sobota, 7 stycznia 2017

Pijana Czapla - wielkie otwarcie nowego wielokranu w Olsztynie

Wczorajszego wieczora, w święto Trzech Króli. w Olsztynie miało miejsce wiekopomne wydarzenie. Tego dnia, a właściwie wieczoru, hucznie otwarto nowy, pierwszy z prawdziwego zdarzenia, wielokran. Nowy lokal nosi nazwę Pijana Czapla.


Pijana Czapla mieści się na obrzeżach Starego Miasta, w tak zwanej 'olsztyńskiej Wenecji', przy ulicy Górnej 1. Otwarcie, w postaci zamkniętej imprezy na zaproszenia, zaplanowano na godzinę 19:00. Nie wiem dlaczego mnie poinformowano, że będzie to 18:00, ale nie miało dla mnie to większego znaczenia. Dzięki temu mogłem sobie dokładnie obejrzeć lokal, który składa się z dwóch sal, głównej z barem i drugiej, takiej posiadówkowej, że tak to ujmę. Gdy moje nogi przekroczyły próg Pijanej Czapli, ekipa lokalu byłą w trakcie ostatnich przygotowań i szlifów.



Bar Pijanej Czapli zaopatrzony jest w dwadzieścia kranów, co w przypadku Olsztyna i w ogóle Warmii i Mazur jest pewnego rodzaju sensacją. Z rozmów z właścicielami, dało się słyszeć, że połowa z nich winna być okupowana przez piwa z Browaru Kormoran. Chodzi między innymi o to, by dodać iskrę regionalizmy temu miejscu. W dniu otwarcia na kranach były piwa z Browaru Kormoran właśnie (7 różnych) oraz Trzech Kumpli, Hopium i cztery zagraniczne.





W drugiej sali mamy stoliki oraz sofy. Ściany ozdobione są zdjęciami, które wykonane były podczas remontu i adaptacji miejsca na lokal. Nie wszystkie sfotografowałem, ale pokazują one, jaki ogrom pracy włożyli właściciele, by dać temu miejscu nowe życie.







Pijana Czapla posiada także otwarty taras tuż nad rzeką Łyną, ale z wiadomych przyczyn, obecnie jest on zamknięty.

Im było bliżej godziny 19:00, tym lokal zaczynał się mocniej zapełniać. Gośćmi byli między innymi warmińscy piwowarzy domowi, przedstawiciele Browaru Kormoran, osoby z olsztyńskiej bohemy i wiele innych znamienitych osób. Piwo z kranów zaczęło się lać i w ciągu całego wieczoru polało się go bardzo, bardzo wiele. Akompaniamentem do piwa były smakowite przystawki.



















Gościom przybyłym przygrywała sympatyczna grupa, która wykonywała polskie i zagraniczne szlagiery w swoich ciekawych aranżacjach. No, po prostu się działo, piwo się lało, nikomu nie było mało, tylko dziś rano ciężko się wstawało.



Wrażenia po imprezie? Bardzo pozytywne. Wrażenia z lokalu? Także pozytywne. Można rzec, że nowa piwna jakość w Olsztynie. Niemniej jednak nasuwają mi się pewne pytania na temat lokalu. Czy uda się upłynnić piwo z dwudziestu beczek w szybkim czasie? To w końcu Olsztyn, który jest bardzo specyficznym rynkiem. Może fakt, że w lokalu brak jest piwa w butelkach (może to tylko tak na początek, nie mam wiedzy), spowoduje, że beczki szybciej będą rotowały. Może piwa z Kormorana, naszego regionalnego, olsztyńskiego browaru będą magnesem dla gości i to zarówno w sezonie, jak i poza nim. Trzymam mocno kciuki, bo taki lokal jest na pewno potrzebny Olsztynowi.


Mi się podobało i w miarę możliwości, będę częstym bywalcem Pijanej Czapli, do czego Was także namawiam. Dziękuję ekipie lokalu jeszcze raz za zaproszenie na otwarcie. Było naprawdę superancko.

sobota, 24 grudnia 2016

Wesołych Świąt Bożego Narodzenia!

Jako, że Wigilia i Święta Bożego Narodzenia tuż, tuż, to bardzo chciałbym, n właśnie co ja takiego bym chciał powiedzcie mi moi mili i drodzy czytelnicy? Otóż chciałbym życzyć wszystkim moim przyjaciołom, kolegom i znajomym:

- z browarów rzemieślniczych, tych kontraktowych i tych stacjonarnych oraz tym z browarów restauracyjnych i regionalnych,
- z hurtowni i sklepów,
- z knajp, lokali, obiektów gastronomicznych i wypoczynkowych,
- tym z piwnego szlaku w Olsztynie, Trójmieście oraz Warszawie, 
- piwowarom domowym od Browarmiaków, z Gdyńskiej Inicjatywy Piwnej oraz dla tych z Gdańska,
- organizatorom festiwali, targów, piwnych bitew i innych wydarzeń piwnych,
- mojej rodzinie i przyjaciołom, wszystkim tym, dla których piwo nie jest esencją życia,
- oraz dla Was moi drodzy czytelnicy, fani i zaglądacze,

wesołych, rodzinnych, pełnych samych dobrych chwil, wrażeń, prezentów, pysznego jedzenia i po prostu odpoczynku od życia codziennego Świąt Bożego Narodzenia!


Aha, podczas tych świąt, nie zapomnijcie o dobrym piwie oczywiście. Świętować można tez tym wspaniałym, pysznym napojem ... z umiarem oczywiście :-)

niedziela, 18 grudnia 2016

Finał Pinta Miesiąca 2016 w Vinyl Pub w Olsztynie

Moje rodzime miasto Olsztyn, pomimo faktu iż mieszą się tu dwa browary, nie jest miejscem na polskiej mapie, w którym imprezy piwne odbywają się na dość dużą skalę. W tym roku mieliśmy, co prawda, wizyty ekip Doctor Brew oraz Piwojad w Starej Warszawskiej, jakkolwiek olsztyńscy miłośnicy dobrego piwa, cały czas oczekują więcej. Dlatego też, z wielkim entuzjazmem przyjęliśmy wiadomość, że Browar Pinta, wybrał Olsztyn i Vinyl Pub, jako jeden z tych miejsc, gdzie odbędzie się finał cyklu Pinta Miesiąca 2016. Do Olsztyna, w związku z tym wydarzeniem, przybyła jedna trzecia ekipy Pinta, czyli Grzesiek Zwierzyna. Wraz z Grześkiem, pojawił się także grudniowy bohater, czyli Pinta miesiąca grudnia w postaci Kwasu Theta, czyli Wild Sour Cherry RIS. 


Do Vinyl Pubu przybyłem wraz z ekipą piwowarów domowych z Olsztyna i innych regionów Warmii i Mazur. Równo o godzinie 18:00 zaczęto polewać piwo. Dziwnie zaczynać jest wieczór od piwa, które ma ponad 10% alkoholu, jakkolwiek wszyscy zdecydowaliśmy się od razu na porcje półlitrowe. 








Grudniowa Pinta Miesiąca to piwo złożone, treściwe, dzikie, które wraz z ogrzewaniem się ujawnia swoje atrybuty. Jest kwaśno, jest wiśniowo, ale jest też stajnia, którą ja w piwach ubóstwiam. Polecam zamawiać nalewanie z dużą ilością piany, gdyż jest ona fenomenalnie przepyszna. Piwo to jednym smakowało bardzo, innych nie do końca urzekło, ale przecież wiadomym jest fakt, że każde kolejne dane piwo nie trafia w gusta każdego. Dlatego też, świat piwa jest tak fantastyczny.

Oprócz tego piwa, na kolejnym kranie podpięte zostało kolejne piwo Pinty w postaci Vermont IPA. Większość klientów, po degustacji Wild Sour Cherry RIS, od razu zamawiało właśnie Vermonta, które było wyśmienite. Akompaniamentem do piw Pinty były wspólne fotografie oraz rozmowy z naszym gościem, czyli Grześkiem Zwierzyną, który opowiadał, między innymi, o ostatniej wyprawie do Ameryki Południowej, o Etiopii oraz Korei Północnej, którą to i ekipa Pinty i ja mamy w planach. 

Oprócz tego, sporo dobrego humoru wśród przyjaciół, rozmowy o piwie, muzyce i innych sprawach. Do tego sporo śmiechu. I jak tu nie zgadzać się z hasłem, że piwo łączy ludzi. Łączy owszem i to jak. Wszystko to, oczywiście odbywało się przy dźwiękach genialnej muzy, puszczanej - oczywiście - z winyli.






Co tu dużo pisać. Impreza była przednia. Ekipa Vinyl Pub spisała się na medal. Hmm, też chcę taką koszulkę. 


Mam nadzieję, że w 2017 roku, Pinta będzie kontynuowała swój comiesięczny cykl i że Pinty Miesiąca 2017 będą ponownie pojawiały w Olsztynie i ponownie będziemy mieli dane cieszyć się kolejnymi, ciekawymi piwami. W 2016 roku tymi, które wywarły na mnie największe wrażenie, to FarmHouse Ale, Vermont IPA oraz Likier Słodowy. Ciekawe, co zachwyci mnie w przyszłym roku?

Dzięki wielkie dla Vinyl Pub i Browaru Pinta za wspaniały rok i za tą genialną finałową imprezę. Do zobaczenia za rok na kolejnym finale.

sobota, 17 grudnia 2016

Cup of Sox - skarpety na piwo

Jakiś czas temu, dostałem wiadomość od jednego z pracowników firmy Cup of Sox. Jest to firma produkująca, że tak to ujmę, rzemieślnicze skarpety, które dodatkowo pakowane są w puszki po kawie. Tak, tak, skarpety pachnące kawą. Wróćmy jednak do szczegółów wiadomości, którą otrzymałem. Otóż, poproszono mnie o to, bym wybrał sobie po jednym nowym modelu z trzech różnych serii. Zastanawiałem się, o co chodzi, co chce ode mnie producent skarpet i skąd w ogóle pomysł, by akurat mi je zaproponować.

Zaryzykowałem, wybrałem trzy modele i podałem swój adres. Po kilku dniach, kurier dostarczył mi paczkę i to co w niej zastałem, możecie zobaczyć na poniższej fotografii.


Tak, tak, moi drodzy, w paczce znalazły się ... skarpety na butelki od piwa. Nowy pomysł włodarzy firmy, by w okresie późno jesienno-zimowym, piwo na dworze nam nie oziębiało się do bardzo niskiej temperatury i oczywiście by nie zamarzło. Wierzę, że jesteście zaskoczeni, podobnie jak i ja, gdyż zazwyczaj myśląc o temperaturze piwa, zawsze staramy się utrzymać jego odpowiednia temperaturę, ale w sensie by się zbytnio nie ogrzało. W tym wypadku, cbodzi o to, by się zbytnio nie oziębiło.

Dziś przetestowałem owe skarpety. Temperatura na zewnątrz -2 stopnie Celsjusza, więc odpowiednia pogoda na piwne skarpety. Wybrałem się nad jedno z olsztyńskich jezior, gdzie wiatr dodatkowo wpływa na odczuwanie zimna i zapakowałem piwa w skarpety.



Butelki w skarpetach, spędziły na dworze około 25 minut i trzymały temperaturę taką, jak na początku, czyli około +10 stopni Celsjusza. Jak długo by trzymały taką temperaturę, pewnie w końcu butelki i samo piwo by się ochłodziły, ale jednak w jakimś stopniu to działa. Ale co ważniejsze, ci co lubią pić piwo z butelki i to pod chmurką, późną jesienią, zimą i wczesną wiosną, nie muszą się obawiać, że będzie im zimno w dłonie od zimnej butelki. Zapakują sobie w skarpetę i spokojnie mogą pić, nie martwiąc się od zimno. A jak to wygląda? O tak:
 


Podsumowując. Piwne skarpety Cuo of Sox to, dla takich piwoszy jak ja, gadżet. Głównie dlatego, że piwo piję głównie w pomieszczeniach (poza okresem wiosenno-letnim) i nie pijam go prosto z butelki. Jakkolwiek uważam, że jest to bardzo przyjemny gadżet, rewelacyjny jeśli chodzi o pomysł, wzory, no i perfekcyjnie wykonany i wierzę, że wielu miłośnikom piwa sprawiłby wielką przyjemność. Prezentuje się świetnie, świetnie opakowane, świetnie leży na butelkach i świetnie się to trzyma w dłoni. Akurat święta za pasem, więc może to być dobry pomysł na prezent dla miłującej lub miłującego piwo.