niedziela, 29 grudnia 2019

Z wizytą w Browarze Tumskim w Płocku

Podczas pobytu w Płocku, oprócz browaru położonego przy Tumskiej 13, odwiedziłem także drugi miejscowy browar, starszy o ponad dziesięć Browar Tumski. Przyznacie, że nazwy obu browarów, mogą z początku wprowadzać w pewne zakłopotanie, jakkolwiek są to dwa odrębne przedsięwzięcia, które tylko z nazwy są do siebie podobne. 


Browar Tumski rozpoczął swoją działalność w 2008 roku, a pierwsza warka piwa została uwarzona w w lipcu tegoż roku. Zlokalizowany jest w samym sercu miasta, a właściwie płockiego starego miasta, pod adresem Stary Rynek 13. 

Przekraczając wrota Browaru Tumskiego, wchodzimy do dużej sali, która swoim wyglądem przypomina typowy, wiekowy niemiecki browar lub piwiarnię. Na parterze, w dość dużej sali, obok baru, umiejscowiona została warzelnia. Sprzęt do browaru dostarczyła firma Kaspar Schulz. Dwuzbiornikowe piwowarskie machinarium, w którego skład wchodzi kocioł zacierno-warzelny oraz kadź filtracyjna, ma wybicie 250 litrów. Wydawało mi się, że sprzęt w browarze w Piaskach jest tym najmniejszym w Polsce, ale jednak chyba to właśnie Browar Tumski dzierży w tej kwestii miejsce na najwyższym podium. 




Pomieszczenie, w którym umiejscowione są zbiorniki fermentacyjne, leżakowe oraz wyszynkowe znajduje się w piwnicach kamienicy, gdzie jest także drugi bar oraz sala biesiadna. Dzięki uprzejmości pani menadżer oraz jednego z piwowarów w osobie Kacpra Nuszczyńskiego (drugi piwowar Piotr Gwiazda tego dnia był nieobecny), który tego dnia był moim przewodnikiem po browarze, udało mi się zejść do tejże piwnicy, by zobaczyć gdzie dojrzewają warzone tu piwa. 






W leżakowni, oprócz różnego rodzaju zbiorników z nierdzewki, można podziwiać także cztery dębowe beczki, w których leżakuje i nabiera charakteru RIS. Trochę czasu jeszcze potrzeba, byśmy mogli skosztować tego trunku, ale jak sam Kacper wspominał, warto czekać. 


No, a jak same piwa Browaru Tumskiego? W dniu odwiedzin, w piwnym menu były takie pozycje, jak: Jasne, Pszeniczne, Stout, Pszeniczne Miodowe, Korzenne Miodowe, AIPA oraz sezonowe w postaci Kiwi Milkshake IPA (te już tylko w butelce). By przekonać się o walorach wielu, zamówiona, jak to zazwyczaj bywa w takich przypadkach, została deska piw, która składa się z pięciu różnych piw o pojemności 200 mililitrów każde. Zestaw taki kosztuje 20 złotych. Do degustacji wybrałem Jasne, Pszeniczne, Stout, Pszeniczne Miodowe i AIPA.




Zamawiając Jasne, nie wczytywałem się w piwne menu i byłem pewny, że zamawiam pilsa. Pierwszy łyk piwa wzbudził we mnie podejrzenia, bo piwo w odbiorze przypominało ale i co ciekawe na polskich chmielach. Oczywiście miałem rację. Mniemany pils okaz się fenomenalnym pale ale, do nachmielenia którego użyto polskich chmieli od PolishHops. Pod względem aromatycznym, smakowym jak i goryczki, Jasne to piwny majstersztyk. Tak mnie to piwo wbiło w fotel i zasmakowało, że nie mogłem sobie odmówić i zakupiłem butelki także na wynos. Tak, tak, w Browarze Tumskim można zakupić piwo w butelkach 330 mililitrów. Pszenica i Stout także prezentowały bardzo wysoki poziom, jakkolwiek po degustacji Jasnego, tak mocnego wrażenia na mnie nie wywarły. Zrobiła to natomiast AIPA, bardzo aromatyczna, owocowa, smakowita, z fenomenalnie zbalansowaną goryczką. No wyśmienite piwo, które także zakupiłem na wynos. Przy tych czterech piwach ostatnie, czyli Pszeniczne Miodowe, okazało się tak słodkim napitkiem. No po prostu, nie moja bajka zupełnie. W wersji butelkowej udało mi się także skosztować Kiwi Milkshake IPA< które także buchnęło genialną formą warzących je piwowarów. Kiwi bardzo przyjemnie wkomponowane w strukturę jasnego ale. Smakowite i bardzo 'kiwiowe', że tak to ujmę. Naprawdę, superancko się w Browarze Tumskim warzy. Świadczyć o tym tez mogą złote medale, które browar zdobył na Konkursie Piw Rzemieślniczych. Pierwszy z nich w 2015 roku za Stout oraz w tym roku w kategorii strong ale za Barley Wine uwarzony w kooperacji z Browarem Brodacz.


Jako, że w Tumskiej 13, na ruszt zostało wrzucone treściwe jadło, to w Browarze Tumskim, wjechały słodkości w postaci deseru bezowego oraz malinowego. Niebo w gębie moi drodzy. Mniam, mniam.


Podsumowując wizytę w tym staromiejskim browarze, muszę przyznać, że warzy się tu wyśmienicie, a piwa, szczególnie Jasne i AIPA, pozostają bardzo długo w pamięci, ze względu na bardzo wysoką formę. Ach, chciałbym mieć okazję pić je codziennie. Do tego przyjemna atmosfera, bardzo smakowite desery i bliskość rynku oraz brzegu Wisły sprawia, że pobyt w Browarze Tumskim, to istna przyjemność. 


Ja ze swojej strony polecam wszystkim miłośnikom naprawdę dobrego piwa, a całej ekipie browaru, chciałbym podziękować za sympatyczną gościnę i oprowadzenie po zakamarkach. Do następnego razu - na pewno.

sobota, 28 grudnia 2019

Z wizytą w Browar & Restauracja Tumska 13 w Płocku

Końcówka roku, to co nieco więcej czasu wolnego, co sprzyja wypadom poza miejsce zamieszkania. Wiadomym jest fakt, że najlepsze są takie wyjazdy, które są związane z piwem. Tak więc, pora była wyruszyć w kolejną piwną podróż. Tym razem, jako na cel podróży został wybrany Płock. Wszystkim miasto to znane jest z tego, że przez kilkadziesiąt lat, na przełomie wieków XI i XII, mieściła się tu stolica Polski, a jeśli chodzi o nowsze nam czasy, to kojarzy nam się z największą polską firmą, czyli Orlenem. Dodatkowo, starsi z was, kojarzą pewnie kombajny Bizon, które także kiedyś powstawały w Płocku właśnie. 

W samym centrum Płocka, na jednej z bardziej reprezentacyjnych ulic tego mazowieckiego miasta, czyli na ulicy Tumskiej, na parterze jednej z tutejszych kamienic, zlokalizowany jest bardzo przyjemny piwno-kulinarny przybytek, a mianowicie Browar & Restauracja Tumska 13. 


Lokal ten, jest inicjatywa znanych płockich restauratorów, którzy oprócz tegoż browaru restauracyjnego, mogą pochwalić się takimi znanymi kulinarnymi miejscami, jak restauracja Antrykot oraz naleśnikarnia Krepsiaki. To właśnie w ich głowach, jakiś czas temu zrodził się pomysł, by dobre jedzenie połączyć z dobrym piwem, dzięki czemu powstał właśnie Browar & Restauracja Tumska 13. Nazwa lokalu, jak się możecie domyśleć, została wzięta z adresu, przy którym umiejscowiony jest tenże browar restauracyjny. 

Tumska 13, w środku prezentuje się bardzo nowocześnie, ale jednocześnie bardzo przytulnie. Właścicielom udało się połączyć właśnie te dwa aspekty, dzięki czemu, spożywanie piwa naprawdę jest przyjemnym doznaniem. 


  
W browarze, niedaleko kuchni, na widoku gości umiejscowiona jest instalacja warzelna, która składa się z dwóch naczyń, czyli kotła zacierno-warzelnego oraz kadzi filtracyjnej. Pojemność zbiorników to 5 hektolitrów. Wybaczcie, ale nie znam nazwy firmy, która zainstalowała sprzęt w lokalu. Pierwsze piwo zostało uwarzone w dniach 26-27 stycznia 2019. (dwa warzenia na jeden zbiornik fermentacyjno-leżakowy)


Z wnętrza lokalu, przez szybę, można podziwiać bardzo ładnie oświetlone pomieszczenie, w którym zainstalowane są zbiorniki fermentacyjno-leżakowe. Jest ich sześć i każdy z nich ma pojemność 10 hektolitrów. 




Osobą odpowiedzialną za warzenie piwa w browarze, głównym piwowarem jest bardzo sympatyczny, młody i bardzo uzdolniony chłopak z ukraińskiego Czernichowa Vladislav, którego wszyscy nazywają Vlad. Ten, jak zaznaczyłem wyżej, bardzo miły człowiek ma w browarze wolną rękę i warzy naprawdę bardzo dobre piwa. 


W dniu, w którym odwiedziłem browar, na kranach dostępnych było pięć piw, a mianowicie: Pils, Pszeniczne, Pszeniczne Miodowe, Red AIPA oraz Ciemne Miodowe. W jednym z tanków, dojrzewał także Dry Stout, którego dzięki uprzejmości właścicieli oraz Vlada udało mi się spróbować. 






Skosztowałem wszystkich wymienionych wyżej piw, cztery z nich w formie deski degustacyjnej 4 x 200 mililitrów oraz dodatkowo dwa pozostałe dodatkowo, także po 200 mililitrów. Powiem tak, wszystkie piwa, ukazały niesamowity kunszt Vlada. Pils - fenomenalny. Można pijąc szklankę za szklanką, delektować się nim przez cały wieczór. Podobnie rzecz ma się z Pszenicznym, które to bucha przyjemnym, bardzo intensywnym aromatem goździków z nutami bananowymi w tle. Bardzo orzeźwiające piwo. Miło zaskoczyło mnie także Pszeniczne Miodowe, które okazało się bardzo przyjemnym, orzeźwiającym piwem. Słodycz tego piwa na bardzo zbalansowanym poziomie. Naprawdę zasmakowało mi to piwo i co ciekawe, przypominało mi mocno, nieobecnego od wielu lat na rynku, Corneliusa Pszenicznego Miodowego. Ciekawym i bardzo owocowym w aromacie piwem, okazała się także Red AIPA, która oprócz walorów aromatyczno-smakowych, łechtała także genialną goryczką.. Ciemne miodowe spożyłem ledwie dwa łyki. Piwo to, okazało się zupełnie nie moja bajką, jakkolwiek jak mi powiedziano, ma swoje wielkie grono fanów. Bardzo przyjemnie zapowiada się także dojrzewający Dry Stout. Naprawdę, po konsumpcji wszystkich piw, poczułem się bardzo kontent i tylko pozostawał żal, że nie mogę dłużej pozostać w Tumskiej 13, by popić dłużej i więcej. 

Jak sama nazwa lokalu mówi, w Tumskiej 13 oprócz skosztowania dobrego piwa, możemy także się nieźle posilić. Tego dnia udało się posmakować zupy ziemniaczanej, papryczek serowych oraz klasycznego burgera. Wszystko okazało się bardzo smakowite i zniknęło z talerzy w trymiga. 


Podsumowując moje spotkanie z Browar & Restauracja Tumska 13, muszę przyznać, że mimo krótkiego stażu na piwnym polskim rynku, Tumska 13 prezentuje bardzo wysoki poziom, jeśli chodzi o warzone tam piwa. Zasługą jest to bardzo dobrego piwowara Vlada. Do tego, bardzo przyjemna kuchnia, co przy akompaniamencie bardzo przyjemnej, delikatnej muzyki, które leci z głośników w lokalu, powoduje, że czas spędzany w tymże miejscu, należy do bardzo przyjemnych. Mi osobiście, po półtorej godzinie pobytu tam, nie chciało się opuszczać tego lokalu. Dodatkowo, na koniec mojej wizyty, właściciele oraz Vlad, sprezentowali mi świąteczny, piwny prezent, za który teraz chciałbym jeszcze raz serdecznie podziękować. Za cały spędzony w Tumskiej 13 czas także. Kończąc wpis, jeśli uwielbiacie dobre piwo, a przy tym także smacznie zjeść, to Browar & Restauracja Tumska 13, to punkt obowiązkowy na mapie Płocka. Wasze zdrowie!

niedziela, 22 grudnia 2019

Rozmowy okołopiwne - KPROB, czyli Konkurs Piw Rzemieślniczych Okiem Blogera

Minęło już trochę czasu od momentu, gdy zostały rozdane medale podczas, jak to niektórzy twierdzą, najważniejszego konkursu piw komercyjnych w Polsce. Trochę komentarzy na temat tego konkursu już zostało wypowiedzianych, emocji przelanych, poro piwa upłynęło o tego momentu, więc teraz ja, blogerskim okiem na chłodno, chciałbym napisać kilka słów odnośnie co do swoich przemyśleń na temat tego konkursu. 

Zacznę od swoich gratulacji dla Browaru Nepomucen, ich piwa Pijże (Hazy APA) oraz jego twórcy, czyli Mateusza Kupracza za główną wygraną, czyli Kraft Roku 2019. Muszę przyznać, że tak jak rok temu Browar Waszczukowe i ich Janusz Moczywąs, tak i w tym roku, bardzo się ucieszyłem, że nie wygrał żaden sztos, turbosztos, czy ultraturbosztos, a normalne piwo dla ludzi, że tak to ujmę z przekąsem i lekką ironią. W końcu, piwo z każdej kategorii ma szanse i dobrze, że tak się właśnie dzieje.

No, ale teraz przejdźmy do konkretów. Pierwsza sprawa, czyli liczba kategorii. W tegorocznej edycji było ich aż 55. Można by zapytać: więcej nie było? Moim zdaniem, wiele z nich zostało stworzonych na wyrost, a wręcz bez jakiegoś logicznego uzasadnienia. Weźmy chociażby takie dwie kategorie, jak: Speciality Imperial Sout/Porter i Wood & Barrel Aged Imperial Stout/Porter. Jaki jest sens jest tworzyć dwie kategorie, skoro medal w pierwszej z nich zdobywa piwo barrel aged (II miejsce dla brokreacyjnego Nafciarza Islay Blend BA), dla którego miejsce powinno być moim zdaniem w tej drugiej kategorii? Podobnie rzecz się ma z kategoriami Wood & Barrel Aged Beer oraz Wood & Barrel Aged Wild Beer. W pierwszej z nich, medal zdobywa piwo 'wild', czyli Fortunatus I Wild Barley Wine BA z Browaru Fortuna. Znowusz, takie kategorie jak Milkshake IPA, czy Wheat IPA, w ogóle nie spotkały się z nagrodzonymi. Czy to dlatego, że piwa wysłane przez browary, nie spełniały wymogów danego piwa, czy po prostu browary już tego nie warzą, bo nikt tego już nie che pić? Prawdopodobnie, odpowiedź można znaleźć gdzieś pośrodku. 

Druga sprawa, to właśnie brak przyznanych medali za miejsca pierwsze, drugie lub trzecie w bardzo wielu kategoriach, a mianowicie w 25 (ponad 45%). Mimo, że sam system przyznawania, lub nie przyznawania medali rozumiem i jest on w miarę logiczny i sprawiedliwy, to brak tak wielkiej liczby pustych miejsc na podium, może to świadczyć tylko i wyłącznie o formie naszego krajowego rzemiosła. Co jest najbardziej smutne, to fakt, że medali, szczególnie tych złotych, nie przyznano w naszych polskich, królewskich kategoriach, to znaczy Baltic Porter i Grodziskie. Jak widać, koncernowy Okocim i ich Mistrzowski Porter, nie miał z tym problemu i pokonał całą europejską konkurencję i zdobył złoto European Beer Star. A wydawało się, że stworzone w Polsce Święto Porteru Bałtyckiego sprawi, że dla naszego rodzimego rzemiosła będzie to piwny diament, którego będzie się z wielkim namaszczeniem szlifować. Naprawdę, nie wiem, co na ten temat powiedzieć? Może po prostu - wstyd!

Zdjęcie jest tylko ilustracją do artykułu

W ogóle, jeśli chodzi o nasz porter bałtycki, to strasznie dziwi mnie fakt, że pomimo mojej całej sympatii dla Brokreacji i Pinty, to w Wood & Barrel Aged Baltic Porter, medale zdobyły ich piwa Deep Dark Sea Bourbon BA oraz Imperator Bałtycki Rum & Bourbon. Dlaczego? No skoro kategorie z porterami bałtyckimi dzielimy na dwie, te które spełniają normy 'bałtyka', czyli takie do 22 stopni plato i te powyżej (Specjalny Porter Bałtycki), to czemu w przypadku tych wood & barrel, wszystkie wrzucamy do jednego wora, a nie dzielimy na te klasyczne i te specjalne. Dziwne!

Podobnie rzecz się ma z piwami w stylach, które były kołem zamachowym polskiej piwnej rewolucji, czyli te które są sygnowane słynnym hasłem 'IPA'. Otóż moi drodzy, złota nie przyznano w takich kategoriach, jak: Session IPA, West Coast IPA, East Coast IPA, Hazy IPA, Black IPA, Imperial IPA, Hazy Imperial IPA. O tych Milkshake i White już wcześniej wspominałem. 

Co natomiast cieszy, to fakt, że piwa do uwarzenia których użyto polskich odmian chmielu, opanowały całe podium. Brawo dla browarów Perun, Zamkowego z Cieszyna oraz Piwnicy Rajców!

To wszystko, to jednak pikuś. To, co najbardziej się rzuca w oczy, patrząc na tych którzy zdobyli medale, to fakt, że 23 z nich, na 119 w sumie, zdobyły browary, które według większości osób związanych z piwowarstwem rzemieślniczym oraz Polskiego Stowarzyszenia Browarów Remieślniczych, browarami rzemieślniczymi nie są. Dość powiedzieć, że ... koncernowy Browar Zamkowy Cieszyn, zdobył 4 medale (1 złoty, 1 srebrny oraz 2 brązowe). Do tego browary regionalne, takie jak Amber, Tenczynek, Czarnków, czy Fortuna oraz nastawione tylko na zysk (tak twierdzą niektórzy; 10 medali; nie liczyłem Browaru Widawa) browary restauracyjne. 

Zdjęcie jest tylko ilustracją do artykułu

Co najbardziej ciekawe i mi się podobające, to Fortuna zbiera żniwo w tak zwanych sztosach: srebrny medal za Fortunatus II Sour Cherry Wild Ale BA (Belgian Sour Ale) oraz wspomniany już Fortunatus I Wild Barley Wine BA (Wood & Barrel Aged Beer). Do tego, Fortuna nie zawiodła także w przypadku porteru i zdobyła brąz swoim Komesem Porterem Bałtyckim. 

Bazując na powyższych, można by wysnuć wniosek, że z polskim piwowarstwem rzemieślniczym, nie jest tak wesoło i pięknie, jak to jest wszem i wobec przedstawiane. No w końcu najlepsi polscy i zagraniczni sędziowie nie mogą się mylić. Może być też tak, że zbyt dużo wymagamy on naszych browarów rzemieślniczych, że tak naprawdę piwo rzemieślnicze nie ma być wybitne, ma po prostu być tym, czego koncerny, większość regionalnych i restauracyjnych, nie jest w stanie zaoferować bardziej wysublimowanemu klientowi? Ja nie znalazłem na to jeszcze odpowiedzi. Może wam się uda. 

Ja mam świadomość, że znajdą się osoby związane z tym konkursem, 'birgicy' oraz większość tych, którym na sercu leży polskie piwne rzemiosło (wierzcie, że mi też leży), którzy powiedzą, że się nie znam, zarzucą mi że źle interpretuję, popełniam błędy logiczne, że nie jestem certyfikowanym sędzią piwnym i tym podobne i nie powinienem się odzywać. Dlaczego nie powinienem? Przepraszam was wszystkich bardzo. Ten konkurs jest odzwierciedleniem polskiej piwnej sceny rzemieślniczej, na którą ja rokrocznie wydaję grube tysiące polskich złociszy, więc jak najbardziej mam prawo wyrazić swoje zdanie na ten temat. Tym oraz nadzieją na to, że w przyszłym roku wszystkie miejsca na podiach, we wszystkich piwnych kategoriach, zostaną omedalowane, życzę wam, po prostu, na zdrowie!

sobota, 14 grudnia 2019

Z ponowną wizytą w Browarze Chmury (już działającym) w Giżycku

Gdy w październiku pierwszy raz odwiedziłem Browar Chmury w Giżycku, już wtedy zarówno główny piwowar Karol Makowczenko, jak i właściciel Michał Lubas, zapewniali mnie, że ciągu miesiąca otworzą podwoja dla klientów i piwo poleje się strumieniami. Nie były to słowa rzucone na wiatr i faktycznie, w listopadzie, browar zaprosił do siebie pierwszych klientów. 

By skosztować wszystkich czterech warzonych tam piw, a także by zobaczyć i skosztować tamtejszego menu serwowanego przez szefa kuchni, wraz z wesołą gromadką wybrałem się ponownie do Giżycka, by zobaczyć, jak browar funkcjonuje w ciągu tych kilku dni po otwarciu. 

Miałem okazję skosztować wszystkich czterech piw: Cumulus Fructus (Belgian pale ale ze śliwką), Pileus (pils), Citrrus Fibratus (American pale ale) oraz Altostratus (Hefeweizen). Jak widać wyraźnie, nazwy piw dość mocno powiązane z nazwą browaru. Aż mi się przypomniały moje studia i zajęcia z klimatologii i meteorologii. Wszystkie piwa w tej samej cenie, czyli 9 PLN za 400 mililitrów. Dostępny jest też zestaw degustacyjny, czyli cztery wszystkie piwa w szklaneczkach o pojemności 200 mililitrów w cenie 20 PLN.

Jeśli chodzi o kuchnie, to w menu sa przystawki, zupy, sałatki, dania główne i desery. Dość dużo potraw z ryb i to jeziornych, dzięki czemu odwiedzający browar, mogą skosztować tego, co daje Jezioro Niegocin i wszystkie inne jeziora okalające Giżycko. Tak więc możemy w browarze zjeść takie jadło, jak: okonki w tempurze, zupę rybną z ryb jeziornych, filet z sandacza, tagiatelle z szyjkami rakowymi i inne. 

W czasie mojego pobytu, udało mi się także porozmawiać z piwowarem Karolem, dzięki czemu, powstał poniższy film, na który teraz was zapraszam.


Polecam wam wszystkim wizytę w tym przesympatycznym piwno-kulinarnym przybytku, nowej tawernie na mapie Mazur. Wasze zdrowie!

wtorek, 3 grudnia 2019

Premiera piwa Świątecznego w gdańskiej Brovarni

W ostatni piątek listopada, w gdańskiej Brovarni, miało miejsce wiekopomne wydarzenie. Tego dnia, a dokładniej tego wieczoru, w tymże najstarszym trójmiejskim browarze restauracyjnym, odbyła sie uroczysta premiera piwa Świątecznego, uwarzonego przez trzech niezłomnych miejscowych piwowarów, w osobach Tomka Biegańskiego, Bartka Nowaka i Emila Bugały. Tym razem, chłopaki wzięli na warsztat piwo w stylu brown ale i uwarzyli jego interpretacje, z dość pokaźnym udziałem tonki. 

Od czasu, gdy Ci trzej właśnie piwowarzy rządzą na kotłach, wydarzenia takie jak te, są coraz częstsze. Tak więc możemy, w ciągu całego roku, wstąpić do Brovarni na Świętego Patryka, Święto Niepodległości, Święta Bożego Narodzenia i inne które pojawiają się w kalendarzu. W przypadku tych wszystkich wydarzeń, piwowarzy przywdziewają odpowiednie do danej okoliczności, przywdziewają różnorakie, powiązane z eventem stroje. 

Tym razem, przywdzieli szaty (Nie)Świętego Mikołaja. 


Jak zawsze był uroczysty odszpunt, gratisowy rozlew pierwszej beczki i oczywiście, wypełniona wspaniałą atmosferą i dobrym humorem oraz jadłem, piwna biesiada. 



Wszystkiemu temu, akompaniowała pani Krystyna Durys, umilając kosztowanie piwa i jadła znanymi świątecznymi szlagierami. 


Piwo, samo w sobie, bardzo wyborne. Nie jest to słodki ulepek, pełen przypraw i innych dodatków, w którym jestestwo piwne przykryte jest dodatkami. Jest to okaz kunsztu piwowarskiego, w którym mamy do czynienia z równowaga pomiędzy piwem, a tym, co wyczuwamy w świątecznym powietrzu, podczas wigilii i świąt. Naprawdę bardzo dobre piwo. Smakuje wybornie, zresztą nie tylko mi, ale i samym twórcom. Więcej na jego temat, w poniższym filmie, w którym wystąpił także, jeden z najbardziej znanych i płodnych gdańskich muzyków, reprezentant nurtu elektronicznego - Przemek Rudź. Serdecznie zapraszam. 




Na koniec, zapraszam was serdecznie do odwiedzenia Brovarni i przekonania się samemu, jak prezentuje się i smakuje piwo świąteczne w wersji gdańskich piwowarów. Kochajmy piwa świąteczne, gdyż pojawiają się tylko raz w roku. Wasze zdrowie!

piątek, 22 listopada 2019

Co i jak się obecnie warzy w gdańskiej Brovarni?

Zapraszam na kolejny film na browarnikowym kanale na YouTube. Tym razem rozprawiam trochę o najstarszym gdańskim browarze restauracyjnym, czyli gdańskiej Brovarni i o trzech piwach tam warzonych, przez trzech niestrudzonych piwowarów: Tomka Biegańskiego, Bartka Nowaka i Emila Bugałę. Są to Jasne (pils), Ciemne (Schwarzbier) i Niepodległościowe (koźlak). Jak się warzy i jak się darzy w tym przyjaznym browarze? Czy obecna forma piw z tego gdańskiego browaru jest odpowiednio dużym magnesem, by odwiedzić to piwne królestwo? O tym film ten wam opowie.


Miłej projekcji i na zdrowie!

środa, 20 listopada 2019

Jurand - reaktywacja

Kilka miesięcy temu, miałem okazję wizytować piękne mazurskie miasteczko Szczytno, gdzie w budynkach dawnego browaru mieści się obecnie Mazurska Manufaktura Alkoholi, w której to, obecnie następuje reaktywacja szczycieńskich tradycji piwowarskich, gdzie obecnie reaktywuje się browar. Odtworzenie browaru to nie wszystko. Wiąże się z tym faktem także, powrót marki Jurand i piw sygnowanych tą nazwą właśnie. 

Tuż po mojej wizycie w browarze, pojawiły się na rynku dwa piwa sygnowane marką Jurand: Pils i Pszeniczne, warzone na razie kontraktowo w Kościerzynie, które za sprawą włodarzy Mazurskiej Manufaktury Alkoholi, trafiły także w moje ręce. Poniżej zamieszczam film, z degustacji tychże dwóch piw, moje osobiste odczucia, a także kilka innych informacji dodatkowo. Serdecznie zapraszam na projekcję i wasze zdrowie!

 

sobota, 9 listopada 2019

Pekiński piwny przewodnik - część pierwsza

Przed wylotem do Korei Północnej, zawitałem do Pekinu, gdzie miałem nieco ponad dwa dni, by zapoznać się z chińskim piwowarstwem rzemieślniczym. Trasę po pekińskich miejscach z dobrym piwem, ustaliłem bazując na danych z portalu Ratebeer. Jakkolwiek to, co na tym portalu przedstawione jest jako brewpub, w większości przypadków okazywało się być, po prostu, firmowym wielokranem, a nie rzeczywistym browarem z wyszynkiem na miejscu. Niemniej jednak, wycieczka po pekińskich piwnych miejscach, i tak zrobiła na mnie niesamowite wrażenie. 

Na samym początku chciałbym wam przekazać, że w Chinach, w Pekinie trawa obecnie także piwna rewolucja. Tworzy się dużo małych rzemieślniczych browarów. Powstają one głównie dzięki inicjatywie zagranicznych piwowarów i inwestorów, którzy swój piwny know-how przelewają na pekiński rynek. Dzięki nim, z roku na rok, piwna oferta w stolicy Chin, robi się coraz bardziej szeroka. Do tego, w Chinach, naprawdę bardzo dobrze warzą. W tym wpisie, przedstawię pierwsze trzy miejsca, które zasługują na odwiedzenie. 

Pierwszym lokalem na mej liście był Great Leap Brewing, jakkolwiek kierując się w jego stronę, przypadkowo natrafiłem na minilokal, a właściwie kiosk piwny chińskiego browaru Legend Beer.


Jako, że lokal ten pojawił, jak wspomniałem wyżej, przypadkowo, to wybaczcie, ale nie podam wam adresu lokalizacji tego piwnego przybytku. Bardzo mały lokal, jak mi powiedziano, jeden z kilku tegoż pekińskiego browaru, mieści właściwie tylko bar, przy którym się zamawia piwo oraz kilka krzeseł z ławą na zewnątrz, dzięki czemu można sobie przysiąść i napić się piwa. W menu baru, dostępnych tego dnia było pięć różnych piw: dwa piwa stout, pszeniczne i jeszcze jedno piwo, którego nie pamiętam. 



Sam skosztowałem dwie małe 'ipki' i przyznam się wam szczerze, że były bardzo dobre. Mega chmielowe, owocowe, z przyjemną goryczką. Przy trzydziestu stopniach na zewnątrz, naprawdę nieźle orzeźwiły. 




Ceny piw, za szklanice o pojemności 330 mililitrów, kształtują się w przedziale 18-24 juany (9,90-13,20 PLN). Piwa w stylu IPA są tymi najdroższymi. Inne pojemności też możliwe. Można także kupować piwo na wynos w plastikowych butelkach oraz także te w butelkach szklanych i puszkach. 




W tym piwnym mini lokalu, mamy do czynienia z bardzo miłą, sympatyczną, skorą do żartów obsługą. Oczywiście, jak we wszystkich lokalach z piwem rzemieślniczym, obsługa płynnie porozumiewa się językiem angielskim. Na pamiątkę wizyty w Legend Beer, zakupiłem sobie jedno firmowe szkiełko. 


Podsumowując, bardzo przyjemny, ale i bardzo mały piwny pub, który właściwie służy, jako piwny przystanek, gdzie większość odwiedzając zatrzymuje się na jedno piwo i idzie dalej. Kilkanaście minut spacerem od Legend Beer, przy Doujiao Hutong #6, zlokalizowany jest Great Leap Breweing. 


Coś co miało być brewpubem, okazało się tylko wielokranem. Na miejscu, jeden z właścicieli Great Leap Brewing, Amerykanin, który od kilku lat mieszka w Pekinie, powiedział mi, że lokal kiedyś wyposażony był w sprzęt warzelny, ale wraz ze wzrostem popytu i oferowania, browar przeniesiony został w inne miejsce, gdzie znajduje się tylko produkcja, bez wyszynku. 

Lokal z bardzo dużym barem, oferuje bardzo szeroką piwna ofertę browaru. Dość powiedzieć, że tego dnia, na kranach było dostępnych 21 różnych piw. Były także dwa, chmielone chińskimi odmianami chmielu, jakkolwiek nazw tych chmieli nie pamiętam. 




Sam, zamówiłem dwie deski degustacyjne, wśród których większość piw to 'ipki' i podwójne 'ipki". Te piwa z chińskimi chmielami także. Oprócz Double IPA, żadne z pozostałych piw, mocno mnie nie zachwyciło. Były dobre, ale nic poza tym. .

Ceny piw, wysokie od 25 (pilsner) do 60 (Double IPA) juanów (około 13,75-33,00 PLN) z pół litra. Tak, tak, kraft w Chinach do najtańszych nie należy. 

Mimo odpowiedniej pory, czyli około 20:00 czasu lokalnego, w lokalu, nie było prawie nikogo, co mnie dość mocno zaskoczyło. Do tego, w lokalu jest bardzo ciemno, prawie jak w fotograficznej ciemni, dlatego też zdjęć prawie nie robiłem (niestety jadąc do Korei Północnej, nie mogłem wziąć swojego najlepszego aparatu). By wszystko ładnie uchwycić, musiałbym mieć statyw i robić foty na długich czasach. Obsługa w lokalu tylko męska, jakkolwiek sympatyczna, dobrze ogarnięta w piwnym świecie, pomocna.

Warto na koniec dodać, że w samym Pekinie, znaleźć możemy co najmniej trzy wielokrany browaru.

Podsumowując, lokal firmowy Great Leap Brewing to miejsce z bardzo dużym wyborem własnych piw, które to jednak, nie wzbudzają wielkiego zachwytu, poza tym, sama atmosfera w lokalu, troszkę taka stypowa.  

Ostatnią piwną miejscówką, którą w tym wpisie wam prezentuje, jest browar ... tak, tak, browar Jing-A. To jedyny na mojej całej pekińskiej trasie piwny lokal, który także był browarem. Ten mały rzemieślniczy browar, całkiem niedawno został kupiony, jak dobrze pamiętam, przez Carlsberga. Umiejscowiony jest przy 57 Xingfucun Middle Road. Otwierając wrota lokalu i idąc w kierunku baru, możemy po prawej stronie podziwiać piwowarskie machinarium, czyli izbe z warzelnia oraz druga z tankami fermentacyjno-leżakowymi. Naprawdę bardzo miły widok, biorąc pod uwagę, że jesteśmy w Pekinie. 



W centralnym miejscu knajpy, znajduje się bar, do którego, klienci mają dostęp z dwóch różnych sal. Po prostu, salę za barem, że tak to ujmę, łączy z barem dość duża wyrwa w ścianie, dzięki której, zamawiając piwo, nie trzeba iść do drugiego pomieszczenia. 


Na kranach, w dniu mojej wizyty, podłączonych było dziewięć miejscowych piw, wśród których były takie smakołyki jak: PA, dwie odmiany IPA, Double IPA, Red Ale, Stout i inne. Dostępny był także miejscowy cydr. 


Powyższe, podświetlane menu, dostępne jest także w języku chińskim, dla miejscowych, którzy dość tłumnie odwiedzają Jing-A. Wizytują browar, zamówiłem sobie dwie deseczki degustacyjne. Oczywiście, jako pasjonat różnego rodzaju 'pejlejli, ip i podwójnych ip', nie mogłem sobie odmówić tychże zamawiając te sample. Cen piw nie pamiętam, wybaczcie. 




Z wszystkich tych, najbardziej mi do gustu przypadła Double IPA. Fenomenalne, dobrze zbalansowane piwo, z genialnymi nutami słodowymi, kontrowanymi przez chmiel, z przyjemną, niemęczącą goryczką, z bardzo dobrze ukrytym alkoholem. Fenomenalne piwo. Musiałem zamówić dodatkowo kolejne pół litra. Zresztą, już teraz muszę się wam przyznać, ale w Chinach, jeśli browar ma w ofercie Double IPA, to zawsze jest to świetne piwo. Umieją je warzyć po prostu. Inne piwa tez świetne, wyraziste, pozbawione wad. W Jing-A warzy się wspaniale. 

Dodatkowo, w lokalu bardzo dobrze karmią. Ja skorzystałem z oferty burgerowej i byłem bardzo kontent. Buła z dużym kawałem mięsiwa, z genialnie dobranymi dodatkami i przyprawami, wchodziła jak złoto. 

Obsługa lokalu mieszana, ale bardzo sympatyczna i dobrze zorientowana w temacie piwa. Dzięki tym ludziom, super muzyce lecącej z głośników, fenomenalnemu jadłu i piwu, atmosfera w środku jest naprawdę genialna. Nie chce się wychodzić z lokalu, tylko siedzieć i pić. Z całej opisanej trójki, najfajniejsze miejsce, do którego się chce wracać, które polecam każdemu odwiedzającemu stolicę Państwa Środka. 

W kolejnym odcinku, następne trzy ciekawe piwne pekińskie miejsca. Do usłyszenia, do spisania i wasze zdrowie!