sobota, 30 listopada 2013

Ciechan - Grand Prix

Przedstawiam piwo Ciechan Grand Prix.



Zawartość ekstraktu: 15,5%.

Zawartość alkoholu: 5,4% obj.

Kolor: bursztynowy, mętny

Zapach: wyraźnie chmielowy, głownie nuty owoców tropikalnych takich, jak papaja, marakuja, ananas grejpfrut oraz delikatne nuty żywiczne.

Smak: słodowo-chmielowy, wyraźnie owocowy, wyczuwalne nuty papai, marakui, ananasa i grepfruta, w tle i na finiszu wyraźna, niezalegająca goryczka.

Piana: kremowa, średnio wysoka, średnio gęsta, drobno pęcherzykowa, opada w średnim tempie zostawiając przyjemne osady.

Pasteryzacja: tak.

Termin przydatności do spożycia: 2 miesiące.

Opakowanie: butelka 0,5l, zwrotna.

Producent: Browar Ciechan
 

Podsumowanie:

Niedawno na naszym rynku piwnym ukazało się nowe piwo z browaru w Ciechanowie o nazwie Grand Prix. Piwo uwarzone według receptury piwowara domowego Czesława Dziełaka, który piwem opartym na tej recepturze wygrał I Warszawski Konkurs Piw Domowych, dzięki czemu miał okazję swoje piwo uwarzyć w Browarze Ciechan. Piwo to AIPA (American India Pale Ale), której byłem straszliwie ciekawy, głównie ze względu, że po raz pierwszy w Ciechanowie warzono tego typu piwo. Smaczku dodaje też fakt, że Czesław wygrał także Birofilię w tym roku i także piwem typu AIPA, ale imperialną, która to premierę będzie miała w przyszłym tygodniu w Mikołajki. Piwo ma ładną bursztynową barwę i jest wyraźnie mętne. Piana piwa bardzo ładna i zostawia bardzo przyjemne osady na ścianach szklanki. Zapach piwa dostarcza niesamowitych wrażeń. Jest wyraźnie chmielowy. Dominują tu aromaty owoców tropikalnych. Naprawę przyjemny. W smaku słodowo-chmielowe. Tu także mamy masę powyższych owoców, ale także przyjemnie kontrującą w tle i na finiszu goryczkę. Goryczka ta jest na optymalnym poziomie i nie zalega długo w przełyku. Naprawdę przyjemny balans. Wysycone jest na bardzo umiarkowanym poziomie. Butelkę Grand Prix ozdabiają dość skromne graficznie etykiety, które nie do końca trafiają. To, co mi się podoba, to kontra. Po raz pierwszy (chyba) w historii Ciechana mamy tak pełny skład. Wymienione zostały użyte słody oraz chmiele. Na etykiecie głównej i kontrze mamy także sygnaturę Czesława Dziełaka. Brawo! Konkludując, super piwo, naprawdę fantastycznie pijalne i mocno sesyjne. Wielkie gratulacje dla Czesława Dziełaka oraz dla Marka Jakubiaka! Powiedzenie Marka Jakubiaka: 'My tylko po prostu warzymy dobre piwo.', dzięki temu piwu może przejść powoli do lamusa, gdyż piwo nie jest dobre, jest bardzo dobre! Oby tak dalej!

Moja ocena: 
Kolor: - 10
Piana: - 9
Zapach: - 9
Smak: - 8
Etykieta: - 7

Ocena całościowa: 8,77/10 

PS. Aneta i Marta - Dziękuję Wam Bardzo! :-)

piątek, 29 listopada 2013

Kącik Piwnego Melomana - VENOM - Black Metal

W dzisiejszym odcinku Kącika Piwnego Melomana kapela, która już dawno temu powinna się tu pojawić. To kapela kultowa, na której wzorowało się wiele późniejszych kapel, między innymi z Norwegii, Szwecji, Stanów Zjednoczonych i innych. Chodzi o grupę Venom. Tak, tak, stary, przez wielu niedoceniany Venom. Album, o którym kilka słów to 'Black Metal'. Śmiem twierdzić, że bez tego albumu i innych w dyskografii Venom ('Welcome to Hell', 'At War With Satan'), nie byłoby wielu kapel black metal'owych z Norwegii, czy Szwecji, za którymi wielu słuchaczy metalu szaleje.


'Black Metal' został nagrany w 1982 roku i wydany także tego roku przez Neat Records. U mnie w zbiorach jest wydanie hiszpańskie Victoria Records o numerze PDI 80.1033 z 1992 roku. Jak widzimy, album na rynku jest już od ponad trzydziestu lat.


Skład Venom na 'Black Metal' to: Conrad Lant vel Cronos (bas i wokal), Jeff Dunn vel Mantas (gitara) oraz Anthony Bray vel Abaddon (perkusja).

'Black Metal' to album genialny. Każdy kawałek jest kultowy. Wiele z nich (najczęściej 'Black Metal' oraz 'Countess Bathory') zresztą mnóstwo razy było cover'owanych przez inne super kapele, między innymi przez nasz rodzimy Vader, czy też Unleashed, Mayhem, Obituary i inne. Już po tym można zobaczyć, jak Venom i 'Black Metal' są cenione w świecie metalowców. Brzmienie na krążku bardzo srogie i surowe. Nie ma tu wirtuozerii, można wręcz rzec, że największą wirtuozerką popisuje się tu Mantas. Jednak to właśnie powoduje, że numery na albumie mają swój niepowtarzalny, genialny klimat. Można powiedzieć, że Venom ma swój niepowtarzalny styl, a piekielna żywiołowość i wokal Cronosa powodują, że w momencie słuchania płyty czujemy się jakbyśmy przez kilkadziesiąt minut zwiedzali piekło.  Utwoey takie jak wspomniane już powyżej 'Black Metal' i 'Countess Bathory' oraz 'To Hell and Back', 'Leave Me in Hell' i 'Don't Burn the Witch' to już klasyki black metal'owe. Venom można kochać lub nienawidzić, ale szanować trzeba i koniec. Jak to kiedyś napisał mój kumpel Grzesiek: 'Gdy Venom już grał swoje piekielne numery, to obecni członkowie black metal'owych kapel jedli na śniadanie owsiankę podaną przez mamusię i zmawiali paciorek przed pójściem spać'. Zgadzam się z tym w zupełności. Kurcze, co ja wam będę tu pisał. 

Cały czas mam ciarki słuchając tej płyty. Cronos i jego szyderczy wokal, cały czas kojarzy mi się z diabłem. Nie można przejśc obok tego obojętnie.

Nie będę tu więcej was zanudzał swoją pisaniną. Wchodźcie po prostu na mojego 'piekielnego chomika' i słuchajcie miazgi w wykonaniu Cronosa, Mantasa i Abaddona. Folder z czadami Venom jest chroniony hasłem. Mój drogi znajomy, jeśli chciałbyś tam wejść, proszę o kontakt ze mną w celu uzyskania hasła:

A za tydzień? Za tydzień znowu genialna polska kapela z lat 80-ych. Zapraszam!

czwartek, 28 listopada 2013

Gościszewo - Czarne Krzyżackie

Przedstawiam piwo Gościszewo Czarne Krzyżackie
 


Zawartość ekstraktu: 16,0% wag.

Zawartość alkoholu: 6,5% obj.

Kolor: ciemnobrunatny, nieprzejrzysty.

Zapach: palony, karmelowo-kawowy, w tle delikatne nuty śliwkowe.

Smak: wyraźnie słodki, palony, karmelowo-kawowy, w tle i na finiszu delikatna goryczka oraz delikatny alkohol.

Piana: kremowo-beżowa, wysoka, dość gęsta, drobno pęcherzykowa, dość szybko opada do półcentymetrowego kożuszka.

Pasteryzacja: tak.

Termin przydatności do spożycia: 3 miesiące.

Opakowanie: butelka 0,5l, bezzwrotna.

Producent: Browar Gościszewo
 

Podsumowanie:

Kiedy zauważyłem w 'sieci', że na polskim rynku piwnym pojawiło się nowe piwo z browaru w Gościszewie, postanowiłem czym prędzej je zakupić i spróbować. Mowa o piwie ciemnym pasteryzowanym o nazwie Czarne Krzyżackie. Moja chęć była tym większa, że nawiązuje do Zakonu Krzyżackiego i zamku w Malborku, który uwielbiam i którego historię od dawna zgłębiam. Z początku myślałem, że to dawne Gościszewo Ciemne, tyle że w innych, specjalnych szatach. Jak się jednak okazało, to zupełnie nowe piwo. Piwo ma ciemną brunatną barwę i jest nieprzeniknione. Piana piwa bardzo ładna i na początku cieszy mocno oczy, jakkolwiek szybko zaczyna się redukować do półcentymetrowego kożuszka. W aromacie dominują zapachu palone, karmelowe i kawowe. Przyjemnie są uzupełnione przez nuty suszonych śliwek. W smaku, od początku atakuje dość silna i wyraźna słodycz, po której docierają nuty palone i kawowe. Goryczka wyczuwalna, ale na minimalnym poziomie. Poza tym, na finiszu wyczuwalne nuty alkoholowe, może niezbyt silne, ale jednak dość wyraźne. Piwo wysycone jest dość wysoko. Butelkę oblepiają czarno-białe etykiety w stylu wyraźnie krzyżackim. Dla mnie troszkę za bardzo stonowane, jakkolwiek wygląda to całkiem ładnie. Ogólnie rzecz biorąc piwo nie jest złe, a gdyby ograniczyć słodycz i nuty alkoholowe, to byłoby dużo lepiej. 
 
Moja ocena: 
Kolor: - 8
Piana: - 7
Zapach: - 8
Smak: - 6
Etykieta: - 6

Ocena końcowa: 7,13/10
 
Cena: 6,50 PLN [PEŁNA BUTELKA - Gdańsk-Chełm]

środa, 27 listopada 2013

Piwna Polemika Tomka Browarnika - Test na rozpoznawanie piwnych stylów

Po dość długim czasie niebytu, do gdańskiej Degustatorni wróciły spotkania polemikowe. Tym razem wpadłem na pomysł, by nie prowadzić wykładu na temat danego browaru, stylu piwa, i tym podobnych, ale postanowiłem sprawdzić wiedzę słuchaczy i zrobiłem im test na rozpoznawanie piwnych stylów.

Zasady były proste. Każdy z uczestników dostał formularz, na którym wpisywał swoje imię i nazwisko oraz odgadywane po kolei piwa. Za każdy odgadnięty styl przyznawałem 1 punkt i za podanie prawidłowo browaru, który je produkuje także 1 punkt. W przypadku browarów, akceptowane były sytuacje takie, że na przykład zamiast Browar Lech ktoś wpisałby Kompania Piwowarska. Do testu przygotowałem 7 piw, więc łatwo obliczyć, że maksymalnie można było zdobyć 14 punktów. Piwa, które przygotowałem do testu to: Amber Koźlak, Cornelius Miodowy, Pils z Browaru Piwna, witbier z Kormorana, AIPA od Pinty, porter żywiecki, oraz pszeniczne Viva Hel. Po wypiciu wszystkich próbek i wypełnieniu formularzy, każdy z uczestników przekazywał swoją kartę sąsiadowi, który sprawdzał wyniki degustacji i wpisywał końcowy wynik. W teście wzięło 9 osób, które bardzo ochoczo przystąpiły do rywalizacji. Na najlepszych czekały nagrody.

Po rozdaniu formularzy, przystąpiłem do nalewania próbek, a słuchacze wzięli się do roboty. 







Po dość burzliwej, emocjonującej walce w duchu fair play przyszedł czas na ogłoszenie wyników. Jak się okazało, trzy osoby osiągnęły najlepszy wynik (po 9 punktów) i trzeba było przygotować dogrywkę. Po tej było już jasne, kto wygrał pierwszy polemikowy test. Pierwsze miejsce zajął Bartosz Nowak.


Druga była Karolina Dordzik, a na najniższym stopniu podium uplasował się Artur Puszkarczuk. Nagrody dla zwycięzców zostały wręczone, ale że bardzo mocno doceniłem chęci i wyniki pozostałych piwoszy, postanowiłem obdarować także tych, którzy na pudle się nie zmieścili. Było duże zaskoczenie i radość zarazem. Po teście natomiast przyszedł moment na piwną biesiadę, podczas której oczywiście, sporo rozmów o wszystkim i o niczym i cała masa dobrego humoru.

wtorek, 26 listopada 2013

Piwna blogerska trójca w Starym Browarze w Kościerzynie

Końcówka listopada (25.10.2013 r.) to dzień kiedy po raz pierwszy ponownie, od ostatniej zimy, spadł śnieg, a także czas kiedy po raz pierwszy odwiedziłem nowy browar na polskiej piwnej mapie, czyli Stary Browar w Kościerzynie. Na zwiedzanie browaru i na smakowanie piwa wybrałem się wraz z moimi piwnymi serdecznymi kumplami Marcinem Bieńkowskim (Piwny Turysta) oraz Bartoszem Nowakiem (Małe Piwko Blog). Z początku nie bardzo chciałem jechać, ale po ostrych namowach Marcina i delikatnym opierniczeniu przez Bartka w końcu spakowałem się i wyruszyłem na podbój kaszubskiego browaru. Już teraz mogę powiedzieć, że było warto.


Wchodząc do browaru, a właściwie restauracji w której znajduje się browar, nie odczuwa się za bardzo piwnego klimatu, jakkolwiek popijając piwo szybko się to zmienia. W Starym Browarze zamontowana jest instalacja Kaspar Schulz o wybiciu 10 hl. Bardzo ładnie się prezentuje, ozdobiona jest logo Starego Browaru. 





Piwowarem w browarze jest Tomasz Patzer, który z uśmiechem na twarzy i z wielką przyjemnością oprowadził nas po browarze i opowiedział troszkę o warzeniu piw w Kościerzynie. 

Piwa w browarze lane są na parterze w części restauracyjnej oraz w pubie browarnym, który mieści się w podziemiu. Ten drugi otwierany się po godzinie 17.00. W obu miejscach znajdują się bardzo ładne krany. Wyszynk jest prowadzony pompami prosto z tanków leżakowych. 



Obecnie na kranach Starego Browaru można napić się ichniego pisla, które jest całkiem przyjemnym piwem. W tankach leżakuje jeszcze pszenica i ciemna 'dziesiątka'. Musze przyznać szczerze, że te dwa ostatnie piwa są naprawdę wybitne, szczególnie 'dziesiątka', po której się spodziewałem, że będzie zwyczajnym, hmm, cienkuszem, a które to naprawdę uwarzone jest na światowym poziomie. Piwa wlewane są do firmowych szkieł o pojemności 0,3l oraz dedykowanych 0,5l.

Pils

Pszeniczne

Ciemna 'dziesiątka' 

Naprawdę, byłem mocno zaskoczony jakością piw, głównie ze względu na fakt, że zazwyczaj pierwsze wypusty w browarach restauracyjnych do wybitnych nie należą. Tu Stary Browar bardzo mocno z tego trendu się wyłamał. 


Obok browaru powstaje także sklepik firmowy, w którym birofile i nie tylko, będą mogli zaopatrzyć się w pamiątki browarowe. Otwarcie już ... wkrótce, jak nam powiedziano. A'propos birofilów, to obecnie w browar ma dla nich właśnie komplet pięciu podstawek, z których obecnie były tylko trzy wzory, które zasiliły zbiory mojego kumpla Tomka (Marcin załapał się jeszcze na czwarty). 

  

Szczerze, to nie bardzo chciałem jechać, głównie z powodu napiętych terminów, ale teraz nie żałuję ani trochę, że wybrałem się z chłopakami. Naprawdę warto, bardzo warto odwiedzić obecnie Kościerzynę. Za wycieczkę dziękuję głównie Marcinowi, który był prowodyrem naszego wyjazdu, a także naszym kierowcą. Nic nie wypił, ale za to wziął pokaźne zapasy do domu. Dzięki wielkie także dla piwowara. Tomek, naprawdę super przyjęcie. Dziękuję!.



Kończąc wpis, polecam wszystkim wybrać się do Kościerzyny. Naprawdę, bardzo ciekawy piwny kierunek w obecnym czasie.

niedziela, 24 listopada 2013

Olimp - Prometeusz Wet Hopping

Przedstawiam piwo Olimp Prometeusz Wet Hopping 



Zawartość ekstraktu: 14,1%.

Zawartość alkoholu: 5,5% obj.

Kolor: ciemnozłoty, bursztynowy wręcz, mętny.

Zapach: intensywny, słodowo-chmielowy, wyraźne nuty trawiaste, ziołowe, papai i mango.

Smak: słodowo-chmielowo-owocowy, wyraźnie ziołowym, trawiasty i owocowy, w tle i na finiszu wyraźna, dość mocna, lekko ściągająca goryczka.

Piana: biała, wysoka, średnio gęsta, średnio pęcherzykowa, średni czas opadania, zostawia przyjemne osady na ściankach.

Pasteryzacja: tak.

Termin przydatności do spożycia: 6 miesięcy

Opakowanie: butelka 0,33l, zwrotna.

Producent: Browar Zodiak dla Browaru Olimp


Podsumowanie: 

W moje ręce ostatnio wpadły bączki z limitowaną edycją Prometeusza o nazwie Wet Hopping. Do chmielenia piwa użyto czterech polskich chmieli, w tym świeżej szyszki Sybilli. Piwo ma ładną barwę i bardzo przyjemną, długo zalegającą w szklance pianę. Zapach bardzo intensywny i przyjemny. W smaku podobnie, tylko tu jeszcze atakuje nas od samego początku dość mocna goryczka. Jest całkiem przyjemna, ale na finiszu lekko ściągająca. Wysycenie umiarkowane. 'Limited edition' wlane jest do bączka, które ozdobione są komiksowymi etykietami. Mi się nawet ta etykieta podoba, jakkolwiek chyba ciut za prosta w wyrazie jest. Tak czy siak, jest dobrze, do tego bogata w informacje kontra. Ogólnie rzecz biorąc, Prometeusz Wet Hopping to bardzo przyjemne PIPA. Mi piło się bardzo przyjemnie.

Moja ocena: 
Kolor: - 8
Piana: - 8
Zapach: - 8
Smak: - 8
Etykieta: - 7

Ocena końcowa: 7,97

Cena: 5,40 PLN [PEŁNA BUTELKA - Gdańsk-Chełm] 

piątek, 22 listopada 2013

Kącik Piwnego Melomana - REZERWAT - Serce

Nastał kolejny piątek. Listopadowy dzień nie nastraja zbytnio do szaleństw, a bardziej do refleksji. W takich chwilach najlepiej zapuścić coś, co przyjemnie ukołysze nasze zmysły i wprowadzi uszy i ... serce w wibracje. Mam dla was zatem dziś fantastyczny album 'Serce' genialnej łódzkiej grupy Rezerwat. Jest to jedna z tych płyt, które od pierwszego odsłuchu mocno zachodzą w pamięć i nawet po kilkudziesięciu latach nie tracą na świeżości i fantastyczności. 


Album 'Serce' to drugi album grupy, który został nagrany w 1986 roku, a wydany został nakładem Wifon w 1987 roku. Ja w swoich zbiorach mam CD z 2005 roku, wypuszczone na rynek przez Magic Records. Na tym krążku dodane zostały trzy dodatkowe kawałki w formie bonusu. W swojej kolekcji miałem także winyl Wifonu, ale niestety kiedyś niefortunnie mi pękła w dość zabawnych okolicznościach. 


Skład Rezerwatu na albumie 'Serce' to: Andrzej Adamiak (bas i wokal), Wiktor Daraszkiewicz (gitara; znany także z występów w Proletaryat), Gerard Klawe (Instrumenty klawiszowe i perkusja), Zbigniew Nikodemski (instrumenty klawiszowe) oraz Witold Grabowski (wibrafon). Gościnnie wystąpili także: Piotr Mikołajczyk (perkusja), Wiesław Żak (gitara) oraz Andrzej Żukiewicz (perkusja).

Album od samego początku atakuje genialnymi dźwiękami ('Nie pragnę kwiatów'), które informują nas o fenomenalnym warsztacie muzyków. Muzyka płynąca z CD przyjemnie łechta uszy, zamykamy oczy i przenosimy się w czasie do wspaniałych lat 80-ych. Drugi numer, czyli 'Czarownica' jeszcze bardziej karze skupić się nam nad ta płytą. Cudowna aranżacja, cudowny śpiew Andrzeja, zmiany tempa. No istny majstersztyk. W trzecim numerze 'Och Lala' pierwsze skrzypce gra wibrafon. Słuchając w filharmonii tego instrumentu nigdy mnie jakoś nie przekonywał do siebie. Tu jednak miażdży. Czwarta kompozycja 'Pod makijażem uwielbienia' to jedna z moich ulubionych piosenek Rezerwatu. Zaraz po niej wchodzi największy hit kapeli w postaci 'Zaopiekuj się mną'. Nie wiem, czy trzeba cokolwiek o nim pisać. Utwór-historia, magiczny po prostu. Szósty kawałek 'Rzuć broń', szczerze mówiąc, zaczyna działać na mnie dopiero w połowie swojej długości, kiedy to wchodzi wibrafon, genialna solówka i cudowna wokalno-klawiszowa końcówka. Siódemka - 'Parasolki' - to także jeden z bardziej znanych utworów, ale ja w tym momencie zawsze już czekam na wejście utworu numer osiem, czyli 'Serce dla ...'. Jest to genialna rock'owa ballada. Bardzo uczuciowa, w sam raz na cudowny wieczór z ukochana. Kolejny raz już to napiszę - 'miszczostwo świata'! Dla mnie najlepszy numer na płycie. Dwa ostatnie kawałki z albumu: 'Nieprzytomnie słodka noc' oraz 'Na półce (pamięci Anny Rusak)' to utwory które kojarzą mi się bardzo z Sopotem, latem, plażą i wakacjami, a to za sprawą filmu 'Co lubią tygrysy', w którym te utwory stanowią ścieżkę dźwiękową. Główne role w tym filmie grali Wojciech Pokora oraz Krzysztof Kowalewski. Polecam gorąco, szczególnie mistrzowską scenę z 'badylarą' (Bożena Dykiel). Co do samych utworów? Są genialne, jak poprzednie. Jak wspominałem wyżej, mamy tu także trzy bonusy, z których na szczególna uwagę zasługuje 'Boję się'.

Płyta jest super nagrana. Wszystkie instrumenty i wokal są bardzo dobrze skomponowane. Wszystko tu jest na swoim miejscu. Albumu słucha się z wielką przyjemnością zarówno cicho, jak i bardzo głośno.

Jeśli macie, moi drodzy, ochotę na chwilę lekkiej zadumy, spokoju i jesiennego relaksu, to wejdźcie na 'chomika' i sami posłuchajcie. Szczerze polecam. Album chroniony jest hasłem, które można uzyskac po skontaktowaniu się ze mną:

Na przyszłotygodniowe spotkanie nie mam jeszcze sprecyzowanego pomysłu, jakkolwiek też będzie ciekawie. To mogę wam zapewnić. Zapraszam!

czwartek, 21 listopada 2013

PINTA - ŻytoRillo

Przedstawiam piwo PINTA ŻytoRillo.



Zawartość ekstraktu: 14,0%.

Zawartość alkoholu: 5,3% obj.

Kolor: ciemnobrunatny, mętny.

Zapach: intensywny, lekko palony i popiołowy, wyraźne nuty chmielowe, głównie iglastość i żywiczność.

Smak: treściwy, oleisty, lekko palony i wyraźnie popiołowy, w tle i na finiszu wyraźna, długo zalegająca goryczka.

Piana: beżowa, wysoka, średnio gęsta, średnio pęcherzykowa, opada w wolnym tempie.

Pasteryzacja: tak.

Termin przydatności do spożycia: 6 miesięcy.

Opakowanie: butelka 0,5l, bezzwrotna.

Producent: Browar Na Jurze dla PINTA


Podsumowanie:

Po hucznej premierze ostatnich nowości Pinty, które miały miejsce w ostatni koniec tygodnia, w końcu i ja dorwałem te już dość szumne nowalijki. A mowa tu o dwóch żytnich piwach. Ja na pierwszy ogień wziąłem black rye IPA o ciekawej nazwie ŻytoRillo. Troszkę zatrzymam się na nazwie tego piwa. Powstała ona z połączenia łowa żyto i dwóch ostatnich sylab nazwy użytego w piwie amerykańskiego chmielu Amarillo. Gro osób mówiących o tym piwie, kosztujących to piwo, itp. mówi żytorillo. Wybaczcie mi proszę, ale ja będę mówił 'żytorijo', gdyż amarillo to hiszpańskie słowo (znaczy żółty), które czyta się 'amarijo', tak jak 'Majorka', a nie Mallorka, czy choćby 'Iker Kasijas', a nie Iker Casillas. Wiem, że Amerykanie wszystko amerykanizują (mieszkałem tam ponad rok i to nie na Jackowie, czy Green Point) i na przykład zamiast Kowalski mówią 'Kołalski' i twierdzą, że mówią dobrze. Możecie się ze mną nie zgadzać, ale ja właśnie tak będę nazywał to piwo ... ŻYTORIJO! No dobra, ale wróćmy do piwa. Piwo ma ciemnobrunatna barwę i jak na tego typu piwo, moim zdaniem jest ciut ciut za jasne. Piana całkiem przyjemna, dość długo ciesząca oczy piwosza. W zapachu piwo jest bardzo intensywne i całkiem przyjemne, choć nie do końca zbalansowane. W smaku, główną rolę gra popiołowość i goryczka. Goryczka ta jest dość mocna, strasznie długo zalegająca i ciut męcząca niestety. Gorycz zalega nawet kilka minut po przełknięciu ostatniego łyka. Piwo jest treściwe i wyraźnie oleiste. Wysycone dość wysoko, moim zdaniem zbyt wysoko. Butelkę ŻytoRillo oblepia ładna, choć niespójna etykieta. Jest to tak naprawdę jedyna etykieta piwa od Pinty, która mi nie podchodzi, a to za sprawą zielono-chmielowego paska, który moim zdaniem dość mocno zaburza całość i drażni troszkę oczy. Poza tm wszystko na najwyższym poziomie. Ogólnie rzecz ujmując piwo jest dobre, ale jakoś mocno nie ujęło mnie. Szacunek za pomysł chłopaki, za kolejną rewolucyjna cegiełkę na polskim rynku piwnym, jakkolwiek tym razem mojej duszy aż tak mocno nie zachwyciliście.

Moja ocena: 
Kolor: - 7
Piana: - 8
Zapach: - 7
Smak: - 6
Etykieta: - 7

Ocena końcowa: 6,84/10

środa, 20 listopada 2013

Podarki z podróży: Nepal - Mt. Everest Brewery - Everest Premium Lager Beer

Kolejne 'podróżowe' piwo zawitało do mnie na blog. Tym razem za sprawą mojego serdecznego kumpla Jurka (Sok z Jednorożca), które ostatni swój urlop spędził w Indiach oraz Nepalu. Z tego drugiego kraju przywiózł mi właśnie prezent w postaci piwa ... i to dość dużego piwa. Tym piwem był Everest Premium Lager Beer z nepalskiego browaru Mt. Everest Brewery Ltd.
 
 
Ekstrakt piwa nieznany niestety, zawartość alkoholu to 5,%. Wlane do butelki o pojemności 650 ml. Butelka, jak mi tłumaczył Jurek, jak wszystkie inne w Nepalu, dość mocno porysowana, co sprawia wrażenie ogromnego brudu i starości.
 
 
Piwo - hmmm - no nie jest to mistrzostwo piwowarstwa niestety. Piwo ma złotą barwę, ale jest dziwnie mętne. Niezbyt mocno, ale jednak. Piana, to najmocniejszy punkt tego piwa. Wysoka, bujna, dość gęsta i dość długo utrzymuje się w szklance. Zapach piwa, to słodowość przepleciona dość wyraźnymi nutami ... DMS'u oraz delikatnymi alkoholowymi. Smak to także głownie słodowość oraz kwaskowe nuty. Na finiszu minimalna, tępa goryczka. Wysycenie dość wysokie. 
 

Ogólnie rzecz biorąc, bardzo fajna ciekawostka, za którą jeszcze raz serdecznie dziękuję Ci Jurek, jakkolwiek nie jest to piwo, które chciałbym powtórzyć. Bardzo przeciętny lager, że tak delikatnie to ujmę. No, ale tez zbyt wiele od piwowarstwa nepalskiego nie oczekiwałem. 
 
W następną podróż zabiorę was na półkulę południową naszego globu. Mam nadzieje, że tym razem będzie znacznie lepiej i smaczniej.

poniedziałek, 18 listopada 2013

Okocim - Świąteczne Piwo Sezonowe

Przedstawiam piwo Okocim Świąteczne Piwo Sezonowe.




Zawartość ekstraktu: 16,1%

Zawartość alkoholu: 7,0% obj.

Kolor: miedziano-rubinowy, klarowny.

Zapach: słodowo-korzenny, bardzo wyraźne nuty goździka, wyczuwalne także nuty imbiru i cynamonu.

Smak: dość słodki, słodowo-korzenny, wyraźne goździki, w tle imbit i cynamon, na finiszu delikatna, nieco tępa goryczka oraz delikatny alkohol.

Piana: kremowa, dość wysoka, niezbyt gęsta, dość szybko opada do półcentymetrowego kożuszka.

Pasteryzacja: tak.

Termin przydatności do spożycia: 4 miesiące.

Opakowanie: butelka 0,5l, bezzwrotna.

Producent: Browar Okocim
 
 
Podsumowanie:

Kilka dni temu pojawiło się kolejne sezonowe piw z Browaru Okocim. Jako, że zbliża się zima i okres przedświąteczny i świąteczny, to na obecną 'sezonówką' jest Świąteczne. Ja sam od piw świątecznych oczekuję dość dużej dozy przypraw korzennych i dość dużej 'mocy'. Piwo takie ma rozgrzewać i dostarczać doznań typowo bożonarodzeniowych. Jak było w tym przypadku? Piwo ma dość przyjemną barwę i jest klarowne. Piana piwa, niestety nie daje nam zbyt wielkiej radości. Znika bardzo szybko, czym hamuje troszkę entuzjazm przed skosztowaniem. W zapachu dość przyjemne i nawet wyraziste. Jest słodowość i przyprawy korzenne, które to niestety zbyt mocno zdominowane są przez goździk. Reszta przypraw zbyt mocno przykryta niestety. W smaku także mocno słodowe i korzenne. Tu też goździk odgrywa główną rolę. Na finiszu dociera niezbyt silna i niezbyt przyjemna goryczka oraz alkohol, który akurat jest nawet przyjemnym doznaniem. Piwo jest słodkawe, ale nie słodkie. Pije się je nawet ze smakiem. Wysycone dośś wysoko. Dla mnie zbyt mocno. Szata graficzna oblepiająca butelkę bardzo ładna, tak samo, jak w przypadku innych okocimskich 'sezonówek'. Mi się podoba. Zimowo-świąteczny klimat jest. Ogólnie rzecz ujmując, piwo nie jest złe, jak na Okocim jest nawet dobre, a na pewno najlepsze ze wszystkich trzech piw sezonowych wypuszczonych do tej pory przez browar. Pije się je spokojnie, bez wykrzywień twarzy. Dość mocno rozgrzewa. Ciekawa, choć nie wybitna pozycja na święta. W tym segmencie piw, pozostaje jednak dość mocno w tyle od kormoranowego Świątecznego

Moja ocena: 
Kolor: - 9
Piana: - 5
Zapach: - 6
Smak: - 6
Etykieta i wytłoczka: - 10

Ocena końcowa: 6,45/10
 
Cena: 3,00 PLN [FRESH MARKET - Olsztyn-Stare Miasto]

sobota, 16 listopada 2013

Olimp - Hera

Przedstawiam piwo Olimp Hera



Zawartość ekstraktu: 12,1%.

Zawartość alkoholu: 4,0% obj.

Kolor: czarny, nieprzenikniony.

Zapach: wyrazisty, palony, mocno kawowy, popiołowość także wyraźna, w tle minimalne nuty laktozowe.

Smak: palony i popiołowy, wyraźnie nuty kawy, w tle nuty laktozowe, na finiszu wyraźna kawowa goryczka.

Piana: beżowa, niska, drobna, bardzo szybko opada do półcentymetrowego kożuszka.

Pasteryzacja: tak.

Termin przydatności do spożycia: 6 miesięcy

Opakowanie: butelka 0,5l, zwrotna.

Producent: Browar Krajan dla Browaru Olimp


Podsumowanie: 

Drugie piwo chłopaków z Browaru Olimp, które zawitało u mnie na blogu, to ich coffee milk stout o dwuznacznej nazwie Hera. No to zobaczmy, jak tam żona Zeusa się sprawdziła jako uosobienie 'kawowej krówki'. Piwo ma odpowiednią barwę i jest nieprzeniknione. Piana piwa troszkę zawodzi i niestety jest najsłabszym elementem składowym Hery. Zapach to głównie aromaty palone, popiołowe i bardzo mocne kawowe. Wszystkie te przykrywają dość mocno nuty laktozowe, które są wyczuwalne na minimalnym poziomie. W smaku laktoza już bardziej wyraźna, choć w tle. Dominuje nadal paloność, popiołowość i kawowość, szczególnie na finiszu, oznaczając się wyraźną goryczką. Wysycone na umiarkowanym poziomie. Butelka z Herą ozdobiona jest bardzo ładnymi etykietami. Kontra zawiera wszelkie najważniejsze informacje. Bardzo wysoki poziom. Ogólnie rzecz ujmując, jest to dość dobry stout, ale jako coffee milk stout jest jeszcze sporo do poprawienia, szczególnie balans pomiędzy nutami kawowymi, a laktozowymi. Jak to chłopaki poprawią, może być to naprawdę bardzo ciekawe piwo. Zatem - do dzieła Olimpijczycy!

Moja ocena: 
Kolor: - 10
Piana: - 4
Zapach: - 6
Smak: - 7
Etykieta: - 8

Ocena końcowa: 6,71
 
Cena: 7,20 PLN [KRAINA PIW REGIONALNYCH - Olsztyn-Janowicza]