niedziela, 31 sierpnia 2014

Perun - Jasny Grom

Przedstawiam piwo Perun Jasny Grom. 



Zawartość ekstraktu: 13,1%.

Zawartość alkoholu: 5,6% obj.

Kolor: bursztynowy, lekko mętny.

Zapach: wyraźnie słodowy, wyraźne nuty karmelowe, nuty chmielowe ukryte, delikatne nuty owocowe mango, ananasa i cytrusów oraz żywiczne.

Smak: wyraźnie słodowy, wyraziste nuty karmelowe, w tle owocowe nuty chmielowe, na finiszu niezbyt silna, delikatnie zalegająca garbnikowa goryczka.

Piana: kremowa, dość wysoka, dość gęsta, drobno pęcherzykowa, dość wolno opada, zostawia miłe osady na szkle.

Pasteryzacja: tak.

Termin przydatności do spożycia: 6 miesiące

Opakowanie: butelka 0,5l, zwrotna.

Producent: Browar Zodiak dla Browaru Perun


Podsumowanie: 

Ostatnio miałem po raz pierwszy w życiu okazję napicia się piwa z browaru kontraktowego Perun. Mowa o piwie Jasny Grom, które zakupiłem będąc przejazdem w Warszawie. Jasny Grom, to według twórców piwa American Pale Ale. Zobaczmy, jak im wyszło w moim mniemaniu. Piwo, po nalaniu do szklanki, całkiem przyjemnie się prezentuje. Jednakże, barwa dla mnie ciut zbyt ciemna. Piana za to bardzo ładna i długo się utrzymująca w szkle. Zapach piwa średnio intensywny i nie do końca przekonujący moje nozdrza. Wyraźnie słodowy. Nuty karmelowe dominują. W tle ukryte, choć wyraźne dość nuty chmielowe - owoców tropikalnych i żywiczne. W smaku także wyraźnie słodowy, w tle możemy wyczuć owocowe nuty chmielowe. Na finiszu do głosu dochodzi niezbyt silna, lekko zalegająca, garbnikowa goryczka. Piwo wysycone jest dość wysoko. Butelkę ozdabiają dość proste graficznie etykiety, które nie do końca do mnie przemawiają. Dodatkowo, brak szczegółowego składu na kontrze. Jest za to nazwisko twórcy piwa - Adam Czogalla. Sympatyczny akcent. Ogólnie rzecz biorąc. Piwo nie do końca mnie przekonało. Brak w nim, oczekiwanej przeze mnie, rześkości, lekkości, bogatszych doznań chmielowych.

Moja ocena: 
Kolor: - 8
Piana: - 9
Zapach: - 6
Smak: - 6
Etykieta: - 5
Warka: 31.01.2015

Ocena końcowa: 6,77/10

Cena: 7,00 PLN [RODZINKA-BIS - Warszawa-Mokotów]

sobota, 30 sierpnia 2014

Karczmiska i okolice - z wizytą na plantacjach chmielu

Ostatnia moja wizyta była także okazja do spotkania się z moim serdecznym piwno-chmielowym kumplem Pawłem Piłatem, który przy okazji mojego pobytu na Lubelszczyźnie zaprosił mnie na swoje włości do Karczmisk oraz na swoje pola w sąsiedztwie, gdzie mogłem przyjrzeć się jak rośnie chmiel i zobaczyć z bliska różnorodność odmian.

Po ostatnim dniu Chmielaków, kiedy to pogoda niestety nie dopisała, byłem pewien obaw następnego dnia i aury. Niepotrzebnie. Wstając rano, przywitało nas piękne słońce i temperatura, która szeptała do ucha, by porzucić ciepłe ubranie i założyć takie typowo letnie ciuszki. Paweł, jako profesjonalny gospodarz, przygotował sowite śniadanie, byśmy oboje mieli siły i wigor do wyjazdu na pola i i ich zwiedzanie. Świeże jajka od domowych kurek, pomidory z działki i miód z pobliskiej pasieki, to byli główni aktorzy sowitej porannej uczty.


Po napełnieniu naszych żołądków, kilka chwil przed dziesiątą wyruszyliśmy na pola. Moja ekscytacja tym faktem sięgała zenitu. Paweł w różnych miejscach wokół Karczmisk ma w sumie około 20 hektarów areału chmielu. Podjeżdżając pod pierwsze pole, moją twarz zdobił już szeroki, jak Mike Matarazzo w barach, uśmiech.


Na miejscu pierwszej plantacji miałem możliwość zobaczenia, jak wygląda i rośnie, uprawiana w Polsce niemiecka odmiana chmielu, czyli Magnum.




Na kolejnym polu, miałem okazję nie tylko zobaczyć chmiel, ale także skosztować wspaniałych, soczystych, słodziutkich malin, które Paweł także uprawia. W tym drugim, dla mnie arcyciekawym miejscu miałem sposobność zobaczenia wielu polskich odmian chmielu. Pierwszą z nich był jeden z moich ulubionych rodzimych chmieli, czyli Sybilla. Jak to zawsze, przy okazji rozmowy z Pawłem o tym chmielu, przywołujemy kawałem grupy Madame 'Może właśnie Sybilla'.





W trakcie, gdy chodziliśmy wokół pnączy Sybilli, natrafiliśmy też na jedną z roślin, która zawierała kwiaty męskie.


Jako kolejny, udało mi się zobaczyć jak rośnie i jak wygląda chmiel Lubelski. Jest to chmiel, którego obecnie firmy skupująca w Polsce chmiel najbardziej pożądają i głosy są takie, że obecnie areał zasadzenia tego chmielu, a co za tym stoi plony, są zbyt małe co do popytu na rynku. Za każdym razem, gdy przechodziliśmy do różnych odmian chmielu, zrywaliśmy po dwie szyszki i rozcieraliśmy je, by sprawdzić aromat. W przypadku Lubelskiego, Paweł namówił mnie by spróbować szyszki. Powiem tak, smakowita i bardzo gorzka. Paweł się uśmiechnął i powiedział, poczekaj aż spróbujesz Marynki.




Marynka właśnie to był kolejny etap wędrówki po polach. Tak, jak wcześniej usłyszałem, po spróbowaniu szyszki Marynki, silna gorycz w ustach i gardle utrzymywała się przez bardzo długi czas. Kosztując szyszkę od razu na myśl przyszedł mi PLON Czerwony.





Nie obyło się także bez pokazania mi, jednego z najbardziej ulubionych przeze mnie i Pawła polskich chmieli, czyli Iungi. Chmiel znany głównie z takich piw, jak Prometeusz z Olimpu, Pils z Browaru Piwna, który zwyciężył w tegorocznym Konkursie Piw Rzemieślniczych w kategorii Pilzner, a także Hop Sasa z AleBrowaru. Z tego, co wiem, Michał Saks jest bardzo mocno zauroczony tą odmianą naszego rodzimego chmielu.


 Na swoich polach, Paweł uprawia także chmiel Hallertau Tradition.



Większość polskich plantatorów chmielu, swoje areały zasadzaa jedną, dwoma, maksymalnie trzema odmianami chmielu. Jak widać, Paweł jest bardziej uniwersalny i ma w swojej ofercie różnorodne odmiany chmielu. To jednak nie wszystko. Oprócz powyższych, także udało mi się zobaczyć odmiany które kiedyś były uprawianie. Między innymi chmiel Tomyski.


Na tym jednak nie koniec, Paweł, jako osoba, która w przypadku chmielu jest bardzo innowacyjna i patrzy szeroko w przyszłość, zasadził u siebie na polach także, jak to nazwał, 'eksperymentalne' odmiany polskich i zagranicznych chmieli, o których jeszcze za dużo nie mogę napisać, ale mogę załączyć ich fotografie, które zrobiłem.




Dopiero w trakcie takiej właśnie wizyty, mogłem się osobiście przekonać, jak bogaty jest świat chmielu, szczególnie ten polski świat. Sam jestem wielkim orędownikiem polskiego chmielu i staram się go ze wszech miar promować, co często mi się udaje. Spotkanie z polskimi chmielami dodało mi także sił i nadziei na to, że polskie browary coraz częściej będą sięgały po polski chmiel, a plantatorzy tacy jak Paweł właśnie, nie będą się bali eksperymentować z nowymi odmianami, z odmianami zapomnianymi i porzuconymi do lamusa, że polski chmiel odkryje swój bardzo bogaty potencjał. Zadowolenie z wycieczki samego gospodarza, jak i moje było przeogromne.


Jak mi się uda, to w tym roku odwiedzę ponownie Lubelszczyznę, w czasie zbiorów oraz w czasie skupu chmielu. Mam nadzieję, że uda mi się to zrealizować. Na koniec jednak chciałbym serdecznie Ci Paweł podziękować za wszystko, za gościnę, dach nad głową, super żarełko i genialną wycieczkę po okolicach. Wielki szacunek! 

piątek, 29 sierpnia 2014

Chmielaki Krasnostawskie moim okiem - część III

Chmielaki Krasnostawskie nazywane także dożynkami chmielowymi, a także świętem wszystkich chmielarzy. Z tego też powodu, podczas festiwalu, w ostatni jego dzień, spotykają się w trakcie sesji chmielarzy i piwowarów chmielarze z regionu Lubelszczyzny oraz przedstawiciele firm skupujących i sprzedających chmiel.

W tym roku odbyła się 44 Sesja Chmielarzy i Piwowarów.


Moja skromna osoba znalazła się na powyższej sesji za sprawą zaproszenia ze strony mojego kamrata Pawła Piłata oraz zarządu SCF Natural.

Spotkanie rozpoczęło się od wręczenia za najdłuższą wyhodowaną szyszkę chmielu. Długość zwycięskiej szyszki wyniosła 75 mm. Wybaczcie, nie pamiętam nazwiska zwycięzcy, ani też chmielu którego szyszka zdobyła tytuł. Pewnie była to szyszka Sybilli.


Po tym sympatycznym wydarzeniu, przyszedł czas na wystąpienia zaproszonych gości i dyskusję chmielarzy i przedstawiciela przemysły chmielarskiego. Jednym z prelegentów na spotkaniu był prezes Browaru Kormoran Andrzej Olkowski.  


Prezes Olkowski opowiadał o tym, jak bardzo docenia polski chmiel i jego wpływa na to, co obecnie się dzieje w polskim piwowarstwie, szczególnie na szczeblu browarów małych i rzemieślniczych. Mówił także o potrzebie zmiany nastawienia chmielarzy do charakteru ich upraw chmielu. Chodzi o to, że według prezesa Kormorana, plantatorzy w znacznie większym stopniu powinni się skupić na uprawach chmieli typowo aromatycznych (zwiększenie areału upraw, kosztem zmniejszenia areału chmieli goryczkowych), a nie goryczkowych, gdyż obecna tendencja na rynku piwowarskim sprawia, że browary obecnie skupiają się na tym, by dostarczyć klientowi produkt, który oferuje znacznie bogatsze doznania zapachowe, a co za tym idzie i smakowe. Przez Olkowski dodał także, że chmielarze i instytuty zajmujące się uprawami chmielu, powinni także zająć się pozyskiwaniem nowych odmian chmielu, gdyż konkurencja zagraniczna dość mocno wywiera swoje piętno na polskim piwowarstwie. Najważniejsze, by hasło PL is ON trwało jak najdłużej i było korzystne dla polskich browarów i na samym końcu konsumentów.

Jednym z gości, którzy także wypowiadali się na mównicy, był prezes jednego z największych graczy na polskim rynku skupu chmielu i produkcji granulatu chmielowego. To, co usłyszałem z ust tego dżentelmena wprawiło mnie w osłupienie. Otóż jego reakcja na słowa prezesa Kormorana była taka, że skoro browary chcą by chmiel pachniał pomarańczami, bananami i innymi owocami, ziołami i tym podobnymi, to on oczywiście może w trakcie produkcji granulatu dodać do nich olejków aromatycznych i będzie to wszystko pachnieć tak, jak sobie tego browary i konsument życzą. No powiem wam, że uszy mi zdębiały! Jedna wielka kpina.

Poza tym firmy skupiające chmiel prezentowały swoją ofertę, między innymi SCF Natural oraz przedstawiciel IUNG'u z Puław. W trakcie panelu dyskusyjnego, wypowiadali się sami chmielarze. Było o tym, by stworzyć jeden wspólny związek chmielarzy, który reprezentował by ich na szczeblu administracyjno-rządowym. Rozmawiano także o szkodnikach, o dopłatach rządowych i innych sprawach.

Z tego, co udało mi się zaobserwować podczas tejże sesji, to fakt, że w polskim chmielarstwie nie dzieje się najlepiej. Sami plantatorzy nie do końca wiedzą, co na rynku piwowarskim się zadziało w ostatnim czasie. Większość z nich, nie wie, jak odnaleźć się w tej sytuacji. Dla większości słowa prezesa Kormorana były czymś bardzo odległym od rzeczywistości. Tylko tak naprawdę niewielu chmielarzy inwestuje w nowe odmiany i zmienia swoje areały upraw. Poza tym podejście producentów granulatu (patrz dwa akapity wyżej). Nie dziwie się trochę, że w tej sytuacji gro browarów, szuka chmielu zagranicą.

Po sesji, goście forum zostali zaproszeni na sowity poczęstunek. W trakcie biesiady zagrała także miejscowa kapela ludowa, która swoją muzyka ubarwiła święto chmielarzy.



Konkludując wpis, bardzo mi miło, że mogłem wziąć udział w powyższej sesji, gdyż teraz mam większy pogląd na temat kondycji polskiego chmielarstwa. Dodatkowo, udało mi się poznać ludzi, którzy chmiel uprawiają, a także dowiedzieć się co nieco więcej o samej uprawie chmielu.

Mimo, że to ostatni akcent Chmielaków Krasnostawskich 2014 na moim blogu, to jednak nie ostatni wpis z mojego pobytu na Lubelszczyźnie. Niedługo kolejny ciekawy wpis. Zapraszam!

czwartek, 28 sierpnia 2014

Chmielaki Krasnostawskie moim okiem - część II

W drugim wpisie o zeszłotygodniowych Chmielakach, chciałbym napisać kilka słów na temat Konsumenckiego Konkursu Piw. 

Zacznijmy od tego pierwszego wydarzenia. Jak pierwszy człon konkursu mówi - 'konsumencki' - znaczy to ni mniej ni więcej, że spośród 258 piw, podzielonych na 17 kategorii, najlepsze piwa w każdej z kategorii wybierali konsumenci, czyli ludność z Krasnegostawu i innych okolicznych miejscowości. Przyznać muszę, że taka forma konkursowa kojarzy mi się z wyborem auta roku. Tak jak w przypadku auta, wybierane jest nie najlepsze, ale najbardziej popularne, najbardziej lubiane wśród ogółu klientów (konsumentów). W tym wypadku jest podobnie. Ludzie wybierają piwa, które im smakują, nie patrząc na zgodność ze stylem, wady, i tym podobne. wielu z nas pewnie, jeszcze jakiś czas temu podchodziło do tematu oceny piwa podobnie. Smakowało lub nie. Ja sam jeszcze kilka lat temu oceniałem tak właśnie piwa. Spośród siedemnastu najlepszych piw, po jednym z każdej kategorii, na koniec wybierało się Grand Prix. Na ten finał zostałem zaproszony przez Sarę Nabrdalik z Bractwa Piwnego. Można powiedzieć ja, wraz z grupą osób, wśród których byli certyfikowani sędziowie PSPD, profesjonalni i domowi piwowarzy oraz inni ludzie związani z tematyką piwa, mieliśmy wybrać tego najlepszego z najlepszych ... według konsumentów.

Czy do końca jestem przekonany o formule rozgrywania tego konkursu? Hmm, trudno powiedzieć. Można rzec, że skoro jest 'konsumencki', to konsumenci powinni wybierać i w czasie eliminacji i podczas finału, lub osoby związane z piwem wybierają w eliminacjach, a Grand Prix już tylko konsumenci. Wydaje mi się, że byłoby to bardziej rzetelne, sprawiedliwie i odzwierciedlające wrażenia konsumentów. Nadto myślę, że wyniki byłyby odwrócone o 180 stopni. Oczywiście jest to moje osobiste zdanie i nie trzeba się z nim zgadzać.

No, ale Grand Prix trzeba było wybrać. Wybór trudny. Wiadomo, dla mnie osobiście, największe tuzy polskiej piwnej rewolucji swoich piw nie wysłały, więc tak jak w przypadku wyboru auta roku, najwyższej półki nie było. Jurorzy wybierający Grand Prix dostali, tak samo jak wcześniej konsumenci, formularze do wypełnienia, gdzie wyszczególnionych było 5 cech piwa: aromat, smak, smakowitość, nasycenie oraz goryczka. Wiem, wiem, trzeci walor brzmi intrygująco. Ja sam do końca nie wiem, co termin oznacza. Myślę jednak, że dla jurorów eliminacyjnych, czyli konsumentów, jest to bardziej czytelne i zrozumiałe. Podobnie rzecz się ma z brakiem w formularzu barwy i piany. Wiadomo, konsumenci albo lubią piwa jasne, albo ciemne, jedni uwielbiają piane, inni nie. Dla większości pewnie trudno ten walor jest ocenić i pewnie oceny byłyby zerojedynkowe. Dlatego rozumiem organizatorów, że te dwie cechy pominęli. Uważam jednak, że przy obecnej formule, dla jurorów podczas finału formularze winny być podobne do tych, które są używane przez sędziów PSPD.  



No, ale jakie te formularze by nie były, trzeba było zabrać się do pracy. Zwycięzcy poszczególnych kategorii były wlewane do bardzo ładnych chmielakowych szkiełek. Naprawdę podobały mi się. Finał się rozpoczął i zaczęliśmy testowanie 17 piw. Finał poprowadził Marek Suliga, poprzedni Wielki Mistrz Bractwa Piwnego. 


Jakość testowanych piw była różna. Zgodnie wybraliśmy najlepsze trzy, naprawdę najlepsze. Pierwsze miejsce zajął, a tym samym tytuł Grand Prix otrzymał Porter Żywiecki. O setne części punktu za nim uplasowało się piwo American IPA z Kormorana, a trzecie, które było od początku moim faworytem, czyli Pszeniczny Pan z Browaru Jedlinka - naprawdę superancka pszenica. A reszta piw? Hmm, powiem tyle, między pierwszą trójką a resztą, różnica punktowa była kolosalna. 

Nie ma co owijać w bawełnę, wygrały piwa najlepsze według nas, a właściwie według konsumentów. Nie mam pojęcia, jakie inne piwa reprezentowały poszczególne kategorie, ale to już nie ma najmniejszego znaczenia.

Wybór Grand Prix Chmielaków Krasnostawskich 2014 był dla mnie kolejnym piwnym, ciekawym doświadczeniem. Poznałem nowych sympatycznych ludzi, a to dla mnie jest najważniejsze. Powtórzę to po raz kolejny, tak naprawdę w piwie najważniejsi są ludzie. Jednakże uważam także, jak napisałem wyżej, że Grand Prix powinni wybierać Ci sami konsumenci, którzy wybierali piwa w eliminacjach. Nie dość, że byłoby to 'konsumencko' bardziej miarodajne, a po drugie jeszcze bardziej nobilitujące dla tychże ludzi. To oni wtedy mieli by realny, całkowity wpływ na wyniki konkursu, a nie tylko połowiczny. 

Podział piw na kategorie i szczegółowe wyniki Konsumenckiego Konkursu Piw są dostępne na stronie Chmielaków. Nie jest to jednak ostatnie moje słowo odnośnie krasnostawskiego festiwalu. W kolejnym wpisie będzie o jeszcze jednym ciekawym wydarzeniu.

środa, 27 sierpnia 2014

Chmielaki Krasnostawskie moim okiem - część I

W dniach 23-34 sierpnia odwiedziłem Krasnystaw i wziąłem udział w tamtejszym Ogólnopolskim Święcie Chmielarzy i Piwowarów, czyli zagościłem na festiwalu Chmielaki Krasnostawskie. Wybrałem się tam na zaproszenia organizatora, czyli Bractwa Piwnego oraz przedstawicieli firmy SCF Natural oraz mojego serdecznego kamrata Pawła Piłata. Pierwszy dzień, a właściwie popołudnie i wieczór, spędziłem na krasnostawskim rynku, gdzie rozstawione były stoiska browarów i firm oferujących piwo. 
 
Zaraz po przyjeździe do Krasnegostawu, zaskoczył mnie tłum, który ogarnął właściwie całe miasteczko. Doczłapałem się z moimi tobołami na rynek krasnostawski i powiem szczerze, musiałem się dość mocno przeciskać przez tłum zgromadzony na placu i uliczkach wokół niego. Jako, że była bardzo ładna pogoda, słonecznie i bardzo ciepło, a że byłem po kilku godzinach podróży, poczułem się bardzo spragniony i swoją wędrówkę po rynku rozpocząłem od wypicia dobrego piwa. Potem ruszyłem po wszystkich stoiskach, by zobaczyć, co mają do zaoferowania
 
Na festiwalu było obecnych sporo piwnych podmiotów, co mnie bardzo zaskoczyło. Były koncerny działające w naszym kraju, browary duże, średnie, małe oraz rzemieślnicze i restauracyjne. Było także sporo przedstawicieli oferujących piwa zagraniczne. Wielcy byli reprezentowani przez Kompanię Piwowarską, Grupę Żywiec, Carlsberg Polska. Na stoiskach powyższych oprócz możliwości wypicia ichniego piwa, można było skorzystać z dodatkowych atrakcji, takich jak na przykład nauczyć się prawidłowego nalewania piwa, posłuchać o historii piwowarstwa oraz o tym, jak się warzy piwo.
 





 
Na festiwalu nie zabrakło oczywiście namiotów Browarów Lubelskich Perła, dla których najpewniej jest to najważniejszy festiwal w w Polsce. Namioty i parasole Perły były widoczne właściwie wszędzie. Oprócz piw warzonych w Lublinie i Zwierzyńcu można było także wziąć udział w wielu konkursach, między innymi w ślepym teście piw Perły. Jednym z gospodarzy jednego ze stoisk firmowych, był mój kumpel Grzesiek, który jeszcze tak niedawno pracował za barem w pubie 'U fotografa'. 




Stoiska największych zwiedziłem z powodów reporterskich głównie, degustacja piw, tak naprawdę, miała na stoiskach tych najmniejszych, a było ich sporo, więc i degustacji także było całkiem całkiem. Chmielaki Krasnostawskie to nie jest miejsce, gdzie mają miejsce spektakularne premiery piwne, ale i tak mona było się napić naprawdę dobrego piwa. Można było zahaczyć między innymi o stoiska Pinty i Krainy Piwa, gdzie spotkać można było Marka Semlę i Grześka Zwierzynę i zamienić z nimi kilka słów, no i oczywiście napić się wyśmienitego piwa.
 


Oprócz tego, fajnych piw można było się napić na wielu innych stoiskach, zresztą zobaczcie sami na fotografiach poniżej.
 


















 
Oprócz tego, co można zauważyć tutaj, swoje stoiska miały także polskie browary, które większości nam kojarzą się z festynami, jarmarkami, miejskimi i wiejskimi imprezami masowymi, czyli Browar Jagiełło, EDI, Krajan oraz Koreb. Ten ostatni miał chyba nawet ze cztery swoje stoiska. Gdy późnym wieczorem, zaczął mocno padać deszcz, ja z grupą moich towarzyszy, zostaliśmy bardzo serdecznie przyjęci pod namiot Browaru EDI, gdzie właściciel opowiadał o historii browaru i o swoich piwach.




W trakcie krasnostawskich Chmielaków, odbył się także regionalny finał konkursu barmańskiego Pilsner Urquell Polish Master Bartenders 2014. Wybierano najlepszych barmanów w regionie, którzy następnie udział w ogólnopolskim finale, który odbędzie się w Warszawie. Tydzień wczesniej taki regionalny finał miał miejsce w Gdyni, na który mnie zresztą zaproszono i w którym zasiadłem w jury. Tym razem, jednym z jurorów był mój dobry piwny znajomy i też bloger Michał 'Docent' Maranda, który prowadzi między innymi blog Polskie Minibrowary.





 
Chmielaki Krsnostawskie, to nie tylko piwo i imprezy z nim związane, to także szereg imprez kulturalnych, koncertów i innych. Jedną z takowych właśnie, która przyciągnęła na miejscowy rynek rzesze publiczności były wybory Miss Chmielaków Krasnostawskich. Większośc zebranych piała z zachwytu w momencie, gdy panie pojawiły się w strojach kąpielowych, dla mnie jednak clou programy był wystę w strojach wieczorowych. Moja faworyta - Patrycja ... Chmiel - została pierwszą vice miss.
 
Ogólnie rzecz biorąc, wszystkim tym, co działo się na rynku krasnostawskim i wokół niego jestem mocno zaskoczony. Spodziewałem się imprezy mniejszej, zorganizowanej z mniejszym rozmachem, gdzie tak naprawdę dobrego piwa będzie jak na lekarstwo, a tu się miło zaskoczyłem. Tłumy, które nawiedziły Krasnystaw także wprawiły mnie w lekkie osłupienie. Gwarnie było szczególnie w sobotę, ale wtedy dopisała naprawdę świetna pogoda. Następnego dnia, kiedy to cały dzień siąpił deszcz, odwiedzającej gawiedzi było już znacznie mniej. Naprawdę miła atmosfera miejsca i imprezy, choć zgoła inna od tego, co znane nam jest chociażby z festiwali we Wrocławiu, czy w Żywcu, niemniej jednak, można naprawdę miło spędzić czas, rozkoszując się miejscem, pogodą i dobrym piwem oczywiście.
 
Jutro kolejny odcinek moich wrażeń z imprezy, tym razem, to czego byłem świadkiem w niedzielę.