piątek, 28 lutego 2014

Kącik Piwnego Melomana - SUICIDAL TENDENCIES - The Art of Rebelion

W poprzednim odcinku Kącika Piwnego Melomana, pisząc o The Who, wspomniałem także o pewnej amerykańskiej kapeli, a mianowicie o Suicidal Tendencies. W trakcie tworzenia wpisu pomyślałem sobie, że fajnie by było w kolejnym odcinku KPM napisać kilka słów właśnie o powyższej grupie. Tak więc dziś kilka słów o genialnym albumie, który nosi tytuł 'The Art of Rebelion'.


Album 'The Art of Rebelion' został nagrany na przełomie lat 1991 i 1992 Ocean Way Studios w Hollywood i wydany nakładem Epic Records w 1992. U mnie w zbiorach jest europejskie wydanie z roku 1992 właśnie, o numerze bocznym 471885 2. 


Skład Suicidal Tendencies na 'The Art of Rebelion' to: Mike Muir (wokal; znany także z występów w min. Infectious Grooves, czy Cyco Miko), Leonard F. 'Rocky' George (gitara; znany także z występów min w Cro Mags), Mike Clark (gitara; znany także z No Mercy) oraz Robert Trujillo (bas; obecny basista Metallica, a także znany z występów w Infectious Grooves, Blcak label Society, Ozzy Osbourne i w kilku innych grupach). Jak możemy zauważyć, bardzo zacny skład. Dodatkowo na perkusji przygrywał Josh Freese.

Album 'The Art of Rebelion' to kawał dobrego rock'wego grania, w którym można usłyszeć i genialne riffy gitarowe, współgrający z nimi bulgoczący bas, ekstra rytmy wygrywane na perkusji oraz oczywiście genialny wokal Mike'a Muir'a. Płyta jest bardzo energetyczna i żywiołowa. Przywodzi na myśl, odległe już, wczesne lata 90-e. Nagromadzenia hitów na tym albumie jest wyjątkowe. Już sam początek krążka, czyli numer 'Can't Stop' wprowadza nas w cudowną atmosferę. Kolejny kawałek to potwierdza zresztą. Trzeci w kolei numer, to jeden z najbardziej znanych w karierze grupy. Wspominałem o nim we wpisie o The Who, czyli 'Nobody Hears'. Piękna balladująca kompozycja. Istny hicior. Zresztą hitów na tym albumie jest znacznie więcej. Chociażby takie numery jak: 'Monopoly on Sorrow', znany wszem i wobec 'I'll Hate You Better', 'It's Going Down' oraz wieńczący album 'Where's the Truth'. Numery naprawdę miażdżą.

Płyty naprawdę fenomenalnie i szybko się słucha. Gdy człowiek wstaje rano z łóżka, nie ma ochoty na nic, warto w takim momencie włączyć 'The Art of Rebelion' i dodać sobie sporo energii.

Mój drogi znajomy lub przyjacielu. Jeśli chciałbyś posłuchać jak wymiata kapela Suicidal Tendencies, to zapraszam na mojego 'chomika' pod sporą dawkę 'enery'. Działa lepiej niż 'Torro Rosso', 'Mike Tyson', czy inne tego typu produkty. Folder z plikami chroniony jest hasłem, które dostępne jest po wcześniejszym skontaktowaniu się ze mną:

Co w przyszłym tygodniu? Jeszcze się pomyśli.

środa, 26 lutego 2014

Warzenie Pilsa w nowej, limitowanej odsłonie w Browarze Piwna - Akt II - Sybilla

Ostatnia środa lutego, to dzień kiedy ponownie umówiliśmy się z Wojtkiem Piaseckim, by uwarzyć kolejną limitowaną warkę Pilsa w Browarze Piwna. Tym razem piwo będzie chmielone jedną odmiana polskiego chmielu - Sybillą. Z Wojtkiem spotkaliśmy się w browarze kilka minut przed szóstą rano (jeszcze nigdy tak wcześnie nie dane było mi być w browarze, no ale obowiązki wzywały) i zabraliśmy się do roboty.

Worki ze słodami już grzecznie czekały na moment, kiedy opróżnimy je z ziarna.



Zawartość worków, z wielkim zapałem i niemałym wysiłkiem wsypaliśmy do kotła zaciernego i rozpoczął się proces zacierania. Uff, przyznać muszę szczerze, że kolejny raz się utwierdzam w przekonaniu, że praca piwowara to nie jest lekki kierat.



Temperatura zacierania pod kontrolą, co widać na browarnym 'maszynerium', szczególnie na ikonce ... koteła ;-)


Po zacieraniu nadszedł czas na filtrację, a potem żmudna praca z wyczyszczeniem kadzi filtracyjnej z młóta. Część młóta została zabrana do kuchni, gdzie przygotowane zostaną z niego pyszne Hewelianki (ciastka z dodatkiem młóta).
 


W czasie, gdy kończyłem czyścić kadź filtracyjną i napełniać zbiorki młótem, rozpoczęło się już gotowanie. Jak temat wskazuje, do chmielenia tej warki Pilsa użyliśmy tylko jednej odmiany polskiego chmielu, czyli Sybilli. Chmiel został dodany w dwóch porcjach: na początku gotowania (1400 gram) oraz na sam koniec gotowania (700 gram).





Brzeczka została schłodzona i przepompowana do fermentora. Spróbować efektów wspólnego warzenia będzie można w pierwszej połowie kwietnia. Jak dobrze pójdzie, to pod koniec przyszłego tygodnia będziemy warzyć kolejną, trzecia warkę limitowanej wersji Pilsa Browaru Piwna. Relacja z tego wydarzenia także pewnie się ukaże.


Wojtek jeszcze raz dziękuję za wspólne warzenie, za wspaniałą przygodę i kolejne nauki. Do następnego razu!

wtorek, 25 lutego 2014

Browar Kopyra & Browar Widawa - Kawka Coffee Ale

Przedstawiam piwo Browar Kopyra & Browar Widawa - Kawka Coffee Ale.



Zawartość ekstraktu: 11,8% wag.

Zawartość alkoholu: 4,9% obj.

Kolor: złoty, lekko mętny.

Zapach: słodowo-chmielowo-kawowy, w tle nuty cytrusów i papai.

Smak: kwaskowy, mocno kawowy, w tle nuty słodowe oraz owocowe, na finiszu delikatnie owocowa i wyraźnie kawowa goryczka.

Piana: biała, niska, średnio gęsta, drobno pęcherzykowa, szybko opada do półcentymetrowej obręczy.

Pasteryzacja: nie.

Termin przydatności do spożycia: ok 4 tygodni.

Opakowanie: butelka 0,33l, bezzwrotna.

Producent: Browar Widawa w kolaboracji z Browarem Kopyra 


Podsumowanie:

Kolejna kolaborancka nowość u mnie na blogu. Tym razem zawitała Kawka Coffee Ale. Piwo o ładnym głęboko złotym kolorze, lekko mętne. Piana niezbyt duża i niezbyt długo cieszy oko piwosza. W zapachu dość złożone. mamy tu słodowość, tropikalną owocowość od amerykańskich odmian chmieli oraz wyraźne nuty kawowe. Całkiem przyjemny zapach, niespotykany zbyt często, ekstrawagancki rzekłbym nawet. W smaku piwo zdominowane jest przez nuty kawowe oraz kwaskowe. Pijąc je ma się uczucie, że gryzie się prażone, wysuszone ziarna kawy. Goryczka także jest wyraźnie kawowa, a posmak kawy dość długo pozostaje w ustach. Szczerze? Średnio bardzo mnie to ujęło. Piwo jest mocno niezharmonizowane moim zdaniem. Wysycone na bardzo niskim poziomie. Etykieta, która oblepia butelkę jest w stylu typowym dla 'kolaborantów'. Dość skromna graficznie, ale całkiem ładnie prezentująca się i łatwo zauważalna na półce sklepowej. Ogólnie rzecz biorąc, Kawka Coffee Ale nie ujęła mnie niestety, a wręcz rozczarowała. Z przykrością wielką stwierdzam, że jest to, moim zdaniem, najmniej udane 'kolaboranckie' piwo, jakie dane mi było wypić. Wielka szkoda!  

Moja ocena: 
Kolor: - 8
Piana: - 3
Zapach: - 7
Smak: - 5
Etykieta: - 7

Ocena końcowa: 5,87/10

Cena: 9,90 PLN [TOMSON - Olsztyn-Piłsudskiego 54]

poniedziałek, 24 lutego 2014

Widawa - Winter Ale

Przedstawiam piwo Widawa - Winter Ale.



Zawartość ekstraktu: 14,0% wag.

Zawartość alkoholu: 5,6% obj.

Kolor: bursztynowy, lekko mętny, pełen drobinek chmielowych.

Zapach: słodowo-chmielowy, lekko słodkawy, wyraźnie owocowy, głównie nuty cytrusów, delikatne nuty mango oraz żywiczne.

Smak: słodowo-chmielowy, wyraźne owoce tropikalne, lekkie posmaki żywiczne, goryczka dość mocna, niezbyt mocno zalegająca.

Piana: kremowa, średnio wysoka, średnio gęsta, opada w średnim tempie.

Pasteryzacja: nie.

Termin przydatności do spożycia: ok 4 tygodni.

Opakowanie: butelka 0,33l, bezzwrotna.

Producent: Browar Widawa


Podsumowanie:

Mimo, że piękne słońce za oknem, pomimo faktu, że temperatura grubo powyżej zera, nie zważając na fakt, że ptasie trele w tym roku są już czymś bardzo powszechnym, podobno nawet pierwsze bociany przyleciały już, to nadal mamy kalendarzową zimę, więc postanowiłem skosztować coś zimowego. Padło na Winter Ale z Browaru Widawa. Jest to piwo w stylu American amber ale. Piwo ma ładną bursztynową barwę, jest lekko mętne i pełno w nim pływających drobinek chmielu, które mi jakoś specjalnie się nie podobają. Piana całkiem przyjemna. W zapachu główne nuty, to nuty chmielowe, które oznaczają się aromatami owoców tropikalnych oraz lekką żywicznością. Podobnie jest, jeśli chodzi o odczucia smakowe. Wszystko to dopełnia bardzo przyjemna, rześka, niezbyt długo zalegająca goryczka. Wysycone jest na średnio wysokim poziomie. Jest bardzo pijalne. Zawartość butelki znika bardzo szybko. Butelkę piwa ozdabia etykieta w stylu 'widawskim', że tak to ujmę. Co do jej odbioru, to mam ambiwalentne odczucia. Z jednej strony podoba mi się ten minimalizm, a z drugiej troszkę mi tu brakuje pomysłowości Wojtka Frączyka. Ogólnie rzecz ujmując piwo całkiem smaczne, jakkolwiek, jak już to pisałem w przypadku piwa Saint No More wersji 2013, od piw dedykowanych zimie i świętom, oczekuję czegoś więcej.

Moja ocena:
Kolor: - 7
Piana: - 7
Zapach: - 8
Smak: - 8
Etykieta: - 6

Ocena końcowa: 7,61/10

Cena: 8,90 PLN [TOMSON - Olsztyn-Piłsudskiego 54]

niedziela, 23 lutego 2014

Ursa Maior - Blonde Cascade (Single Hop)

Przedstawiam piwo Ursa Maior - Blonde Cascade (Single Hop)



Zawartość ekstraktu: 10,0%.

Zawartość alkoholu: 3,8% obj.

Kolor: ciemnozłoty, średnio mętny.

Zapach: słodowo-chmielowy, wyraźne nuty owocowe, głównie ananasa, mango, cytrusów i bardzo delikatne sosnowe.

Smak: słodowo-chmielowy, leciutko kwaskowy, wyraźne nuty owocowe, głównie ananasa, mango, cytrusów.

Piana: biała, średnio wysoka, średnio gęsta, średnio pęcherzykowa, opada dość wolno i zostawia przyjemne osady na ściankach szklanki.

Pasteryzacja: nie.

Termin przydatności do spożycia: 3-4 tygodnie

Opakowanie: butelka 0,5l, bezzwrotna.

Producent: Bieszczadzka Wytwórnia Piwa dla Ursa Maior


Podsumowanie: 

Kolejna degustacja i ponownie piwo z Ursa Maior i ponownie z serii blond ale single hop, tym razem chmielone amerykańskim chmielem Cascade. Powiem szczerze, że byłem pełen obaw jeśli chodzi o to piwo. Sporo się naczytałem na jego temat, więc sam chciałem zobaczyć, jak to z nim jest. Od razu nadmieniam, że jest to nowa warka tego piwa. Piwo ma ładną barwę i jest średnio zmętnione. Piana, w porównaniu do wersji z Palisade, znacznie bardziej ciesząca oczy. Dość pokaźna jak na blond ale i długo ciesząca oczy. W zapachu słodowo-chmielowy, bardzo wyraźnie tropikalnie owocowy. W smaku podobnie. Ponadto, w tle można wyczuć lekką kwaskowość, która troszkę zaburza doznania. Pod koniec mamy przyjemną, delikatną i nie zalegającą goryczkę. Delikatnie wysycone. Butelka ozdobiona etykietą w podobnym stylu do tej, która ozdabia wersję Palisade. Kolorystycznie różna i można także dostrzec kilka różnych motywów. Ogólnie rzecz ujmując, tak jak w przypadku wersji chmielonej Palisade, piwo ciekawe, przyjemne na późną wiosnę i lato.

Moja ocena: 
Kolor: - 8
Piana: - 9
Zapach: - 8
Smak: - 7
Etykieta: - 10

Ocena końcowa: 7,90/10

Cena: 7,90 PLN [TOMSON - Olsztyn-Piłsudskiego 54]

sobota, 22 lutego 2014

Ursa Maior - Blonde Palisade (Single Hop)

Przedstawiam piwo Ursa Maior - Blonde Palisade (Single Hop)



Zawartość ekstraktu: 10,0%.

Zawartość alkoholu: 3,8% obj.

Kolor: ciemnozłoty, średnio mętny.

Zapach: delikatnie słodowy i wyraźnie chmielowy, głównie nuty ananasa, brzoskwini i delikatne sosnowe.

Smak: słodowo-chmielowy, wyraźne nuty owocowe, głównie ananasa, brzoskwini oraz nuty sosnowe.

Piana: biała, niska, niebyt gęsta, opada bardzo szybko.

Pasteryzacja: nie.

Termin przydatności do spożycia: 3-4 tygodnie

Opakowanie: butelka 0,5l, bezzwrotna.

Producent: Bieszczadzka Wytwórnia Piwa dla Ursa Maior


Podsumowanie: 

Od mojej ostatniej degustacji na blogu minęło już prawie trzy tygodnie, więc dziś postanowiłem skosztować coś, czego wcześniej jeszcze nie piłem. Mój wybór padł na piwo ze stajni Ursa Maior i ich ostatnie piwo w stylu blond ale, czyli Blonde Palisade (Single Hop). Piwo ma ładna barwę i jest przyjemnie, niezbyt mocno zmętnione. Piana piwa, to jego najsłabszy punkt. Pojawia się na chwile, niska bardzo i momentalnie znika. W tej kwestii piwo rozczarowuje. W zapachu dominują nuty chmielowe. Piwo jest wyraźnie owocowe. Gdzieś w tle schowane, delikatnie wyczuwalne nuty słodowe. Podobnie jest jeśli chodzi o wrażenia smakowe. Goryczka przyjemna i wyraźna, ale niezbyt silna. Wysycone jest na umiarkowanym poziomie. Pije się dość lekko i przyjemnie. Zawartość szklanki znika bardzo szybko. Butelkę ozdabia, jak to w przypadku Ursa Maior ma miejsce, bardzo ładna graficznie i kolorystycznie etykieta. W przypadku tego piwa troszkę minimalistyczna, jakkolwiek prezentuje się bardzo ładnie. Ogólnie rzecz biorąc, całkiem przyjemne piwo do picia w sezonie późnowiosennym oraz letnim. Sami pomysłodawcy radzą je podawać do ryb oraz sushi i myślę, że to bardzo dobre połączenie. Jeśli latem będzie szerzej dostępne, to sięgnę jeszcze nie raz..

Moja ocena: 
Kolor: - 8
Piana: - 4
Zapach: - 8
Smak: - 7
Etykieta: - 10

Ocena końcowa: 7,09/10
 
Cena: 7,90 PLN [TOMSON - Olsztyn-Piłsudskiego 54]

piątek, 21 lutego 2014

Kącik Piwnego Melomana - THE WHO - A Quick One

Za oknem boska pogoda. Słońce pięknie świeci i ogrzewa. Słychać już trele ptaków, a w powietrzu unosi się zapach wiosny. To wszystko powoduje, że wstępuje we mnie całe mnóstwo fantastycznej energii, która między innymi pozytywnie działa na mój wyraz twarzy i zapał do wszystkiego. Cóż więc innego mogłoby się dziś znaleźć w Kąciku Piwnego Melomana, jak nie dawka energii, ale tej duchowej, tej muzycznej. Na tę okazję wybrałem drugi album grupy The Who, czyli 'A Quick One'.

The Who bardzo uwielbiam od dawien dawna i sam uważam tę grupę za zespół nie rock'owy, ale punk rock'owy. Dla mnie styl gry, sposób wyrażania treści, zachowanie na scenie i poza nią, ogólna otoczka panująca wokół zespołu, to wszystko jest ... zgodne z 'Duchem Panka' (specjalnie napisane przez 'a').


Album 'A Quick One' został nagrany i wydany nakładem Reaction / Polydor w Wielkiej Brytanii w 1966. W USA w tym samym roku, także się pojawił ten album nakładem Decca i MCA Records. Co ciekawe, za oceanem płyta miała zmieniony tytuł na 'Happy Jack'. Tak w ogóle wczesny tytuł albumu miał brzmieć 'Jigsaw Puzzle', a lista kawałków miała być zupełnie inna. Ja w swojej kolekcji mam wydanie CD MCA Records z roku 1995 o numerze bocznym MCAD-11267. Wydanie to, oprócz właściwych numerów, posiada także 10 bonusów, wśród których kilka to cover'y. 


Skład The Who na 'A Quick One'' to: Roger Daltrey (wokal), Pete Townshend (gitara), John Entwistle (bas, instrumenty klawiszowe) oraz Keith Moon (perkusja). Niestety John i Keith już nie żyją - R.I.P. Chciałbym tu od razu nadmienić, że dla mnie Keith Moon był jednym z piątki najgenialniejszych perkusistów wszech czasów. Inni to: Pete Sandoval, Clem Burke, Krzysiek 'Docent' Raczkowski i Neil Peart. To co Keith wyrabiał na perkusji, to po prostu szaleństwo połączone z duchową wirtuozerią. Istne 'miszczostwo' świata.

Jak już wspominałem wyżej, kawałki na albumie to fantastyczna dawka energii, cudowne granie. Wszystko to, jak mawia nasz słynny komentator Dariusz Szpakowski, tworzy 'cudowny spektakl'. Może nie wszystkie pojedyncze numery są fantastyczne, ale kilka z nich to prawdziwe hity. Pierwszy z nich, to jedynka na albumie, czyli 'Run Run Run'. Istna klasyka rock'owego grania tamtych czasów. Dwójka o tytule 'Boris the Spider' także mocniej wprowadza w wibracje nasze zmysły i organy wewnętrzne. Trzeci numer - 'I Need You' - jeden z trzech najlepszych na tej płycie. Tu możemy w pełni usłyszeć geniusz Keith'a Moon'a. Dodatkowo Daltrey śwpiewa w taki sposób, który możemy usłyszeć na wydanych ponad dwadzieścia lat później płytach kapeli Suicidal Tendencies. Weźmy pod uwagę choćby taki numer jak 'Nobody Hears'. Mike Muir śpiewa tu identycznie jak Daltrey. Ktoś, kto nie zna obu grup, mógłby się z pewnością pomylić. Czwarta kompozycja, czyli 'Whiskey Man' to także istna muzyczna i wokalna potęga. Ale 'wisienka na torcie' dopiero przed nami. Ostatnie dwa kawałki ... ach ... poezja. Chodzi tu o 'So Sad About Us' oraz 'A Quick One, While He's Away'. Pierwsza z tych kompozycji to wesoła, skoczna, pełna wigoru piosenka, która na żywo brzmi jeszcze lepiej. Polecam obejrzeć na znanym portalu z filmikami ten numer z występu w Marquee Club z roku 1967. Oszalejecie. Spójrzcie tez, jak kiedyś ludzie się bawili, no i oczywiście ... Keith! Druga z wymienionych piosenek, to właściwie suita złożona z sześciu części. Coś po prostu fenomenalnego. Dla mnie szczególnie końcówka rządzi, która nosi tytuł 'You Are Forgiven'. To co tam wyprawia Pete i Keith (szczególnie ten drugi), to was po prostu oszołomi. Tu znów proponuję zajrzenie do portalu i obejrzenie ich występu z 1967 roku w Monterey w Kalifornii. Zdębiejecie, jak zobaczycie co Keith wyprawia.

Z bonusów, które są tu dostępne, to na szczególna uwagę zasługują 'Happy jack' w wersji akustycznej, 'Doctor, Doctor', 'I've been Away', 'In the City' oraz 'Batman' która to kompozycja jest dziełem Neal'a Hefti, a której cover mogą także usłyszeć fani metalu na płycie Voivod 'Dimension Hatröss'.

Brzmienie kawałków na krążku nie jest zbyt świetne, momentami rzekłbym nawet, że jest bardzo, ale to bardzo kiepskie. Przywodzi to jakkolwiek troszkę klimat garażowych występów The Who. Kiedyś sobie sprawię winyl tego albumu, który podobno brzmi znacznie lepiej, choć tam też słyszalne są niedociągnięcia nagrania.

Za tydzień natomiast, hmmm, zastanawiam się właśnie, ale chyba będzie o wspomnianej w tym wpisie kapeli. Serdecznie zapraszam!

czwartek, 20 lutego 2014

Browar Zamkowy Młyn - relacja z budowy - część XI

Dziś, w kolejny już lutowy czwartek, odwiedziłem ponownie budujący się Browar Zamkowy Młyn w Olsztynie. Dzieje się sporo, zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz. Obecnie właściciel czeka na całą instalację Kaspara Schulz'a. 

Z zewnątrz obecnie można zauważyć takie zmiany jak: większość szyb, okien jest już zamontowanych; elewacja z cegieł prawie gotowa.





Wewnątrz też sporo się dzieje. Na ścianach pojawia się elewacja z cegieł, widać coraz więcej różnorakich instalacji, itp. Praca naprawdę wre. 












Można spokojnie powiedzieć, że wszystko idzie zgodnie z planem. Jak dobrze pójdzie, to w czerwcu napijemy się pierwszych wypustów 'zamkomłynowego' piwa!
 

poniedziałek, 17 lutego 2014

Warzenie Pilsa w nowej, limitowanej odsłonie w Browarze Piwna

Trzeci poniedziałek lutego 2014 roku zaowocował ciekawym wydarzeniem piwowarskim. Jako osoba, której na sercu leży mocno los polskiego chmielarstwa, ostatnio dość mocno 'lobbuję' polskie odmiany chmielu i polskich plantatorów chmielu wśród polskich browarników i piwowarów. Podjąłem współpracę z Pawłem Piłatem (PolskiChmiel.pl) i próbuję zaszczepić radość z warzenia piwa z polskimi odmianami chmielu oraz troszkę zmienić stosunek do tychże.

Kilka tygodni temu rozmawiając z Tomkiem Rzepnickim z Browaru Piwna, zapytałem go o możliwość uwarzenia trzech limitowanych edycji ichniego Pilsa. W odpowiedzi usłyszałem: 'Jeśli Wojtek (piwowar Browaru Piwna) się zgadza, to ja nie widzę problemu!' I tak postanowiliśmy razem z Wojtkiem, że uwarzymy trzy polskie edycje piwnego Pilsa. Pierwszy to będzie, jak to się ładnie po polsku mówi, Single Hop Iunga Pils. W następnym tygodniu warzony będzie Single Hop Sybilla Pils, a na sam koniec przyjdzie czas na Triple Hop Iunga, Sybilla & Lubelski Pils. A więc ... nadszedł dziś czas na Iungę



Po siódmej rano, spotkaliśmy się z Wojtkiem w Browarze Piwna. Wojtek, jako ranny ptaszek, już po szóstej zjawił się na miejscu i rozpoczął zacieranie. Na początku, do 4 hl wody wsypał 150 kg słodu. Ja przyszedłem, gdy zacieranie było już w pełni.




Po zacieraniu przyszedł czas na filtrację.


Po filtracji, piwo ponownie zostało przepompowane do kotła warzelnego, gdzie nastąpiło gotowanie. W tym czasie dodaliśmy chmiel, w dwóch porcjach: 666 (ładna liczba, prawda?) gram na początku gotowania oraz 500 gram na sam koniec.





W trakcie gotowania, trzeba było jeszcze wybrać młóto z kadzi filtracyjnej. Wojtek, jako główny i jedyny piwowar Browaru Piwna, postanowił, że czeladnik Tomek się tym zajmie.

 

Piwny nowy, limitowany Single Hop Iunga Pils będzie dostępny w sprzedaży gdzieś w ostatnich dniach marca. Na degustację wszystkich miłośników pilsów, polskich odmian chmielu i całą resztę piwnych smakoszy, serdecznie oczywiście zapraszam. Wierze mocno, że piwo trafi w gusta nawet najwybredniejszych smakoszy.

piątek, 14 lutego 2014

PiwoWAR Battles - Sezon II - Akt II - Maciej Gackowski vs Artur Puszkarczuk - American Stout

Miesiąc temu zainaugurowano drugi sezon piwnych bitew pod hasłem PiwoWAR Battles, organizowanych w gdańskiej Degustatorni. Niestety, nie mogło mnie wtedy być, czyli na pierwszej bitwie, a to z powodu, że moja kochana rodzicielka obchodziła wtedy okrągłą datę urodzin, a mnie jako kochającego syna, nie mogło na tym wydarzeniu zabraknąć. Jakkolwiek, pomimo mojej absencji, zeszłomiesięczna bitwę uwiecznił na fotografiach i opisał na blogu Bartek Nowak. Także ślad po tym został. 

Lutowej bitwy sobie już nie odpuściłem i po dwóch miesiącach mogłem znowu przeżywać super chwile w gronie piwowarów, przyjaciół, znajomych i wszystkich, którzy się tego dnia zjawili w knajpie. Tym razem wojowali ze sobą Maciej Gackowski oraz Artur Puszkarczuk. Ich orężem były uwarzone przez nich piwa w stylu American stout.


Piwo, które uwarzył Maciek to American Battle Stout, a Artur zaproponował gościom swój American stout o nazwie The Bad. 



Poniżej krótka charakterystyka obu piw:
American Battle Stout - ekstrakt 14,0%, alkohol 5,8%; skład: słody (Pale Maris Otter, Carafa Typ III, Roasted Barley, Barley Flaked), chmiele (Amarillo, Willamette, Centennial); IBU 65.
The Bad - ekstrakt 13,0%, alkohol 4,5; skład: słody (Pale Ale, Carapils, Abbey Malt, Carafa II, Carafa I), chmiele (Chinook, Mosaic), drożdże US-04; IBU 43.

Gdy wybiła godzina 18.00, piwowarzy stanęli za barem i zaczęli serwować swoje piwa. Goście ochoczo zabrali się za degustację i za głosowanie oczywiście. 
 






Arturowi, podczas bitwy, mocno kibicował jego brat Michał, który zresztą wygrał styczniową bitwę. Kciuki za Artura trzymał także Grzesiek Janka (on będzie 'walczył' podczas czerwcowej bitwy), który często nazywany jest 'trzecim Puszkarczukiem', z racji tego, że chłopaki tworzą 'domową spółkę piwowarską', więc można powiedzieć (co zresztą dało się mocno słyszeć w lokalu), że w tym roku PiwoWAR Battles opanował 'Klan Puszkarczuków'.


W takiej sytuacji, Maciek czuł się troszkę osaczony i zdominowany przez 'klanowców', jakkolwiek walczył dzielnie. 

O 22.00 bitwa dobiegła końca. Nastąpiło liczenie głosów. Wynikiem 62:19 wygrał Artur. Serdeczne gratulacje. Mimo porażki, Maciek także także czuł się usatysfakcjonowany z przebiegu bitwy.



Chwilę po wręczeniu laurów 'wojownikom', nastąpiła wyczekiwana najbardziej przez gości, ceremonia losowania fantów (których między innymi ja jestem sponsorem) i darmowych piw. Mistrzem Ceremonii jak zawsze był niezawodny fachowiec Bartek.


Po tym żywiołowym ceremoniale lokal opanowała fantastyczna piwna biesiada, która trwała do późnych godzin nocnych. 






W biesiadowaniu pomocne były smakowite piwa, których tego dnia na kranach Degustatorni był dość pokaźny wybór. Można było przebierać wśród piw Pinty, AleBrowaru, Widawy, Browaru Piwna, Pracowni Piwa, Olbrachta oraz Łomży. Podsłuchałem jedną taką ciekawą pogawędkę dwóch dżentelmenów przy barze, gdzie jeden do drugiego powiedział: 'Piwo Pina piję z gwinta, a dolary wydaję na AleBrowary!'. Hehehe, nieźle :-)


Biesiada w końcu zaczęła zbierać swoje żniwo. Niektórzy nie mogąc już pić piwa, raczyli się kawą (choć i ta nie pomagała), a inni się po prostu odmeldowywali (a podobno kapitan ze statku schodzi ostatni) hehehe :-)


Jak widać, było zacnie ... jak zawsze zresztą i mam nadzieję, że w marcu i następnych miesiącach będzie równie udane. Na pewno będzie się działo, nie będzie nam mało, założymy swoje ulubione slipy i będziemy pić wity i ipy!