środa, 11 lutego 2026

Z wizytą w browarze The Chapels w Birkirkara

Wracamy na Maltę, do tego samego miejsca, gdzie mieści się Farsons Brewery, czyli do miejscowości Birkirkara. To tutaj, w budynku browaru Farsons, właściciele tego największego maltańskiego browaru, postanowili stworzyć mały, rzemieślniczy browarek, który będzie odpowiedzią na zapotrzebowanie na piwa rzemieślnicze wśród tubylców, jak i turystów. Tak właśnie narodził się The Chapels.
 
 
Jak już wspomniałem, browar mieści się w tym samym budynku, co większy, starszy brat, a dokładniej na trzecim piętrze i zwiedając Farsons Brewery, nie ma szans, by obok niego nie przejść, by do niego nie wstąpić. 
 
Browar czynny jest codziennie, w godzinach: poniedziałek-czwartek 12:00-23:00 i piątek-niedziela 12:00-00:00. Jak na miejsce, które jest z dala od klasycznych turystycznych szlaków na Malcie, to muszę przyznać, browar dość długo jest otwarty na gości. 
 
Ja sam, odwiedziłem to miejsce chwilę po jedenastej, gdy The Chapels nie był jeszcze otwarty, jakkolwiek sympatyczny człowiek w browarze, o imieniu Robert, rodem z Węgier, zaprosił mnie do środka, pozwolił obejrzeć cały browar, a także zaproponował degustację. 
 
Browar The Chapels, to mały restauracyjny browar, w którym nie tylko napijemy się piwa z widokiem na instalację browarniczą, ale także dobrze zjemy i zaopatrzymy się w tak zwany merch. Sercem browaru, jest dwunaczyniowa miedziana warzelnia o wybiciu 500 litrów, jak dobrze pamiętam. Poza tym mamy tu zainstalowanych pięć unitanków oraz kilka poziomych tanków wyszynkowych. 
 
 



Prawdziwą perełką tego miejsca, jest jednak pewien artefakt, który kiedyś ciężko pracował dla głównego browaru, a mianowicie stary śrutownik, który został wyeksponowany w The Chapels, tuż obok browaru. 
 

A jak i co się warzy w The Chapels? Moi drodzy, jak wspomniałem, to taki kraftowy browarek w sercu tego wielkiego, więc warzy się tu rzemieślniczo i bardziej nowofalowo, niż na większych garach obok. W trakcie mojej wizyty, na kranach było dostępnych pięć różnych piw, zresztą zawsze to jest pięć różnych piw. W trakcie mojej wizyty dostępne były takie specjały, jak: Genesis (jasny lager), Festus (marcowe), Ryesing Star (żytnia IPA), Pilgrims Prayers (West Coast IPA) oraz pszeniczka. Jakkolwiek piwa rotują, pojawiają się nowe, sezonowe, limitowane serie i tym podobne. Robert, jako gospodarz miejsca, w trakcie wizyty, wskoczył za bar i poczęstował mnie dwoma dostępnymi 'ipkami', tą żytnią i tą z zachodniego wybrzeża.
 
 
Obie 'ipki' okazały się bardzo dobrymi piwkami, szczególnie Pilgrims Prayers, które to jest rasowym IPA spod znaku West Coast.  
 


Podsumowując, The Chapels to bardzo fajne miejsce. Ja żałuję tylko, że wpadłem tutaj w godzinach zamknięcia, bo pewnie atmosfera w tym miejscu oraz kuchnia jest zacna, ale to może nadrobię niedługo. W końcu na Malcie byłem już trzy razy, więc co szkodzi polecieć czwarty raz. Klimatyczna miejscówka, super ekipa na miejscu, dobre piwo, więc czego więcej trzeba. Gdyby ten browar umiejscowiony był w Sliemie, czy Vallletcie, to jestem przekonany, że miałby jeszcze większe wzięcie wśród osób lubiących napić się dobrego piwa. 
 

Będąc na Malcie, po wizycie w Farsons Brewery, jest to punkt obowiązkowy. Polecam!

niedziela, 8 lutego 2026

Z wizytą w browarze Horizont Brewing w Budapeszcie

Wracamy do budapesztańskiego dystryktu 10, a dokładniej do adresu Maglódi út 47, gdzie jako drugi browar, odwiedziłem Horizont Brewing. Do złożenia wizyty w tym browarze, zaprosił mnie Nathan Ford (Amerykanin mieszkający w Budapeszcie), szef sprzedaży powyższego browaru. Człowiek, z któym szybko znaleźliśmy wspólny język, który tak samo jak ja, kiedyś zamieszkiwał Reno w Newadzie i który podobnie jak ja, nie znosi 'hejzi ipek'.
 
Horizont Brewing, podobnie jak Mad Scientist, otworzył się w 2016 roku, ale kilka miesięcy później, bo w październiku. Sam Nathan, dołączył do ekipy w roku 2019. W browarze mamy zainstalowany rodzimy, węgierski sprzęt do warzenia i maturacji piwa. Sam Nathan powiedział, że główny powód wyboru węgierskiej firmy, to czas i bezpieczeństwo. Po prostu, w razie awarii, ekipa pojawia się w browarze w ciągu dwóch godzin, a nie dwóch tygodni. 
 
Mamy tu warzelnię o wybiciu 1300 litrów oraz kilkanaście zbiorników fermentacyjno-leżakowych o pojemnościach: 3100, 5400 i 9200 litrów. 
  



Mamy tu także małego hopguna, którego Nathan nazywa R2D2.
 

W browarze, warzy się kilkadziesiąt różnych piw rocznie, z czego trzon browaru to 11 róznych piw, wśród któych mamy takie specjały jak: IPA, West Coast IPA, Session IPA, NEW England IPA, bezalkoholowa IPA, bezglutenowa IPA, Milkshake Pale Ale, Stout, kwasik i jasny lager. Jak widać, w Horizont lubują się w 'ipkach'. Oczywiście, warzy się tu piwa sezonowe, limitowane edycje, piw z serii ciemnych, piwa śiąteczne, a także warzy się kooperacyjnie z innym browarami z kraju i ze świata. Jednym z produktów jest także cold brew. Destyluje się tu także, na bazie 'ipy' gin.
 
Horizont Brewing są mistrzami leżakowania piw w beczkach i mają największą liczbę beczek z browarów w Budapeszcie. Podnad 90 sztuk, ale będą z roku na rok zmniejszać liczbę, że względu na fakt, że miłość Węgrów do 'barrelejdżingu' maleje rokrocznie. Piwa leżakują w beczkach po amerykańskiej i węgierskiej whisky, po rumie, po węgierskich winach i po miodzie pitnym.
 
 
Przy browarze, mamy także ładny i dość duży wielokran. Niestety, jak w przypadku sąsiadów, w okresie zimowym, jest on nieczynny. Wygląda zachęcająco i być może udam się latem do stolicy węgier, by skorzystać z kranów tegoż przybytku.
 
 
Ogólnie rzecz ujmując, Horizont Brewing, to prężny budapesztański rzemieślnik, który w tym roku będzie obchodził okrągłą, dziesiątą rocznicę istnienia. Warzy się tu dobrze, głównie nowofalowo, ale klasyka też jest dla miłośników tychże stylów. Warto się tu wybrać, szczególnie w terminie wiosenno-letnim, kiedy to, przy browarze otwarty jest firmowy pub. Dodatkowo, odwiedzając browar, można zaopatrzyć się w sklepiku firmowym w tak zwany merch, to znaczy: koszulki, bluzy, czapki, otwieracze i inne gadżety.
 
Ja dziękuję serdecznie Nathanowi, za zaproszenie, za super wycieczkę po browarze, za piwo prosto z tanków i ogólnie za genialną atmosferę w browarze. Do zobaczyska następnym razem!
 
 
Wasze zdrowie! 

czwartek, 5 lutego 2026

Z wizytą w browarze Farsons Brewery w Birkirkara

Drugim maltańskim browarem, który odwiedziłem będąc ostatnio na wyspie, był ten największy, czyli Farsons. Browar znany między innymi z piwa Cisk, najpopularniejszej piwnej marki na Malcie. 
 
Farsons, to zlepek dwóch słów, a mianowicie nazwiska rodziny założycielskiej, czyli Faruggia oraz słowa Sons (synowie), które wspólnie tworzą słowo Farsons właśnie. Od samego początku, czyli od roku 1928, browar jest w maltańskich rękach i jak dotąd, nie należy do żadnego międzynarodowego koncernu. 
 

Browar mieści się w małej miejscowości (zresztą wszystkie maltańskie miejscowości są małe) Birkirkara. Jak w tego typu browarach bywa, browar otwarty jest na turystów, ale zwiedza się to, co chcą nam pokazać, czyli bardziej muzeum, niż właściwy browar. Tak samo jest właśnie w przypadku Farsons Brewery. Browar otwarty jest na turystów codziennie, w godzinach 10:00-18:00, a bilet wstępu kosztuje 15 euro. W cenie mamy degustację pięciu warzonych na miejscu piw. 
 

W trakcie wizyty, najciekawszym co można zobaczyć, jest zabytkowa warzelnia, w której zainstalowanych mamy w sumie pięć kotłów i kadzi, które to jeszcze kilka lat temu były głównym sprzętem używanym do warzenia miejscowych piw. Od kilku lat są obiektem muzealnym, a warzenie odbywa się w nowoczesnej hali, w nowych zabudowaniach, do których, niestety, turyści nie mają wstępu. Niemniej jednak trzeba przyznać, że stara warzelnia jest piękna i ma w sobie duszę. Zresztą zobaczcie sami.
 





 
Warzelnia, moim zdaniem jest clou całej wycieczki i warto się w niej zatrzymać na dłużej. Wycieczka jest osobista, bez przewodnka, bez dużej grupy osób, więc można tą warzelnią rozkoszować się dłużej. 
 
Poza nią, jak to jest w tego typu muzeach, dowiadujemy się sporo o historii miejsca. Ukazanych jest nam cała masa artefaktów, starych etykiet, szkiełek do piwa i ogólna filozofia browaru, w postacci różnego rodzaju plansz, i tym podobne. Informacje może i ciekawe, jakkolwiek duża ilość przekazywanych wiadomości do osobistego przefiltrowania. 
 



Ja zbytnio tego nie słuchałem, bo jakoś średnio mnie interesowały gadki o tradycyjnych recepturach, wyselekcjonowanych ziarnach zbórz i szyszkach chmielu, więc po wizycie na warzelni i zrobieniu kilku innych fot, udałem się na piąte piętro, gdzie znajdował się firmowy pub, czyli miejsce, gdzie na zwidającego czekała darmowa degustacja pięciu różnych miejscowych piw, każde o pojemności 150 mililitrów, jak dobrze pamiętam
 
 
W dniu mojej wizyty, na kranach dostępne były takie piwa, jak: jasny lager, pils, Amber Ale, IPA oraz Strong Ale. Wszystkie piwa były ok, choć jak się pewnie domyślacie, nie było w nich zbyt dużej liczby fajerwerków, ale nie było też wad i tego, co możemy napotkać w naszych piwach koncernowych. Najbardziej, jak pewnie się domyślacie, zasmakowała mi 'ipka', którą dzień wcześniej wypiłem pół literka w jednym z maltańskich pubów. Niestety, nie trafiłem na degustacji na Milk Stout, a taki też jest w ofercie browaru. No szkoda, ale może nie mam czego żałować. 
 
 
Jak to w tego typu miejscach bywa, przy wejściu, a zarazem wyjściu, mamy sklepik firmowy, w którym możemy kupić właściwie wszystko, a mianowicie warzone na miejscu piwo, szkło do piwa, koszulki, bluzy, skarpetki, czapki, pocztówki i całą masę innych gadżetów firmowych. Do tego, bo browar z tego słynie, można zakupić puszeczki i butelki Kinnie, czyli miejscowego napoju, przypominającego colę, który to także powstaje w browarze. Bardzo dobry napój, tak naprawdę. 
 
Podczas wizyty, krążąć pomiędzy piętrami, na trzecim z nich, mijamy mały rzemieślniczy browar The Chapels, który jest krftowym dzieckiem Frason Brewery, ale o nim więcej napiszę podczas następnego wpisu.
 
Podsumowując, Farsons Brewery, to wycieczka głównie w przeszłość, gdzie pięknie zachowane pomieszczenie warzelni, jest najjaśniejszym punktem zwiedzania i dla której to warto wybrać się do Birkirkary. Każdy fan piwa, będąc na Malcie, musi odwiedzić to miejsce.

wtorek, 3 lutego 2026

Z wizytą w browarze Mad Scientist w Budapeszcie

Jest w Budapeszcie takie miejsce, które mieści się w dyskrykcie 10 tej węgierskiej stolicy. Nazywa się Kőbánya. Jest to miejsce nad wyraz ciekawe ze względu browarniczego, a to dlatego że w bardzo niewielkiej odległości od siebie, zlokalizowane są trzy zaprzyjaźnione z sobą browary, a mowa o Mad Scientist, Horizont Brewing oraz HopTop Brewery. Jak do tego dodamy zlokalizowany troszkę dalej Browar Drehera (Asahi), to możemy mówić o zagłębiu browarnym w tejże części miasta. 
 
W tym odcinku, zabiorę was do pierwszego z tych browarów, czyli do Mad Scientist. Ekipę browaru miałem okazję poznać już dwa lata temu, przy okazji Praskiego Festiwalu Piwa, gdzie pojawili się ze swoją ofertą. Podczas mojej ostatniej wizyty w Budapeszcie, udało się ponownie spotkać z ekipą i zobaczyć ich browar.
 
Mad Scientist, to znamienity węgierski browar rzemieślniczy, który otworzył się w marcu 2016 roku, czyli jak widać, wkrótce strzeli mu dziesięć lat. Browar zajmuje pomieszczenia dawnych, ślicznych ale zaniedbanych budynków fabrycznych, w których wcześniej warzono także piwo, a także produkowano musztardę, keczupy i produkty pochodne papryki. Przez wiele lat zabudowania stały puste i niszczały, a obecnie wiele firm, w tym dwa browary zaadaptowały część pomieszczeń na działalność gospodarczą. W tym Mad Scientist właśnie. 
 
Browar nie jest duży, ale bardzo prężny. Sercem jego jest dwunaczyniowa warzelnia o wybiciu 20 hektolitrów, na której dwa razy dziennie, pięć razy w tygodniu odbywa się warzenie.  
 

W browarze mamy ponadto 24 zbiorniki fermentacyjno-leżakowe o pojemności 20 hektolitrów.
 

 
Portfolio browaru, to zarówno piwa uwarzone w klasycznych stylach, jak i tych nowofalowych. W ciągłej sprzedaży, browar posiada około 50 pozycji, z czego 20 to stała oferta, a reszta to sezonówki, wersje limitowane oraz kooperacje. Najbardziej znanym i lubianym piwem browaru jest Liquid Cocaine, czyli Double IPA, które to piwo jest fantastycznym dziełem budapesztańskich piwowarów. 
 
Browar słynie także z piw leżakowanych w beczkach i w swoim browarze posiada dwa pomieszczenia, gdzie maturacji w beczkach dokonują miejscowe sztosy. Jedno z pomieszczeń jest dostępne dla takich śmiertelników, jak ja i leżakują tam imperialne stouty, portery, wina jęczmienne i inne, a drugie, zamknięte dla postronnych zawiera beczki z dzikusami.
 


 
Przy browarze działa firmowy sklepik, w którym można zaopatrzyć się w butelkowe i puszkowe piwa z aktualnej oferty, a także w merch.
 
Wiosną i latem oraz wczesną jesienią, przy browarze działa wielokran, który jest dość popularny wśród miejscowej i zagranicznej kraftowej klienteli. 
 
Podsumowując, Mad Scientist to jeden z najbardziej znanych na świecie węgierskich browarów, który warzy dużo i bardzo dobrze i na pewno wtedy, gdy jest ciepło, warto wybrać się do Budapesztu, by skosztować w knajpie przy browarze, specjałów warzonych na miejscu. Ja serdecznie polecam!

piątek, 30 stycznia 2026

Z wizytą w browarze The Brew w Sliemie

Jak wiecie, ostatnio zawitałem do Budapesztu, celem eksploracji tamtejszych browarów. Jednakże zaraz potem, wylądowałem także na kilka dni na Malcie. Cel ten sam, jak najbardziej. By nie zanudzać was tylko Budapesztem, postanowiłem na przemian wrzucać relacje z Węgier i z Malty, dlatego też, na tu i teraz, odpowiedź jest w siedmiu literach i zapraszam was do browaru The Brew w miejscowości Sliema.
 
 
Sliema, to obok St. Julian's, najbardziej turystyczna miejscowość (ciężko, w ogóle, w przypadku Malty pisać o miejscowościach), gdzie zlokalizowanych jest cała masa hoteli, restauracji, pubów, dyskotek i wszystkich innych przybytków uciech. To tutaj właśnie, przy ulicy The Strand Tas 74, tuż przy promenadzie, postanowił się usadowić wspomniany wyżej browar.
 
 
Browar otwarty w 2016 roku, jest własnością Ukraińców i moim przewodnikiem po browarze, był piwowar browaru Aleksander, także pochodzący z Ukrainy. Browar czynny jest codziennie w godzinach 12:00-02:00.
 
Sercem browaru jest trzynaczyniowa warzelnia o wybiciu 500 litrów, powyżej której, na takiej jakby antresoli mamy umieszczonych 12 unitanków o pojemności 1000 litrów. 
 



 
W ciągu dziesięciu lat swojej działalności w browarze uwarzono piwa w kilkudziesięciu różnych stylach, jakkolwiek w trakcie mojej wizyty w menu piwnym, były tylko piwa jasne, zarówno lagery, jak i ale. Mi udało się skosztować takich miejscowych specjałów, jak American Lager, Session IPA, IPA oraz Hefeweizen. Na moje nieszczęście, pils i Valleta (jasny lager po maltańsku) się skończyły. Są to piwa, jak powiedział mi Aleksander, które są najpopularniejszymi w ofercie browaru.. 
 
 
Z tej czwórki, którą skosztowałem, najbardziej przypadła mi do gustu sesyjna ipka, która była bardzo delikatna w odbiorze, mocno rześka, wyraziście chmielowa i genialnie owocowa. Super piwo. IPA okazała się także bardzo ciekawym piwem, fajnie nachmielona po amerykańsku. Amerykański lagerek okazał się piwem dobrym, ale takim bez fajerwerków, jakby skrojony na masowego turystę. Podobnie rzecz się miała z pszeniczką, która miała za mało ciała i bananów, które w pszenicy akurat lubię najbardziej.  
 
Piwa na miejscu, można zamawiać w trzech pojemnościach: 280 i 560 mililitrów oraz 1 litr. Ceny, za najmniejszą miarkę - niecałe 4 euro, średnia to niecałe 6 euro, a litrowa pojemność to wydatek niecałych 11 euro. Powiedziałbym, hmm, że takie obecnie polskie ceny. 
 
Oprócz piwa, oczywiście w The Brew można się posilić. Flagową potrawą serwowaną na miejscu są żeberka, choć ja poszedłem z skrzydełka z kurczaka, co też okazało się dobrym wyborem. Do posiłku, w formie ochrony przed ubrudzeniem się, dostajemy gustowny śliniaczek szkieletowy, rękawiczki ochronne oraz wilgotną chusteczkę.
 
 
Atmosfera na miejscu bardzo fajna. Sam akurat trafiłem na wieczór, kiedy to był koncert dwóch gitarzystów, którzy to grali rockowe przeboje i rozbujali fajnie miejscową klientelę. Do tego Aleksander oraz cała ekipa, która tego wieczoru była na miejscu, to naprawdę wielka klasa. Muszę dodać, że w trakcie mojej wizyty, Aleksander uraczył mnie jednym gratisowym piwkiem, a także podarował mi firmowego szejkera, który naprawdę jest okazały. Zresztą zobaczcie sami. Wielkie dzięki jeszcze raz!
 
 
Podsumowując, będąc w tym niewielkim państwie na Morzu Śródziemnym i będąc piwnym turystą, koniecznie trzeba tu wpaść. Nie zawiedziecie się. Ja szczerze polecam i mówię wam 'Na zdrowie!'.

poniedziałek, 26 stycznia 2026

Z wizytą w browarze Ruin Brew w Budapeszcie

Drugim browarem, który udało mi się odwiedzić podczas ostatniej mojej wizyty w Budapeszcie, był Ruin Brew - Brunch and Beer.
 
 
Browar otworzył się w 2021 roku i mieści się przy ulicy Akácfa u. 54-56. Czynny jest od wtorku do niedzieli w godzinach: wtorek - czwartek 17:00-23:00 i piątek - niedziela 11:00-24:00.
 
Odwiedzając browar, gdy przekraczamy próg lokalu, pierwsze co rzuca się w oczy, to taki trochę skłot, który został zaadoptowany na knajpę z browarem i ... tatuatornią. W jednej sali mamy tu lokal z barem, w kolejnych pomieszczeniach browar i tatuatornię właśnie. Lokal, jak wspomniałem taki trochę skłotowy, ze stolikami i krzesełkami rodem z ulicznych barów w Azji Południowo-Wschodniej. Ciekawość jednak zwyciężyła i wszedłem i zwiedziłem browar oraz wypiłem kilka miejscowych piw. Szczegóły poniżej.
 
Browar jest mikroskopijny. Składa się na niego jednonaczyniowa warzelnia oraz kilka unitanków. Wszystko zamknięte w jednym, niewielkim pomieszczeniu. 
 

 


W tym piwnym mikrusie, warzy się zarówno piwa dolnej, jak i górnej fermentacji. W dniu, kiedy odwiedziłem Ruin Brew, na kranach dostępnych było kilka różnych piw, w tym cztery 'ipki'. Szczegóły na poniższej fotce.
 
 
Ja skusiłem się pilsa, "łesta" i podwójną ipkę. Trzy te piwka wypiłem ze smakiem, choć w porównaniu do innych Budapesztańskich browarów, nie była to topka. Niemniej, czas spędzony w tymże przybytku należał do bardzo przyjemnych, a to głónie dzięki fantastycznej obsłudze, która rekompensuje niedociągnięcia, jeśli chodzi o wystrój lokalu, jak i samo piwo. Nie skusiłem się, tym razem na ... tatuaż, ale może kiedyś to nadrobię. 
 
Podsumowując, miejsce intrygujące, inne niż wszystkie, nie tylko na budapsztańskiej mapie browarów, ale także i europejskiej. Wpaść, by się przekonać - warto.