wtorek, 13 października 2020

Piwo to ludzie - Paweł Błażewicz z Browaru Kormoran

Ten wpis i film, to początek nowej, którą okraszona jest tytułem 'Piwo to ludzie'. W jej ramach spotykam się z ludźmi tworzącymi polską piwną scenę i zadaję pytania, dzięki czemu przybliżam daną osobę wszystkim miłośnikom dobrego piwa w Polsce. Pytam o sprawy związane z piwem, ale nie tylko, tak, abyście jak najbardziej mogli poznać mojego rozmówcę. 

Do pierwszego odcinka, zaprosiłem Pawła Błażewicza z Browaru Kormoran. Podczas naszego spotkania, poruszyliśmy różne tematy, ale po szczegóły zapraszam was na projekcję. Wasze zdrowie!

niedziela, 4 października 2020

Orange October, czyli prapremieraz październikowej Pinty Miesiąca w Vinyl Pub w Olsztynie

Olsztyn, pomimo dość sporych tradycji browarniczych, pięknej historii związanej z tą gałęzią przemysłu oraz faktu, że obecnie znajdują się, działają i dzielnie sobie radzą trzy browary, to nie jest to miejsce na piwnej mapie Polski, w którym odbywają się często i gęsto, piwne imprezy, podczas których króluje piwo rzemieślnicze, a właściwie każde piwo. Dość powiedzieć, że hasło 'piwna premiera" jest tu tak samo rzadkie, jak czterolistna koniczyna na łące. Dlatego też, gdy takowa nawiedza miasto nad Łyną, to cieszy się ona bardzo, ale to bardzo wielkim zainteresowaniem.

Tak samo było i w pierwszy piątek października, gdy swoją prapremierę miało nowe piwo z serii Pinta Miesiąca Browaru Pinta. Impreza związana z tym wydarzeniem, miała miejsce, w najlepszym piwnym lokalu w stolicy Warmii i mazur, czyli w Vinyl Pub. Tego dnia, wszystkie pięc kranów w lokalu, okupowanych było przez piwa z Pinty. Do tego, Olsztyn i Vinyl Pub odwiedzili Paweł Masłowski, główny piwowar i autor piwnych receptur browaru oraz Michał Koro, czyli guru handlu browaru, którzy swoimi nazwiskami sygnowali nowe piwo Pinty, a także przybliżali wszystkim gościom browar z Wieprza, jego historię, piwa i wiele innych ciekawostek związanych z Pintą. 

Jak widać, oprócz premierowego piwa, można było raczyć się klasyką w postaci Pierwszej Pomocy, powrotu po latach, czy Dobrym Wieczorem oraz dwie kooperacjami. Jak się dowiedziałem, Pinta przywiozła więcej piw, ale liczba kranów w Vinylu nie jest z gumy i musiały czekać na swoją kolej. W ciągu najbliższych dni, będą stopniowo podpinane.

Premiera piwa zaplanowana została na godzinę 18:00. Wkrótce przybyli tez Paweł i Michał oraz dość spora ekipa piwowarów domowych i zawodowych z Olsztyna i okolic, właścicieli najlepszych piwnych sklepów z Olsztyna, a także cała masa pozostałych gości. Chłopacy z Pinty byli mocno zaskoczeni, że o tak wczesnej porze, w knajpie jest pełno i właściwie nie ma już wolnych miejsc. No ale, przecież wszyscy Warmiacy wiedzą, że tak w Vinylu jest zawsze. 


Pośród pięciu piw na kranie, oczywiście jako pierwsze zamówiłem te premierowe, czyli Orange October, czyli Hazy West Coast IPA. Piwo bardzo rześkie, owocowe (pomarańczowe, cytrusowe, jak sama nazwa sugeruje), z wyraźną goryczką. Dość szybko znikające ze szkiełka. Bardzo dobra Pinta Miesiąca muszę przyznać. Polecam wszystkim, jeśli oczywiście w Vinylu jeszcze coś zostało Dodatkowo, smaku dodawały także rozmowy, wymiana doświadczeń i cała masa humoru, która przez cały wieczór przelewała się w całym lokalu. Do tego Ramones i wiele innej super muzy z czarnych płyt. 

Pinta Miesiąca super, jakkolwiek, dla mnie, piwem tego wieczór było to, które wróciło do menu Pinty po długim czasie, czyli Dobry Wieczór. Wspaniały, aksamitny, super aromatycznie i smakowo piwo. Petarda! Nigdy jakoś mnie to piwo nigdy nie czarowało, ale w ostatni piątek oczarowało mnie co najmniej trzy razy (tak mi się wydaje). Także polecam i to bardzo, dla wszystkich ciemnomaniaków.





Spotkanie z ekipą Pinty, jak i premierowe piwo i nie tylko one, spełniło oczekiwania olsztynian. Zabawa trwała do późnych godzin nocnych (już sobotnich). Piwo lało się strumieniami i co ciekawe, z zasłyszanych rozmów, dowiedziałem się, że na ponowne spotkanie z Pintą i ich piwami, nie trzeba będzie czekać kolejnych czterech lat (ostatnio ekipa Pinty i ich premiera piwa była w Vinylu ... w grudniu 2016). Na wiosnę, piwni maniacy z Warmii, będą mieli okazje ponownie cieszyć się piwami Pinty w ogromnych ilościach, ale szczegóły poznacie w najbliższych miesiącach. Na razie cichosza. 

Z tej strony, chciałbym podziękować ekipom Pinty i Vinyl Pub, za genialną imprezę premierową. Taki wydarzeń w naszym mieście brakuje, ale wierze, że dzięki Wam będzie ich stopniowo więcej, czego wszystkim miejscowym miłośnikom piwa życzę serdecznie. Wasze zdrowie!

czwartek, 24 września 2020

Pinta Hop Tour - King Insam - krótka historia

Sporo wody upłynęło w Wiśle, jak i w Taedong-gang, od momentu, kiedy raz ekipami Browaru Pinta oraz krakowskimi cesarzami wielokranowymi, wyruszyliśmy do Korei Północnej, by poznać tamtejszą sztukę piwowarską i spotkać się oko w oko z północnokoreańskim chmielem. Efektem tejże wyprawy, jest ostatnia odsłona cyklu Pinta Hop Tour, czyli piwo King Insam. Poniżej, klika słów o wyprawie oraz o kulisach powstania tego piwa, jak i samym piwie. 


Serdecznie zapraszam i Wasze zdrowie!

wtorek, 1 września 2020

Browar Warmia i Browarnik Tomek 2.0

Ostatni tydzień września to czas, kiedy piwowarzy Browaru Warmia oraz ja, spotkaliśmy się, by zrealizować nasze plany, które w nas tliły się już od dawna. Od momentu naszego pierwszego warzenia (koniec roku 2017) minęło już spoooro czasu, a chęci wzmagały, więc trzeba było ponownie coś razem uwarzyć. A że lato jeszcze trwa, to uwarzyliśmy coś lekkiego, coś letniego, coś rześkiego. Ale o szczegółach, dowiecie się z poniższego filmu.


Premiera już w tym miesiącu, ale o dokłądnej dacie odszpuntu, dowiecie się wkrótce. Na zdrowie!

wtorek, 18 sierpnia 2020

Z wizytą w C.K. Browar w Krakowie

Ostatnim browarem, który udało mi się odwiedzić podczas ostatniej eskapady do Krakowa, był najstarszy w tym mieście i jeden z najstarszych w Polsce w ogóle, czyli C.K. Browar.


C.K. Browar (Cesarsko-Królewski Browar) otworzył się na swoich klientów, prawie ćwierć wieku temu, bo w roku 1996. Zlokalizowany jest w centrum Krakowa, w bardzo bliskiej odległości od Rynku Głównego, przy ulicy Podwale 6-7. Czynny jest codziennie w godzinach: niedziela-środa 9:00-1:00 oraz czwartek-sobota 9:00-2:00. 

Browar z zewnątrz, przypomina trochę restauracje z wyszynkiem, taką z początków XX wieku, przywodząca na myśl genialny film z Romanem Wilhelmi i Markiem Kondratem, czyli 'Zaklęte rewiry'. Obok wejścia, które prowadzi do pomieszczeń zlokalizowanych w piwnicach, mieści się ogródek, który ozdabiają - to dość zaskakujące - parasole, na których widnieją, oprócz nazwy C.K. Browar, także logo Tyskie. Jak wspomniałem wyżej, browar i restauracja zlokalizowane są w podziemiach. Przyznam szczerze, że tutaj tez panuje taki klimach początków zeszłego wieku. Sala główna, to taka ala niemiecka lub czeska stara piwiarnia, którą na końcu zdobi dwunaczyniowa warzelnia.




Dostawcą sprzętu do browaru jest austriacka firma Mavim Brauanlagen. Sercem, jak napisałem w poprzednim akapicie, jest dwunaczyniowa warzelnia, w której skład wchodzi kocioł zacierno-warzelny oraz kadź filtracyjna. Wybicie to 10 hektolitrów.





Tuż za warzelnią, znajduje się pomieszczenie mieszczące zbiorniki fermentacyjno-leżakowe o pojemności 20 hektolitrów oraz zbiorniki wyszynkowe. Ciężko w nim o dobre zdjęcie, gdyż jest wyjątkowo małe i ciasne, więc wybaczcie za jakość poniższych fotografii. 





Po wizycie w browarze, nadszedł czas by skosztować tego, co warzy się w C.K. Browar. W dniu moich odwiedzin, na kranach dostępnych było sześć różnych piw, zarówno dolnej, jak i górnej fermentacji, a mianowicie: pils, pszeniczne, marcowe, lager miodowy, Vermont IPA oraz marakuja (owocowe). 


By sprawdzić formę ich wszystkich, zamówione zostały próbki w formie dwóch desek po pięć piw każda.


Skosztowałem wszystkich sześciu do końca i mogę powiedzieć, że najbardziej 'przypadło mi do gustu' ... miodowe, które smakowało trochę na kształt zimnego grzańca pełnego miodu i goździków. Reszta, hmm, no cóż, w pozostałych dwóch browarach, które odwiedziłem w Krakowie, jakość piw była znacznie wyższych lotów. Wszystkie z nich, jakby były przeleżałe. Mam wrażenie, że związane jest to z sytuacją covidową, którą od kilku miesięcy mamy w kraju. 




W C.K. Browar, można za to dobrze zjeść, co rekompensuje trochę niedosyt związany z tamtejszym piwem, szczególnie gdy odwiedza się ten krakowski kulinarny przybytek, będąc głodnym. Polecam serdecznie. Cenowo, zarówno piwo, jak i jadło, w bardzo rozsądnych cenach, szczególnie biorąc pod uwagę, że to Kraków, centrum miasta i środek sezonu turystycznego. Na miłośników piwnych gadżetów, czeka całkiem sporo artykułów, między innymi trzy rodzaje szkła. Ja zakupiłem przyjemnego firmowego szejkera, za znakomitą cenę 10 złotych. WOW!

Wszystkim tym, którzy tak ja, odwiedzają każdy browar, który mają okazję, wizytę w C.K. Browar polecam, celem zaliczenia i sprawdzenia formy piw samemu, jakkolwiek sam Kraków, w tej kwestii oferuje znacznie więcej. Wasze zdrowie!

czwartek, 13 sierpnia 2020

Z wizytą w Browarze Lubicz w Krakowie

Będąc w Krakowie, starałem się jak najbardziej skupić na piwie i browarach. Jakkolwiek, po to, po co pojechałem do dawnej stolicy Polski, nie za bardzo pozwoliło mi zrealizować wszystkie plany z tym związane. Czas, który miałem, pozwolił jednak zajrzeć do fantastycznego miejsca na piwnej mapie Krakowa, czyli do Browaru Lubicz. 



Browar Lubicz zlokalizowany jest w ścisłym centrum Krakowa, niedaleko dwora Kraków Główny, przy ulicy ... Lubicz 17J. Został założony w 2015 roku. Nominalnie jest otwarty codziennie w godzinach od 8:00 do 0:00 od poniedziałku do czwartku, od 8:00 do 1:00 w piątki, od 9:00 do 1:00 w soboty i niedziele w godzinach 9:00-22:00. Jednakże, z powodów związanych z koronawirusem, godziny uległy zmianie i na przykład, w poniedziałki browar jest zamknięty, a w resztę dni działa ... chyba w mocno zmienionych godzinach.

Myśląc o Browarze Lubicz, miałem nadzieję, że odwiedzę go w godzinach dziennych. Nawet byłem umówiony z głównym piwowarem tegoż browaru Danielem, jednakże moje spotkania tak się przeciągnęły, że w murach tego piwnego przybytku, pojawiłem się dopiero późnym wieczorem. To spowodowało, że nie mogłem liczyć na przewodnika po zakamarkach browaru i musiałem radzić sobie sam. 

Serce browaru, czyli warzelnia, znajduje się na parterze browaru, tuż przy wejściu do niego. Można ją bez problemu podziwiać z zewnątrz, przez wielkie witryny zewnętrznej elewacji. Te machinarium, jak i sprzęt do fermentacji, leżakowania i wyszynku piwa, dostarczyła firma Joh. Albrecht Brautechnik. Warzelnia składa się z kotła zacierno-warzelnego oraz kadzi filtracyjnej. Nie znam dokładnie pojemności zbiorników, więc nie chcę tu strzelać. Wyglądaja na pięćsetlitrowe.



Fermentownia i leżakownia są umiejscowione w piwnicach browaru. Tam też zlokalizowane są sale przyjmujące gości oraz bar. Zbiorniki można, tak jak warzelnię, podziwiać przez wielkie szyby. Naprawdę ładnie to wygląda. 






To, co mogłem zobaczyłem, niemniej jednak byłem tak spragniony dobrego piwa, że wycieczkę po browarze szybko skończyłem i zapoznałem się z ofertą baru, a ta mimo, że dostępne są tylko cztery style piwne, jest fenomenalna. 



Na kranach można spotkać takie piwa, jak Leżak (Pils), Marcowe, Pszeniczne oraz American Pale Ale. Próbowałem wszystkich, a delektowałem się dwoma, czyli fenomenalnym Leżakiem (czysty, delikatny, słodowy, z fajnie zaznaczoną goryczką) i równie genialną APA (mocno chmielowa, aromatyczna, delikatna, czysta, z fajną goryczką). Marcowe i Pszenica też świetne. Wszystkie piwa bardzo, ale to bardzo dopracowane, mocno wyraziste, pozbawione jakichkolwiek wad. Piwowar Lubicza naprawdę umie w piwo. Po prostu piłem piwo szklanicę za szklanicą, z wielkim smakiem. Dodatkowo, sprzyjała temu promocja piwna, która była akurat na barze, czyli za 19 złotych, można przez dwie godziny zamówić tyle piwa, ile się wypije. Pewnie związane jest to związane z obecna sytuacją. Piwa w Browarze Lubicz, w zależności od stylu, wlewane są w różne rodzaje piwnego brandowanego szkła.  



Oprócz fenomenalnego piwa, Browar Lubicz oferuje także super kuchnię. Sporo ciekawych przekąsek oraz dań głównych do wyboru. Jadło dla mięsożerców i jaroszy. Co ważne, odwiedzając Browar Lubicz, była nas grupka sześciu osób i wszystkie dania podano o tej samej porze. Wszystko podjechało do naszego stolika na wózeczku i podane zgodnie z etykietą. Tak to właśnie powinno wyglądać. Widać, że w Lubiczu znają się na prowadzeniu restauracyjnego biznesu. Co warto dodać, wszystko było świeże i smakowite. Do tego, wszystko w bardzo sensownych cenach, szczególnie że mówimy o środku sezonu turystycznego w Krakowie. 


Co warto jeszcze odnotować, to Browar Lubicz może pochwalić się wspaniałą obsługa klienta. Zarówno pani, jak i pan, którzy tego dnia byli za barem i obsługiwali gości, bardzo profesjonalni i co najważniejsze uśmiechnięci, weseli i bardzo kontaktowi. Co najciekawsze, to nie tylko moje zdanie. Wizyta w Browarze Lubicz, między innymi dzięki obsłudze, była czystą przyjemnością.

Czy zatem warto wpaść na piwo do Lubicza? Koniecznie! Jest to miejsce obowiązkowe na piwnej mapie miasta Kraka. Ja sam już planuję kolejną wizytę, gdyż ich APA po prostu zmiata 99% piw w tym stylu na polskim rynku piwnym! Ach, rozmarzyłem się :-)

sobota, 8 sierpnia 2020

Z wizytą w T.E.A. Time Brewpub w Krakowie

Początek tygodnia, przypadł na wizytę w Krakowie. Oprócz spraw personalnych, była to także okazja do odwiedzenia browarów zlokalizowanych w tym najbardziej turystycznym mieście w Polsce. Pomimo faktu, iż plany były ogromne, to udało się odwiedzić tylko trzy z nich. Jak stare polskie powiedzenie mówi: 'Jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma!'. Pierwszym przystankiem na mojej piwnej wyprawie, był T.E.A. Time Brewpub.

T.E.A. Time Brewpub umiejscowiony jest w bardzo bliskiej odległości od zespołu zamkowego na Wawelu, a także od krakowskiego rynku. Umiejscowiony jest w narożnej kamienicy, przy ulicy Dietla 1.


Dla swych gości, miłośników dobrego piwa, czynny jest w godzinach od 16:00 do 1:00 w dniach niedziela-czwartek, w piątki od 16:00 do 2:00, a w soboty od 12:00 do 2:00.

Browar znany jest stałym bywalcom oraz turystom jako namiastka angielskiego pubu połączonego z browarem w naszych krajowych okolicznościach. Sam też tak się reklamuje i muszę przyznać, że przekraczając mury tego miejsca, człowiek zaczyna się tak właśnie czuć. Nie ma w tym ziarna przesady. 

Wchodząc do środka browaru, pierwsze co dostrzegamy, to duży bar, który nie jest wyposażony w tradycyjne krany, znane nam z innych piwnych miejsc w Polsce, a w typowe brytyjskie pompy. Jest ich w sumie osiem. 


Wokół baru, na ścianach mamy tablicę z dostępnymi piwami, informacje o deskach degustacyjnych a także wyrysowany proces warzenia piwa. Jest oczywiście telewizor, z którego, jak to w przypadku typowych brytyjskich pubów, leciał akurat mecz piłki nożnej. 



Zanim przejdę do bardziej szczegółowego opisu oferty browaru i jakości serwowanych tam piw, to przejdę do podziemi browaru i napisze kilka słów na temat wyposażenia browaru. Moim przewodnikiem tego dnia, był spotkany za barem Michał Bury, który już na samym początku mojej wizyty, poczęstował mnie szerokim uśmiechem i gromkim 'Dzień dobry!'. 


W piwnicy mieści się warzelnia, bardzo nietypowa jak na polskie standardy. Tworzy ją dwunaczyniowe machinarium firmy PBC. Kocioł zacierno-warzelny i kadź filtracyjna maja pojemność po 600 litrów (6 hektolitrów). 



W pomieszczeniu obok, znajduje się fermentownia, w której skład wchodzą trzy zbiorniki fermentacyjne, z których największy ma pojemność 720 litrów. Po uwarzeniu i schłodzeniu, piwa fermentują przez około tydzień czasu, po czym są rozlewane to typowych brytyjskich casków, czyli tradycyjnych angielskich beczek, w których część piwa dojrzewa, a część wędruje od razu na kran. 



Do warzenia swoich piw, piwowarzy browaru używają słodów z belgijskiej słodowni Malterie du Chateau oraz chmieli angielskich, a także polskich i amerykańskich. 


Oferta browaru jest dosyć szeroka. W dniu moich odwiedzin, dostępne były: typowe brytyjskie Peggy Brown (brown ale), Black Prince (porter angielski) oraz England's Glory (bitter), a także nowofalowe Petrosour (sour ale), Rye Konik (rye IPA) oraz z klasyki Helmut (Hefeweizen). Na sam początek, by spróbować każdego, na warsztat zostały zamówione dwie deski degustacyjne. Każda z nich to cztery piwa o pojemności 150 mililitrów każde. Taki zestaw w browarze kosztuje 17 złotych. 



Brytyjskie piwa, czyli bitter i brown ale, takie własnie typowo brytyjskie. Dość wodniste, bez piany, w których doznania słodowe grały główne role. Takie do szybkiego wypicia i zamówienia kolejnego. Naprawdę pijący czuje się jak w jakimś pubie w Zjednoczonym Królestwie. Jesli chodzi o brytyjską klasykę, to dość mocno i to na plus, wyróżniał się porter angielski. Mimo, że ja nie jestem fanem jakichkolwiek porterów, to te piwo tak gładkie, aksamitne, przyjemne aromatycznie i smakowo, zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Tak samo, jak i żytnie IPA, czyli Rye Konik, którego oprócz próbki, wypiłem jeszcze dwie pinty. I gdyby nie trzeba było wracać do hotelu, to pewnie wypiłbym jeszcze ze dwie. Fenomenalne wprost piwo. Musze kiedyś na nie wrócić do Krakowa! Sour ale w porządku, choć ja nie jestem fanem kwasów, a pszeniczne, to typowa niemiecka klasyka, choć także troszkę wodnista. Porter i IPA rządzą! 

Degustacji towarzyszy bardzo fajna rockowa muzyka rodem z lat osiemdziesiątych i siedemdziesiątych, co jeszcze bardziej potęguje doznania przy raczeniu się miejscowymi piwami. W pubie, można zaopatrzyć się także w firmowe koszulki i bluzy. Jeden t-shirt sam sobie zakupiłem na pamiątkę.

Podczas wizyty w T.E.A. Time Brewpub, miałem także okazję, ponownie spotkać się z jednym z moich towarzyszy wycieczki do Korei Północnej, czyli Rafałem Kurbielem, miejscowym miłośnikiem dobrego piwa i współwłaścicielem takich krakowskich wileokranów, jak Multi Qlti, czy Weźże Krafta. Była okazja do pogadania, powspominania i po prostu, fenomenalnego spędzenia czasu przy dobrym piwie. 


Jak widać, T.E.A. Time Brewpub, to super miejsce, gdzie się naprawdę dobrze warzy, a wiadomo, że tam gdzie się dobrze warzy, tam się też dobrze darzy. Takie jest właśnie to piwne, w brytyjskim stylu, miejsce. Ja szczerze polecam wszystkim odwiedzającym Kraków, zwłaszcza, dwa trunki, które opisałem powyżej. Dzięki jeszcze raz za gościnę i do rychłego, ponownego zobaczenia. Wasze zdrowie!