sobota, 14 maja 2022

Z wizytą w Browarze Mnich Gielniowski w Gielniowie

Końcówka kwietnia, to był całkiem przyjemny okres w moim życiu, a to między innymi za sprawą wyjazdu do mazowieckiej miejscowości Ruszkowice, niedaleko Przysuchy. Wybrałem się tam z moją małżonką oraz olsztyńskimi przyjaciółmi, by odwiedzić naszego serdecznego kumpla, który właśnie tam mieszka.
 
Wyjazd ten, był także okazją, by odwiedzić jedyny browar w najbliższej okolicy, czyli Browar Mnich Gielniowski w miejscowości Gielniów. 
 
 
Browar zlokalizowany jest, mniej więcej, w połowie trasy Przysucha-Opoczno. Mieści się w tak zwanej Ostoi Huzara, gdzie mamy stację beznyznową, wielką karczmę z browarem oraz bar. Dzień odwiedzin browaru, był dla nas bardzo niefortunny. Była sobota i w tym dniu w karczmie odbywały się trzy wielkie garniturowo-sukniowe imprezy, brak było piwowara, a miłe panie z obsługi, z powodu wysokiego oblężenia karczmy i natłoku zadań, nie miały możliwości pokazania mi browaru, więc tylko udało się zajrzeć, by zobaczyć warzelnię z bliska. Ta znajduje się tuż przy wejściu do karczmy. Warzelnia zainstalowana w 'Mnichu', to dla mnie osobiście, zaskakujące machinarium, z którym się pierwszy raz spotkałem. Nawet nie mam pojęcia, czy to wytwór jakiejś wyspecjalizowanej firmy, czy samoróbka. Zresztą zobaczcie sami. 
 


 
Tak, jak wspomniałem wyżej, nie udało się zobaczyć miejsca, gdzie piwa fermentują i leżakują, dowiedzieć ile jest zbiorników i napić piwa z kija z głównego baru. Niemniej, miejscowego piwa, można było napić się w przyległym Barze Huzar. Piwo w tymże lokalu było dostępne z kija i w butelkach. Tego dnia na kranie był podczepiony pilzner, a w butelkach dodatkowo marcowe i IPA. Piwo zakupione i ... można powiedzieć, że zaliczone, bo o samym piwie, zbyt wiele dobrego napisać się nie da. Dość powiedzieć, że wszystkie trzy smakowały podobnie. Wielka szkoda, bo liczyłem na znacznie więcej. Pewną rekompensatą walorów aromatyczno-smakowych, może być cena piwa na miejscu. Proszę Państwa, pół litra piwa kosztuje ... 5 złotych. Tak taniego piwa, w lokalu, nie widziałem już bardzo dawno. 
 
 


 
Wizyta u 'Mnicha' była krótka, gdyż pomimo chęci dłuższego biesiadowania, miejscowe trunki dość mocno ostudziły nasz piwny zapał. Dusza chciała, ciało odmawiało, no ale browar, można powiedzieć, że ... został zaliczony. Wasze zdrowie!

wtorek, 10 maja 2022

Z wizytą w Zuli Miodosytnia Warmińska w Kabikiejmach Dolnych

Podczas ostatniej Majówki, miłem okazję wstąpić do nowego olsztyńskiego sklepu Browarmia, w którym to Marcin, właściciel tegoż przybytku, namówił mnie na zupełną nowość na rynku, a mianowicie fermentowany miód pitny. Chodzi o markę Melarya, która pojawiła się na półkach w trzech różnych odsłonach, ale o tym za chwile. Namówiono mnie, na dwie z trzech pozycji i po powrocie do domu, skosztowałem jednego z nich i od razu mnie zauroczyło. Przy okazji degustacji, wrzuciłem na 'Insta' foto tegoż zacnego trunku i chwilę po tym, odezwał się do mnie twórca tegoż napoju i właściciel Zuli Miodosytni Warmińskiej, pan Jakub Wilk i zaprosił do odwiedzenia. Jako, że miodosytnia owa, mieści się na Warmi, a dokładniej w Kabkiejmach Dolnych, mniej więcej w połowie drogi między Olsztynem a Dobrym Miastem, więc cóż było robić, trzeba było się wybrać i zobaczyć miodne włościa. 
 
 
Do miodosytni dojazd jest dość prosty, choć sam zakład, jak i pasieka, bo trzeba wam wiedzieć, że właściciel korzysta ze swojego miodu, ze swojej pasieki, znajdują się trochę na uboczu wioski, na samym jej skraju, wśród pól i łąk, niopodal męandrującej rzeki Łyny. W takich pięknych okolicznościach przyrody, pasą się i żerują owce, słychać pianie kogutów oraz głośne, wszędobylskie trele ptaków. 
 
 
No, a tuż obok brodzącego w trawie zwierzyńca, stoi nowo wybudowany zakład, w którym powstają, wyżej wymienione, alkoholowe napoje piwne, których wspólna nazwa to Melarya.
 
 
Skąd, w ogóle, wzięła się nazwa Melarya? Otóż mel, to po łacinie miód, a jednym ze składników, w jednym z poroduktów Zuli jest chinina, czyli lek na malarię, więc uznano, że można trochę zmienić nazwę na choroby, na bardziej miłą, bardziej słodką i tak powstała Melarya. 
 
Zakład jest nowy i pomimo iż tego na zewnątrz nie widać, jest całkiem ładnie urządzony w środku, a to głównie za sprawą pięknych drzwi, które to właściciel sam zaprojektował i wykonał. Takie w klimacie starowarmińskim, że tak to ujmę. Zakład mały z zewnątrz, w środku kryje sporo miejsca i jest zaskakująco duży. 
 
Co my tu mamy, mamy warzelnię, która służy głównie jako pasteryzator, mamy zbiorniki fermentacyjne i leżakowe, ręczne nalewaki miodu i etykieciarkę oraz małe laboratorium, magazyn produktów gotowych i te które czekają na rozlew. 
 








 
Trzeba bowiem wiedzieć, że napoje Melarya, to nie jedyne produkty miodosytni, a także tworzą się tu kraftowe miody pitne, głównie trójniaki i czwórniaki, powstałe z różnych miodów (gryczany, wrzosowy) - sauté oraz z ciekawymi i dobrze dobranymi dodatkami. Nie będę, o tym wszystkim, tu pisał na obecną chwilę, poczekam aż właściciel sam się pochwali tymi wypustami wkróce, a muszę wam powiedzieć, że jest na co czekać. Tak, tak, petardy dojrzewają i wkrótce na rynku pojawią się pyszne perełki. Jedną z nich, widać na poniższych zdjęciach. Zwróćcie uwagę na piękną czerwoną barwę trunku.
 


 
Wróćmy do fermentowanych miodnych napojów Melarya, które właśnie ukazały się na rynku. Mieliśmy bowiem okazję, skosztować ich ponownie, na tarasie domu właściciela, tuż po wycieczce po zakładzie. Jak wspomniałem, są obecnie trzy, a właściwie cztery różne: Melarya Chmiel (chmielony na zimno odmianą Nelson Sauvin), Tonic (z dodatkiem odwaru z kory drzewa chininowego i soku z cytryny) oraz Imbir i Imbir Strong (z dodatkiem soku z imbiru - w przypadku wersji Strong soku jest dwa razy więcej, niż w wersji podstawowej). Ekstrakt początkowy wszystkich odmian to około 16%, a poziom alkoholu, to około 5%. Muszę przyznać, że wszystkie są smakowite, jakkolwiek Imbir jest najbardziej rześki, w szczególności wersja Strong. 
 
 
Zatem, jeśli macie dojście do tychże specjałów, koniecznie musicie spróbować, bo jest to, po pierwsze, coś nowego, a po drugie, coś naprawdę wyjątkowo dobrego. Wiem, że obecnie, można to dostać w Olsztynie i w kilku miejscach na Warmii. Podobno, wkrótce Melarya i inne produkty Zuli dotrą także w inne zakątki kraju, ale to trzeba śledzić. 
 
Ja ze swojej strony, chciałbym bardzo podziękować Jakubowi, człowieku pełnemu pasji i wiedzy, za super gościnę, wycieczkę i degustację oraz za koszulkę i wiem, że to nie była nasza ostatnia wizyta w  Kabikiejmach Dolnych. Pozostało tylko czekać, aż to, czego próbowaliśmy, pojawi się na półkach sklepowych. Wasze zdrowie!

wtorek, 3 maja 2022

Z wizytą w Pivovar U Medvídků w Pradze

Drugim i ostatnim browarem, w któy udało mi się wstąpić, podczas mojego ostatniego, krókiego pobytu w Pradze, był jeden z bardziej znanych praskich browarów, a mianowicie kultowy Pivovar U Medvídků, czyli Browar U Niedźwiadka. 
 

Pivovar U Medvídků położony jest w granicach historycznego Starego Miasta, przy ulicy Na Perštýně 5. Jest to okolica, w której znajdziemy wiele innych stołecznych browarów, a także muzeum piwne, czyli istny raj dla miłośników piwa. U Medvídků, to browar restauracyjny, a dokładniej browar w hotelowej restauracji. Tradycje piwowarskie tego przybytku sięgają XV wieku, jakkolwiek w swojej obecnej formie, restauracja i browar istnieją od roku 2005, a pierwsza warka piwa uwarzona została pod koniec roku 2004. Czynny jest codziennie, w godzinach 11:00-22:00. 
 
 
Przekraczając progi browaru U Medvídků, od samego początkujemy, że znaleźliśmy się we właściwym miejscu. Lokal wystrojony jest typowo piwnie, a na myśl przychodzi nam hasło 'piwna karczma'. Lokal wita nas dużymi bielą ścian i dużą ilością w drewna w postaci stołó, ław i krzeseł oraz różnych innych ozdobników. Do tego bar przy którym, na gości czeka cała masa czystego szkłą, w postaci piwnych kufli. Do tego kelnerzy, jakich my znamy z czasów dawnych, czyli ubrani na czarno i biało, w średnim wieku.
 



 
Sam browar, znajduje się w kolejnej sali, która w czasie naszego pobytu była zamknięta, jakkolwiek dzięki rozmowie z jednym z kelnerów i informacji, że reprezentujemy jeden z wystawiających się na Praskim Festiwalu Piwa browarów, otwarto nam wrota i mogłem zobaczyć miejsce, gdzie warzy się miejscowe piwo. Warzelenka to małe dwunaczyniowe machinarium. Co bardzo interesujące, to w miejscu warzenia piwa, możemy znaleźć, bardzo rzadko spotykaną już, miedzianą tacę do chłodzenia piwa i drewniane otwarte zbiorniki fermentacyjne. Widok naprawdę zacny, można rzec, że takie trochę piwne muzeum, które bardzo cieszy oczęta każdego odwiedzającego. 
 
 




W trakcie wizyty U Medvídků, dostępne były dwa piwa warzone na miejscu, a mianowicie: Oldgott (polotmave) i 1466 (svetle niefiltrovane). Dostępne w dwóch pojemnościach 0,3 i 0,5 litra. Z braku czasu i z powodu przyszłych obowiązków, udało mi się spróbować tylko jasnego, który był całkiem udanym przedstawicielem czeskiego pilsa. Ceny piw, to 49 koron (ok. 10 złotych) za małe i 69 koron (ok. 14 złotych) za duże piwo. 
 
 
 
W restauracji, oprócz miejscowego piwa, lany jest także Budweiser, którego tanki wyszynkowe można napotkać, kierując się do miejscowych toalet.
 
 
U Medvídků, jako że to browar restauracyjny, to oczywiście można się w nim niźle też posilić. Tu także mamy klasykę czeską, w któej króluje, między innymi, smażony ser z frytkami i sosem tatarskim oraz tatar. Menu jest oczywiście dłuższe, ale tu chodziło o zasmakowanie tejże właśnie klasyki. 
 
 
W lokalu jest także firmowy sklepik, w któym można zaopatrzyć się w piwo na wynos, piwne szkło, odzież oraz inne ciekawe gadżety piwne i nie tylko. 
 
Podsumowując, Pivovar U Medvídků, to bardzo ciekawe piwne miejsce na mapie czeskiej stolicy. Na pewno warto się tu wybrać, by poczuć klasyczny czeski piwny klimat, napić się czeskiej klasyki i zjeść typowe czeskie potrawy podawane do piwa. Serdecznie polecam.

wtorek, 26 kwietnia 2022

Z wizytą w Klášterní Pivovar Strahov w Pradze

Początek kwietnia, to w moim piwnym życiorysie, bardzo zaskakujący czas. Wszystko dzięki Michałowi Saksowi z AleBrowaru i jego propozycji. Otóż Michał, zadryndał do mnie i zapytał, czy nie chcę z nim jechać na Prague Beer Festival i lać piwo dla czeskich piwomanów podczas tego wydarzenia. Moja odpowiedź nie mogłą być inna, niż twierdząca. Dzięki temu, miałem okazję, pierwszy raz w swoim życiu, odwiedzić czeską stolicę. Tak, tak, to był dopiero mój pierwszy raz w Pradze. Wiem, trochę wstyd, no ale tak się to życie ułożyło. 
 
Wypad do Pragi, oprócz uczestnictwa na festiwalu piwa, był także okazją do zobaczenia piękna tego miasta i odwiedzenia kultowych piwnych miejsc. Jednym z nich, był jeden z kultowych tamtejszych browaró, a mianowicie Klášterní Pivovar Strahov. Browar zlokalizowany jest w bardzo urokliwym miejscu, a mianowicie na pięknym ksztasztornym wzgórzu, z którego rozpościera się fenomenalny widok na starą Pragę, na Wełtawę i ikoniczny Most Karola. Obok browaru, mamy oczywiście klasztor. Dokłądny adres to Strahovské nádvoří 301. Browar czynny jest codziennie od godziny 10:00 do 22:00.
 
 
Browar w swojej obecnej formie, istnieje od 2000 roku. Już z zewnątrz urzeka, czym zaprasza do środka. Tu po wejściu, naszym oczom ukazuje się dwunaczyniowa warzelnia, zlokalizowana po lewej od wejścia oraz bardzo przyjemnie urządzony bar który, przekraczając progi browaru, mamy przed sobą. Samo wnętrze także urzeka. Urządze w stylu klasycznej czeskiej piwiarni. Dużo drewna i ławy. 
 



 
 
W trakcie naszej przedpołudniowej wizyty, mieliśmy sporo szczęścia i trafiliśmy na menadżera i głównego piwowara browaru Marka, który zaprosił nas na zaplecze i pokazał nam miejsca, gdzie piwo fermentuje i leżakuje. Jako, że budynek browaru jest stary, to i pomieszczenia sa niewielkie i w leżakowni miejsca jest bardzo mało i jest z tego powodu dość tłoczno. Znajduje się tam kilka zbiorników fermentacyjno-leżakowych, maszynka do butelkowania oraz magazyn butelek i kegów jednocześnie.
 



 



Jak widać, ciasnota powoduje, że browar nie ma zbyt dużej możliwości rozwoju z tymże miejscu i właściciele zastanawiają się nad drugim browarem, gdzie będą warzyć także piwo, by zapewnić ciągłąść lania piwa i zaoferować swoim fanom, szerszą gamę piwnych styli. Zobaczymy co z tego wyjdzie.
 
W browarze, mimo iż to praski klasyk, warzy się wyjątkowo nowofalow, a piwa na kranach są wyśmienite. W trakcie wizyty, miałem okazję skosztować trzech różnych piw, a mianowicie IPA, Amber Ale oraz Smoked Porter. Jak pisałęm wyżej, wszystkie reprezentowały poziom światowy, bardzo wyraziste pod względem aromatycznym i smakowym. Sam porter tak mi przypadł do gustu, że wziąłęm butelkę na wynos. Oprócz tego, na kranie dostępne były jeszcze pils, Amber Lager oraz Triple IPA. Nie miałęm okazji ich spróbować, niestety. Czas nie jest z gumy, a my tak naprawdę, mieliśmy tylko okołom pół godziny na wizytę w tymże browarze. Jakkolwiek, wkrótce będzie ponowna okazja do odwiedzenia Pivovar Strahov, więc nic straconego.
 

 
Ceny piw, jak na to miejsce, jak na centrum turystyczne Pragi, niewygórowan. Piwa podawane sa w rozmiarach 0,25 litra, 0,5 litra. Można także poprosić o zestaw degustacyjny.  
 
Jak widać, Klášterní Pivovar Strahov, to idealne miejsce, by napić się dobrego piwa. To także super miejscówka, by spędzić miło czas czas i zrelaksować się. W browarze można także zjeść, a w czasie sezonu, dostępny jest także zewnątrzny ogródek, który popołudniami i wieczorami zapełnia się do ostatniego miejsca. Obsługa miła, uśmiechnięta i pomocna. 
 
 
Klášterní Pivovar Strahov, dla mnie, miłośnika dobrego piwa i piwnego klimatu, to miejsce idealne. Dla każdego odwiedzającego Pragę, jest to tak zwany 'must see'. Ja poleceam z calego serducha. Nie zawiedziecie się. Na zdravi!