sobota, 30 marca 2013

Brok - Stout Export

Przedstawiam piwo Brok Stout Export.



Zawartość ekstraktu: 15,1%.

Zawartość alkoholu: 6,5% obj.

Kolor: ciemny, rubinowo-brązowy, z prześwitami

Zapach: mocne nuty anyżu.

Smak: wyraźny i dość mocny anyż, na finiszu bardzo leciutka ziołowa goryczka.

Piana: beżowa, niska, niezbyt gęsta, szybko opada.

Pasteryzacja: tak.

Termin przydatności do spożycia: 6 miesięcy.

Opakowanie: butelka 0,5l, zwrotna.

Producent: Browar Brok

 

Podsumowanie:

W dzisiejszym wpisie, jako że za oknem biało, zimno, bardzo zimowo, to u mnie piwo na taką właśnie porę, czyli stout, a dokładnie Brok Stout Export. Piwo, którego w Trójmieście i okolicach się nie dostanie, ale jakoś okrężnymi drogami i koneksjami udało mi się je zdobyć. Piwo, jak na stouta, ma dziwną barwę, zamiast czerni, mamy tu broząwo-rubinową ciecz, która w dodatku dość mocno prześwituje. Piana także niezbyt świetna i za długo oka nie przykuwa, bo znika bardzo szybko. A jak wygląda sprawa zapachu i smaku? W zapachu mamy tylko i wyłącznie nuty anyżowe. Bardzo wyraźne, silne i dosyć męczące. Nic, a nic więcej. Przyznam szczerze, że byłem tym faktem bardzo mocno zaskoczony, żeby nie powiedzieć, zniesmaczony. To powiem odnośnie smaku, w którym wyczujemy także anyż, anyż i głównie anyż. Można rzec, że w tym piwie swój monodram odgrywa anyż i odgrywa wszystkie role: pierwszoplanowe, drugoplanowe, epizody, a także asystuje. Dopełnieniem tego, jest ledwo wyczuwalna goryczka, ale taka ziołowa. Wysycone straszliwie mocno. Co to jest się pytam? To stout, czy jakiś żart? Naprawdę, jestem niezmiernie zaskoczony, tak mocno, że aż oczy wyszły mi z orbit, a język zaczął mi w ustach tanćzyć twista. Naprawdę wynalazek i to w tym pejoratywnym znaczeniu. Ach, doświadczenie jednorazowe i wrażenia odkładam dlako do lamusa! Jednyne, co nawet w nim mi się podoba, to etykieta. To i aż to!  

Moja ocena:

Kolor: - 5
Piana: - 5
Zapach: - 3
Smak: - 3
Etykieta: - 8

Ocena całościowa: 3,81/10

piątek, 29 marca 2013

Kącik Piwnego Melomana - METALLICA - Ride The Lightning

W dzisiejszym odciku Kącika Piwnego Melomana miał być troszkę inny odcinek niż zawsze, jakkolwiek znowu będzie to typowa recenzja. Tym razem wielki klasyk, jedna z kultowych płyt metalowych, czyli fenomenalny album 'Ride The Lightning' grupy Metallica, którą w dalszych wersach będą nazywał, po prostu Metą. Jest to druga z kolei płyta Mety. Dla mnie najlepsza w ich dorobku, choc niektórzy mówią, że Meta skończyła się na 'Kill'em All'. Ale według niektórych internetowych komentatorów, na 'Kill'em All' skończył się też Slayer, Megadeth, czy choćby Napalm Death. Ja chcę powiedzieć, wszem i wobec, że Meta nie skończyła się po swoim debiucie.

Metę pierwszy raz usłyszałem pod koniec 1988 roku. Był to album '... And Justice For All'. Wtedy jago zagorzały fan Iron Maiden, nie mogłem znieść tamtej płyty. Była dla mnie tak potwornie ciężka, ostra i dysharmonijna, że potwornie bolały mnie uszy słuchając jej. Powiedziałem sobie wtedy: 'Nigdy więcej Mettalica nie zagości w moim odtwarzaczu cd'. Jak bardzo wtedy się myliłem. Dziś sama Meta i ich czwarty album, przy płytach takich tuzów jak Impetigo, Terrorizer, Carcass, Deicide, brzmi troszkę jak melodie łatwe lekkie i przyjemne.

'Ride The Lightning' został nagrany w 1983 roku i wydany na winylu w roku 1984 przez Megaforce Records. U mnie w kolekcji jest wydanie z 1989 roku 838 140 2 Vertigo Phonogram.


Skład Mety na tym albumie to: James Hetfield (wokal i gitara), Kirk Hammett (gitara; jeden z założycieli grupy Exodus), Cliff Burton (bas; R.I.P.) oraz Lars Urlich (perkusja).


Album rozpoczyna kawałek 'Fight Fire with Fire', w którym strasznie podoba mi się akustyczny początek oraz fenomenalna gra Larsa stopami, co słychać wyraźnie w drugiej części utworu. Pamiętam jako młodzian, śpiewałem refren tej melodii nucąc takie słowa 'faj faja wif faja'. Drugi numer, tytułowy, to jeden z hitów tego wydawnictwa. Zresztą co ja mówię, na tej płycie każdy numer to hit, a nawet super hit. Zapamiętajcie to sobie moi drodzy. Cudowne partie gitar, przyjemnie bulgoczący bas i fenomenalny śpiew Jamesa na tym numerze to jest istny smaczek. Zaraz po nim mamy przegenialny 'For Whom the Bell Tolls' rozpoczynający się fenomenalnymi riffami Jamesa oraz Kirka. Moim zdaniem jest to jedno z najlepszych otwarć w całej karierze Mety. Sposób śpiewania Jamesa zachwyca, a przejścia Larsa są ... no, no ... mistrzowskie. Do tego te wymowne dzwony w tle. Czarty kawałek, to jak to w zwyczaju Mety bywa, balladujący numer, czyli 'Fade to Black'. Początek numeru po prostu oszołamia. Gra Kirka i Jamesa jest z jednej strony bardzo ckliwa, ale jakże przyjemna i wymowna w swoim wyrazie. Oczywiście czady tu też są, szczególnie w drugiej fazie numery, gdzie lawinowe riffy oraz solówki przyjemnie łechtają nasze uszy. Mam wrażenie, że numer ten był także podstawą do ich późniejszego 'One', który kompozycyjnie jest zbudowany bardzo, ale to bardzo podobnie. Piąty utwór z kolei, czyli 'Trapped Under Ice', to moim zdaniem najbardziej czadowa kompozycja na płycie. Jedna wielka thrashowa jazda, od początku do samego końca. Następny w kolejce 'Escape' bardzo mi się podoba, głównie za sprawą cudownej wokalizy refrenu. Bardzo fajnie James wtedy bawi się swoim głosem i tekstem. Przedostatnia piosenka, że tak to nazwę, to 'Creeping Death'. To kompozycja bardzo hitowa, która chyba z tego względu trafiła na singla. Żwawy, zwarty stylistycznie numer. Solówka, którą możemy tu usłyszeć, zachwyca niemiłosiernie. No i tak dobrnęliśmy do końca. Album wieńczy instrumentalny 'The Call of Ctulu', przypominający mi troszkę także ich późniejszy 'To Live is to Die'. Naprawdę dojrzały muzycznie numer, którego końcówka przypomina mi troszkę muzykę grupy Running Wild.

Jeśli chodzi o brzmienie, to uważam, że jest to najlepiej nagrany album w całej karierze Mety. Mam cztery płyty tej genialnej kalifornijskiej grupy i ta opisywana, pod tym względem, najbardziej mnie oczarowuje. Wszystko tu brzmi genialnie i wszystko jest fantastycznie słyszalne. Partie gitar, basu, perkusji i wokal. Jedna z najlepiej nagranych metalowych w całej historii metalu!

Jednym w kompozytorów muzyki na tej płycie, jest były członek Mety, a obecnie frontman Megadeth, czyli Dave Mustaine. Jeśli dobrze pamiętam, partie solówek w tytułowym utworze oraz ostatnim, to właśnie jego dzieło.

Wszystkich moich znajomych i przyjaciół, tych którzy chcą usłyszeć genialne numery z tej płyty, zapraszam na mojego 'chomika'. Rozkoszujcie się tym arcydziełem. Album chroniony jest hasłem, które można zdobyć kontaktując się prywatnie ze mną:

Za tydzień natomiast, jedna z najgenialniejszych polskich płyt. Dziś jej słuchałem po raz enty i jestem totalnie zaczarowany. Ale o tym ... podczas następnego spotkania.

czwartek, 28 marca 2013

Podarki z podróży: Kenia - Tusker Finest Quality Lager

Jak dobrze wiecie, czytając mojego bloga, nastawiony jestem głownie na polskie piwa i takie tu opisuję i oceniam. Wiem, wiem, były relacje z Kazachstanu oraz z Albanii. Ale tak naprawdę szczegółowo podchodzę tylko do piw polskich. Dziś troszkę złamie tę zasadę i rozpocznę nowy cykl o piwach z zagranicy. Na ten cykl namówił mnie mój dobry przyjaciel Grzesiek (możecie poczytać jego komentarze tu na blogu, udziela się szczególnie w Kąciku Piwnego Melomana), który wrócił niedawno z Kenii i przywiózł mi jedno tamtejsze piwo i poprosił o relację na temat jego tu na blogu. Więc jak mógłbym nie spełnić prośby mojego stałego, lojalnego czytelnika? Tak się rodzi cykl 'Podarki z podróży', w którym będę pisał o piwach, przywiezionych z dalekich wojaży i podarowanych mi przez znajomych i przyjaciół.
 
Pierwszym gościem 'Podarków z podróży' jest piwo z Kenii o nazwie Tusker Finest Quality Lager. Piwo zostało zakupione w Centre Point w Diani Beach i kosztowało 110 szylingów kenijskich, co na nasze daje około 4,20 PLN.

 
Piwo jest lekkim lagerem o zawartości alkoholu na poziomie 4,2%. Ekstrakt niestety nie jest podany.


Piwo ma jasną, słomkową barwę. Piana biała, dość wysoka. Niezbyt gęsta, szybko się rozrzedza i dość szybko opada i znika ze szkła. W zapachu, niezbyt intensywnym, mamy do czynienia głównie z aromatem słodowym. W smaku także wyraźnie słodowe, lekko słodkawe, z minimalną bardzo goryczką na finiszu. Jest straszliwie mocno nagazowane, troszkę szczypie w język, podobnie jak napój typu cola. Nie jest to piwo ani sesyjne, ani degustacyjne, takie właśnie do ugaszenia szybko pragnienia, w spowitej słońcem i duchotą, okołorównikowej Kenii. Ja swój podarek wypiłem w czasie zaledwie i dosłownie kilku minut.


Tusker, to piwo, jakich wiele na afrykańskim kontynencie, gdzie rządzą właśnie typowe, lekkie lagery, które za zadanie mają głownie gasić pragnienie. Na afrykańskie safari i plażę w Mombasie pewnie idealne, ale w porównaniu do tego co obecnie możemy dostać w Polskich dobrych piwnych sklepach, to piwo średnie. Co ciekawe piwo jest warzone w Ugandzie przez East African Breweries Limited, tak wynika z krawatki. Etykieta, jak widać niezbyt wyszukana, z motywem słonia. Typowo afrykański detal rzekłbym. Bardzo ładny kapsel, także ze słoniem. Podoba mi się za to butelka tego piwa. Ciekawy kształt i grawer na spodzie.
 
Piwo skosztowane. Można rzecz, że próbka kenijskiego browarnictwa zaliczona. Dziękuje Ci Grzesiek jeszcze raz i czekam na kolejne smakołyki z Twoich dalekich, egzotycznych wypraw.

środa, 27 marca 2013

Piwna Polemika Tomka Browarnika - Browar Artezan

Wczorajszego dnia, ponownie spotkałem się w gdańskiej Degustatorni, ze słuchaczami i miłośnikami dobrego piwa. Tym razem, miejsce miała krótka pogadanka o Browarze Aretzan.

 
Okazja ku temu, by porozmawiać o Browarze Artezan była taka, że akurat wczoraj podłączono do kranów nową beczę artezańskiego IPA. W trakcie polemiki, jak to zawsze bywa, można było posłuchać o historii browaru, o ich założycielach (Jacku, Piotrku i Darku), ich wielkim zamiłowaniu do piw belgijskich oraz o ich piwach, z głównym naciskiem na IPA.



Podczas omawiania oferty browaru z Natolina, można było także napić się głównego bohatera spotkania, czyli piwa IPA. Piwo wszystkim smakowało, a ja muszę stwierdzić, że obecna warka IPA jest fantastyczna, bardzo smakowita, przyjemnie orzeźwiająca. Jak to kiedyś Jacek Gmoch, w studiu Telewizji Polskiej, w przerwie meczu piłkarskiego powiedział: 'Naprawdę, przyjemnie, to to jest coś, co warto, jak ktoś mówi aj law dis gejms!'. Było sporo pytań, nie tylko związanych z Browarem Artezan, ale także dotyczących tematyki piwa w ogóle




Ponownie było miło, może tym razem troszkę za głośno, ale słuchacze byli zadowoleni, a piwo tak zasmakowało przybyłym gościom, że IPA lała się strumieniami. Dodatkowo popyt na IPA potęgował fakt, że jak to zawsze we wtorek, w gdańskiej Degustatorni, rzuca się kośćmi i tyle ile wypadnie, tyle płaci się za piwo z beczki. Przybyli na te spotkanie goście mieli tyle szczęścia, że zazwyczaj wyrzucanymi liczbami były 2, 4 oraz 5 i za tyle złotych mieli możliwość napicia się pół litra tego zacnego artezańskiego piwa.

Jako, że zbliżają się Wielkanoc, to najprawdopodobniej kolejne spotkanie ze mną w Degustatorni odbędzie się dopiero 9 kwietnia, na które was serdecznie zapraszam. Temat przyszłej pogadanki? Wkrótce wszystko będzie wiadomo.

poniedziałek, 25 marca 2013

Południe - Krakauer Niefiltrowany

Przedstawiam piwo Krakauer Niefiltrowany.



Zawartość ekstraktu: 12,0%.

Zawartość alkoholu: 5,5% obj.

Kolor: jasno złoty, opalizujący

Zapach: wyraźnie słodowy, lekkie nutki chlebowe i chmielowe.

Smak: wyraźnie słodowy, lekko chlebowy, goryczka na bardzo minimalnym poziomie.

Piana: kremowa, wysoka, dość gęsta, dość szybko rozrzedza się, opada w średnim tempie do dwucentymetrowego kożuszka.

Pasteryzacja: tak.

Termin przydatności do spożycia: 6 miesięcy.

Opakowanie: butelka 0,5l, bezzwrotna.

Producent: Browar Południe

Podsumowanie:

Po bardzo przyjemnym Smoky Joe z AleBrowaru, sięgnąłem ponownie po nowe-stare piwo z Browaru Południe, czyli po Krakauera Niefiltrowanego. Piwo ma bardzo jasną barwę i bardzo lekko opalizuje. Piana może się podobać, ale niestety bardzo szybko się rozrzedza i możemy podziwiać w niej bardzo duże dziury. W zapachu dominują aromaty słodowe z gdzieniegdzie pojawiającymi się nutkami chlebowymi i chmielowymi. Wrażenia smakowe podobne. Goryczka lekko wyczuwalna. Wysycenie wysokie. Tak, jak w przypadku Miodowo Malinowego, etykieta zdobiąca Niefiltrowanego bardzo elegancka i dopieszczona graficznie. Największy plus piwa. Ogólnie rzecz biorąc, piwo mnie średnio zachwyciło i nie wywołało u mnie motylków w brzuchu.

Moja ocena:
Kolor: - 7
Piana: - 7
Zapach: - 6
Smak: - 5
Etykieta: - 10

Ocena całościowa: 6,13/10

Cena: 4,50 PLN [DESPERADO - Gdynia-Witomino]

niedziela, 24 marca 2013

AleBrowar - Smoky Joe

Przedstawiam piwo AleBrowar - Smoky Joe



Zawartość ekstraktu: 16,0% wag.

Zawartość alkoholu: 6,2% obj.

Kolor: czarny, nieprzenikniony.

Zapach: delikatny, wyraźne nuty kawowe, lekkie nutki torfowe oraz gorzkiej czekolady.

Smak: wyraźnie kawowy, dość cierpki, w tle wyraźne nuty kojarzące się z whisky, czekoladowe oraz delikatny alkohol.

Piana: beżowa, średnio wysoka, dość gęsta, niezbyt spójna, dość szybko opada.

Pasteryzacja: nie.

Termin przydatności do spożycia: 5 tygodni.

Opakowanie: butelka 0,5l, bezzwrotna.

Producent: Ale Browar w zaprzyjaźnionym Browarze Gościszewo
 

Podsumowanie:

Dzisiaj chciałbym przedstawić najnowsze dziecko chłopaków Alebrowarowców. Tym piwem jest Smoky Joe, czyli ichnia wariacja na temat whisky extra stout. Do produkcji tego piwa użyto słodu dymionego szkockim torfem, dzięki czemu piwo winno mięć lekko dymiony i torfowy aromat. A jak jest w rzeczywistości?  Piwo ma klasyczną, piękną barwę. Jest czarne i nieprzeniknione. Piana też może się podobać, no może zbyt szybko znika ze szklanicy. Zapach z początku, zaraz po otwarciu butelki i przelaniu do szklanicy, jest bardzo przyjemny, czuć nuty kojarzące się z whisky, jakkolwiek wraz z ogrzewaniem się piwa troszkę się ulatniają. Zapach jest delikatny, chyba ciutkę, moim zdaniem,  zbyt łagodny. W smaku bardzo przyjemne, wyraźne nuty kawowe, przeplatające się z nutkami czekoladowymi oraz alkoholem. Mamy tu też delikatne smaki typowe dla szkockiej whisky, jest ta słynna torfowość i cierpkość, szczególne zaznaczone na finiszu. Wysycone jest średnio z odchyłami ku wysokiemu. Dla mnie ciut za mocno nagazowane. Butelkę Smoky Joe zdobi fantastyczna etykieta, metalizowana i to był prawdziwy strzał w dziesiątkę. Gdy widziałem etykietę w wersji cyfrowej, te tło brązowe nie przemawiało do mnie, wręcz mnie denerwowało, a na żywo, bo zmetalizowaniu wygląda to fantastycznie. Erste Klasse meine Freunde! O szczegółowości labelu już nie muszę wspominać. A swoją drogą paker z tak małymi bicepsami ma naprawdę potężną siłę. Kończąc ten wpis, powiadam wam, że to bardzo przyjemne piwo, może niezbyt treściwe jak na 'szesnastkę', ale pije się je sympatycznie. Ja sam, w dniu premiery, pochłonąłem trzy sztuki.

Moja ocena: 
Kolor: - 10
Piana: - 7
Zapach: - 7
Smak: - 7
Etykieta: - 10

Ocena końcowa: 7,58/10

Cena: 6,99 PLN [AFROALKO - Gdynia-Obłuże]

piątek, 22 marca 2013

Kącik Piwnego Melomana - FATUM - Mania Szybkości

W dzisiejszym odciku Kącika Piwnego Melomana troszkę niedoceniona polska formacja z Warszawy Fatum ze swoim debiutem, płytą 'Mania Szybkości'. Grupa Fatum, jak wspomniałem powyżej, niezbyt doceniona i obecnie już prawie zapomniana. Nie rozumiem dlaczego, bo kapeli tej naprawdę należy się szacunek. Dwa lata temu, jak moje skromne progi wizytowali muzycy Devilish Impressions, to zakochali się w tej kapeli i tej płycie. Znam także wielu innych fanów dobrej rockowej muzy, dla których Fatum to jedna z perełek polskiego rynku muzycznego lat 80-ych.

Album 'Mania Szybkości' został nagrany w 1988 roku i wydany rok później przez Wifon, na winylu tylko z tego co pamiętam. Ja mam wznowienie tejże płyty na CD z 2010 roku, wydane przez Yesterdey o numerze katalogowym FATUM 1.
 

Skład Fatum na albumie to: Krzysztof Ostasiuk (wokal i instrumenty klawiszowe; znany też z takich kapel jak Hetman, czy Deef; zmarły niestety), Piotr Bajus (gitara), Romuald Kamiński (bas) oraz Andrzej Sikora (perkusja).
 
 
Pamiętam, jako nastolatek, w latach 80-ych słuchałem co tydzień listy przebojów Marka Niedźwieckiego w programie trzecim Polskiego Radia. Była taki czas pod koniec lat 80-ych, kiedy pojawiła się piosenka 'Frajer' w tejże audycji. Przypominam sobie dobrze, że śmieszył mnie wtedy ten kawałek i nie traktowałem go poważnie. Jakkolwiek, gdy dorosłem, gdy dojrzałem do tejże płyty, to zakochałem się w tym numerze i całej płycie 'Mania Szybkości'.

Album otwiera tytułowy numer 'Mania Szybkości'. Bardzo przyjemna melodyjna kompozycja. To samo tyczy się utworu drugiego, czyli piosenki o tytule 'Zielony Skarb'. Ale właśnie 'Frajer', który to jest czwartym w kolei, zawsze wywołuje o mnie dreszcze. Utwór nie dość że muzycznie i kompozycyjnie genialny, to jeszcze prawdziwy pod względem treści. Z pewnością niektóre panie czytające mojego bloga, posądzą mnie teraz o szowinizm, ale wiele prawdy w tych słowach jest. Fenomenalnymi kawałkami są także 'Znowu Pech', 'Nie mówcie Nam' oraz cudowny 'Kac-88'. No naprawdę trudno nie lubić tych numerów.
 
Płyta muzycznie jest fenomenalna, a to głównie za sprawą fantastycznej gry na gitarze Piotra Bajusa oraz nut klawiszowych Krzyśka. Ten drugi zresztą po mistrzowsku okrasza melodie swoim świetnym wokalem. Pod względem brzmieniowym też jest bardzo dobrze. Fantastycznie tej płyty się słucha po prostu. Naprawdę, kawał genialnego hard rockowego grania.
 
Wszystkich tych, którzy chcieli by poznać atuty muzyki Fatum, zapraszam na mojego browarnikowego 'chomika':
 
A co za tydzień? Za tydzień będzie troszkę inny odcinek. Serdecznie zapraszam!

czwartek, 21 marca 2013

Południe - Krakauer Miodowo Malinowy

Przedstawiam piwo Krakauer Miodowo Malinowy.



Zawartość ekstraktu: 12,0%.

Zawartość alkoholu: 5,3% obj.

Kolor: jasno miedziany wpadający w czerwień, opalizujący

Zapach: słodowo-miodowy w tle niezbyt wyraźne nutki malinowe i kwaskowe.

Smak: słodki, wyraźnie słodowy, w tle nutki miodowe i delikatne malinowe, a także lekka tępa goryczka.

Piana: kremowa, dość wysoka, średnio gęsta, dość szybko rozrzedza się, dość szybko opada.

Pasteryzacja: tak.

Termin przydatności do spożycia: 6 miesięcy.

Opakowanie: butelka 0,5l, bezzwrotna.

Producent: Browar Południe


Podsumowanie:

W dzisiejszym wpisie kilka słów o nowym-starym piwie z Browaru Południe. Tym piwem jest Krakauer Miodowo Malinowy, który jest spadkobiercą Krakowiaka Miód-Malina. Nie będę tu roztrząsał powodów dlaczego piwo zmieniło nazwę, zajmę się tylko piwem. Krakowiaka Miód-Malina miałem okazję raz pić w przeszłości, ale to było na imprezie i szczerze mówiąc zbytnio wrażeń nie pamiętam. A jak było tym razem? Piwo ma dość średnią barwę, jak na 'dwunastkę' z dodatkiem miodu gryczanego i soku malinowego, winno być ciut ciemniejsze moim zdaniem. Piwo opalizuję, a jako niefiltr z dodatkiem soku i miodu winno być bardziej mętne. Piana piwa dość średnia. Aromat słodowo-miodowy głównie, niezbyt wyraźny. Podobnie w smaku, miód delikatny i malinki także, a mimo wszystko piwo jest wyraźnie słodkie. Wszystko dopina dość nieciekawa tępa goryczka. Wysycone jest dosyć mocno. Butelkę piwa ozdabia bardzo ładna graficznie i kolorystycznie etykieta. Troszkę przypomina mi etykiety piw niemieckich. Rycina starego Krakowa naprawdę pięknie wtapia się w tło. Podoba mi się naprawdę. Jedna rzecz tylko mi niezbyt pasuje - nazwa - Miodowo Malinowy powinno się chyba pisać z myślnikiem między wyrazami. No i szkoda tylko, że kapsel goły, a przecież Browar Południe ma swoje firmowe kapsle. Kończąc wpis napisze tak - opakowanie bardzo ładne, sama zawartość bardzo średnia, nie dostarczająca mi zbyt wielu ciekawych wrażeń.

Moja ocena:
Kolor: - 4
Piana: - 6
Zapach: - 6
Smak: - 5
Etykieta: - 10

Ocena całościowa: 5,48/10

Cena: 4,90 PLN [DESPERADO - Gdynia-Witomino]

środa, 20 marca 2013

Piwna Polemika Tomka Browarnika - Browar Kormoran

Wczoraj miało miejsce drugie spotkanie z cyklu Piwna Polemika Tomka Browarnika. W gdańskiej Degustatorni spotkałem się znowu z miłośnikami dobrego piwa by porozmawiać właśnie o tematyce piwnej. Tym razem tematem polemiki był Browar Kormoran i ich piwa. Dlaczego akurat mowa o olsztyńskim browarze? Właściwie z kilku względów. Po pierwsze, sam jestem rodowitym olsztyniakiem i browar ten jest szczególnie mi bliski. Po drugie, w tym roku browar obchodzi jubileusz dwudziestolecia istnienia. No i w końcu dlatego, że posiada bardzo szeroką gamę piw w swoim portfolio.
 
W czasie polemiki można było usłyszeć o historii browaru, o jego mocach produkcyjnych, o liniach produktowych, poszczególnych piwach z oferty, współpracy browaru z Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie, olsztyńskim miłośnikiem dobrego piwa i piwowarem domowym Pawłem Błażewiczem, a także o współpracy browaru z lokalnymi przedsiębiorcami zaopatrującymi browar w surowce oraz o etykietach piw Kormorana.
 


 
Omawiając ofertę piw warzonych w Olsztynie można było dowiedzieć się więcej o tym, jak ustalono podział na poszczególne linie produktowe, z jakich surowców są uwarzone poszczególne piwa, które najlepiej się sprzedają, które w ofercie są najdłużej, nagrodach zdobytych przez poszczególne piwa i czego możemy oczekiwać w ofercie browaru w przyszłości. Wojtek, menadżer Degustatorni zadbał także o to, by publika mogła skosztować piwa warzonego w Olsztynie. Polane zostało Warnijskie.
 

 
W trakcie spotkania rozgorzała dyskusja z pytaniami, a na koniec ja sam zadałem pytanie osobom na sali, odpowiedź na które przygotowałem gadżety związane z Browarem Kormoran (komplet etykiet piw Browaru Kormoran, podkładkę oraz firmowy otwieracz). Słuchacze uważnie wsłuchiwali się w to co mówię i odpowiedź na pytanie nie sprawiła większej trudności i pojawiła się błyskawicznie.



 
Było miło i sympatycznie. Po dyskusji zasiedliśmy do wspólnej biesiady, oczywiście przy piwach Browaru Kormoran. Jeden z gości, Wojtek - piwowar Browaru Piwna, zrobił mi ślepy test na znajomość piw olsztyńskiego browaru i poczęstował mnie jednym z oferty. Niestety, tym razem nie udało mu się mnie zaskoczyć :-)
 
Serdecznie zapraszam wszystkich chętnych na kolejne wtorkowe spotkanie. Kilka tematów polemik jest już rozpisanych, a o szczegółach przyszłotygodniowego spotkania dowiecie się na dniach.

wtorek, 19 marca 2013

Zofmar Bis - Pyszne

Przedstawiam piwo Zofmar Bis - Pyszne



Zawartość ekstraktu: brak danych.

Zawartość alkoholu: 5,0% obj.

Kolor: złoty, klarowny.

Zapach: słodowo-drożdżowy.

Smak: słodkawy, mocno słodowy, wyraźne nuty metaliczne oraz nutki gumy balonowej i ziemiste.

Piana: biała, średnio wysoka, gęsta, szybko się rorzedza i szybko opada.

Pasteryzacja: nie.

Termin przydatności do spożycia: około 4 tygodni.

Opakowanie: butelka 0,5l, zwrotna.

Producent: Browar Zamkowy w Raciborzu dla Zofmar Bis
 

Podsumowanie:

Po moich ostatnich spotkaniach z owocowymi specjałami od Witnicy, dziś postanowiłem zdegustować jakiegoś pysznego piwa i padło na piwo ... Pyszne, warzone przez Browar Zamkowy w Raciborzu dla Zofmar Bis. Nazwa piwa bardzo dumna i oczekiwania moje także były wielkie, choć patrząc na producenta tego piwa, owacje na temat Pysznego szybko opadły. Jak jest naprawdę z tym piwem? Piwo ma złotą barwę i jest bardzo klarowne. Piana z początku może się podobać, jakkolwiek po kilku chwilach bardzo szybko się rozrzedza i bardzo szybko znika. Zapach dość przeciętny, wyraźnie słodowy i drożdżowy. Smak bardzo złożony, ale niestety niezbyt ciekawy. Bardzo mocna, wręcz męcząca słodowość, nachalna metaliczność i posmaki gumy balonowej. Piwo winno być pyszne, a niestety do pyszności, z przykrością to stwierdzam, bardzo mu daleko. Wysycone dosyć mocno. Etykieta średnio mi się podoba i kolorystycznie i graficznie. Słowem końca, Pyszne wcale takie pyszne nie jest. 

Moja ocena: 
Kolor: - 8
Piana: - 5
Zapach: - 5
Smak: - 3
Etykieta: - 5

Ocena końcowa: 4,84/10

Cena: 3,60 PLN [KRAINA PIW REGIONALNYCH - Olsztyn-Janowicza]

poniedziałek, 18 marca 2013

Witnica - Lubuskie Jagodowe

Przedstawiam piwo Witnica - Lubuskie Jagodowe.



Zawartość ekstraktu: brak danych.

Zawartość alkoholu: 4,2% obj.

Kolor: czerwono-fioletowy, klarowny

Zapach: słodki, wyraźnie jagodowy.

Smak: słodki, wyraźnie jagodowy, w tle wyraźne nuty metaliczne oraz leciutka tępa goryczka.

Piana: różowo-fioletowa, niska, średnio gęsta, bardzo szybko opada.

Pasteryzacja: nie.

Termin przydatności do spożycia: około 4 tygodni.

Opakowanie: butelka 0,5l, zwrotna.

Producent: Browar Witnica


Podsumowanie:

Kolejny smakołyk witnicowy dziś do mnie zawitał. Tym razem było to Lubuskie Jagodowe. Piwo ma barwę odpowiednią do nazwy. Prawdziwy jagodowy kolor. Piana także w kolorze jagodowym, ale słaba, za długo cieszyć się nią nie da. Zapach wyraźnie jagodowy, dość męczący, roznosi się po całym pomieszczeniu. W smaku straszliwie słodkie, jagodowe. Niestety, smak jagodowy, bardzo mocno zaburzony jest nutami metalicznymi i jako wisienkę na torcie, mamy jeszcze tępą goryczkę. Wysycone straszliwie mocno. Cały ten trunek kojarzy się mi z napojem gazowanym o smaku jagodowym. Butelkę zdobi typowa witnicowo-owocowa etykieta w kolorystyce jagodowej i z jagódkami w centrum. Reasumując, piwo, hmm, no właśnie czy to jest piwo? Niech będzie, że piwo, dla mnie niezbyt ciekawe i raczej nie do powtórzenia.

Moja ocena: 
Kolor: - 8
Piana: - 3
Zapach: - 4
Smak: - 3
Etykieta: - 7

Ocena całościowa: 4,26/10 

Cena: 5,20 PLN [KRAINA PIW REGIONALNYCH - Olsztyn-Janowicza]

niedziela, 17 marca 2013

Kormoran - Krzepkie

Przedstawiam piwo Kormoran Krzepkie.



Zawartość ekstraktu: 14,5%.

Zawartość alkoholu: 7,4% obj.

Kolor: ciemnozłoty, klarowny

Zapach: słodowo-owocowy, w tle wybijające się nuty chmielowe.

Smak: wyraźnie słodowy z wyraźnymi nutami winno-owocowymi, na finiszu delikatna goryczka oraz alkohol.

Piana: kremowa, dość wysoka, średnio gęsta, szybko się rozrzedza, opada w średnim tempie.

Pasteryzacja: tak.

Termin przydatności do spożycia: 3 miesiące.

Opakowanie: butelka 0,5l, bezzwrotna.

Producent: Browar Kormoran


Podsumowanie:

Dziś 17 marca, większość piwoszy i przyjaciół Irlandii świętuje Dzień Świętego Patryka. Ja, jako osoba nie celebrująca zagranicznych świąt typu Walentynki, Helloween, czy wsponiany St. Patrick Day, dziś zamiast zielonego piwa, czy stoutu, skosztowałęm sobie polskie jasne mocne piwo. Szczerze mówiąc nie rozumiem faktu, dlaczego większość Polaków świętuje anglosaskie święta, a polskie już raczej mniej, choć Noc Kupały. Ale wróćmy do piwa, tym polskim piwem było kormoranowe Krzepkie. Krzepkie ma bardzo ładną barwę i jest krystalicznie klarowne. Piana z początku dość przyjemna i buja, ale dość szybko się rozrzedza do dużych bąbli i zaczyna powoli znikać. Zapach bardzo ładny, jak na tak mocne piwo. Przyjemne owocki, nutki chmielowe. Nie męczy. Smak także dość przyjemny, jakkolwiek wyczuwalny na finiszu alkohol i duża moc piwa, powodują, że dla mnie piwo jest średnio pijalne. Dodatkowo strasznie mocno wysycone, co jeszcze bardziej ogranicza pijalność. Pół litra naprawdę długo musiałem męczyć. Gdyby to było 0,33 litra, to wydaję mi się, że była by to pojemność właściwa. Nie mówię, że nie jest dobre, ale po pewnym czasie po prostu staje się ciężkie. Etykieta dość skromna, jak na standardy Kormorana. Jest ładna, ale za bardzo minimalistyczna moim zdaniem. Podsumowując, piwo nie jest złe, jest wręcz dobre, ale chyba nie na moje podniebienie. Dla mnie zbyt wielki mocarz jak na piwo jasne.

Moja ocena:
Kolor: - 10
Piana: - 5
Zapach: - 8
Smak: - 6
Etykieta: - 7

Ocena całościowa: 7,16/10

Cena: 4,50 PLN [DESPERADO - Gdynia-Witomino]

piątek, 15 marca 2013

Kącik Piwnego Melomana - YOUTH OF TODAY - Can't Close My Eyes

W dzisiejszym odcinku Kącika Piwnego Melomana zapraszam na spotkanie z jedną z legend hard core. Mimo faktu iż najbardziej lubię ciężkie metalowe brzmienia, to dobrym hard core też nie pogardzę. Kapele takie jak Agnostic Front, Government Issue, Lethal Aggression, Instigators, Conflict, Poison Idea, Conlict czy choćby Bad Brains, to genialna klasyka, która dość często gości w moim odtwarzaczu CD oraz gramofonie. Ale dziś będzie o jednej genialnej kapeli z małej miejscowości Danbury z Connecticut, czyli o Youth Of Today i ich mega płycie 'Can't Close My Eyes'.

Album został wydany w 1988 roku, jakkolwiek większość kawałków na nim pochodzi z EP'ki o tym samym tytule z 1985 roku. Ja posiadam wydanie Revelation Records REV: 62 z 1997 roku. Te wydanie zawiera dodatkowo numery, które znalazły na składance 'Connecticut Fun'.


Skład Youth Of Today na tym albumie to: Ray Cappo (wokal; znany także z grupy Shelter), John Porcelly (gitara; także znany z występów w Shelter), Graham Phillups (bas) oraz Darren Pesce (perkusja).


'Can't Close My Eyes' to jedna wielka hard core'owa uczta. Od początku do końca mamy cudowną, pełną energii gitarowo-perkusyjną jazdę okraszoną fantastycznym wokalem Ray'a Cappo. Dziś, wyjątkowo nie będę rozdrabniał płyty na poszczególne kawałki, gdyż każdy z nich to fenomenalny łomot i fantastyczna kompozycja. Jakkolwiek muszę przyznać, że takie utwory, jak: 'Expectations', 'Positive Outlook', 'Stabbed in the Back', czy mój najbardziej ulubiony 'Wake Up and Live', to po prostu kanony hard core'owego grania. Kto ich nie zna, szybko musi nadrobić zaległości i na pewno nie zawiedzie się!

'Can't Close My Eyes' brzmi fantastycznie. Dość surowo, wręcz garażowo, a do tego straszliwie dynamicznie i energetycznie. Tak powinny być nagrywane wszystkie płyty gatunku. Słucha się genialnie. Kawałki są krótkie i po przesłuchaniu albumu odczuwa się żal, że to już koniec. Ja sam, na szczęście, mam jeszcze inne wydawnictwa Youth Of Today, więc za bardzo nie muszę się matwić powyższym żalem. Płyta wymiata, wyrywa z butów. Jak słucham komentarzy takich pseudogwiazdek, jak Avril Lavigne czy Blink 182, którzy mówią, że są punkami i hard core'owcami i taką graja muzę, to niech posłuchają właśnie dokonań Youth Of Today. Po takim odsłuchu stwierdzą, ze stuprocentową pewnością, że co najwyżej mogliby występować w zespole pieśni i tańca Mazowsze. Należy sobie wziąć do mocno do serca ... Youth Of Today to hc najwyższych lotów!

Dość mojego pisania. Po prostu posłuchajcie tych mistrzowskich utworów sami. Zapraszam moich przyjaciół na mojego browarnikowego 'chomika'. Album chroniony jest hasłem, które można uzyskać po uprzednim skontaktowaniu się ze mną:

A co za tydzień? Hmm, za tydzień postaram się o niespodziankę!