wtorek, 8 grudnia 2015

Browar Zamkowy Młyn - pierwsze piwa i koty za płoty

Sporo wody upłynęło zanim w Browarze Zamkowy Młyn pojawiły się piwa warzone w tym miejscu, ale w końcu nadszedł ten wiekopomny czas. Od teraz, 4 grudnia będzie kojarzył się nie tylko z Barbórką, ale także z premierą pierwszych piw Browaru Zamkowy Młyn. Tak, tak moi drodzy, tego dnia zadebiutowały pierwsze cztery piwa. Tymi piwami są: Koelsch, Pszeniczne, American Amber Ale i Oatmeal Stout.

Wiedząc o premierze piw, czym prędzej udałem się w kierunku olsztyńskiej starówki, tuż obok jazu na rzece Łynie, by skosztować dobrodziejstw nowego browaru na warmińskiej i polskiej ziemi.


Na miejscu już było pełno osób, znajomych i nieznajomych, którzy czaili się na nowe piwne przysmaki. Na początku zamówiłem sobie cztery próbki piw, każda po 125 mililitrów. Koszt takiego zestawu to 10 PLN.
 
 
Pierwsze próby pokazały, że potencjał Daniela Dudy i Łukasza Mili (piwowarów browaru) jest wysoki. Powiem tak, jak na pierwsze warki, jak na pierwsze warzenia na nowym sprzęcie, piwa naprawdę wyszły bardzo dobrze. Szczególnie przypadły mi do gustu American Amber Ale oraz Oatmeal stout. Ten drug. i szczególnie zyskuje na czasie. Pije go prawie codziennie i wydaje mi się, że z każdym dniem jest coraz lepsze. American Amber Ale znowu, to bomba chmielowo-słodowa. Fajnie skomponowana i przyjemnie przechodząca przez przełyk. 

Piwa smakowały nie tylko mi moim znajomym, ale także mojej mamie, która tego dnia, specjalnie wybrała sie skosztować piwnych przysmaków.
 
 
Ważne zaznaczenia jest to, że oprócz dobrego smaku, piwa dostępne są w bardzo atrakcyjnych cenach. Zestaw czterech piw po 125 mililitrów kosztuje 10 PLN. Za piwo o pojemności 0,3 litra zapłacimy 6 PLN, za półlitrowe 8 PLN, a za litrowe 15 PLN. Prawda, że ceny zachęcajć do odwiedzin?
 
 
A to nie wszystko, bo w tankach leżakują cały czas Pils i Monachijskie ciemne, które lada dzień wejdę na krany. W kolejce czekają nowe atrakcyjne piwa. Daniel z Łukaszem dostali duży kredyt zaufania w materii warzenia piw, także więc można się spodziewać wkrótce wielu ciekawych niespodzianek. Magazyn browaru jest pełen różnych słodów i odmian chmieli. Będzie zapewne się działo, a ja mogę was tylko zaprosić do Olsztyna na degustację piw oraz na dobrą strawę, między innymi super burgera, czy kiełbasy z dodatkami, które ubarwia degustacje browarowych piw.

piątek, 9 października 2015

Rozmowy okołopiwne - Blogerzy książki piszą

Parę dni temu, przemierzając rubieże jednej z olsztyńskich księgarni, natrafiłem na pewną, dość dobrze ukrytą w gąszczu innych, książkę o piwie. Tą skromną pozycją nowoczesnej literatury była kniga 'Piwo. Najlepsze piwa z polskich sklepów.'. Ktoś by zapytał, no i co z tego? Ano to z tego, że książkę tą napisał człowiek, który na co dzień jest wielkim miłośnikiem piwa, a do tego blogerem. Tak, tak, mowa o polskim piwnym blogerze. Mowa o Bartoszu Senderku, który znany jest jako twórca i prowadzący blog Mój Kufelek.

Nie zastanawiając się długo, książkę zakupiłem i po powrocie w domowe pielesze, zacząłem ją przeglądać, czytać i analizować.


I co my tutaj mamy? Ano kilka słów od Bartka - autora tejże książki, a także podstawowe informacje o piwie. A więc mamy tu streszczenie tego, w jaki sposób powstaje piwo oraz z jakich składników ono jest tworzone. Są także przydatne informacje dotyczące degustacji tego alkoholowego trunku. Mamy także wzmiankę o piwnych mitach. Nie zabrakło również przydatnego piwnego słowniczka. No i co najważniejsze - najlepsze, lub jak kto woli najciekawsze piwa dostępne w rodzimych sklepach. Wszystko jasno i dobrym językiem ujęte



Te najciekawsze piwa podzielone są na: 'Pilznery i lagery', 'Koźlaki', 'Portery bałtyckie', 'Piwa pszeniczne', 'Piwa w stylach belgijskich', 'Piwa w stylach 'wyspiarskich'', 'Piwa w stylach amerykańskich' oraz 'Piwa specjalne'. Tu od razu jedna rzecz przykuła moją uwagę, ano tytuł pierwszej sekcji, czyli 'Pilznery i lagery'. No ja sam pewnie bym ten rozdział nazwał 'Pilznery i jasne lagery', gdyż hasło 'lager' odnosi się do bardzo bogatej piwnej rodziny, wśród której mamy do czynienia między innymi z koźlakami i porterami bałtyckimi, które w książce stanowią oddzielne rozdziały.

Każde piwo w każdym z rozdziałów opatrzone jest fotografią, krótkim opisem oraz tabelą, w której znajdziemy informacje o kraju pochodzenia piwa, browarze, w którym zostało uwarzone, stylu, ekstrakcie, zawartości alkoholu, zakresie cenowym temperaturze serwowania i barwie.


Tu wszystko także ładnie i czytelnie, jakkolwiek tu także parę rzeczy mi, osobie, która dość mocno już wsiąkła w piwny świat, nie pasuje. Chodzi mi głównie o informacje w tabelce. Zacznijmy od ostatniej, czyli 'Barwy'. Mamy tu takie sformułowania, jak 'jasna', 'półciemna', 'ciemna' i 'różna'. No, nie potrafię zrozumieć tego, co oznacza określenie 'różna' w odniesieniu do piwa Dubbel Cieszyński? Poza tym, odniesienie 'półciemna' do Guinness Draught. Hmm, podobne określenie ma chociażby barwa Ataku Chmielu, a sami wiemy, że barwy te są diametralnie różne pod względem jasności.  Kolejna sprawa to dostępność. Tu do wyboru mamy 'łatwa', 'trudniejsza', 'okazjonalna'. Rozumiem, że opisane to jest w odniesieniu do dużego, metropolitarnego miasta, gdyż piwa 'łatwe' nawet w miastach do 200 tysięcy mieszkańców, czasami jest trudno dostać. Nie mówiąc już o wioskach. Tak naprawdę, moim zdaniem, łatwo dostępne są piwa 'wielkiej trójki' i to tez nie wszędzie Zakres cenowy także nie pokrywa się ze stanem rzeczywistym. 

Mimo tych moich kilku 'ale', to jestem pod wielkim wrażeniem tej pozycji i tego, że ujrzała w ogóle ona światło dzienne. Słowa uznania dla Bartka w ogóle za sam fakt, że mu się chciało i że w sytuacji, gdy na naszym rynku codziennie pojawiają się średnio trzy nowe piwa, potrafił wyłowić te ciekawe. Czy najlepsze? Tu bym polemizował, gdyż każdy ma inny gust i inaczej odczuwa dany przysmak.

Książka napisana jest i skierowana, jak mniemam, głównie w kierunku osób, które do tej pory nie miały styczności z ogromem ostatniego bogactwa polskiego świata piwnego. Ma im przybliżyć ten świat, otworzyć oczy, uświadomić, że piwo zapisane jest na bardzo wielu kartach historii i że nie jest to tylko napój alkoholowy przeznaczony do napicia się, ale trunek, któremu należy się odpowiedni szacunek. 

Życzę Bartkowi kolejnej książki i kto wie, może i inni blogerzy piwni pójdą w jego ślady i także napiszą książkę. Może i ja kiedyś sam to zrobię? Trzymajcie kciuki. Ewolucja blogerka nastąpiła można rzec. Oby więcej takich inicjatyw. To kto następny pójdzie w ślady piwnej literatury? Zapraszam!

poniedziałek, 28 września 2015

Last Cut - czyli alebrowarowa premiera jak żadna inna

28 września to data szczególna. Tego dnia cztery lata temu rozpocząłem pisanie swojego bloga i szczerze mówiąc o tym zapomniałem i mi delikatnie przypomniano o tym fakcie. Nic szczególnego na tą czwarta rocznicę nie przygotowałem, ale postaram się jeszcze to nadrobić.

To tyle w formie dygresji. Wróćmy do tematu, czyli do premiery nowego piwa ze stajni AleBrowar - Last Cut. Last Cut, czyli American Golden Ale to, jak podczas mówił Michał Saks przed rozpoczęciem lania premierowego piwa, piwo zadedykowane golibrodom. Jak sam mawiał w zaroście na twarzy zakochał się w momencie, gdy idąc do sklepu po piwo wyglądał na starszego niż 18 lat i bez problemu mógł kupować sobie buteleczki na wieczorny relaks. Od tamtego czasu z broda się nie rozstaje, a co za tym idzie ma także dość bogate relacje z zaprzyjaźnionymi cyrulikami. 

W tym wiekopomnym wydarzeniu nie mogło zatem zabraknąć zacnych cyrulików. Było ich trzech, a w każdym z nich gorąca krew oraz nożyce i brzytwy w dłoni. Byli nimi Mateusz Banaszek (Salon Fryzur Męskich), Lukas Tarka oraz Delma (Butler Cut). 



Lokal, w którym odbywała się premiera ... a właśnie troszkę o lokalu. Premiera, a właściwie całe wielkie premierowe wydarzenie, odbyło się na gdańskim Dolnym Mieście, co już samo w sobie jest czymś wyjątkowym. Dolne miasto, po restauracji ulicy Łąkowej i paru innych zakątków, odzyskuje swój dawny blask i mam nadzieję, że w przeciągu kilku lat, stanie się dla Gdańska centrum kultury z ciekawymi galeriami, lokalami gastronomicznymi i innymi ciekawymi atrakcjami. Jednym z takich ciekawych miejsc jest na pewno Królewska Fabryka Karabinów, gdzie premiera last Cut się odbyła. Knajpa, tego dnia, podzielona była tak jakby na trzy strefy: fryzjerską, gdzie szaleli ... barberzy, jak to mówiła większość gości; piwną, gdzie rządził AleBrowar oraz muzyczną, gdzie karty rozdawali dj, zespół muzyczny i goście tańczący na podeście. 

Połączenie piw z goleniem, zaowocowało tym, że na wydarzeniu zjawili się miłośnicy piwa, ci dbający o wygląd zewnętrzny, szczególnie brodę oraz ci, którym piwo i brody są bliskie. Tylu bród w jednym miejscu to ja w życiu nie widziałem. Stoiska cyrulików zajęte od samego początku. Ja mimo wielkiej chęci skorzystania z usług golibrodów, musiałem obejść się smakiem, bo kolejka była przeogromniasta. A specjalnie dwa tygodnie się nie goliłem, ehh.




No, ale wróćmy do tego, co dla nas piwoszy najważniejsze, czyli do piwa. Ja tamtego popołudnia i wieczoru, skosztowałem każde piwo AleBrowaru, które było dostępne na kranach. Last Cut to ciekawa premiera, mocno owocowa i ... 'hopowa', że tak to ujmę. Goryczka na bardzo optymalnym poziomie, takim do zaakceptowania nie tylko przez 'beer geeków', ale także przez innych, chociażby pasjonatów dobrze przystrzyżonych bród. Jedynie barwa może nie do końca 'goldowa'. Sweet Cow, jak zawsze smakowity, Wiosłujący Jacek także. Brakowało mi trosze mojej ulubionej Hop Sasy, ale jeszcze nie raz się jej napiję. Przewspaniały był Pale Ale z BrauKunstKeller ... miazga proszę państwa!




Oprócz piwa, bardzo dobrego zresztą, było także coś pysznego do jedzenia. Oczywiście 'kraftowe' burgery z Carmnika i ciasta. Wszystko bombowe, szczególnie burgery. Ja sam zamówiłem najbardziej pikantnego, meksykańskiego z podwójna dawka pikanterii. Płakałem i czkałem jak jadłem, ale radość z przełykania każdego kolejnego kęsa była przeogromna.


No, ale jak zawsze, dla mnie samego w takich spotkaniach, najważniejsze jest spotkać się ponownie ze znajomymi, z ludźmi, których bardzo lubię. Była ponownie okazja do rozmów, śmiechów i chichów, żartów i wielu innych rzeczy. Spotkanie ludzi, z którymi się kiedyś pracowało, z którymi przeżyło się wiele ciekawych przygód przeżyło. To jest właśnie ta wisienka na torcie piwneg0o świata. Tym razem było podobnie i było jak zawsze wspaniale.











Jak zawsze w takich sytuacjach, czas biegł niesamowicie szybko i po prawie ośmiu godzinach bycia z AleBrowarem i barberami, czas było powoli się zbierać. No, w końcu wszystko co dobre, zawsze się kończy. Jedyna tego typu premiera dobiegła końca. Można rzecz, że podczas tego wydarzenia upieczono trzy pieczenie na jednym ogniu. Co jeszcze mi się podobało, to to, że podczas tej premiery, w ogóle nie słyszałem słów typu: diacetyl, DMS, mokry karton, cytrusy, za mało IBU, zalegająca goryczka i tym podobne. Osoby, które przyszły by przeżyć to wydarzenie, mówiły po prostu, że piwo jest świetne. 

Dla mnie osobiście, mimo, że nie udało mi się skorzystać z usług golibrodów, mimo że nie było Hop Sasy, mimo że na zewnątrz momentami było bardzo zimno, to jednak wypad do Gdańska uważam za bardzo udany. Premiera Last Cut może będzie zalążkiem tego, by premiery piwa nabrały zupełnie innego kształtu. Może to będzie początek kompletnego ożywienia tamtej części Gdańska, na co nie tylko ja czekam, ale większość mieszkańców grodu Neptuna. Poza tym, zwróćcie uwagę na ostatnie zdjęcie. Dla takich chwil, warto na takich wydarzeniach być.


Jak sami widzicie, było grubo i ci, których nie było (pomimo, że byli bardzo blisko), niech żałują. Czego mi brakowało na tej premierze? Ano tego, że wśród zaproszonych barberów, nie było francuskiej lekkoatletki, mistrzyni świata i wielokrotnej medalistki mistrzostw ... Eunice Barber. No, ale może na kolejną cyrulikowo-piwną premierę organizatorzy ją zaproszą. Pewnie Last Cut jej także by smakował :-) 

czwartek, 24 września 2015

Rozmowy okołopiwne - Co powinny warzyć małe polskie browary?

Od dwóch dni mam w głowie pewne zdanie, które nie daje mi spokoju. Nie dawało mi spokoju już na samym początku, gdy je zobaczyłem. A chodzi o komentarz do pewnego instagramera do piwa Tenczynek Marcowe: 'Opening a new small brewery to brew only commercial lagers is a bit pointless', co przetłumaczyć można jako 'Otwierać nowy mały browar tylko po to by warzyć komercyjne lagery jest nieco bezsensowne'. Przyznam szczerze, że wywarło to stwierdzenie na mnie wielkie wrażenie i to w bardzo niepozytywnym sensie. A to dlaczego? 

Po pierwsze dlatego, że każde piwo warzone przez browary w naszym kraju jest ... 'commercial'. No chyba, że włodarze któregoś z browarów, zarówno tych małych, jak i tych dużych, rozdają piwo za darmo? Jednak poza akcjami promocyjnymi się z tym nie spotkałem. Każda działalność gospodarcza nastawiona jest na zarabianie pieniędzy, na zysk. Tyczy się to także browarów, niezależnie od tego, jak wiele warzą.

Po drugie, co powinno być warzone w małym browarze? No, bo skoro nie lagery, to co? Co, by miało to sens? RIS'y, mocno nachmielone 'ejle', barley wine'y, czy 'kwasy'. No, co powinno być w tych przybytkach warzone? Powiedzmy sobie szczerze - ponad 90% sprzedawanego w Polsce piwa stanowią lagery, jasne lagery, czyli ponad 90% pijących piwo w Polsce spożywa z pewnością jasne lagery. Co więc jest gwarantem sukcesu sprzedaży dla małego browaru (w tym wypadku mówimy o rocznym wybiciu około 70 tysięcy litrów)? Co browarnik powinien mieć w swoim piwnym portfolio w momencie, gdy w promieniu wielu kilometrów wokół browaru większość osób chce pić lagery? No właśnie lagery. Powiedzmy sobie szczerze, piwo tak zwane rzemieślnicze stanowi minimalny uszczerbek tortu piwnego w Polsce. Tak więc i browary, które warzą piwa dla wyspecjalizowanych koneserów (czytaj beergeek'ów), zazwyczaj są małe, których wolumen sprzedaży, jak i moce warzelniane są małe. Jakkolwiek na tyle wysokie, by zaspokoić potrzeby beergeek'ów. Nie wyobrażam sobie, by browar typu Tenczynek, Kormoran, Wąsosz, Racibórz, Witnica mogły się skupić tylko na 'kraftach'. Nie ma na to szans z bardzo wielu powodów. Niestety moi drodzy - w Polsce i nie tylko w naszym kraju, nie da się zrobić rynku, na którym będą królowały rzemieślnicze 'górniaki'. Czy ktoś dziś ma pretensje do faktu, że ponownie otwarty browar w Braniewie warzy tylko jasne lagery? Ja sam nie słyszałem. 

Po trzecie, na rynku polskim jest cała masa mniejszych browarów, które warzą tylko ... 'commercial lagers'. I co z tego? Niech warzą! Tak, jak nie wszystkie koncerny samochodowe produkują super auta typu Ferrari, czy Lamborghini, tak i nie wszystkie browary będą warzyć 'non-commercial ales'.

Po czwarte, browar w Tenczynku dopiero co rozpoczął ponowne warzenie i Lager oraz Marcowe to pierwsze podrygi zmartwychwstania. Na 'trzeci oddech kaczuchy' trzeba będzie jeszcze poczekać, ale mogę zapewnić, że oprócz ... 'commercial lagers', będą także i 'non-commercial petardy' (polinglisz hehe) i to już wkrótce. Proszę o troszkę cierpliwości i nie wzdryganie się na obecną ofertę.

Po piąte, ja osobiście uważam, że każdy zrestaurowany, czy nowo otwarty browar, jest godny istnienia na piwnej mapie Polski. Bo to uatrakcyjnia, ubarwia polski rynek piwa (jakby na to nie patrzył), tworzy pewną więź z regionem, daje pracę lokalnej społeczności, daje większy wybór konsumentowi oraz wiele jeszcze innych plusów. Z każdym otwartym w Polsce browarem, polska tradycja piwowarska rośnie w siłę, niezależnie od tego, co w nim jest warzone.

Taki oto to mój komentarz do zdania, które zacytowałem na samym początku. Nie wiem, jakie Wy, moi czytelnicy, macie zdanie na to, ale ja swoje już przedstawiłem.

czwartek, 17 września 2015

Rozmowy okołopiwne - Craft Magia - czyli sztuka pomijania najważniejszych

Do napisania poniższego tekstu skłonił mnie artykuł z ostatniego numeru miesięcznika CKM o tytule 'Craft Magia!', traktującego o magii etykiet piw rzemieślniczych. Pewnie się zastanawiacie, co się stało, że o tym pisze? Co takiego nadzwyczajnego zawarte jest w tekście i ilustracjach? Hmm, nic nadzwyczajnego właściwie nie ma, no może poza takimi kruczkami jak pisanie przez autora (p. Andrzeja Chojnowskiego) słowa 'warzyć' raz przez 'rz', a raz przez 'ż'. Do tego mamy takie ciekawostki, jak jeszcze 'produkcja craft beerów' - co to takiego jest? Szok! Są też klimaciki mniejszego formatu, choćby takie, że Czarne Krzyżackie z Gościszewa przez ... lata ... zyskało status wręcz kultowy. Hmm, brzmi to tak, jakby Czarne Krzyżackie konsumentów zdobywało dziesiątkami co najmniej lat, a jego historia jest znacznie krótsza.

Mamy tu krótkie opisy zachwytów nad etykietami takich polskich rzemieślników, jak chociażby Kingpin, Profesja, Dukla, Brodacz, Solipiwko, Gościszewo i paru innych.





Co jednak najbardziej mnie w tym artykule boli, to pominięcie Pinty i AleBrowaru, czyli tych piwnych rzemieślniczych podmiotów, od których w Polsce się wszystko zaczęło. To tak, jakby pisać o historii przenośnych odtwarzaczy muzyki i nie wspomnieć o Sony i ich walkmanie. Dość powiedzieć, że to Pinta właśnie rozpoczęła nową etykietową modę w naszym kraju.


Tak, tak, proszę państwa. Pinta to nie tylko pionier piwnego rzemiosła, ale także nowoczesnego piwnego wzornictwa. Dość powiedzieć, że gdyby nie etykiety z początku działalności pinty, to znaczy te na których królowała czarnowłosa, piękna, wyzwolona kobieta, to pewnie moja przygoda z piwami rzemieślniczymi zaczęłaby się dużo później. Co najmniej rok później, wraz z pojawieniem się na rynku piw AleBrowaru. Etykiety piwne Pinty, zarówno te początkowe, te pośrednie, a w szczególności te ostatnie, to dla mnie naprawdę klasa światowa. Niby nie nazbyt 'odjechane', że tak to kolokwialnie ujmę, to na pewno są bardzo eleganckie i wzorowo zaranżowane i każdy z prawdziwych miłośników polskiego dobrego piwa, podchodzi do nich z należytym szacunkiem. Pominięcie etykiet Pinty, to dla mnie albo wyraz niewiedzy autora i po prostu faux pas z jego strony.

To samo tyczy się etykiet AleBrowaru, które mimo iż wywołują wiele skrajnych emocji u piwoszy i nie tylko, to jednak nie można odmówić im innowacyjności, kreatywności, pewnego rodzaju żartobliwości i dwuznaczności oraz delikatnej pozytywnej piwnej szydery i tego co powoduje, że po wejściu do sklepu od razu rzucają się nam w oczy. Dziwi to szczególnie w momencie, gdy w tym samym artykule ukazane są etykiety browaru z Gościszewa, których to zmianę zapoczątkowała osoba związana z ... AleBrowarem własnie i które są tworzone przez tę samą agencję.


Do tego na rynku pojawiają się malowane, kooperacyjne butelki AleBrowaru, które są arcydziełem moim zdaniem (wiem, wiem, Koźlak od Ambera był znacznie wcześniej - tamta butelka tez mi się bardzo podoba). Pominięcie tychże butelek uważam za wielkie nieporozumienie.

Poza tym, autor rozpoczynając temat etykiet piw rzemieślniczych, powinien nieco bardziej zagłębić się także nad tematem kontr i tego, co na nich się znajduje i co odróżnia je od tych od największych piwnych producentów. 

A jakie jest wasze zdanie w tej kwestii?

PS. Jest jednak jedna rzecz, która mi się podobała strasznie. Jest nią mała dygresja, napisana przy wzornictwie jednego z browarów, że nie znajdziemy na tychże etykietach zbędnych, mocno uwypuklonych złotych koron i medali.

czwartek, 10 września 2015

Rozmowy okołopiwne - Dlaczego Polacy, w większości, piją słabe piwo?

Pomysł na napisanie tego wpisu kiełkował mi od bardzo dawna, ale po ostatnich wydarzeniach i obserwacjach polskiego piwnego (pół)światka, postanowiłem 'wylać' na wirtualny papier swoje poglądy na jedno z nurtujących mnie pytań, czyli 'dlaczego Polacy w większości piją słabe piwo?', a w domyśle, dlaczego tak wielu ma z tym problem?

Wiele osób, które troszkę liznęło świat piwa rzemieślniczego, piwa nowofalowego, dość często z przymrużeniem oka, by nie powiedzieć, że z pogardą, patrzą na tych, którzy to, dzień w dzień kupują piwa koncernowe, lub te od tych browarów regionalnych, których w piwnym (pół)światku się nie szanuje. Można spokojnie powiedzieć, że 'zapomniał wół, jak cielęciem był'. To stare powiedzenie jest, jak widać, ponadczasowe i nie odnosi się tylko do sceny piwowarstwa rzemieślniczego. Dlaczego Polacy, mimo ostatniego zalewu nowych browarów rzemieślniczych i inicjatyw kontraktowych oraz mnogości piwnych premier, cały czas piją pija te od największych polskich graczy?

No, pierwsza odpowiedź już padła powyżej - najwięksi gracze stanowią największą część piwnego tortu. Można spokojnie rzec, że dla browarów regionalnych, restauracyjnych i rzemieślniczych, zostały tylko tortowe okruchy. Skoro więc tak jest, to też większość Polaków pije te piwa, które produkowane sa przez największe koncerny piwne. Większość ludzi, a co za tym idzie, większość piwnych konsumentów, nie ma możliwości dostrzec wśród zalewu piw z największych browarów, tych, które są od tych mikrusów. 

Druga sprawa, większość Polaków tak jak i innych 'nowoczesnych' ... ekhm ... narodowości, większość swojej wiedzy, nie tylko piwnej, bierze z ... telewizji, a jak wiadomo, to szatańskie medium potrafi wpływać na ludzi jak żadne inne. A w tejże telewizji królują reklamy ... piw tych największych. Ci najwięksi wchodząc do domów poprzez monitor plazmy lub eLCeDeka, wkłada wręcz w ręce konsumentów to, co powinni pic i taki skuszony pięknymi, choć oderwanymi od rzeczywistości, reklamami, idzie do sklepu i kupuje piwo, które na przykład pewien baca, w reklamie, przynosi spragnionym turystom.

Trzecia sprawa, czyli 'CCC', czyli 'Cena Czyni Cuda'. Wiadomym jest, że my Polacy do najzamożniejszych narodów nie należymy i kupujemy to, na co nas w większości stać, a w większości przypadków stać nas na to, co jest najtańsze. Stać nas na najtańsze jedzenie, najtańsze ubrania, najtańsze samochody, najtańsze meble, więc i też na najtańsze piwo. A kto produkuje najtańsze piwo? Odpowiedź nasuwa się sama. Jak ktoś nadal nie wie, to w zakładce blogowej ''Współpraca i kontakt' znajdziecie formy kontaktu ze mną, więc zapraszam do ... kontaktu.

Kolejna ważna rzecz. Co większość Polaków tak naprawdę spożywa? Ano moi drodzy, oni spożywają ... piwo? Tak, tak ... piwo, a nie 'ajpę', 'stout', 'kwasa', czy 'risa'. Dla większości polskiej społeczności to jest abstrakcja i to a w najbardziej ... abstrakcyjnej postaci. Idąc do sklepu kupując piwo, po pierwsze widzą znane marki, znane nazwy i jeszcze coś. Co to takiego? Ano to, że piwo jest 'świeże', 'chmielowe', 'złociste', 'dojrzałe', 'pyszne', 'smaczne', 'ma bogatą pełnię smaku', i tak dalej? Do tego, odwoływania do tradycji kilkusetletniej, tradycyjnych receptur, tradycyjnych składników, i tak dalej.


Kto pisze tego typu bzdury? Wiemy, nieprawdaż? Oczywiście ci najwięksi, ale nie tylko. Niektórzy z tych mniejszych graczy także.

Kolejna sprawa - jak mawiał klasyk: 'Oglądam tylko te filmy, które znam'. Podobnie jest z piwoszami. Też pija tylko te piwa, które znają, a znają te ... wróćcie do akapitu z reklamami w mediach.

Jedziemy dalej. Co dla zwykłego piwosza znaczą nazwy 'AIPA', 'American Pale Ale', 'Russian Imperial Stout', Extra Special Bitter'? Obawiam się, że nic, czyli 'ziroł'. Co więcej, są dla nich tak abstrakcyjne, że nie kojarzą ich w ogóle z piwem, więc czemu mają wybierać tego typu produktu, skoro w lodówce obok stoją produkty, którą są 'piwem'. Do tego nazwy piw rzemieślniczych i nie tylko, bo na przykład Toporek, Maorys, czy Po Godzinach są tak dziwaczne, że to co w butelkach, wydaje się jeszcze bardziej dziwaczne, czyli nie do wypicia. Jak mawiał klasyk Winnicki w 'Alternatywach 4', do ludzi trzeba tak mówić, by oni to zrozumieli. Parafrazując dalej jego słowa, ludzie czytając piwne etykiety ich nie rozumieją, tak proszę państwa, nie rozumieją!



Idąc dalej, gdy się pospolity i nie tylko piwosz, dowiaduje się, że w danym piwie czuć cytrusy, suszone śliwki, wędzoną kiełbasę, czy spalone kable i bandaże, to nie ma siusiaka we wsi, by on się na to skusił.

Widzimy więc doskonale, że ile byśmy się starali, to i tak piwa rzemieślnicze i ich konsumenci, to będzie piwny margines (nie, nie - nie w sensie pejoratywnym). Ze względu na swoją pewnego rodzaju luksusowość, produkty rzemieślnicze, nie tylko piwa, będą zawsze czymś, co będzie dostępne dla nielicznych. Podobnie jest z samochodami, zegarkami, ubraniami i wieloma innymi rzeczami. Tak, jak nie ma możliwości, by wszyscy jeździli autami typu Ferrari, czy Lamborghini, tak samo utopią jest, by wszyscy nagle pili piwa rzemieślnicze. Niestety, większość z nas jeździ autami marki VW, Skoda, Fiat, Opel i temu podobnych, więc z pewnością większość z nas będzie też piła piwa od tych największych graczy.

Czy należy z tych ludzi szydzić? Na pewno nie! Czy należy ich na siłę uświadamiać? Można, ale po co? Czy idąc z nimi na piwo należy cały czas mówić o wyższości RIS'ów nad jasnymi pełnymi, czy mocnymi? Absolutnie nie! Cieszy się tym, że mamy scenę rzemieślniczą w naszym kraju, ale nie starajmy się uszczęśliwiać ludzi na siłę. Po pierwsze, jest to pozbawione jakiejkolwiek kultury i etyki, a po drugie, jest to działanie bezsensowne. 

Dziękuję i na zdrowie!

poniedziałek, 7 września 2015

Z wizytą w pubie Ciechan na Foksal

W pierwszą niedzielę września odwiedziłem Warszawę. Nasza stolica skusiła mnie Warszawskim Festiwalem Piwa Regionalnego (pod auspicjami Browarów Regionalnych Jakubiak), podczas którego wygłaszałem wykład o piwnym savoir-vivre oraz prowadziłem konkurs piwny. Była to także okazja do przyjrzenia się firmowemu piwnemu lokalowi grupy BRJ. 

Ciechan na Foksal, bo o nim mowa, położony jest w centralnej i reprezentacyjnej części Warszawy, przy ulicy Foksal 18. Ulica jest swego rodzaju małym zagłębiem piwnym, gdzie polski piwny smakosz, może degustować piwa od tych koncernowych, poprzez te z browarów regionalnych, aż po rzemieślnicze wyroby. Foksal, łączący się ze znanym i lubianym Nowym Światem, to nie tylko knajpy z piwem, ale przede wszystkim przepiękne kamienice, w które można wpatrywać się godzinami i podziwiać kunszt ówczesnych architektów i konstruktorów. Niestety, najwspanialsze perły tego zakątka stolicy, czekają jeszcze na lepsze czasy, na kogoś, kto przywróci ich dawny czar. 

Z zewnątrz Ciechan na Foksal wita nas dużym ogródkiem, zlokalizowanym po obu stronach ścian lokalu. Przy jednej z nich umiejscowiony został grill. Poza tym znakami rozpoznawczymi lokalu jest także ładny firmowy szyld oraz wiszące nad głowami, wielkie 'etykiety' najpopularniejszych piw z grupy BRJ, czyli Ciechana Wybornego i Ciechana Miodowego.




Po wejściu do środka, oczom naszym ukazuje się bardzo przytulne miejsce. 


Lokal zajmuje trzy kondygnacje. Na parterze umiejscowiona jest główna część knajpy. Mamy tu bar z piętnastoma kranami, z których lane są piwa z szerokiej gamy oferty browarów skupionych w grupie BRJ. Informacja, o tym, co w danym dniu jest lane, umiejscowiona jest na tablicy, która znajduje się na ścianie przy barze.



Wnętrze, jak zagadnąłem powyżej przytulne. Kolorystyka w moim typie, czyli biel połączona z brązami i beżami. Co jeszcze przykuwa uwagę, to część ściany przyozdobiona etykietami z browarów w Ciechanowie, Bojanowie, Lwówku Śląskim i Tenczynku. Naprawdę przyjemnie to wygląda(że też dziewczyny się wam chciało to tak 'dziergać'?). 


Ponadto na ścianach dużo obrazów, zdjęć, prac związanych z browarami, piwami i historią Browarów Regionalnych Jakubiak.


Na stołach porozkładane są papierowe podkładki z różnymi piwnymi ciekawostkami. Dodatkowo na stołach na zewnątrz umiejscowione są specjalne 'przywoływacze', których naciśnięcie powoduje, że obsługa lokalu informowana jest o konieczności podejścia do gości. Nigdy wcześniej z czymś takim się nie spotkałem



Na pierwszy piętrze mamy dwie sale,a pomiędzy parterem,a pierwszym pietrem znalazło się miejsce na dość intymnie położony stolik dla kilku osób.




Na poziomie -1 mamy dość dużą sale z równie dużym barem, który oferuje nam cztery krany. Moim skromnym zdaniem o cztery za mało, przy takiej szerokiej gamie piw, ale to moja subiektywna ocena. To jest chyba najbardziej pojemne pomieszczenie lokalu, zaopatrzone także w sprzęt audio i wideo.





Ciechan na Foksal ma swoje własne szkło - 4 rodzaje, wśród nich między innymi teku. Ja będąc w knajpie skorzystałem sobie ze szkła do ale'i i poprosiłem o nalanie Jankesa z kranu. W związku na obowiązki służbowe, mogłem się tylko rozkoszować tym jednym piwem. No cóż, następnym razem wpadnę na więcej.



W knajpie menu piwne i te gastronomiczne w językach polskim i angielskim.

Ogólnie miejsce bardzo przyjemne do spędzenia wolnego czasu i napicia się piwa, położone w ciekawym i bardzo ładnym miejscu, z dobrą kuchnią. Jakkolwiek ja sam pokusiłbym się o jeszcze kilka drobnych dobrodziejstw i drobnych retuszów, o których może będzie wkrótce okazja porozmawiać z ekipą lokalu.