czwartek, 13 sierpnia 2015

I Festiwal Prawdziwego Piwa w Łebie

W ostatni weekend, nad naszym pięknym Morzem Bałtyckim, w wypoczynkowej miejscowości Łeba miało miejsce wiekopomne wydarzenie dla tej małej miejscowości. Otóż w dniach 07.08.-09.08.2015 odbywał się I Festiwal Prawdziwego Piwa.

Do Łeby zjechało osobiście oraz poprzez zaprzyjaźnione firmy wiele browarów rzemieślniczych, kontraktowych i restauracyjnych. Dość powiedzieć, że swoje piwa lały tam takie tuzy, jak AleBrowar, Artezan, Birbant, Brodacz, Doctor Brew, Gościszewo, Haust, Jan Olbracht, Kingpin, Lubrow, Nepomucen, Pinta, Reden, Stary Browar Kościerzyna, Widawa, Wrężel oraz Ci, których nie pamiętam ... proszę o wybaczenie. 
 






Oprócz tego, swoje stoiska prezentowały jedna ze słodowni oraz lepsze i gorsze rzemieślnicze jadłodajnie. Jedno stoisko oferowało naprawdę niesamowite 'hambuksy'. Niestety, nie pamiętam, jak ich ten jedzeniowy pojazd miał szyld.
 

Namioty wystawców zlokalizowane były na jednej z polan (wybaczcie, nie wiem, jak to miejsce się nazywało i do kogo należało), dosłownie kilka metrów od ścisłego centrum nadmorskiej mieściny.

Ja sam, pojawiłem się w Łebie, wraz ze swoimi towarzyszami podróży (tymi bardzo bliskimi i tymi ciut dalszymi) w sobotę. Swoje pierwsze kroki skierowaliśmy najpierw do zaprzyjaźnionych ekip, by się po prostu przywitać. Zaraz potem nastąpiła degustacja. Na pierwszy rzut poszły piwa premierowe (wiem, wiem, pisałem coś o tym), to znaczy Kwas Gamma z Pinty, urodzinowe Pinty, AleBrowaru i Piwoteki Narodowej Spoko Marocco oraz kinpinowy Shaman. 




Wszystkie te trzy piwa zacne, bardzo smakowite i na panującą na placu festiwalowym pogodę, jak najbardziej odpowiednie. Po prostu pychotki. Ale oczywiście, nie tylko te piwa wywarły na mnie wrażenie. Udało mi się skosztować także, też arcyciekawego i bardzo dobrego Albatrosa z Widawy, a także już znanych i lubianych przeze mnie piw od zaprzyjaźnionych browarów Gościszewo, Brodacz i Artezan. Można rzec zupełnie szczerze, że w czasie mojego pobytu w Łebie, tylko w tym kręgu się piwnie obracałem.

Festiwal w Łebie, to nie tylko piwo, ale także rozmowy i wykłady o piwie, czyli i coś dla ciała oraz coś dla ducha. Na scenie festiwalowej, występowali przedstawiciele browarów, blogerzy o wykładali oraz dyskutowali o polskiej scenie piwa rzemieślniczego, o tak zwanych browarach kontraktowych, o samym piwie i wielu innych sprawach. Na scenie można było zobaczyć i posłuchać między innymi Ziemowita Fałata z Pinty, Michała Saksa z AleBrowaru, Jacka Materskiego z Artezana, Krzyśka Kulę z Birbanta, Michała 'Docenta' Marandę z Polskie Minibrowary, czy Michała Gonczarskiego z Czas Na Browar.



Występy na scenie, nie tylko te wykłady, ale także i te muzyczne, koordynował, prowadził i zapowiadał mój serdeczny kolega z Gdańska Jarek 'Doktor' Janiszewski, znany wszem i wobec z udziału w takich muzycznych grupach jak: Bielizna, Czarno-Czarni, czy Doktor Granat. Sam do wielkich miłośników piwa nie należy, jakkolwiek dobrym cydrem lubi się uraczyć. Aha, właśnie było też stoisko z cydrem.
 
 
Jak widać, było piwo, dobre jadło, wykłady, muzyka. Jakkolwiek, ja sam pchałem się przez pół Polski do Łeby, głównie po to, by spotkać się z przyjaciółmi i dobrymi znajomymi, gdyż takie festiwale są ku temu najlepsza okazją. Wiadomo, piwa można napić się w knajpie lub w domu, ale tylu zacnych ludzi z branży, można spotkać tylko na festiwalach. Jednym z celów przyjazdu, był także ten wypoczynkowy, jakkolwiek on spalił na panewce, gdyż plaża w Łebie cała zaparawaniona. Warunki do letniego wypoczynku gorsze niż ... no tu mi zabrakło słów. Po prostu wszedłem na plaże i od razu wyszedłem.











Kilka fot niestety nie wyszło, specjalne z ekipą Gościszewa, Brodacza i Kingpina. Cóż złe ustawienia aparatu zrobiły swoje i ostrość została zjedzona przez nieokreślonej maści 'zamazy'. Tak, czy siak, ekipy wyżej wymienionych serdecznie pozdrawiam.
 
tego dnia, kiedy byłem w Łebie, swoje, drugie już urodziny, obchodził gdański wielokran Pułapka. Z tej też okazji, razem z ekipą Lawendowej 8 i Cafe Lamus, wysłaliśmy całej ekipie Pułapki wyraźny sygnał, że myślimy o nich i życzymy wszystkiego najlepszego. 
 
 
Jak widać z powyższych zdjęć, rozmów, śmiechów chichów, dobrego piwa, było od groma. Jak oceniam pierwszą edycje festiwalu? No, ja zawsze oceniam pod względem towarzysko-piwnym i było wyśmienicie. A pod względem komercyjnym? Hmm, tu już mam większy problem. Chodzi bowiem o to, że przybyłymi osobami na festiwal, byli głównie ludzie z branży, czyli przedstawiciele browarów, piwowarzy domowy, blogerzy, wraz z osobami towarzyszącymi, czyli wszyscy się bardzo dobrze znający. Turystów, mieszkańców Łeby i okolic było baaaaardzo mało, niestety. Ani przez chwile nie zauważył ni krzty kolejki przy jakimkolwiek stoisku piwnym. Sam nie wiem, co o tym myśleć, gdyż patrząc na to, co działo się na festiwalu i wokół niego, mam wrażenie, że turystyczna nadmorska miejscowość, w środku lata, gdy temperatura powietrza przekracza trzydziestkę, a wody dwudziestkę, nie jest najlepszym miejscem na tego typu imprezę. Z kilku powodów. Po pierwsze, turyści wraz z dziećmi wolą być na plażach, smażąc się i kąpiąc, tudzież popijając koncerniaka z 'konserwy', ewentualnie spędzając czas w knajpach na lodach, smażonych rybkach, czy ... 'lokalnym' piwie. O dziwo stoiska 'lokalnego' piwa na festiwalu nie było. Było ono za to dostępne wszędzie poza terenem festiwalowym. Po trzecie, turyści będąc nad morzem mają klapki na oczach i liczy się tylko plaża, żarcie, dyskoteka wieczorową porą i nic więcej. Kto by sobie zaprzątał głowę jakimś festiwalem? Po trzecie, ja sam będąc na miejscu już, nie do końca miałem pojęcie, gdzie ten teren festiwalowy jest, gdzie to się odbywa. Dotarłem na miejsce dopiero dzięki informacjom w internecie poprzez telefon. 
 
Niemniej jednak, ja sam bawiłem się świetnie i cieszę się, że choć na tych kilka chwil przybyłem do Łeby, by spotkać się, pogwarzyć i napić się super piwa.

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Premiera Tartarugi i polsko-włoskie kranoprzejęcie w gdańskiej Pułapce

W pierwszy dzień sierpnia, wieczorem, w gdańskim wielokranie Pułapka, miało miejsce wiekopomne wydarzenie. Otóż tego dnia w murach lokalu, ale także i w ogródku goszczono znamienite postaci z dwóch rzemieślniczych browarów, polskiego Artezana i włoskiego Birrificio Lambrate. Okazja był ku temu zacna, gdyż tegoż wieczoru miała miejsce premiera ich kooperacyjnego piwa o nazwie Tartaruga. Tartaruga, czyli po włosku żółw, to Smoked American Amber Ale, do uwarzenia którego użyto trzech słodów wędzonych: wędzonego drewnem bukowym, grodziskiego i torfowego.

Do Gdańska przyjechała cała trójka 'Jeży' oraz ekipa Lambrate. Do tego, na to wspaniałe spotkanie przyjechał Tomek Kopyra z blogu Blog Kopyra Kom.Premiera Tartarugi przewidziana była na godzinę 20.00, jakkolwiek Włosi byli tak zachwyceni Trójmiastem, że troszkę się spóźnili i pierwsze premierowe piwo polane zostało około trzydziestu minut później. Do tego czasu, większość przybyłych gości raczyło się mocno owocowym Jam Session - pyszny 'kwasik'. Pierwsze piwo nalał piwowar Artezana Darek Doroszkiewicz.


Piwo prezentowało się tak!


Wkrótce potem, o piwie, przyjaźni, kooperacji i wielu innych rzeczach opowiadali Jacek Materski z Artezana oraz Giampaolo z Lambrate. 


 

Kolejki po Tartarugę oraz inne piwa Artezana i Lambrate były baaardzo dłuuugie. Raczono się wieloma ciekawymi piwa. Potem przyszedł czas na filmy, na wywiady, na zdjęcia. Wszystkim tym zajął się znany i lubiany wszem i wobec Tomek Kopyra, który tego dnia świętował swoje urodziny i ze zdwojonym animuszem był w swoim żywiole.


 



Na spotkanie z 'Jeżami' i ekipą Lambrate przyszło wiele osób związanych bardzo mocno z piwem, między innymi piwowar Browaru Miejskiego Sopot Artur Puszkarczuk, piwowar Browaru Piwna Wojtek Piasecki-Wieliczko, menadżer Degustatorni Wojtek Szlosowski i wiele innych ciekawych osób. W ogóle zauważyłem, że świat polskiego piwnego dobrego świata, to w większości Wojtki i Tomki. 



Po wywiadach przyszedł czas na wspólne picie smakowitego piwa w genialnej atmosferze. Wspólne rozmowy o piwie i innych ciekawych tematach, sporo śmiechu i zabawy. Kurcze, to jednak prawda - piwo łączy ludzi.





A sama Tartaruga? No, mi bardzo, ale to bardzo smakowała. Na całe szczęście nuta torfowa była bardzo delikatnie zaznaczona i dla mnie samego piwo było nie tylko bardzo smakowite, ale i także niesamowicie pijalne. Do tego w szkle prezentuje się niesamowicie, a pianę można wręcz gryźć. Wspaniała kooperacja, naprawę. Kto będzie miał okazje spróbowania, niech się nie waha, bo stracić może wiele. 

Dzięki wielkie dla całej ekipy Pułapki za zaproszenie, dla ekipy dwóch browarów za cudowne spotkanie i genialnie spędzone chwile. Oby takich spotkań na polskiej scenie piwnej było więcej. Tego sobie i Wam życzę.