niedziela, 5 listopada 2017

Rozmowy okołopiwne - Piwna turystyka

Do napisania poniższego tekstu natchnął mnie ostatni film Marcina i Rafała, czyli ekipy Jabeerwocky, w którym chłopaki poruszyli temat piwnej turystyki. Jako, że co nieco czego innego oczekiwałem od tego filmu oraz, dzięki wielu pytaniom, które otrzymuję w tym temacie, postanowiłem dodać swoje trzy grosze.

W dzisiejszym wpisie, chciałbym wam przybliżyć to, w jaki sposób przygotowuję się do piwnych zagranicznych eskapad, czyli co, gdzie i jak?

Za granicę wybywam dosyć często i to zarówno prywatnie, jak i w celach służbowych. W momencie, gdy jest to wyjazd prywatny, to pierwszą rzeczą, którą robię to wymyślam sobie w głowie, dokąd chciałbym się wybrać i jakim środkiem transportu chciałbym się tam dostać. Jako, że oprócz piwa, moim wielkim hobby jest lotnictwo cywilne oraz latanie, to zazwyczaj planując podróż, patrzę dokąd mogę polecieć samolotem. Po uwagę biorę głównie loty bezpośrednie z Polski, ewentualnie te z maksymalnie jedną przesiadką. Można zatem rzec, że większość globu jest w moim zasięgu, nawet Nowa Zelandia, którą odwiedziłem ostatnio. 



Biletów zazwyczaj szukam za pomocą wyszukiwarki Skyscanner, a także poprzez strony linii lotniczych. Subskrybuję także newslettery wielu linii lotniczych, między innymi LOT, Qatar Airways, Emirates, KLM, czy Finnair. Czynnie także się udzielam na forum Lotnictwo, czy portalu Pasażer.com. Dzięki temu wszystkiemu, mam dostęp do aktualnych i nadchodzących biletowych promocji. Uwierzcie, że w przypadku bardzo dalekich podróży, promocja robi wielką różnicę. Dość powiedzieć, że promocyjny powrotny bilet do Nowej Zelandii był o dwa tysiące tańszy, niż w przypadku ceny regularnej.



No, ale lotnictwo to nie wszystko, przecież to piwna turystyka, więc ważniejszym tematem jest piwo. Doskonale wiemy, jak duże piwne tradycje związane są z takimi krajami, jak Niemcy, Czechy, USA, Belgia, czy Wielka Brytania. Inne, te europejskie i te na innych kontynentach, dopiero od niedawna dla większości z nas  kojarzą się z dobrym piwem. Dlatego też planując kolejną podróż, kolejny kraj, zawsze zerkam, czy w danym kraju oraz miejscach, które chciałbym odwiedzić, będzie mi dane poznać miejscowe piwowarstwo i czy w danych lokalizacjach będę miał okazję trafić na jakikolwiek browar. W tym wypadku, znowu internet podaje mi pomocną dłoń, a głównie chodzi o portal RateBeer. Po protu w wyszukiwarce wpisuję nazwę miejsca, hasło browary i nazwę portalu, np: 'Stuttgart, breweries, ratebeer'. Zawsze wtedy, jako pierwszy, w wynikach, pojawia się piwny przewodnik po danym miejscu, czyli w przypadku Stuttgartu 'Stuttgart Beer Guide'. Dzięki temu mam dostęp do browarów, brewpubów, pubów i sklepów z dobrym piwem. Zawsze sobie filtruję tylko do browarów i brewpubów. Dzięki temu otrzymuję listę tych tylko włąśnie przybytków.



Na mapie browarów i brepubów wyszukuję poszczególne z wyników i patrzę, gdzie się znajdują. Drukuję mapkę i spisuję w dokumencie Word wszystkie adresy oraz godziny otwarcia, które także drukuję. 



Czasami odwiedzam także strony browarów i patrzę, czy są możliwości zwiedzenia browarów, ile to kosztuje i w jakich godzinach jest to możliwe? Czasami także piszę na dostępny w zakładce 'Contact us' adres mejlowy z zapytaniem o możliwość zwiedzenia browaru wraz z degustacją. Jest to dobre, szczególnie w przypadku browarów stacjonarnych, które przy browarze nie posiadają lokalu z kranami.



Następnie zabieram się za wyszukiwanie hotelu. W tym temacie, najczęściej pomaga mi portal Booking.com. Wiem, że są inne podobne portale, jakkolwiek powyższy polubiłem bardzo i mocno się do niego przyzwyczaiłem. Bardzo dobre w tym portalu jest to, że można bezpłatnie odwołać rezerwację nawet na dwadzieścia cztery godziny przed przyjazdem. 


Podczas wyszukiwania noclegu, zazwyczaj ustawiam suwakiem zakres cenowy i klikam 'szukaj'. Przeglądam wyniki wyszukiwania i głównymi czynnikami, na jakie zwracam uwagę, to bliskość centrum miasta oraz opinie klientów. 


Kolejnym elementem w planowaniu wyjazdu, jest sprawdzenie dojazdów z lotniska do hotelu oraz z hotelu do browarów. Dojazdy do hotelu najlepiej sprawdzać na stronach internetowych lotnisk, w zakładce 'How to get to/from airport'. O możliwości dojazdu z hotelu do browarów, najlepiej spytać miejscowych, w czym z pomocą przychodzą osoby na recepcji hotelu. W zależności od odległości polecają transport publiczny, taxi lub Ubera. Oczywiście można posiłkować się także internetem, jakkolwiek mi bardziej pasuje bezpośredni kontakt z miejscowymi.

 
Kolejnym ważnym elementem, akurat w moim przypadku, jest zabranie ze sobą kilku butelek polskiego piwa. Nic tak nie działa na lokalnych browarników i osoby za barem, jak mówisz, że specjalnie dla nich przywiozłeś coś polskiego do spróbowania. Taki miły gest, w browarze, zazwyczaj, otwiera wszystkie drzwi, a także powoduje, że druga strona traktuje Cię poważniej, zwraca na Ciebie większą uwagę. Można także liczyć na darmową degustację ze strony gospodarzy, którzy próbują w ten sposób podziękować za podarunek, który przeleciał niejednokrotnie tysiące kilometrów. Zazwyczaj zabieram ze sobą 5-6 różnych piw. 


I tu powstaje pytanie? Jak przewożę te piwa? Otóż pakuję je do bagażu rejestrowanego. Owijam je kilkoma warstwami folii bąbelkowej i pakuję w bagażu. Ważne jest, by bagaż był w miarę pełny, by butelki luźno nie latały wewnątrz. Gdy wracam do kraju z piwami z danego miejsca robię podobnie, dodatkowo owijając zafoliowane butelki w zużyte podkoszulki, by jeszcze bardziej je zabezpieczyć. Powiem wam, że powoduję to, że nasze piwne skarby są maksymalnie zabezpieczone.


Zaraz po wejściu do danego brewpubu lub przed wejściem do browaru stacjonarnego, zawsze pytam obsługę o osobę decyzyjną, by zapytać się, czy jest możliwość zwiedzenia browaru. Tylko raz w trakcie moich podróży, odmówiono mi wizyty, a tylko dlatego, że nie było właścicieli i obsługa nie czuła się zobligowana do pokazania mi serca browaru. Poza tym, zawsze dane pytanie przyjmowano z wielkim uśmiechem i zadowoleniem, zwłaszcza daleko od Polski. Im dalej od naszego kraju, tym częściej browarnicy się dziwią, że człowiek przebywa tyle kilometrów, by zwiedzić browar, a nie inne atrakcje danego miejsca. Już to chociażby wywołuje w nich większą chęć, by oprowadzić nas po danym miejscu i poopowiadać o historii browaru. 


Właściciele, piwowarzy i inne osoby zatrudnione w browarach, także z wielką ochotą słuchają tego, co sam przekazuję im o polskim piwowarstwie. O jego rozkwicie, o stylach warzonych w naszych browarach, o polskich odmianach chmielu i wielu innych ciekawych rzeczach. Często zadają pytania. Często także, podczas degustacji piwa, proponują lokalne przysmaki. Dzięki temu, możemy poznać co nieco z lokalnej kuchni. 


Dzięki tymże rozmowom, możemy także dowiedzieć się co jeszcze, oprócz tego, co przed wyjazdem zaplanowaliśmy, możemy w danym kraju odwiedzić, to znaczy inne browary, puby, czy sklepy. Dowiadujemy się także, które najbardziej warto, a które mniej i od czego powinniśmy zacząć. Pomaga to bardzo, uwierzcie mi. 

Oprócz powyższych, by lepiej przygotować się do wyjazdu, często kontaktuję się z moim serdecznym kolegą Marcinem z blogu Piwny Turysta, który jest chyba największym polskim piwnym obieżyświatem i który zawsze służy dobrymi radami w temacie piwnych podróży. Polecam zajrzeć na jego blog. Znajdziecie tam bardzo, ale to bardzo wiele ciekawych relacji z podróży, dzięki czemu zobaczycie, jak bogaty jest piwny świat. 

W tym momencie, chyba wyczerpałem już wszystkie rady (dobre rady wujka Dobra Rada), które chciałem wam przekazać. Mam nadzieję, że choć w pewnym stopniu przydadzą się wam podczas planowania kolejnych zagranicznych, piwnych podróży i dzięki czemu piwna turystyka stanie się dla was łatwiejsza i bardziej przyjazna. Szerokiej drogi i na zdrowie.

czwartek, 2 listopada 2017

Z wizytą w browarze Calwer-Eck w Stuttgarcie

Ostatnie dni października, miałem okazję spędzić w Stuttgarcie, dokąd pojechałem na konferencję. Przy okazji, jak zawsze, postanowiłem zwiedzić miejscowe browary. W Stuttgarcie i wokół, znajduje się kilka browarów, niestety z powodu obowiązków zawodowych, mnie udało się odwiedzić tylko jeden. Był nim browar Calwer-Eck.


Browar został otwarty równo trzydzieści lat temu, w roku 1987 i jest najmniejszym lokalnym browarem. Mieści się w samym centrum miasta, przy Calwer Strasse 31.

Po wejściu do lokalu, ukazuje się nam bardzo ładne wnętrze, które zachęca do do zostania na dłużej.



Browar wyposażony jest w typową, dla niemieckich browarów restauracyjnych warzelni. Taką, z takimi drewnianymi obiciami. Oprócz tego, jest także pięć tanków fermentacyjno-leżakowych.




W ofercie browaru, tego dnia było dostępnych pięć piw. Były to: Pils, Braumeisterbier, Hefeweizen, Saisonbier oraz Schwarzbier. 


Ja miałem przyjemność skosztować pierwszych czterech.



Jakie wrażenia? Pils w aromacie całkiem przyjemny, ale w smaku, hmm, tu goryczka załatwia wszystko. Ściąga jak wąż skórę. Pszenica bardzo maślana z majaczącymi w tle nutami goździka. W smaku dość słodkie, trochę jak Werthers Original, czyli ... no sami sobie odpowiedzcie. Saisonbier w aromacie i smaku mocno owocowe, takie cytrusowe. Dość dobre. Ostatnie skosztowane przeze mnie, czyli Braumeisterbier, to według mnie marcowe, choć nikt w browarze tego nie potwierdził. 


Jak widać powyżej, piwa do najlepszych nie należały. To wszystko zrekompensowała jednak miła atmosfera w lokalu, jak i bardzo sympatyczna, uczynna obsługa, mówiąca po angielsku, co akurat w Niemczech nie jest regułą. Jak się potem dowiedziałem od miejscowych, trafiłem do najsłabszego lokalnego browaru. Czyli trafić 'lepiej' nie mogłem, a tuż obok, znajdował się ten jeden z najlepszych, ehh. Niemniej jednak, warto się wybrać, by samemu się przekonać i poczuć przyjemną atmosferę miejsca. Niestety, na te inne, te lepsze, nie miałem już czasu. Wierzę jednak, że to w przyszłym roku nadrobię.

środa, 1 listopada 2017

Z wizytą w browarze Tonga Breweries w Nuku'alofa

Podczas mojego dwudniowego pobytu na Tonga, jak się domyślacie, nie mogłem sobie odmówić wizyty w lokalnym browarze. Przed wyjazdem, zagłębiając tajniki internetu, dowiedziałem się, że w Królestwie Tonga jest jeden browar, a mianowicie Outrigger Brewery. Będąc na miejscu, powiedziano mi, że istnieje także obok drugi o nazwie Tonga Breweries. Postanowiłem odwiedzić oba.

Wstając rano, poprosiłem właścicielkę hotelu w którym nocowałem (bardzo sympatyczna Niemka o imieniu Claudia), czy można by zorganizować u nich wycieczkę wokół największej wyspy Tongatapu, z zahaczeniem o te dwa browary. Była lekko zdziwiona, gdyż turyści zawsze pytają o największe atrakcje i rajskie plaże. Bardziej jeszcze zaskoczony był rodowity Tongańczyk, który mnie w tę eskapadę zabierał. "Browary chcesz zobaczyć? Ale to przecież dzielnica przemysłowa? Nic ciekawego!" - pytał. Gdy mu opowiedziałem o sobie, o mojej miłości do piwa i zwiedzania browarów, uśmiechnął się i krzyknął "OK my friend!".

Chwilę potem ruszyliśmy do przemysłowej części Nuku'alofa na przygodę z browarami. Pierwszy na naszej drodze okazał się Tonga Breweries.



Tonga Breweries to firma, która wcześniej znana była jako Royal Beer Company. Zlokalizowany jest przy Kinikinilau Road, w Small Industries Centre. Po przybyciu na miejsce, pierwszą lepszą osobę z ekipy browaru spytałem o możliwość zwiedzenia browaru. Poziomu zaskoczenia na twarzy tejże osoby, nie muszę tu opisywać. Powiem w skrócie, że był przeogromniasty. Sympatyczny, młody Tongańczyk, powiedział, że w tej sprawie zaprowadzi mnie do szefa. Po wejściu do części biurowej, przedstawiono mi pana David'a Edwards'a, Dyrektora Zarządzającego, który na wieść o chęci zwiedzenia przeze mnie browaru bardzo szeroko się uśmiechnął, wyciągnął dłoń na powitanie i serdecznymi słowami zaprosił do zwiedzania. Dodał jeszcze szeroko radując się, że jestem pierwszym, który ma ochotę zwiedzić ten browar i że jest mocno zaskoczony, że ktoś kto przeleciał dwadzieścia tysięcy kilometrów na rajskie wyspy, marzy o tym by zwiedzić, bądź co bądź, zakład przemysłowy.

Mnie również to wzruszyło, a jednocześnie bardzo uradowało. David zaczął opowiadać o historii browaru, o tym, że to najstarszy browar na Tonga, którego początki działalności datowane są na 1987 rok. Akurat udało mi się przybyć, na okrągły jubileusz browaru. Przekazano mi także kilka informacji o zmianie właścicielskiej, zmianie nazwy oraz o tym, że obecnie browar znajduje się w swojej przejściowej fazie produkcyjnej. O produktach, które były warzone w browarze wczesniej, czyli Ikale Lager, Kingdom Gold oraz o warzeniu i dystrybucji piwa Heineken. 

Byłem tak zaoferowany tym wszystkim, że nawet nie spytałem o parametry warzelni, zbiorników fermentacyjno-leżakowych i o inne interesujące, z punktu widzenia piwnego turysty, rzeczy. Co odnotowałem, to fakt, że cała instalacja browarnicza jest już dość wiekowa i wysłużona, jakkolwiek działająca sprawnie według zapewnień. 







W dniu, w którym byłem w browarze, nie było nic warzone, gdyż jak wspomniałem wyżej, browar był w tym czasie w fazie przejściowej swojej działalności i przestawiał się na produkcję swojej nowej marki, czyli Tonga Lager. Z tego co się dowiedziałem, warzenie marek Ikale Laker, czy Kingdom Gold, nie wiadomo, czy będzie kontynuowane. Na etykieciarce, nadal wił się duży rulon etykiet Ikale Lager. Co do warzenia i dystrybucji piwa Heineken, też nie nic nie wiadomo.


Na koniec ekskursji po browarze, jeszcze mała pamiątkowa fotografia przy kotłach.


Wychodząc z części produkcyjnej, David zaprosił mnie jeszcze raz na górę, do swojego biura, gdzie podarował mi firmową koszulkę, dwa firmowe szkiełka i otwieracze oraz parę podstawek, za które chciałbym bardzo serdecznie podziękować. 

Wizyta w Tonga Breweries była dla mnie niesamowitym przeżyciem. Uwierzcie mi, jest to zupełnie inne uczucie, gdy odwiedza się browar, na przykład, w Niemczech, USA, czy Szwajcarii, a gdy odwiedza się takowy w tak odległym, egzotycznym miejscu. Szok, wielka radość, nirwana - wszystko w jednym. Dopiero teraz poczułem to, co czuł mój serdeczny kolega Marcin, znany szerzej jako Piwny Turysta, który w swoim życiu odwiedził browary w tak egzotycznych miejscach jak Tajlandia, Kambodża, Kostaryka, czy Kolumbia. Dla takich chwil warto żyć i warto podróżować jak najdalej!

Drugiego browaru, czyli Outrigger Brewery (znajduje się tuż obok), nie udało mi się zwiedzić. Byłem na recepcji i rozmawiałem z sympatyczną ekipą browaru. Jakkolwiek nie było w tych dniach szefa, z którym panie skontaktowały się telefonicznie i który z wielką chęcią zapraszał na początek kolejnego tygodnia. Jednak dla mnie to było niemożliwe, gdyż następnego dnia musiałem już opuszczać Tonga. Następnym razem postaram się nadrobić.

poniedziałek, 30 października 2017

Jak to jest z piwem w Królestwie Tonga?

Tonga, a właściwie Królestwo Tonga, to miejsce tak egzotyczne, położone na południowym Pacyfiku, że dość duża liczba osób, nie tylko w naszym kraju, nie ma w ogóle pojęcia o istnieniu takiego państwa. Ja sam, wyspami na południowym Pacyfiku, zafascynowany jestem od małego, gdy to prawie codziennie oglądałem czeski gruby atlas, który dostałem od swojego dziadka, gdzie cały obszar Oceanii, był dość szczegółowo opisany. Kraje takie, jak Fidżi, Samoa, Vanuatu, Kiribati, czy Nauru, to były (nadal są) moje największe podróżnicze marzenia, które w zeszłym miesiącu, w małej części udało mi się spełnić. Będąc w Nowej Zelandii, do Tonga jest już całkiem niedaleko, bo z Auckland to tylko dwa tysiące kilometrów, czyli niewiele mniej, niż z Warszawy do Madrytu. 

Królestwo Tona, to archipelag składający się z około stu siedemdziesięściu wysp, z których największą jest Tongatapu. Tę właśnie odwiedziłem ja. Na tejże wyspie znajduje się także stolica Nuku'alofa oraz główny port lotniczy Fua'amotu. Wyspy Tonga leżą w pobliżu zwrotnika Koziorożca, więc jak możemy sobie wyobrazić, na pogodę nie można tam narzekać. Wyspy raczą nas wysokimi zielonymi palmami i bananowcami oraz lazurowymi, pięknymi plażami.





Patrząc na zdjęcia powyżej, dochodzi do nas myśl, że kraj taki jak Tonga, powinien mieć niewiele wspólnego. Nic bardziej mylnego. W kraju działają dwa browary i oba są zlokalizowane na Tongatapu. Są to Tonga Breweries, wcześniej znane jako Royal Beer Company oraz Outrigger Brewery, które należy do Pacific Brewing Company. Oba browary warzą kilka marek piw, z których wszystkie to jasne lagery. Można oczywiście kupić piwa, które w nazwie mają człon 'Pale Ale", jakkolwiek w rzeczywistości są to lagery. Piwa są bardzo delikatne, wedle założeń, mają szybko gasić pragnienie. Na moje pytanie, dlaczego w Tonga warzy się tylko takie piwa, w odpowiedzi usłyszałem, że po prostu Tongańczycy i turyści innych pić w takich warunkach nie chcą i inne style piwne, po prostu się nie sprzedają.

Oba browary, które wymieniłem powyżej, mimo, że to państwowe spółki, to można powiedzieć, że są to właściwie browary ... rzemieślnicze. Dużo prac wykonywanych jest tam ręcznie, na przykład wsypywanie słodu do kotła, czy mycie butelek. Oba browary warzą marki piw, takie jak: Outrigger, Popao, Ikale, Tiki, czy Maui, a także Maka, jakkolwiek te ostatnie warzone jest dla Tongańczyków w Nowej Zelandii. Na wyspach można dostać też kilka piw znanych wszystkich marek, jak chociażby Heineken. Wszystkie dość mocno słodowe, z lekko zaznaczoną, ale wyczuwalną goryczką. Piwa wszystkie dość wodniste. Niektóre warki piw, nie pozbawione są wad, więc czasami można trafić i na delikatne masełko i na lekki kwasik.





Piwo można kupić w sklepach spożywczych, restauracjach i hotelach. Typowych lokali piwnych (pubów), nie spotkałem. W restauracjach, piwo serwowane jest zarówno z kranu, jak i z butelek. Zawsze bardzo mocno schłodzone. Piwo w Tonga nie jest drogie i butelka o pojemności 0,33 litra, bo w takiej pojemności sprzedawane są piwa, w sklepie kosztuje pomiędzy 2 a trzy 3 złote, w knajpie około 4-5 złotych, a w hotelu około 8-10 złotych. Sklepy są otwarte codziennie i do późna, więc nie ma problemu z zakupieniem piwa, by się orzeźwić, nawet w nocy, kiedy to jest równie upalnie, jak i w dzień. 

Nie dość, że piwa w Tonga są dość delikatne i pije się je niezwykle szybko, to dodatkowo można go wypić całkiem sporo, gdyż poruszać się autem można mając do 0,8 promila alkoholu we krwi. 

Podsumowując, pod względem piwnym, Królestwo Tonga oferuje to, czego od tego państwa oczekiwałem. Jasne lagery, jasne lagery i jeszcze raz jasne lekkie lagery. Mają w większym stopniu orzeźwiać, niż smakować, choć przyznać muszę szczerze, że w takich okolicznościach przyrody, smakują dość wybornie. Polecam każdemu wyspy Tonga, jako miejsce wakacyjnego wypoczynku i degustację ich rękodzieła piwowarskiego. Szału się nie spodziewajcie, ale na pewno, gaszenie pragnienia popijając jedno z nich, w trakcie leżenia na piaszczystej plaży, dostarczy wam fantastycznych doznań.

niedziela, 29 października 2017

Z wizytą w lokalu Brew on Quay w Auckland

Kończy się październik, kończy się także moja tegoroczna piwna przygoda z Nową Zelandią. Zapraszam was na ostatni odcinek, w którym zabiorę was do jednego z piwnych miejsc w Auckland. Mowa jest o piwnym lokalu Brew on Quay. 


Przechadzając się po nabrzeżnych okolicach Auckland, natknąłem się na to miejsce i postanowiłem wstąpić. Z początku myślałem, że to kolejny browar, jakkolwiek po wejściu wnętrze, jak i obsługa, zweryfikowały moje wyobrażenia. Tak, Brew on Quay, to pub piwny, a nie browar. Na początku, z lekka się rozczarowałem, jednak postanowiłem na chwilę zostać i poznać prawdziwy potencjał tego miejsca. Jak można się domyśleć, Brew on Quay znajduje się przy 102 Quay Street.

W środku, od razu rzuca nam się, taki wystrój pubowy, w stylu angielskim, że tak to ujmę.





Na jednej ze ścian, możemy zauważyć jeden z przyjemniejszych elementów wystroju pubu, czyli kontury wysp nowozelandzkich, wypełnionych  puszkami po piwie. Bardzo mi się to spodobało.



Bar wyposażony jest w dwanaście kranów i jedną pompę, na których, możemy znaleźć dużo nowozelandzkiego piwnego dobra. 




Za barem, można także zauważyć także, dość duży wybór piw butelkowych, nowozelandzkich i europejskich. Ja, jako że w zanadrzu miałem podróż na lotnisko i kolejny lot, to skusiłem się tylko na lany stout ostrygowy. Wybaczcie mi proszę, ale nie pamiętam, jaki browar go uwarzył. 


Akompaniamentem do tej czarnej ambrozji były bardzo pikantne skrzydełka. Obie dobroci przyjemnie zasiliły moje ciało, które po konsumpcji, aprobatę wyraziło wielkim uśmiechem na twarzy. 


Mimo, że miałem ochotę na inne przysmaki, to niestety czas biegł nieubłaganie, więc musiałem się zadowolić tylko powyższymi. Moja wizyta w lokalu, odbywała się w czasie tak zwanego 'lanczu', więc w lokalu było sporo biznesmenów i nie tylko, którzy swoją przerwę pracy, spędzali przy dobrym piwie i równie zacnym jadle. Ach, chciałbym, by w Polsce była taka możliwość, by przerwy obiadowe, można było spędzać przy piwie i nikt z szefostwa, po powrocie do obowiązków pracowniczych, nie miał pretensji o fakt wypicia piwa. 


Słowem podsumowania, Brew on Quay, to bardzo fajny lokal na wypad w trakcie przerwy obiadowej lub na wieczorny melanż. Duży wybór piw na kranach oraz w lodówkach. Do tego fantastyczne jadło. Ceny, hmm, średnio wysokie, ale zarówno jakość pitego piwa, wchłanianego posiłku, jak i fantastycznej obsługi, rekompensuje wydaną ciut większą sumę dukatów. Do tego, lokal położony w samym centrum wielkiego miasta, skąd wszędzie blisko. Mimo faktu, iż nie był to browar, jak wcześniej myślałem, to jestem bardzo kontent z wizyty w Brew on Quay. Na zdrowie!