środa, 15 maja 2019

Piwna kooperacja - Browarnik Tomek i Browar Ukiel łączą siły i razem warzą

Data 8 maja 2019 roku, to nie tylko Dzień Zwycięstwa, ale także wiekopomna data w historii Browarnika Tomka oraz olsztyńskiego Browaru Ukiel. To w tym dniu, wspomniani wyżej, połączyli siły i uwarzyli wspólnie kooperacyjne piwo. Padło na styl belgijski, jako że właściciel i piwowar browaru w jednej osobie, Maciek Uszpolewicz, jest wielkim miłośnikiem piwowarstwa belgijskiego, a ja jestem fanem piw lekkich, orzeźwiających, przyjemnie gaszących pragnienie. Co zatem wspólnie uwarzyliśmy? Jaki kooperacyjny styl tym razem pojawi się na rynku? Zapraszam na projekcję poniższego filmu.





Więcej szczegółów - wkrótce!

poniedziałek, 13 maja 2019

Z wizytą w Browarze Jan Olbracht w Toruniu

Drugim odwiedzonym przeze mnie browarem, po Browarze Grudziądz, podczas ostatniej majówki, był szeroko znany u nas na Warmii i lubiany toruński Browar Jan Olbracht. Do wizyty w tymże browarze, namawiał mnie dość mocno, jeden z dwóch piwowarów olsztyńskiego Browaru Ukiel, a mianowicie Kamil Tchórzewski, który wcześniej warzył w ... Janie Olbrachcie właśnie. Dość powiedzieć, że zaanonsował mnie przed moim przyjazdem, za co chciałbym mu serdecznie podziękować. 

 
W Toruniu, podczas majówki, na tamtejszej starówce, wieczorową porą robi się naprawdę tłoczno, jakkolwiek nie ma zbyt wielkiej trudności by dotrzeć do browaru. Przy głównej ulicy starówki, postawiony jest taki trójboczny informator, który oznajmia miejscowym i turystom, po polsku i angielsku, gdzie w mieście Kopernika napijemy się najlepszego piwa. 



Jak widać na zdjęciu powyżej, Browar Jan Olbracht mieści się przy ulicy Szczytnej 15. Cynny jest codziennie w godzinach: poniedziałek-czwartek - 11:00-23:00, piątek-sobota - 11:00-24:00, niedziela - 11:00-22:00. Budynek browaru już z zewnątrz prezentuje się bardzo zacnie. Stylowa kamienica z bardzo ładnie wykonaną elewacją oraz przylegający do niej zadaszony ogródek. W środku, oszołamia równie mocno. Już sam fakt, że jest tu kilka poziomów i kilka różnych wystrojów każdego z pomieszczeń, czyni te miejsce takim, które po samym przekroczeniu progu, staje się miejscem, w którym chce się być i piwo pić. Na początku nadmienię, że mamy tu do dyspozycji cztery poziomy i kilka różnych sal.Na parterze, tak zwana sala 'Beczki', gdzie klienci siedzą w ogromnych drewnianych beczkach, z których rozpościera się widok na bar oraz warzelnię. W piwnicy mamy kolejny bar, a właściwie wielokran i tutaj oprócz miejscowych piw, także dostępne są z kranu piwa innych zaprzyjaźnionych browarów, odbywają się tu także kranoprzejęcia. Poziom nad 'Beczkami' mamy gustowną, stylową Salę Królewską, w której to ja się stołowałem. Poziom nad nią dostępna jest duża sala restauracyjna, a do dyspozycji klientów jest jeszcze antresola, z której rozpościera się fenomenalny widok na bar główny i warzelnię. Każde to miejsce cechuje się innym wystrojem, klimatem i poziomem gwarności. 

Poziom 0 - bar główny

Piwnica z wielokranem

 Bar wielokranu

 Sala Królewska

Jako, że wyżej wspomnieliśmy o warzelni, to warto nadmienić, że sercem browaru jest dwunaczyniowe machinarium o wybiciu tysiąca litrów. 



W piwnicy, tuż za salą wielokranową, znajduje się pomieszczenie gdzie ulokowane są zbiorniki fermentacyjno-leżakowe. Jest ich dziesięć. Każdy o pojemności tysiąca litrów. Jak dobrze widać, w Janie Olbrachcie jedna warka piwa, to jedno warzenie. 



Skoro wspomniałem o sprzęcie, to czas najwyższy wspomnieć o piwach tam warzonych. W stałej ofercie na kranie. mamy do dyspozycji trzy piwa (pils, pszeniczne oraz piernikowe), a także piwo specjalne, który podczas mojej wizyty było Tea IPA. Jak wieść niesie, piwa specjalne warzone są razem z piwowarami domowymi. W butelkach dostępne było jeszcze piwo z serii sztosowatych, czyli Legenda Króla (RIS piernikowy). Jak to zwykle bywa, zacząłem, wraz z moją przesympatyczna gromadką, zamówiliśmy na początek deseczkę wszystkich piw na spróbowanie.



No i tak, dwa z piw, które kosztowałem, były świetne, wręcz wybitne, czyli pils oraz specjalne - Tea IPA. Pierwsze wyśmienicie nachmielone. Aromat boski, tu chmiel gra pierwsze skrzypce i podobno jest to nasz rodzimy Lubelski od Polish Hops. Chmiel naprawdę ma potencjał. Do tego przyjemna kontra słodowa. Smak to wielobarwny konglomerat doznań chmielowo-słodowych, zwieńczonych, przyjemną, niezbyt długą, nie zalegającą wyraźną goryczką. Takie pilsy to my uwielbiamy. Tea IPA, to znowu fenomenalny aromat świeżych mandarynek i herbaty. W smaku, cytrusy jeszcze bardziej grają, takie właśnie słodkomandarynkowe. Do tego przyjemna, delikatna, aczkolwiek wyrazista kontra słodowa i przemiła owocowo-ziołowa goryczka. No piwo - klasa światowa, tak samo, jak miejscowy pils. Co do dwóch pozostałych piw, to hmm, pszeniczne, moim zdaniem było zbyt mocno nagazowane, co troszkę mi przeszkadzało w konsumpcji, a piernikowe, no to nie do końca mój piwny klimat. 125 mililitrów wypiłem ze smakiem, ale z większą ilością miałbym problem. Choć, jak zauważyłem, wśród klienteli, piwo to cieszy się wielkim szacunkiem. Dalszą degustację, uskuteczniałem w towarzystwie tych dwóch pierwszych tuzów od toruńskich piwowarów.

Jan Olbrach, to nie tylko piwo, dobre piwo, ale także coś dla żołądka, czyli miejscowa kuchnia. Menu prezentuje się naprawdę przyjemnie.


Niestety, jako że nasi toruńscy gospodarze, z którymi zawitaliśmy do browaru, przed wizytą w tymże, poczęstowali nas obfitą, wykwintną obiadokolacją, to mimo szczerych chęci skosztowania, między innymi, miejscowego żurku, zadowoliliśmy się miejscowymi warzywnymi frytaki, robionymi z piertuszki, selera, marchewki i nie pamiętam czego jeszcze. Przekąska podawana z dwoma sosami. Mimo swojego niestandardowego jestestwa, potrawa naprawdę bardzo dobra. Skonsumowana została niezwykle szybko i ze smakiem. 


Jak widać, Jan Olbracht ma się czym pochwalić, zarówno pod względem piwa, jak i jadła. Do tego, bardzo miła i pomocna obsługa i co najważniejsze uśmiechnięta, tak szczerze, luźno, bez hollywoodzkiej sztuczności. To bardzo lubię. I gdyby nie pewne przeszkody, natury dziecięcej, że tak się wyrażę, to pewnie degustowałbym piwo w przyjemnej atmosferze, do samego zamknięcia browaru. Jakkolwiek trzeba było ruszać dalej. Niemniej jednak, jest to przyczynek do kolejnych odwiedzin, z którym mam zamiar wkrótce skorzystać. 

Warto nadmienić, że miejscowe piwa, można kupić na wynos w półlitrowych butelkach, ale dostępne są tylko piwa ze stałej oferty oraz Legenda Króla (ta w dwóch różnych butelkach). Oczywiście skorzystałem z zakupu superanckiego pilsa i co ciekawe, na moja wielką prośbę, nalano mi także, do bardzo 'niestandardowej', ale bardzo toruńskiej butelki, piwa specjalnego, które wkrótce zresztą zaraz wypiłem. Nie mogłem się oprzeć, by czekało dłużej. Serdecznie dziękuję za ten miły gest! 

Na koniec, chciałbym bardzo podziękować jednej osobie z ekipy browaru, a mianowicie Mateuszowi Słowińskiegu, za przesympatyczne przyjęcie, za ogarnięcie stołu, mimo natłoku gości, za wycieczkę po browarze i ogólnie za super atmosferę i to pomimo faktu, iż tego wieczora, naprawdę ekipa miała co robić. Dzięki wielkie!


Po opuszczeniu browaru, pośród miejskich murów, natknąłem się na dwóch miejscowych rycerzy, którzy o tej późnej porze, zamiast bronić miejscowego zamku, także uskuteczniali proceder piwa piwa i to w jakiej scenerii, iście chmielowej. Gromkim 'Waćpanie Browarniku!' zaprosili na kufelek, z czego skrzętnie skorzystałem. Popiłbym dłużej i  więcej z tymi wojami, jakkolwiek, chylili się ku odlotowi w objęcia Morfeusza, więc cóż było robić, trzeba było pożegnać załogantów. 


A kończąc ten wpis, polecam serdecznie wizytę w Janie Olbrachcie. Być może zdarzy się tak, że odwiedzając to miejsce, napotkacie mnie w tych zacnych progach i być może pojawi się szansa, na wspólne wypicie choćby miejscowego pilsa. Wasze zdrowie!

wtorek, 7 maja 2019

Z wizytą w Browarze Grudziądz w Grudziądzu

Długi weekend majowy to bardzo dobry czas, by wyruszyć w Polskę, by odwiedzić browary, w których wcześniej nie miało się jeszcze okazji być. Niestety, albo stety, 2 maja był dla mnie dniem pracującym, więc za daleko od Olsztyna nie było okazji się wybrać, no ale przecież, nie można też bezczynnie siedzieć w domu i w moim akurat przypadku, padło na kujawsko-pomorskie, a konkretnie Grudziądz i Toruń. 

Na pierwszy ogień poszedł Grudziądz i znajdujący się w nim browar noszący tożsamą nazwę, jak miasto w którym się znajdował, czyli Browar Grudziądz.


Grudziądz to w ogóle bardzo urokliwe miasto, które miałem okazję podziwiać wielokrotnie, ale tylko przejazdem, co w niewielkim stopniu nadrobiłem tym razem, wybierając się na miejscową starówkę. Akurat pogoda dopisała, więc miło się zwiedzało miejscowe spichrze, Bramę Wodną, ulice Spichrzową oraz obserwowało cudowny widok na Wisłę oraz miasto z Wieży Klimek. Wszystko to bardzo pięknie się prezentuje, jednakowoż widok opuszczonych spichrzy na Spichrzowej, troszeczkę mnie jednak zasmucił.




Opuszczając te piękne okoliczności przyrody, powracamy do Browaru Grudziądz. Tenże mieści się przy ulicy Chełmińskiej 144. Jest on częścią Hotelu Rad. Browar został otworzył swoje podwoje dla gości pod koniec 2017 roku. Browar, jako część hotelu, czynny jest całą dobę siedem dni w tygodniu. Jak widać wyraźnie, miejscowego piwa, można napić się o każdej porze roku.

Przekraczając próg Hotelu Rad, prawie od razu natykamy się na centralnie umieszczony bar, który oddziela restauracyjną część, tę typowo browarną od tej typowo hotelowej.



Patrząc na nalewaki, na logo browaru, możemy dostrzec na nim, jeden z architektonicznych symboli Grudziądza, czyli wspomnianą wyżej Bramę Wodną. 

Mijając bar, udajemy się do tejże części browarnej. Bardzo przyjemne, schludne i ładnie zaaranżowane pomieszczenie, w którym uwagę na siebie zwracają przeszklone witryny, w których prezentowane są polskie i zagraniczne kufle i szkiełka z różnych epok, no i oczywiście instalacja browarnicza. Jest to dwunaczyniowe machinarium o wybiciu tysiąca litrów, które w browarze zainstalowała austriacka firma Salm. W tym samym pomieszczeniu, w którym znajduje się warzelnia, zainstalowane są, w ilości ośmiu sztuk, tanki wyszynkowe. Zbiorniki fermentacyjno-leżakowe zlokalizowane są w podziemiach, jakkolwiek nie miałem okazji do tego pomieszczenia zejść. No cóż, takie uroki majówki i wolnego. 







Głównym piwowarem w browarze jest Szymon Kamiński, który warzy piwa według firmowego sloganu 'Nasze Piwa. Klasycznie warzone w Browarze Grudziądz'. Na barze dostępnych tego dnia były cztery, klasyczne właśnie piwa, a mianowicie: Rudnickie (Helles Lager 12,0%/4,7%), Klimek (Pilsener 12,1%/4,8%), Ułańskie (marcowe 12,5%/4,9%) oraz Nadwiślańskie (miodowe 12,5%/4,7%). W butelkach dodatkowo było dostępne jeszcze piwo Flisackie (pszeniczne 12,0%/4,7%).




Jak to zwykle mam w zwyczaju, zamówiłem zestaw próbek czterech dostępnych piw, każda o pojemności 125 mililitrów.


Wszystkie piwa świeże, dobre, a Helles i Pilsener wręcz bardzo dobre. Ten pierwszy mocno słodowy, delikatnie słodki, a mimo wszystko taki lekki i rześki. Pilsner, to znowu przyjemna feeria aromatów słodowych i chmielowych, a i goryczka jest bardzo ciekawym atrybutem tego piwa. Naprawdę, piło się je z niepohamowanym smakiem. Pewnie zapytacie, a jak te miodowe? Miodowe, a właściwie marcowe z dodatkiem miodu gryczanego, to całkiem prszyjemny reprezentant lagera miodowego, które także wypiłem ze smakiem.



Jako, że wspomniałem wyżej o butelkach, to w piwa Browaru Grudziądz, można zaopatrzyć się także w opcji na wynos, czyli w zgrabnym czteropaku i bardzo ładnym pięciopaku. Można nabyć też szkiełko firmowe w rozmiarach 0,3, 0,5 litra oraz litrowy kufel.


Browar Grudziądz, to nie tylko dobre, klasyczne piwa, ale także ciekawa i smakowita kuchnia, w której znajdziemy przekąski do piwa, kilka smacznych zup, sałat, dań głównych i deserów. Podczas wizyty, ja i moja luba, skusiliśmy się na żurek (wszędzie próbuję tę zupę, gdyż to moja ulubiona), czerninę oraz wędzone świńskie uszy. Żurek bardzo, bardzo dobry i treściwy, czernina bardzo osobliwa, gdyż wykonana na słodko z kluseczkami i owocami (czegoś takiego wcześniej n ie miałem okazji kosztować), a uszy dość specyficzne. Te ostatnie, na pewno nie jest to jadło dla każdego. Bardzo mocno wędzone (dla mnie ciut za mocno), podawane ze specjalnie przygotowanym do nich sosem chrzanowym.

Ceny piwa, jak i potraw z menu, jak na tego typu miejsce, bardzo przystępne. Dość powiedzieć, że pół litra lanego piwa warzonego na miejscu, to koszt jedynie ośmiu złotych. Prawda, że cena bardzo atrakcyjna?


Obsługa w browarze, bardzo miła, sympatyczna i uśmiechnięta, dzięki której czas spędzony w tymże miejscu, należał do bardzo przyjemnych. 

Ogólnie rzecz ujmując, wizytę w Browarze Grudziądz należy zaliczyć do bardzo udanych. Wierzę, że jeszcze ponownie odwiedzę. Mam tez nadzieję, że wtedy dane mi będzie poznać piwowara Szymona. Kończąc wpis, chciałbym serdecznie podziękować obsłudze browaru za miłe przyjęcie, dobry humor oraz równie dobre piwo oraz strawę. Wszystkim odwiedzającym Grudziądz, polecam odwiedziny w tymże browarze. Nie zawiedziecie się! Na zdrowie! 

środa, 1 maja 2019

Rozmowy okołopiwne - Beer geek kupi wszystko!

1 maja to dzień szczególny, więc warto go zacząć z przytupem, a tym mam nadzieję, będzie ten wpis. Co mnie natchnęło, by go stworzyć? Otóż, moi drodzy, zauważyłem jedną tendencję wśród piwnych blogerów (niestety), instagramerów i wielu innych, uważających się za piwnych smakoszy, pasjonatów, świrów i bóg wie kogo jeszcze. Mowa o tym, że jakiekolwiek nowe piwo, które wypuści z wielkich browarów (koncernowych), natychmiast staje się ich oczkiem w głowie i czym prędzej wyruszają po nie do sklepu, tak jak argonauci po złote runo. 


Wybaczcie, ale jest to dla mnie jeden z fenomenów, na który od pewnego czasu szukam odpowiedzi i do tej pory nie mogę jej znaleźć. No bo jak to jest, że ci wszyscy ludzie psioczą na browary produkujące te piwa. Produkty tych browarów, podczas degustacji tychże, na oczach użytkowników sieci wylewane są do zlewu, sedesu, piachu i innych środowisk. Co ciekawe, proceder ten, powtarzany jest za każdym razem, gdy jeden z dużych browarów wypuści nowość i nieważne, czy to lager, górniak, porter, ipa, radler, czy bezalkoholowe). Wszelkie tego typu akcje są okraszane tekstami typu: 'wypiłęm za was, byście wy nie musieli', 'ja wypiłem, więc wy już nie musicie', 'wylałem do zlewu. nie kupujcie!', 'smakuje jak zużyta ścierka do podłogi', itp., itd. 


Co prawda, żadne piwo z tychże browarów, jeszcze ich nie powaliło na glebę i być może dlatego, cały czas, tak jak Syzyf, próbują każdej nowości, z efektem takim samym jak poprzednio. Biorąc pod uwagę fakt, że na naszym rynku, pojawia się rokrocznie około półtora tysiąca piw, to mając na uwadze fakt, że niemożnością jest spróbowanie wszystkich, to jednak ci, którzy na uwadze mają piwa z małych, rzemieślniczych browarów, próbują całą masę tych, którymi wręcz gardzą. Przyznacie, że jest to coś fenomenalnego. Socjologowie, mają pewnie na taki przypadek, jakąś swoją fachową nazwę i szczegółowe wytłumaczenie. 


Co jeszcze zdumiewające jest w tym wszystkim, to fakt, że często gęsto, ci ludzie wszem i wobec oświadczają, że nie mają pieniędzy na to, by często kupować dobre piwo z małych browarów, ale jak widać mają na to, by tracić fundusze na to, co potem wylewają. Ekonomiści, też mają na to swoje mikroekonomiczne wyjaśnienie. 

Ja tego wszystkiego nie rozumiem i być może mi to ktoś wytłumaczy? Byłbym rad, gdyż przeglądanie koncernowo-internetowego deja vu, staje się nie tylko nużące, ale i bardzo irytujące. 

Być może tym tekstem, kogoś uraziłem, by nie napisać dosadniej, ale sami sobie jesteście winni. Wierzę jednak, że lekcje, które do tej pory przerobiliście, czegoś jednak was nauczą. Na zdrowie!

czwartek, 11 kwietnia 2019

Z wizytą w Browarze Artezan w Błoniu

Odwiedzając Browar Błonie, nie sposób było nie skorzystać z okazji i nie odwiedzić, leżącego niewiele ponad sto metrów od niego, Browaru Artezan. Tak więc, po przyjemnej wizycie, wybrałem się do nieodległego Artezana. Jadąc, nie byłem pewny, czy kogokolwiek zastanę, jednak liczyłem na to, że w poniedziałek jednak będę miał szczęście. Nie pomyliłem się.


Dojeżdżając pod browar zobaczyłem, że podjechałem z niewłaściwej strony i po wskazówkach jacka Materskiego (jeden z właścicieli browaru), musiałem zrobić niemałe kółko, by wjechać wprost pod otwarte wrota tego piwnego miejsca. 

Ekipa browaru, była lekko zaskoczona moim pojawianiem się, ale czemuż się dziwić, nie zapowiadałem się. Niemniej jednak, szerokim gestem, zaproszono mnie, a właściwie nas, do środka, na krótką wycieczkę odkrywającą wszelkie tajemnice tego terytorium.

Na początek, by lepiej mi i mojej drugiej połowie się spacerowało, Jacek poczęstował nas, prosto z tanku, najnowszą warką Samca Alfa. Tu muszę z żalem stwierdzić, że mocno żałuję, że tego dnia byłem kierowcą, gdyż musiałem się zadowolić niewielką ilością tego trunku, a muszę przyznać, że tegoroczny wypust, naprawdę jest baaardzo dobry! Jeszcze przed oficjalną premierą, pokazazano, jak prezentować się będzie etykieta tegorocznej edycji.


Browar Artezan, w swojej obecnej lokalizacji, prowadzi piwną działalność od stycznia 2015 roku. Wcześniej browar zlokalizowany był w Natolinie. Tak, jak w przypadku Browaru Błonie, mieści się w jednej z hal dawnych Zakładów Mechaniczno-Precyzyjnych Mera Błonie, gdzie produkowano między innymi tablice rozdzielcze do samochodów wytwarzanych w zakładach FSO na Żeraniu. Stąd, między innymi, jednym z flagowych piw browaru jest Mera IPA, którego etykieta okraszona jest właśnie deską rozdzielczą znaną z Fiata 125p. 

W browarze zainstalowana jest trzynaczyniowa warzelnia, w kłąd której wchodzą kocioł zacierno-warzelny o pojemności 35 hektolitrów, kadź filtracyjna oraz whirlpool.
 



Nad warzelnią, usytuowana jest antresola, w która pełni rolę magazynu i w której zainstalowany jest śrutownik, z której także rozpościera się superancki widok na cały browar.


Z tej perspektywy dostrzeżemy taśmę rozlewniczą i wszystkie tanki i poczujemy przeszywający, bardzo przyjemny, unoszący się zapach gotującej się brzeczki. Można wręcz powiedzieć, że to takie centrum dowodzenia, jak kapitanat na okręcie. 





Co ciekawe, jeden z tanków, ten stojący najbardziej w głębi, patrząc od wejścia, jest dedykowany wyłącznie piwom z brettami. Odróżnia go od innych, czarna otulina. 


Pod antresolą i warzelnią, można dostrzec, coraz popularniejsze obecnie w browarach machinarium, czyli hopgun.


Jednym z ciekawszych miejsc w browarze, jest takie jedno, ukryte za główną halą, które można by nazwać mekką wszystkich rozkochaniu w 'barrelejdżingu'. Tak, tak, pomieszczenie pełne beczek, w których dojrzewają sobie artezanowe sztosy. Niejeden z piwnych maniaków, pewnie całe dnie chciałby spędzać w tymże. Co tam konkretnie leżakuje? Dokładnie nie pamiętam już teraz, ale osoby z Loży Jeża i inni pasjonaci dobrego piwa, sukcesywnie będą się o tym dowiadywać.


Opuszczając to pomieszczenie, dociera się do części biurowo-socjalnej, że tak to ujmę, w której zlokalizowany jest także minisklep browaru, w którym można zakupić piwa w butelkach oraz szkiełka firmowe. Ja sam zakupiłem kooperacyjne Chcesz ciasteczko? oraz Owoce wspierają kraft i Nic dziwnego, a także bardzo kolorowy, superancki 'szejker'. Tak moi drodzy, moje dwa ulubione rodzaje szkłą do piwa, to snifter i shaker właśnie. 

W przybrowarowej otulinie, co roku, latem odbywa się piwny festiwal 100% Craft, w którym oprócz gospodarzy, swoje piwa polewają także inne zaproszone browary. Jedną z pamiątek tychże spotkań, możemy zaobserwować na jednej z szyb browaru, którą po sobie zostawili chłopaki z gdańskiej Pułapki oraz ekipa Browaru Zakładowego. Musiało się nieźle dziać podczas edycji 2018, oj musiało! Przy okazji naszej wizyty, my także dostaliśmy osobiste zaproszenie na tegoroczną edycję.


Czas spędzony w Browarze Artezan mijał niezwykle szybko, a przed nami byłą jeszcze droga do Olsztyna i Lidzbarka Warmińskiego, więc chcąc nie chcąc, trzeba było się żegnać, mając świadomość, że niedługo ponownie się spotkamy w Warszawie na dziesiątej edycji Warszawskiego Festiwalu Piwa. Na koniec pamiątkowa fotografia.


Wieńcząc ten wpis, chciałbym podziękować za sympatyczną wycieczkę całej ekipie Browaru Artezan. Na zdrowie!