poniedziałek, 18 czerwca 2018

Z wizytą w browarze Lovelady Brewing w Henderson

Tuż po wizycie w Las Vegas Distillery miałem jeszcze trochę sił i postanowiłem zwizytować jeszcze jeden z browarów mieszczących się w Henderson. Tym, który tego dnia był otwarty, był browar Lovelady Brewing. 


Do mieszczącego się około sześć kilometrów od destylarni browaru szedłem około godzinę w prawie czterdziestostopniowym upale. Rozpoczynając podróż do browaru Lovelady, byłem zaopatrzony w wiadomość, że to tylko mila od destylarni, jak się okazało mila niejedno ma imię. Nic tam, ważne, że szczęśliwie dotarłem do docelowego miejsca. 

Lovelady Brewing to przedsięwzięcie czterech braci o imionach Robert, Richard, Jerry i Jeffrey, których nazwisko to ... tak, tak ... Lovelady. Młodsi bracia blizniacy, czyli Robert i Richard, zaczęli warzyć piwo, w momencie gdy skończyli siedemnaście lat. Po wielu latach od tego momentu, postanowili otworzyć browar. Dołączyli do nich do nich starsi bracia i 1 kwietnia 2016 roku, otworzyli swój własny browar wraz z przylegającym wielokranem. Ten ostatni czynny jest: w poniedziałek nieczynny, od wtorku do czwartku w godzinach 12:00-22:00, piątek i sobota 12:00-23:00 oraz w niedzielę od 12:00 do 20:00.

Browar zaopatrzony jest w warzelnię o wybiciu 10 baryłek oraz zbiorniki leżakowe o pojemności 20 i 30 baryłek. 





Na powyższym machinarium, bracia Lovelady warzą całkiem ciekawe piwa, wśród których możemy znaleźć: jasne lagery (light, export, Oktoberfest), piwa pszeniczne (Hefeweizen oraz peach Weizenbock), koźlak z dodatkiem cynamonu, kakao oraz papryczek ancho oraz koźlak IPA, czyli koźlak mocno chmielony amerykańskimi odmianami chmielu, stouty takie jak nitro dry Irish stout oraz strong stout, porter warzony z dodatkiem kawy Cafe Femenino, czekolady oraz masła orzechowego, kwas pineapple sour, red ale, belgijski troippel oraz india pale ale w postaci double IPA oraz NE IPA. Możemy także napić się blendy red ale oraz pinneaple sour.


Jak zawsze, zamówiłem na początek deskę degustacyjną, w której skład wchodziły: Hop Atomic (double IPA), Love Juice #11 (NE IPA), 9th Island (pineapple sour), Sun City Light (light lager), Sun City Weisse (pszeniczne) oraz Sin City Stout (nitro dry Irish stout). 


Z powyższego zestawu, najbardziej przemówiły do mnie trzy piwa, a mianowicie podwójna IPA (bardzo chmielowa, owocowa, z delikatną, ale wyczuwalną goryczką), pszenica (to mnie orzeźwiło na maxa) oraz ten stout na azocie. Ten szczególnie, bardzo gładki i esencjonalny. Wchłonąłem go w kilka chwil, a nawet minichwil. Amerykanie w ogóle, moim nieskromnym zdaniem, są mistrzami piw 'nitro'. Większość z nich to, po prostu, klasa światowa. Tak samo było w przypadku Sin City Stout. Dość powiedzieć, że piwem tym raczyłem się ponownie, tuż po opróżnieniu deseczki. Na dobitkę zamówiłem jeszcze Love Triangle (red ale) oraz Paleo Porter, czyli wspomniany, złożony bogaty porter, który także wywarł na mnie dość niesamowite wrażenie. Bardzo mnie to ucieszyło, zwłaszcza, po dość średniawym czerwonym ale. Dziwne w tym wszystkim jest to, że to ciemne piwa wywarły na mnie największe wrażenie, a nie te w jaśniejszych klimatach. Czyżbym się starzał?


Ogólnie rzecz ujmując, w Lovelady warzy się dobrze. Wszystkie piwa to dobrze przedstawiciele amerykańskiego rzemiosła, choć moim skromnym zdaniem są one dość 'grzeczne', że tak to ujmę. Pije się dobrze, choć wydaję mi się, że bracia mogliby z nich wycisnąć jeszcze więcej. Niemniej jednak, wizyta udana i jak w większości przypadków, polecam wyprawę do tego browaru, jakkolwiek nie piechotą. Wybierzcie raczej Ubera, a n ie własne nogi, szczególnie gdy na zewnątrz temperatura dochodzi do czterdziestu stopni Celsjusza.

Bardzo chciałbym tez podziękować Robertowi, za przyjęcie, tak z mostu, bez wcześniejszego umawiania się oraz za krótką historię browaru. Thank you so much Bob!

czwartek, 14 czerwca 2018

Z wizytą w destylarni Las Vegas Distillery w Henderson

Niniejszy wpis, będzie troszkę inny niż pozostałe, a to dlatego, że nie będzie dotyczył piwa, a ... mocniejszych alkoholi, a ściślej ujmując mojej wizyty w Las Vegas Distillery w Henderson na przedmieściach Las Vegas. 


Las Vegas Distillery została założona w 2010 roku przez Węgra o imieniu George, który jakiś czas temu przybył do USA, ale swoją działalność rozpoczęła rok później. Destylarnia mieści się w niedalekiej odległości (dwie minuty piechotą) od CraftHouse Brewery, a mianowicie przy 7330 Eastgate Road, Unit 100. Destylarnia jest otwarta dla publiki w godzinach od 10:00 do 17:00 od wtorku do piątku oraz od 12:00 do 17:00 w soboty. W tych godzinach można skorzystać z oferty firmowego sklepu, a w międzyczasie z wycieczek po destylarni oraz paneli degustacyjnych. Wycieczki zaplanowane są od wtorku do piątku na godzinę 15:00, a w sobotę na godziny 12:00, 14:00 i 16:00. Koszt takiej wycieczki to 15 dolarów amerykańskich. Panele degustacyjne natomiast od wtorku do piątku o godzinie 16:00 oraz w sobotę o godzinach: 13:00, 15:00 i 17:00. 

Moim przewodnikiem po destylarni był sympatyczny Sid, który dowiedziawszy się, że zwiedzam browary i załatwiając mi wizytę w zamkniętym CraftHouse Brewery, zaprosił mnie także do odwiedzin destylarni, z której to skorzystałem, tuż po wizycie w browarze. Sidowi, akompaniował Mistrz Destylacji, czyli sympatyczna mała suczka, której imienia, wybaczcie, ale nie pamiętam. 



Wycieczkę rozpoczęliśmy od serca destylarni, gdzie akurat postępowała destylacja kolejnego trunku.





Tam Sid przekazał mi trochę faktów odnośnie samego procesu destylacji, leżakowania i alkoholi, które są destylowane na miejscu, a także o kolanboracjach z zaprzyjaźnionym browarem. Tak, tak, chodzi o CraftHouse Brewery. Miałem okazję także zobaczyć składniki, których używa się do destylacji oraz proporcje między nimi, w zależności o rodzaju trunku. 



Wszędzie wokół także pełno beczek, w których leżakują trunki od roku do pięciu i więcej lat. Uprzedzę fakty i napiszę, że mimo dość dużego udziału kukurydzy w składzie, DMSu nie wyczułem ;-)



Po krótkiej wycieczce po części produkcyjnej oraz rozmowie na temat destylacji i destylatów, udaliśmy się do przydestylarnianego wielokranu ... zaraz zaraz! Jakiego wielokranu? No właśnie, w tym wypadku należy mówić o pomieszczeniu degustacyjnym. 


Tam, dzięki uprzejmości Sida, miałem okazję skosztowania kilku specjałów rodem z Las Vegas Distillery. Wśród nich były whisky świeże, leżakowane w beczkach, oraz mocno chmielone amerykańskimi odmianami chmielu. Te ostatnie, to współpraca ze wspomnianym już browarem CraftHouse Brewery. 






Przyznam się wam szczerze, że ta nachmielona whisky, to było coś, czego nigdy w życiu nie miałem okazji spróbować. Coś niesamowitego. Whisky pachnąca i smakująca amerykańskimi odmianami chmielu. Coś nieprzeciętnego i niesamowitego. Gin, który miałem okazję skosztować także wyśmienity. Aż szkoda jego właściwości aromatyczno-smakowe zaburzać tonikiem. Miazga! Naprawdę moi mili, w tym miejscu destyluje się naprawdę świetnie. No, ale jak może być inaczej w przypadku, że tak się wypowiem, kraftowej destylarni. 

Całości degustacji pilnował destylowany, beczkowo-metalowy ochroniarz, który jak mówi legenda, zanim dopuści coś do sprzedaży, sam najpierw wypija pół warki, by sprawdzić, czy wszystko jest w należytym porządku.


W firmowym sklepie, oprócz wszystkich dostępnych destylatów, zaopatrzyć się możemy także w firmowe gadżety takie, jak koszulki, czapeczki, a także firmowe świece opakowane w weki. 


Musze powiedzieć, że wizyta w Las Vegas Distillery mocno mnie zachwyciła i naprawdę nie chciało mi się opuszczać tego miejsca. Dziwnym zbiegiem okoliczności trafiłem do tej destylarni, ale nie żałuję. Przeżycie naprawdę wspaniałe. Trochę inne niż w przypadku zwiedzania browarów. Wewnątrz ciszej, jakby wszystko działo się wolniej i spokojniej. Poza tym zupełnie inna feeria aromatów, choć miłość do zbóż taka sama. 

Kiedyś, przed zapałaniem wielką miłością do piwa, przed rozpoczęciem działalności blogowej, że tak to ujmę, byłem wielkim fanem whisky i podróżując po świecie, kupowałem i próbowałem bardzo wiele odmian tejże. Po wizycie w Las Vegas Distillery zastanawiam się, czy do whisky nie powrócić. Jedyne co mnie przed tym hamuje, to wysokie ceny whisky, tej naprawdę wartościowej!

Podsumowując. Wizyta świeta, genialny przewodnik Sid - Thank you so much Sid for everything. Especially, for giving me a chance to contact with Steve of CraftHouse Brewery, for the great tour and a fabulous gift at the end of the one too! - no i oczywiście cudowne trunki. Jesli ktoś z was będzie kiedyś w Las Vegas i uwielbia mocne trunki, to koniecznie musi zawitać do Las Vegas Distillery! Ja szczerze polecam!

wtorek, 12 czerwca 2018

Z wizytą w browarze CraftHouse Brewery w Henderson

Po dwóch miesiącach od ostatniej wizyty, ponownie los chciał, że wybrałem się ponownie do Las Vegas, gdzie z kolei, oprócz spraw służbowych, czekały na mnie także kolejne browary, które zamierzałem odwiedzić. Na początek pobytu wybrałem browary z lokalizowane w Henderson, czyli w niewielkiej miejscowości znajdującej się w obrębie aglomeracji Las Vegas. 

Pierwszym browarem, który zamierzałem odwiedzić miał być CraftHouse Brewery. Niestety, słabo doczytałem informacje o godzinach otwarcia browaru i nie zauważyłem, że danego dnia, czyli we wtorek, browar i przyległy wielokran są nieczynne. Na moje szczęście, kilkadziesiąt metrów od browaru natrafiłem na destylarnię Las Vegas Distillery, gdzie sympatyczny człowiek o imieniu Sid, dowiedziawszy się w jakim celu tutaj przybyłem, powiedział, że postara się mi pomóc i zadzwoni do browaru, by sprawdzić, czy rzeczywiście nie ma tam nikogo. Okazało się, że jest piwowar i że chętnie mnie przyjmie i ugości, mimo faktu że tego dnia oficjalnie miejsce jest zamknięte. Bardzo dziękując Sidowi, poszedłem do browaru, który był moim głównym celem podróży, przekazując jednocześnie informację, że do destylarni jeszcze wrócę. 


Po dotarciu do drzwi browaru, przywitał mnie serdecznie Steve Brockman, który jest głównym piwowarem browaru. Zaprosił do środka i tak zaczęła się moja piwna przygoda. 


CraftHouse, jak wspomniałem wyżej, mieści się w Henderson przy 7350 Eastgate Rd Suit 110. Miejsce to zlokalizowane jest w takiej dość przemysłowej części miasteczka, gdzie oprócz CraftHouse oraz innego browaru i destylarni, znajdują się jeszcze różnego rodzaju hurtownie oraz wielka ilość salonów samochodowych. Sam kierowca Ubera dziwił się i dopytywał, czy to jest na pewno miejsce do którego chciałem dotrzeć i czy tu na pewno są jakieś browary. Browar został otwarty w 2014 roku. Jak można zauważyć na powyższym zdjęciu, w logo browaru mamy stylizowany zegar z kukułką. Takich zegarów w wystroju wielokranu możemy znaleźć również całkiem sporo.

CraftHouse czynny jest w dniach: poniedziałki oraz środy i czwartki od 16:00 do 22:00, piątki od 14:00 do 24:00, soboty od 12:00 do 24:00 oraz niedziele od 12:00 do 20:00. W soboty także, o godzinie 11:00 organizowane sa wycieczki po browarze. 

Wróćmy jednak do mojej wizyty. Steve, który także wraz ze swoją narzeczoną, zwiedza często i gęsto browary w USA i na świecie, zrozumiał doskonale po co przybywam i z uśmiechem na twarzy zaoferował wycieczkę po browarze połączoną z degustacją wszystkich dostępnych na kranach piw. 

W sercu browaru wita mnie warzelnia, kilkanaście tanków fermentacyjno-leżakowych, instalacja do nalewania piwa do puszek oraz beczki drewniane wypełnione różnymi dobrami browaru. W trakcie wycieczki Steve opowiada o historii browaru, mówi jakie piwa warzy w browarze o różnych kolaboracjach, a także o tym, jaka obecnie wielka moda panuje w USA w odniesieniu do piwa w puszkach, które w tych czasach jest znacznie bardziej popularne niż piwo butelkowane. 










Po wizycie w samym browarze, przyszedł czas na spróbowanie tego, co Steve warzy, a na kranach, naprawdę czekają na smakoszy piwa, bardzo ciekawe rzeczy. Można wśród nich znaleźć takie smakołyki, jak: Blonde Ale standardowy oraz z dodatkiem wanilii, Saison standardowy oraz z dodatkiem owocu granatu, American Wild Ale, Gose, Pale Ale, kilka różnych IPA, Double IPA, Coffee Stout, Imperial Stout oraz chociażby Belgian Strong Golden Ale o nazwie Jean-Claude van Damme. Z tym ostatnim piwem związana jest ciekawa historia, gdyż nazwa piwa nawiązuje do ... auta, którym Steve wraz ze swoją narzeczoną Steph, jeździ po świecie i zwiedza browary. Te ich auto, a właściwie van, nazywają skromnie Dan. Jako, że van Dan, kojarzy się mocno z van Damme, to piwo to powstało na cześć tegoż auta, a sam browar wykorzystał postać sławnego karateki do celem dekoracji wielokranu, a także na etykietach piwa. Co ciekawe dostępne jest także piwo Bloodsport. Wnętrze wielokranu jest dość obszerne, bardzo kolorowe, a tuz przy wejściu, dostępny jest mały sklepik z firmowymi gadżetami.





No, ale wróćmy do oferty browaru. Steve poczęstował mnie każdym piwem, które było dostępne na kranie i muszę przyznać, że większość z nich prezentowała naprawdę bardzo wysoki poziom. 




Wszystkie piwa bardzo wyraziste pod względem aromatycznym oraz smakowym. IPY bardzo mocno nachmielone z rewelacyjnymi doznaniami goryczkowymi, szczególnie wspaniałym piwem w tym stylu było Mojave, czyli Southwest IPA, warzone z dodatkiem soku z agawy oraz chmielone odmianami Amarillo i El Dorado. Miazga! Coffeestout o nazwie Belgrad to bardzo mocno kawowe, wyraźnie deserowe piwo, który na długo zostanie mi w pamięci. Piwem, które także zostawiło po sobie wyśmienite doznania, było The P is Silent, czyli American Wild Ale. Ach, stajnia w najlepszym wydaniu! Jean-Claude van Damme również dość mocno wali z półobrotu i utwierdza nas w przekonaniu, że jest zacnym trunkiem!

Jak sami możecie dobrze zauważyć, jest z czego wybierać i czym się zachwycać. Tak naprawdę, przyznam się wam bez bicia, że w tym browarze można spędzać całe dnie i zachwycać się degustując warzone w CraftHouse piwa. Niestety, czas naglił i trzeba było powoli się zbierać, gdyż przed przybyciem do CraftHouse, obiecałem Sidowi z Las Vegas Distillery, że zawitam jeszcze do niego, celem odwiedzin destylarni. Na sam koniec moich odwiedzin w browarze, podarowałem próbkę polskiego kraftu, w postaci dobrego piwa, a także otrzymałem w zamian piwo z bardzo limitowanej serii, którego już nie ma kranach, a mianowicie kolejnego 'dzikusa' Wild Plum Gose o nazwie Hipster Douche. No powiem wam, że poczułem się bardzo zaszczycony!


Z całą odpowiedzialnością, mogę wam polecić wizytę w tym browarze, pomimo faktu iż znajduje się w dość dalekiej odległości od centrum Las Vegas. Na miejscu czeka na was genialna ekipa browaru, super atmosfera oraz genialne piwa! Ja sam, w miarę możliwości, kiedyś z chęcią jeszcze raz odwiedzę! Thank you Steve for your geat hospitality, fantastic craft atmosphere and all the fabulous beers I had a chance to try!

niedziela, 27 maja 2018

Rozmowy okołopiwne - K jak Kryształ, czyli koniec kraftu jaki znaliśmy

Minęło kilkadziesiąt godzin od zakończenia ostatnie Warszawskiego Festiwalu Piwnego i pomyślałem, że warto by było napisać kilka słów o tym, co najbardziej przykuło moją uwagę. Tym czymś było piwo Kryształ Jasne Pełne kooperacji browarów Łańcut oraz Pinta. 


Nie chcę w tym wpisie wchodzić głęboko w szczegóły braku obecności Browaru Łańcut na festiwalu w Warszawie. Po pierwsze, nie mam wystarczającej wiedzy na ten temat, a po drugie, nie jestem stroną w sprawie, więc najlepiej, jak panowie sobie to wszystko we własnym gronie wyjaśnią. Jakkolwiek samo piwo Kryształ jest na tyle interesującym piwem, by szerzej mu się przyjrzeć. 

Pewnie wielu z was pamięta pewien utwór nagrany w latach osiemdziesiątych przez Krzysztofa Ścierańskiego I Ryszarda Sygitowicza, czyli przez duet Krzysiek i Rysiek, o tytule Pro-Test Song. Dla tych co nie znają, załączam linka do klipu. No, ale czemu właściwie wspominam o tej piosence i jak to się ma do piwa Kryształ? Ano, moim zdaniem się ma i to bardzo dużo. Otóż moi drodzy, dla mnie Kryształ jest pewnego rodzaju Pro Test Piwem. Czemu tak sądzę i co się za naszym Kryształem kryje?

Po pierwsze - zwróćcie uwagę na fakt, że jest to piwo kooperacyjne uwarzone w browarze w Łańcucie, czyli jednego z wielkich nieobecnych na festiwalu. Dzięki temu piwu browar z Łańcuta, przy wielkim wsparciu przyjaciół z Pinty, mimo braku zgody, pojawia się, może nie tylnymi, ale bocznymi drzwiami.


Druga sprawa. Popatrzcie na to, jaki styl ekipy browarów uwarzyły. Tak, tak, jest to jasne pełne, czyli coś z czym kraft od samego początku istnienia chciał walczyć, udowadniając, że piwo może smakować inaczej. W tym wypadku, mamy wielki odwrót od idei kraftowej, od czegoś co okraszone zostało terminem Duch Kraftu.

Podobnie rzecz się ma w przypadku etykiety, która bardzo wyraźnie nawiązuje do etykiet piwowarstwa dawnego PRL'u. U mnie wywołała wielki powrót wspomnień, do czasów błogiego i fantastycznego dzieciństwa. Pomimo, że w tamtych czasach nie piłem jeszcze piwa, to widok podobnych etykiet mocno mi utkwił w pamięci.

Po czwarte - nazwa piwa. Kryształ symbolizuje czystość, a to piwo ma ukazać, że polska scena rzemieślnicza nie do końca gra czysto, że jest sporo brudu, którego nie wiadomo do końca, jak zamieść. 

To wszystko, plus cała otoczka wokół sporu pomiędzy organizatorami festiwalu w Warszawie i współwłaścicielem Browaru Łańcut, powoduje że Kryształ wpisuje się doskonale w hasło 'protest'. Tym piwem polski kraft dostał niezłego prztyczka w nos. Kryształ dość dobitnie obnażył wszystko to, o czym nie mówiło się głośno. Wszelkie idee związane z kraftem, nagle jakby rozpłynęły się w powietrzu. To piwo mówi nam, że pasja, że chęć pokazania, że piwo smakować może inaczej, że scena polskiego rzemiosła, to jedna wielka piwna rodzina, że my postępujemy inaczej, niż wielkie browary, itepe itede, to całkiem niezły kamuflaż, a tak naprawdę rynkiem polskiego rzemiosła rządzi wielki, twardy, bezlitosny ... biznes.

Po siedmiu latach od debiutu Ataku Chmielu, dostaliśmy dość wyraźny sygnał, że polskie rzemiosło to taki sam biznes, jak każdy inny i że w tym wszystkim chodzi - tak naprawdę - o kasę. Idei, jak wspomniałem powyżej już nie ma, no dobrze. Jakieś tam cząstki pozostały. Oczywiście, nadal są hasła, nadal są slogany, uśmiechy na twarzach polskich rzemieślników, dobra zabawa, czego, ja także dość często doświadczam, jednakże kraft, jaki znaliśmy do tej pory, tak de facto, przeszedł już do lamusa. Piw Kryształ, tak samo jak Atak Chmielu, moim zdaniem, będzie jedną z ikon polskiego kraftu i tak jak Atak Chmielu ukazał jego najpiękniejsze oblicze, tak Kryształ ukazuje jego ciemną stronę. Tym razem także dzięki Pincie. 

Na sam koniec, chciałbym zaznaczyć, że oczywiście idea powstania tego piwa, mogła być zupełnie inna, jakkolwiek wszystkie znaki na niebie mówią dość wyraźnie, że sporo jest w tym racji. Ciekawy jestem, jak wy odbieracie to piwo, tę kooperację? Czy nadal polski kraft w waszych oczach postatje taki sam, jaki był na początku i czy nadal jest czysty jak ... Kryształ? Na zdrowie! 

poniedziałek, 21 maja 2018

Browarnik Tomek i Mazurski Browar łaczą siły i co z tego wynikło?

Po sukcesie Browarnika z Warmii, czyli Double IPA, które to uwarzyłem wraz z Browarem Warmia, postanowiłem, że nie chcę na tym kończyć swojej przygody z warmińskimi browarami i myśląc już o kolejnym wyzwaniu, dostałem bardzo ciekawą propozycję z sąsiadujących z Warmią Mazur, a konkretnie z Mazurskiego Browaru w Ełku i zdecydowałem, że na obcym, ale przyjaznym terenie, połączymy siły i wspólnie uwarzymy piwo. 

Długo, wraz z dwoma piwowarami z Ełku, czyli Igorem i Tarasem, omawialiśmy koncept przyszłego piwa i stwierdziliśmy, że skoro jesteśmy w trakcie wiosny, a przed nami lato, to uwarzy,my coś specjalnie na wakacyjny okres, tak by piwo oferowało nie tylko przyjemne doznania aromatyczne i smakowe, ale także genialnie i skutecznie orzeźwiało. Jakie konkretnie piwo wzięliśmy na tapetę? Mam nadzieję, że ten wpis naprowadzi was na właściwy trop.

Warzenie wspólnego piwa odbyło się w ostatnią sobotę, 19 maja. Tego dnia wstałem bardzo wcześnie rano, szybko się oporządziłem i pognałem autem prosto do ełckiego browaru. Pogoda sprzyjała, to i droga mijała szybko i po półtorej godzinie zameldowałem się w browarze, gdzie czekali na mnie już, wspomniani powyżej Igor i Taras. Jako, że potrzebny słód już wcześniej ześrutowali, to do mnie należało tylko wsypanie tego do kotła zaciernego.



W trakcie powyższego procesu, a także późniejszej filtracji, przygotowaliśmy kolejne składniki, które później trafiły do kotła warzelnego. 


Tych dodatkowych składników było trzy, a właściwie dwa, tylko jeden z nich w dwóch formach - świeżej i suszonej.






Gdy zaczęło się gotowanie wrzuciliśmy chmiel i składniki, które możecie podziwiać na zdjęciach powyżej. Jakie to składniki? Wszystko w swoim czasie, choć część z nich jest już dość wyraźnie odkryta. Trzeba było także usunąć młóto oraz wyczyścić zbiornik.


No, ale nie samym warzeniem człowiek przecież żyje. W trakcie pracy konieczna jest przecież przerwa na relaks, posilenie się i nabranie sił do kolejnej pracy. 
 

Jak widać, strawą piwowarską, w tym dniu, były hamburgery. Może nie do końca przygotowane z duchem kraftu, ale i tak wybornie smakowały i zaspokoiły głód trzech strudzonych, ale szczęśliwych piwowarów.

Czas upływał przyjemnie, gotowanie chyliło się ku końcowi, czas było schłodzić brzeczkę i przelać ją do zbiornika fermentacyjnego. 


Czas mojej roboczej wizyty także dobiegał końca. Czas było jeszcze ustalić kilka szczegółów około piwnych, a mianowicie temat etykiety, kapsli, dystrybucji gotowego oraz miejsca premiery. O wszystkich szczegółach dotyczących powyższych, będziemy was informowali w przeciągu najbliższych tygodni. Na dziś, miło mi poinformować tych, którzy jeszcze nie wiedzą, że zarówno mnie, jak i ekipę Mazurskiego browaru będziecie mogli spotkać w Warszawie podczas najbliższego Warszawskiego festiwalu Piwa. Ja będę tylko w czwartek, więc jak ktoś by chciał się spotkać, pogwarzyć i wypić wspólnie piwo, to serdecznie zapraszam. Ekipa browaru z Ełku będzie przez cały festiwal, więc każdego dnia będziecie mieli okazję pogawędzić z nimi, a także spróbować tego, co warzy się na Mazurach. 


Kończąc wpis, chciałbym serdecznie podziękować Igorowi i Tarasowi oraz całej ekipie Mazurskiego Browaru za sympatyczną inicjatywę i bardzo sympatyczne oraz konstruktywne spotkanie i jestem przekonany, że piwo wyjdzie świetnie. Na obecną chwilę to wszystko, dziękuję jeszcze raz i na zdrowie!