czwartek, 5 marca 2026

Z wizytą w browarze Parabolic Lazarus Brewery w Budapeszcie

Przedostatnim browarem, który udało mi się podczas ostatniego mojego wypadu do Budapesztu odwiedzić, był Parabolic Lazarus Brewery.

Browar odwiedziłem przedostatniego dnia pobytu wieczorem i szczerze mówiąc miałem ochotę odwiedzić jeszcze jeden potem, ale atmosfera browaru i to co tam zastałem spowodowało, że zagrzęzłem tam do zamknięcia lokalu i potem już mi się nie chciało nigdzie iść. Zacznijmy jednak od początku.

Browar mieści się przy ulicy Lázár 4, można powiedzieć w samym centrum stolicy. Jest czynny sześć dni w tygodniu, w godzinach: wtorek-niedziela 16:00-22:00. Jak widać, w poniedziałki browar robi sobie wolne. 

Przekraczając próg lokalu i kierując się w dół, w podpiwniczenie, po prawej stronie, za szybą mijamy browar, a na wprost mamy sale restauracyjną, którą wieńczy bar. 

Docierając do tego ostatniego, zauważyłem, że goście zamawiający piwo, razem z barmanką, rozmawiają po rosyjsku, co cholernie mi się spodobało. Okazało się bowiem, że jest to browar Rosjanina Andrieja Morozova, który od kilku lat mieszka w Budapeszcie i tu postanowił otworzyć browar i warzyć w tym miejscu piwo. 

W ogóle, okazało się, że nie tylko klienci przy barze i stympatyczna kobieta za barem - Anna, to są Rosjanie, ale też - oprócz mnie - cała klientela to ludność z Rosji. Szczerze, bardzo miło mi się zrobiło, bo ja mówiący po rosyjsku, mogłem tego wieczoru sobie podszliwować tenże język. 

Ekipa browaru, głównie Andriej, widząc ten fakt od razu zaczął ze mną rozmawiać i zaprosił na wycieczkę do swojego mikroskopijnego browaru. Browar, to de facto gar warzelny, kadź filtracyjna i pięć tankofermentorów. Wszystko mieści się na około trzydziestu metrach kwadratowych. Sami zobaczcie, jakie to małe.

Tam szybka pogawędka o browarze o zamiłowaniu Adrieja do warzenia i degustacja piwa z tanku.

Potem szybki powrót na bar i degustacja piw będących na kranach. Tego dnia, dostępne były: Maneater (West Coast IPA), The Phantom of the Opera (Milk Stout), Agent Orange (Belgian Orange IPA), Cherry Ale oraz Blondy Mary (Spiced Tomato Ale). 

Od razu zaznaczam, że te ostatnie tylko spróbowałem i odpuściłem sobie większą miarkę. Wynalazków, typu Bloody Mary, czy Michelada, stety, albo niestety, nie trawię. Pozostałe cztery były ok, nawet bardzo ok, szczególnie 'łest kołst' i 'stałcik', choć ten drugi, taki bardziej 'guinnessowy', niźli mleczny. Pomarańczowy Agent to piwo, dla koneserów 'hejzi ipek' i zestu pomarańczowego. Dla mnie za ... pomarańczowe. Jednakże, to co mnie najbardziej zaskoczyło, to Cherry Ale, które tego wieczoru okazało się numerem jeden na kranach Parabolic Larazur Brewery. Niezbyt słodkie i niezbyt cierpkie zarazem. Takie w sam raz, jak na piwo owocowe. Wypiłem chyba z 4 miarki (300 mililitrów każda) tego wiśniowego wywaru. Naprawdę zaskakująco pyszna rzecz. 

West Coast IPA 
 
Cherry Ale
 

Akompaniamentem do miejscowych piw był także wspaniały miejscowy gulasz, który ekipa browaru mi zaserwowała. Pychotka. Do tego, klientela na miejscu i w pewnym momencie ja także, uczestniczyliśmy w miejscowym quizie (po rosyjsku oczywiście). Co jakiś czas, któryś z klientów do mnie podchodził i zagadywał, przybijał piątki i tak się, w genialnej atmosferze, ten wieczór w Parabolic Lazarus Brewery kręcił.
 
Na koniec, podpisałem się na ścianie lokalu, tak by o mnie tam nie zapomniano i by jakiś zabłąkany polski miłośnik piwa, będąc w tym lokalu kiedyś, mógł powiedzieć: 'Ooo, zobacz! Był tu Browarnik Tomek!'. Na tej samej ścianie, dostrzegłem także polską pamiątkę, którą ktoś kiedyś pozostawił w Parabolic Larazur Brewery. Szczegóły na kolejnym zdjęciu.
 

 
Podsumowując, genialne miejsce na piwnej mapie Budapesztu i fajny mały rzemieślniczy browarek. Jak ktoś nie ma awersji do Rosjan, to polecam z czystym sercem. Ja kiedyś, jeszcze raz wybiorę się do stolicy Węgier, specjalnie by ponownie odwiedzić to miejsce. Super ludzie, genialny klimat i dobre piwo oraz jadło. Czego chcieć więcej? Wasze zdrowie! 

sobota, 21 lutego 2026

Z wizytą w browarze Brauerei Montekristo w Siggiewi

Moi drodzy, wracamy na Maltę, a konkretniej do miejscowości Siggiewi, która pewnie wam nic nie mówi. Mi jeszcze miesiąc temu też nic nie mówiła. To tutaj właśnie, mieści się kolejny browar, który odwiedziłem na Malcie. Mowa o Brauerei Montekristo.
 
 
Dokładny adres browaru to Hal Farrug Rd. Zanim napiszę o samym browarze, to muszę przekazać wam, że okolica browaru to tereny maltańskiego lotniska, a dokładniej bazy techniczne Lufthansy i Easy Jet. Miejsce w którym zlokalizowany jest browar to taki nowoczesny ogród z palmami i nowoczesnymi pałacami, w takim trochę klasycystycznym stylu i w jednym z takich budynków, zlokalizowany jest właśnie browar. Browar jest własnością jednej z najbogatszych rodzin maltańskich, właścicieli Polidano Group (min. stacje paliw, fabryki betonu, i wiele innych biznesów).
 
Czynny jest codziennie w godzinach: poniedziałek-piątek 17:00-23:00, sobota 11:00-23:30 i niedziela 11:00-15:00. 
 
Jak sami o sobie mówią, Brauerei Montekristo to browar w stylu niemieckim, choć warzy się tu zarówno klasycznie, ja i nowofalowo. Wybaczcie, nie zrobiłem zdjęcia z zewanątrz, ale akurat deszcz padał. Wchodząc do browaru, przed naszymi oczami, od razu, ukazuje się bar, a za nim dwunaczyniowa warzelnia produkcji niemieckiej, a jakże. 
 



Reszta browaru, czyli fermentory i leżaki, znajdują się w piwnicy, do której zabrał mnie miejscowy piwowar, którym jest Charles - Amerykanim mieszkający i warzący na Malcie. W piwnicy mamy otwarte zbiorniki do fermentacji oraz poziomie leżaki. 
 
 


Jak napisałem powyżej, warzy się tu głównie klasycznie, ale nowa fala też jest. Na kranach zawsze jest stały zestaw piw, to znaczy: Helles, Pils, Marzen, Kölsch, Weizen, Oktoberfestbier, Dunkel, Lemon Lager, a taże Stout i Maltese Pale Lager. Mi udało się skosztować Pilsa, marcówki, Stoutu oraz te maltańskie jasne. Muszę przyznać, że każde z tych piw było bardzo smakowite. Mega zaskoczenie, bo wydawało mi się, że ten browar to taki trochę przerost formy nad treścią, a jednak Charles super piwa warzy. 
 


 
Jeśli dodamy do tego, że ceny piw są po prostu fenomenalne. A więc tak: każde piwo o pojemności 330 mililitrów, to 2 euro, półlitrowe każde to 3 euro,a litr to 5 euro. Gdy jednak trafimy na godzinę promocji w browarze, to możemy zamawiać dwa piwa w cenie jednego. Przyznacie, że są to ceny baaardzo atrakcyjne, a za tak dobre piwa, wręcz fenomenalne. 
 
 
Jak sami widzicie, browar jest wart odwiedzenia, pomimo faktu iż znajduje się dość daleko od największych atracji Malty. Można tu jednak, z Valletty dojechać autobusem w około 20 minut. Wizytując Maltę, dla miłośnika piwa, jest to punkt obowiązkowy. 
 

Wasze zdrowie!  

niedziela, 15 lutego 2026

Z wizytą w browarze HopTop Brewery w Budapeszcie

Ponownie, trzeci już raz, witamy w budapesztańskim dystrykcie 10, czyli w części stolicy Węgier znanej jako Kőbánya. Wracamy, by odwiedzić kolejny browar się tu mieszczący. W tym wpisie zabieram was do HopTop Brewery.
 
 
HopTop Brewery to rzemieślniczy, restauracyjny browar, który został otwarty w 2016 roku, który jeszcze do niedawna mieścił się w tych samych budynkach, co Mad Scientist oraz Horizont Brewing. Jakiś czas temu, dokładnie w 2024 roku, browar przeniósł swoją siedzibę do nowego budynku, który zlokalizowany jest pod drugiej stronie ulicy od starej miejscówki, w którym to miejscu, oprócz warzenia piwa, serwuje się też jedzenie. 
 
 
Dokładny adres browaru w nowej lokalizacji, to Maglódi street 47, a lokal jest czynny codziennie w godzinach: niedziela-czwartek 11:00-20:00 i piątek-sobota 11:00-22:00. 
 
Przekraczając próg HopTop Brewery, wita nas dość obszerna sala restauracyjna wraz z barem. Wszystko w nowoczesnym wystroju, czyli metal, wylewka i mebelki barowe. Czuć piwny klimat, ale to nie jest typowa piwna gospoda. W sali głównej na parterze (są jeszcze wyższe poziomy), możemy przez szybę podziwiać instalację warzelną browaru. Poza tym, przy barze, mamy lodówki i półki z piwami, które można zamówić i wypić na miejscu i także na wynos.
 
 
Instalacja warzelna, to czteronaczyniowe machinarium o wybiciu 50 hektolitrów. Całość produkcji lokalnej, węgierskiej. Jak wspomniałem wyżej, całość można podziwiać przez szybę popijając piwo i jedząc, na przykład fish & chips, czy burgera. Ja miałem to szczęście, że jeden z pracowników produkcji, wziął mnie na krótką wycieczkę po browarze.
 

 

Za ścianą mamy pomieszczenie, gdzie zlokalizowane są zbiorniki fermentacyjne i leżakowe. Mamy tu zbiorniki o pojemności 20, 40 i 50 hektolitrów. Jest tu także specjalna instalacja do piw wymrażanych. 
 

 
Tak wygląda browar wewnątrz, a jak wygląda sprawa z miejscowymi piwami. Otóż, warzy się tu nowofalowo i klasycznie. Jest stały trzon, są limitowane edycje, są piwa sezonowe, są wymrażarki, są kooperacje. 
 
 
Będąc na miejscu, zauważamy że mamy dostępnych kilka piwa na kranach (ponad 10) oraz sporą liczbę ich w lodówkach. Będą na miejscu, by spróbować jak największej liczy piw, można zamówić deskę próbek, z czego ja skorzystałem. To sześć piwek wlanych do szkiełek o pojemności 100 mililitrów. 
 
 
Do deski, wybrałem sobie: Hellesa, Mangoman (pale ale z mango), pilsa, IPA, American IPA i ostatniego piwa - wybaczcie - nie pamiętam. To co mogę napisać o powyższych, to to, że Helles był dobry, ale jakoś nie wybitnie. Mangoman, to pozycja dla osób lubiących piwa owocowe. Mango tutaj jest na piewrszym planie. Pils jest super, taki w stylu niemieckim. IPA, tu - hmm - chyba coś poszło nie tak, a American IPA, okazała się naprawdę super wywarem, takim w stylu najlepszych warek Ataku Chmielu. Dla mnie bomba. 
 
Po degustacji tychże sześciu piw, polecono mi Eisbocka, więc idąc za radą, skorzystałem z sugestii i piwo to, okazało się naprawdę bardzo, ale to bardzo dobrym przedstawicielem stylu, dla którego warto przybyć do HopTop Brewery.
 
 
Do piwa, po kolejnej sugestii, zamówiłem sobie 'hamba' z frytkami. Był, jak najbardziej, dobry, ale do wybitności, trochę mu zabrakło. Ważne, że był dobrym akompaniamentem dla piwa. 
 
Podsumowując, będąc w Budapeszcie, wizyta w HopTop Brewery jest koniecznością. Trzeba tu zajechać, mimo faktu, iż jest trochę daleko od centrum, ale tramwajem to kilkanaście przystanków. Polecam!

środa, 11 lutego 2026

Z wizytą w browarze The Chapels w Birkirkara

Wracamy na Maltę, do tego samego miejsca, gdzie mieści się Farsons Brewery, czyli do miejscowości Birkirkara. To tutaj, w budynku browaru Farsons, właściciele tego największego maltańskiego browaru, postanowili stworzyć mały, rzemieślniczy browarek, który będzie odpowiedzią na zapotrzebowanie na piwa rzemieślnicze wśród tubylców, jak i turystów. Tak właśnie narodził się The Chapels.
 
 
Jak już wspomniałem, browar mieści się w tym samym budynku, co większy, starszy brat, a dokładniej na trzecim piętrze i zwiedając Farsons Brewery, nie ma szans, by obok niego nie przejść, by do niego nie wstąpić. 
 
Browar czynny jest codziennie, w godzinach: poniedziałek-czwartek 12:00-23:00 i piątek-niedziela 12:00-00:00. Jak na miejsce, które jest z dala od klasycznych turystycznych szlaków na Malcie, to muszę przyznać, browar dość długo jest otwarty na gości. 
 
Ja sam, odwiedziłem to miejsce chwilę po jedenastej, gdy The Chapels nie był jeszcze otwarty, jakkolwiek sympatyczny człowiek w browarze, o imieniu Robert, rodem z Węgier, zaprosił mnie do środka, pozwolił obejrzeć cały browar, a także zaproponował degustację. 
 
Browar The Chapels, to mały restauracyjny browar, w którym nie tylko napijemy się piwa z widokiem na instalację browarniczą, ale także dobrze zjemy i zaopatrzymy się w tak zwany merch. Sercem browaru, jest dwunaczyniowa miedziana warzelnia o wybiciu 500 litrów, jak dobrze pamiętam. Poza tym mamy tu zainstalowanych pięć unitanków oraz kilka poziomych tanków wyszynkowych. 
 
 



Prawdziwą perełką tego miejsca, jest jednak pewien artefakt, który kiedyś ciężko pracował dla głównego browaru, a mianowicie stary śrutownik, który został wyeksponowany w The Chapels, tuż obok browaru. 
 

A jak i co się warzy w The Chapels? Moi drodzy, jak wspomniałem, to taki kraftowy browarek w sercu tego wielkiego, więc warzy się tu rzemieślniczo i bardziej nowofalowo, niż na większych garach obok. W trakcie mojej wizyty, na kranach było dostępnych pięć różnych piw, zresztą zawsze to jest pięć różnych piw. W trakcie mojej wizyty dostępne były takie specjały, jak: Genesis (jasny lager), Festus (marcowe), Ryesing Star (żytnia IPA), Pilgrims Prayers (West Coast IPA) oraz pszeniczka. Jakkolwiek piwa rotują, pojawiają się nowe, sezonowe, limitowane serie i tym podobne. Robert, jako gospodarz miejsca, w trakcie wizyty, wskoczył za bar i poczęstował mnie dwoma dostępnymi 'ipkami', tą żytnią i tą z zachodniego wybrzeża.
 
 
Obie 'ipki' okazały się bardzo dobrymi piwkami, szczególnie Pilgrims Prayers, które to jest rasowym IPA spod znaku West Coast.  
 


Podsumowując, The Chapels to bardzo fajne miejsce. Ja żałuję tylko, że wpadłem tutaj w godzinach zamknięcia, bo pewnie atmosfera w tym miejscu oraz kuchnia jest zacna, ale to może nadrobię niedługo. W końcu na Malcie byłem już trzy razy, więc co szkodzi polecieć czwarty raz. Klimatyczna miejscówka, super ekipa na miejscu, dobre piwo, więc czego więcej trzeba. Gdyby ten browar umiejscowiony był w Sliemie, czy Vallletcie, to jestem przekonany, że miałby jeszcze większe wzięcie wśród osób lubiących napić się dobrego piwa. 
 

Będąc na Malcie, po wizycie w Farsons Brewery, jest to punkt obowiązkowy. Polecam!

niedziela, 8 lutego 2026

Z wizytą w browarze Horizont Brewing w Budapeszcie

Wracamy do budapesztańskiego dystryktu 10, a dokładniej do adresu Maglódi út 47, gdzie jako drugi browar, odwiedziłem Horizont Brewing. Do złożenia wizyty w tym browarze, zaprosił mnie Nathan Ford (Amerykanin mieszkający w Budapeszcie), szef sprzedaży powyższego browaru. Człowiek, z któym szybko znaleźliśmy wspólny język, który tak samo jak ja, kiedyś zamieszkiwał Reno w Newadzie i który podobnie jak ja, nie znosi 'hejzi ipek'.
 
Horizont Brewing, podobnie jak Mad Scientist, otworzył się w 2016 roku, ale kilka miesięcy później, bo w październiku. Sam Nathan, dołączył do ekipy w roku 2019. W browarze mamy zainstalowany rodzimy, węgierski sprzęt do warzenia i maturacji piwa. Sam Nathan powiedział, że główny powód wyboru węgierskiej firmy, to czas i bezpieczeństwo. Po prostu, w razie awarii, ekipa pojawia się w browarze w ciągu dwóch godzin, a nie dwóch tygodni. 
 
Mamy tu warzelnię o wybiciu 1300 litrów oraz kilkanaście zbiorników fermentacyjno-leżakowych o pojemnościach: 3100, 5400 i 9200 litrów. 
  



Mamy tu także małego hopguna, którego Nathan nazywa R2D2.
 

W browarze, warzy się kilkadziesiąt różnych piw rocznie, z czego trzon browaru to 11 róznych piw, wśród któych mamy takie specjały jak: IPA, West Coast IPA, Session IPA, NEW England IPA, bezalkoholowa IPA, bezglutenowa IPA, Milkshake Pale Ale, Stout, kwasik i jasny lager. Jak widać, w Horizont lubują się w 'ipkach'. Oczywiście, warzy się tu piwa sezonowe, limitowane edycje, piw z serii ciemnych, piwa śiąteczne, a także warzy się kooperacyjnie z innym browarami z kraju i ze świata. Jednym z produktów jest także cold brew. Destyluje się tu także, na bazie 'ipy' gin.
 
Horizont Brewing są mistrzami leżakowania piw w beczkach i mają największą liczbę beczek z browarów w Budapeszcie. Podnad 90 sztuk, ale będą z roku na rok zmniejszać liczbę, że względu na fakt, że miłość Węgrów do 'barrelejdżingu' maleje rokrocznie. Piwa leżakują w beczkach po amerykańskiej i węgierskiej whisky, po rumie, po węgierskich winach i po miodzie pitnym.
 
 
Przy browarze, mamy także ładny i dość duży wielokran. Niestety, jak w przypadku sąsiadów, w okresie zimowym, jest on nieczynny. Wygląda zachęcająco i być może udam się latem do stolicy węgier, by skorzystać z kranów tegoż przybytku.
 
 
Ogólnie rzecz ujmując, Horizont Brewing, to prężny budapesztański rzemieślnik, który w tym roku będzie obchodził okrągłą, dziesiątą rocznicę istnienia. Warzy się tu dobrze, głównie nowofalowo, ale klasyka też jest dla miłośników tychże stylów. Warto się tu wybrać, szczególnie w terminie wiosenno-letnim, kiedy to, przy browarze otwarty jest firmowy pub. Dodatkowo, odwiedzając browar, można zaopatrzyć się w sklepiku firmowym w tak zwany merch, to znaczy: koszulki, bluzy, czapki, otwieracze i inne gadżety.
 
Ja dziękuję serdecznie Nathanowi, za zaproszenie, za super wycieczkę po browarze, za piwo prosto z tanków i ogólnie za genialną atmosferę w browarze. Do zobaczyska następnym razem!
 
 
Wasze zdrowie!