanonsował mnie przed moim przyjazdem, za co chciałbym mu serdecznie podziękować. 

 
W Toruniu, podczas majówki, na tamtejszej starówce, wieczorową porą robi się naprawdę tłoczno, jakkolwiek nie ma zbyt wielkiej trudności by dotrzeć do browaru. Przy głównej ulicy starówki, postawiony jest taki trójboczny informator, który oznajmia miejscowym i turystom, po polsku i angielsku, gdzie w mieście Kopernika napijemy się najlepszego piwa. 



Jak widać na zdjęciu powyżej, Browar Jan Olbracht mieści się przy ulicy Szczytnej 15. Cynny jest codziennie w godzinach: poniedziałek-czwartek - 11:00-23:00, piątek-sobota - 11:00-24:00, niedziela - 11:00-22:00. Budynek browaru już z zewnątrz prezentuje się bardzo zacnie. Stylowa kamienica z bardzo ładnie wykonaną elewacją oraz przylegający do niej zadaszony ogródek. W środku, oszołamia równie mocno. Już sam fakt, że jest tu kilka poziomów i kilka różnych wystrojów każdego z pomieszczeń, czyni te miejsce takim, które po samym przekroczeniu progu, staje się miejscem, w którym chce się być i piwo pić. Na początku nadmienię, że mamy tu do dyspozycji cztery poziomy i kilka różnych sal.Na parterze, tak zwana sala 'Beczki', gdzie klienci siedzą w ogromnych drewnianych beczkach, z których rozpościera się widok na bar oraz warzelnię. W piwnicy mamy kolejny bar, a właściwie wielokran i tutaj oprócz miejscowych piw, także dostępne są z kranu piwa innych zaprzyjaźnionych browarów, odbywają się tu także kranoprzejęcia. Poziom nad 'Beczkami' mamy gustowną, stylową Salę Królewską, w której to ja się stołowałem. Poziom nad nią dostępna jest duża sala restauracyjna, a do dyspozycji klientów jest jeszcze antresola, z której rozpościera się fenomenalny widok na bar główny i warzelnię. Każde to miejsce cechuje się innym wystrojem, klimatem i poziomem gwarności. 

Poziom 0 - bar główny

Piwnica z wielokranem

 Bar wielokranu

 Sala Królewska

Jako, że wyżej wspomnieliśmy o warzelni, to warto nadmienić, że sercem browaru jest dwunaczyniowe machinarium o wybiciu tysiąca litrów. 



W piwnicy, tuż za salą wielokranową, znajduje się pomieszczenie gdzie ulokowane są zbiorniki fermentacyjno-leżakowe. Jest ich dziesięć. Każdy o pojemności tysiąca litrów. Jak dobrze widać, w Janie Olbrachcie jedna warka piwa, to jedno warzenie. 



Skoro wspomniałem o sprzęcie, to czas najwyższy wspomnieć o piwach tam warzonych. W stałej ofercie na kranie. mamy do dyspozycji trzy piwa (pils, pszeniczne oraz piernikowe), a także piwo specjalne, który podczas mojej wizyty było Tea IPA. Jak wieść niesie, piwa specjalne warzone są razem z piwowarami domowymi. W butelkach dostępne było jeszcze piwo z serii sztosowatych, czyli Legenda Króla (RIS piernikowy). Jak to zwykle bywa, zacząłem, wraz z moją przesympatyczna gromadką, zamówiliśmy na początek deseczkę wszystkich piw na spróbowanie.



No i tak, dwa z piw, które kosztowałem, były świetne, wręcz wybitne, czyli pils oraz specjalne - Tea IPA. Pierwsze wyśmienicie nachmielone. Aromat boski, tu chmiel gra pierwsze skrzypce i podobno jest to nasz rodzimy Lubelski od Polish Hops. Chmiel naprawdę ma potencjał. Do tego przyjemna kontra słodowa. Smak to wielobarwny konglomerat doznań chmielowo-słodowych, zwieńczonych, przyjemną, niezbyt długą, nie zalegającą wyraźną goryczką. Takie pilsy to my uwielbiamy. Tea IPA, to znowu fenomenalny aromat świeżych mandarynek i herbaty. W smaku, cytrusy jeszcze bardziej grają, takie właśnie słodkomandarynkowe. Do tego przyjemna, delikatna, aczkolwiek wyrazista kontra słodowa i przemiła owocowo-ziołowa goryczka. No piwo - klasa światowa, tak samo, jak miejscowy pils. Co do dwóch pozostałych piw, to hmm, pszeniczne, moim zdaniem było zbyt mocno nagazowane, co troszkę mi przeszkadzało w konsumpcji, a piernikowe, no to nie do końca mój piwny klimat. 125 mililitrów wypiłem ze smakiem, ale z większą ilością miałbym problem. Choć, jak zauważyłem, wśród klienteli, piwo to cieszy się wielkim szacunkiem. Dalszą degustację, uskuteczniałem w towarzystwie tych dwóch pierwszych tuzów od toruńskich piwowarów.

Jan Olbracht to nie tylko piwo, dobre piwo, ale także coś dla żołądka, czyli miejscowa kuchnia. Menu prezentuje się naprawdę przyjemnie.


Niestety, jako że nasi toruńscy gospodarze, z którymi zawitaliśmy do browaru, przed wizytą w tymże, poczęstowali nas obfitą, wykwintną obiadokolacją, to mimo szczerych chęci skosztowania, między innymi, miejscowego żurku, zadowoliliśmy się miejscowymi warzywnymi frytaki, robionymi z piertuszki, selera, marchewki i nie pamiętam czego jeszcze. Przekąska podawana z dwoma sosami. Mimo swojego niestandardowego jestestwa, potrawa naprawdę bardzo dobra. Skonsumowana została niezwykle szybko i ze smakiem. 


Jak widać, Jan Olbracht ma się czym pochwalić, zarówno pod względem piwa, jak i jadła. Do tego, bardzo miła i pomocna obsługa i co najważniejsze uśmiechnięta, tak szczerze, luźno, bez hollywoodzkiej sztuczności. To bardzo lubię. I gdyby nie pewne przeszkody, natury dziecięcej, że tak się wyrażę, to pewnie degustowałbym piwo w przyjemnej atmosferze, do samego zamknięcia browaru. Jakkolwiek trzeba było ruszać dalej. Niemniej jednak, jest to przyczynek do kolejnych odwiedzin, z którym mam zamiar wkrótce skorzystać. 

Warto nadmienić, że miejscowe piwa, można kupić na wynos w półlitrowych butelkach, ale dostępne są tylko piwa ze stałej oferty oraz Legenda Króla (ta w dwóch różnych butelkach). Oczywiście skorzystałem z zakupu superanckiego pilsa i co ciekawe, na moja wielką prośbę, nalano mi także, do bardzo 'niestandardowej', ale bardzo toruńskiej butelki, piwa specjalnego, które wkrótce zresztą zaraz wypiłem. Nie mogłem się oprzeć, by czekało dłużej. Serdecznie dziękuję za ten miły gest! 

Na koniec, chciałbym bardzo podziękować jednej osobie z ekipy browaru, a mianowicie Mateuszowi Słowińskiegu, za przesympatyczne przyjęcie, za ogarnięcie stołu, mimo natłoku gości, za wycieczkę po browarze i ogólnie za super atmosferę i to pomimo faktu, iż tego wieczora, naprawdę ekipa miała co robić. Dzięki wielkie!


Po opuszczeniu browaru, pośród miejskich murów, natknąłem się na dwóch miejscowych rycerzy, którzy o tej późnej porze, zamiast bronić miejscowego zamku, także uskuteczniali proceder piwa piwa i to w jakiej scenerii, iście chmielowej. Gromkim 'Waćpanie Browarniku!' zaprosili na kufelek, z czego skrzętnie skorzystałem. Popiłbym dłużej i  więcej z tymi wojami, jakkolwiek, chylili się ku odlotowi w objęcia Morfeusza, więc cóż było robić, trzeba było pożegnać załogantów. 


A kończąc ten wpis, polecam serdecznie wizytę w Janie Olbrachcie. Być może zdarzy się tak, że odwiedzając to miejsce, napotkacie mnie w tych zacnych progach i być może pojawi się szansa, na wspólne wypicie choćby miejscowego pilsa. Wasze zdrowie!

wtorek, 7 maja 2019

Z wizytą w Browarze Grudziądz w Grudziądzu

Długi weekend majowy to bardzo dobry czas, by wyruszyć w Polskę, by odwiedzić browary, w których wcześniej nie miało się jeszcze okazji być. Niestety, albo stety, 2 maja był dla mnie dniem pracującym, więc za daleko od Olsztyna nie było okazji się wybrać, no ale przecież, nie można też bezczynnie siedzieć w domu i w moim akurat przypadku, padło na kujawsko-pomorskie, a konkretnie Grudziądz i Toruń. 

Na pierwszy ogień poszedł Grudziądz i znajdujący się w nim browar noszący tożsamą nazwę, jak miasto w którym się znajdował, czyli Browar Grudziądz.


Grudziądz to w ogóle bardzo urokliwe miasto, które miałem okazję podziwiać wielokrotnie, ale tylko przejazdem, co w niewielkim stopniu nadrobiłem tym razem, wybierając się na miejscową starówkę. Akurat pogoda dopisała, więc miło się zwiedzało miejscowe spichrze, Bramę Wodną, ulice Spichrzową oraz obserwowało cudowny widok na Wisłę oraz miasto z Wieży Klimek. Wszystko to bardzo pięknie się prezentuje, jednakowoż widok opuszczonych spichrzy na Spichrzowej, troszeczkę mnie jednak zasmucił.




Opuszczając te piękne okoliczności przyrody, powracamy do Browaru Grudziądz. Tenże mieści się przy ulicy Chełmińskiej 144. Jest on częścią Hotelu Rad. Browar został otworzył swoje podwoje dla gości pod koniec 2017 roku. Browar, jako część hotelu, czynny jest całą dobę siedem dni w tygodniu. Jak widać wyraźnie, miejscowego piwa, można napić się o każdej porze roku.

Przekraczając próg Hotelu Rad, prawie od razu natykamy się na centralnie umieszczony bar, który oddziela restauracyjną część, tę typowo browarną od tej typowo hotelowej.



Patrząc na nalewaki, na logo browaru, możemy dostrzec na nim, jeden z architektonicznych symboli Grudziądza, czyli wspomnianą wyżej Bramę Wodną. 

Mijając bar, udajemy się do tejże części browarnej. Bardzo przyjemne, schludne i ładnie zaaranżowane pomieszczenie, w którym uwagę na siebie zwracają przeszklone witryny, w których prezentowane są polskie i zagraniczne kufle i szkiełka z różnych epok, no i oczywiście instalacja browarnicza. Jest to dwunaczyniowe machinarium o wybiciu tysiąca litrów, które w browarze zainstalowała austriacka firma Salm. W tym samym pomieszczeniu, w którym znajduje się warzelnia, zainstalowane są, w ilości ośmiu sztuk, tanki wyszynkowe. Zbiorniki fermentacyjno-leżakowe zlokalizowane są w podziemiach, jakkolwiek nie miałem okazji do tego pomieszczenia zejść. No cóż, takie uroki majówki i wolnego. 







Głównym piwowarem w browarze jest Szymon Kamiński, który warzy piwa według firmowego sloganu 'Nasze Piwa. Klasycznie warzone w Browarze Grudziądz'. Na barze dostępnych tego dnia były cztery, klasyczne właśnie piwa, a mianowicie: Rudnickie (Helles Lager 12,0%/4,7%), Klimek (Pilsener 12,1%/4,8%), Ułańskie (marcowe 12,5%/4,9%) oraz Nadwiślańskie (miodowe 12,5%/4,7%). W butelkach dodatkowo było dostępne jeszcze piwo Flisackie (pszeniczne 12,0%/4,7%).




Jak to zwykle mam w zwyczaju, zamówiłem zestaw próbek czterech dostępnych piw, każda o pojemności 125 mililitrów.


Wszystkie piwa świeże, dobre, a Helles i Pilsener wręcz bardzo dobre. Ten pierwszy mocno słodowy, delikatnie słodki, a mimo wszystko taki lekki i rześki. Pilsner, to znowu przyjemna feeria aromatów słodowych i chmielowych, a i goryczka jest bardzo ciekawym atrybutem tego piwa. Naprawdę, piło się je z niepohamowanym smakiem. Pewnie zapytacie, a jak te miodowe? Miodowe, a właściwie marcowe z dodatkiem miodu gryczanego, to całkiem prszyjemny reprezentant lagera miodowego, które także wypiłem ze smakiem.



Jako, że wspomniałem wyżej o butelkach, to w piwa Browaru Grudziądz, można zaopatrzyć się także w opcji na wynos, czyli w zgrabnym czteropaku i bardzo ładnym pięciopaku. Można nabyć też szkiełko firmowe w rozmiarach 0,3, 0,5 litra oraz litrowy kufel.


Browar Grudziądz, to nie tylko dobre, klasyczne piwa, ale także ciekawa i smakowita kuchnia, w której znajdziemy przekąski do piwa, kilka smacznych zup, sałat, dań głównych i deserów. Podczas wizyty, ja i moja luba, skusiliśmy się na żurek (wszędzie próbuję tę zupę, gdyż to moja ulubiona), czerninę oraz wędzone świńskie uszy. Żurek bardzo, bardzo dobry i treściwy, czernina bardzo osobliwa, gdyż wykonana na słodko z kluseczkami i owocami (czegoś takiego wcześniej n ie miałem okazji kosztować), a uszy dość specyficzne. Te ostatnie, na pewno nie jest to jadło dla każdego. Bardzo mocno wędzone (dla mnie ciut za mocno), podawane ze specjalnie przygotowanym do nich sosem chrzanowym.

Ceny piwa, jak i potraw z menu, jak na tego typu miejsce, bardzo przystępne. Dość powiedzieć, że pół litra lanego piwa warzonego na miejscu, to koszt jedynie ośmiu złotych. Prawda, że cena bardzo atrakcyjna?


Obsługa w browarze, bardzo miła, sympatyczna i uśmiechnięta, dzięki której czas spędzony w tymże miejscu, należał do bardzo przyjemnych. 

Ogólnie rzecz ujmując, wizytę w Browarze Grudziądz należy zaliczyć do bardzo udanych. Wierzę, że jeszcze ponownie odwiedzę. Mam tez nadzieję, że wtedy dane mi będzie poznać piwowara Szymona. Kończąc wpis, chciałbym serdecznie podziękować obsłudze browaru za miłe przyjęcie, dobry humor oraz równie dobre piwo oraz strawę. Wszystkim odwiedzającym Grudziądz, polecam odwiedziny w tymże browarze. Nie zawiedziecie się! Na zdrowie!