piątek, 25 października 2013

Kącik Piwnego Melomana - ELECTRIC LIGHT ORCHESTRA - Time

Kolejny piątek nastał, więc czas najwyższy napisać kilka słów o kolejnej ciekawej płycie. Jest takie jedno bardzo muzyczne miasto w Wielkiej Brytanii, skąd pochodzą takie genialne kapele jak Napalm Death, Benediction, G.B.H., czy choćby Black Sabbath. Miasto to nazywa się Birmingham. Z tego umuzykalnionego miasta pochodzi także jedna z najciekawszych rock'owych grup lat 70-ych i 80-ych. Mowa oczywiście o grupie Electric Light Orchestra. ten właśnie wpis będzie właśnie dotyczył tego zespołu i ich genialnego albumu 'Time'. Wpis dedykuję mojemu super kumplowi Andrzejowi, miłośnikowi ELO, muzyki z winyli, kotów oraz dobrego piwa, szczególnie tego wolnościowego.


Album 'Time' został nagrany i wydany przez Jet Records w 1981 roku. Ja w swoich bogatych zbiorach, mam amerykańskie wydanie Jet Records z 1990 roku o numerze ZK 37371.


Skład ELO na 'Time' to: Jeff Lynne (gitara, instrumenty klawiszowe i wokal), Richard Tandy (instrumenty klawiszowe i gitara), Bev Bevan (perkusja) oraz Kelly Groucutt (bas).  

Album 'Time' rozpoczyna krótki kosmiczno-elektroniczny utwór 'Prologue', który tak jak słynne intra na płytach z gatunku death metal wprowadza nas w odpowiedni nastrój i przygotowuje psychicznie do kolejnych numerów. Prolog szybko i bardzo płynnie przechodzi w piosenkę 'Twilight', która jest jednym z największych hitów na tej płycie i w całej dyskografii ELO w ogóle. Wśród moich znajomych, nie ma osoby, która by tego kawałka nie znała. Zaraz po 'dwójce' mój odtwarzacz CD szybko przełącza się na numer trzeci, czyli 'Yours Truly, 2095'. Przyjemny, szybki, nawet nie co skoczny utwór, zaśpiewany w większości przez vocoder, co zawsze bardzo lubiłem, a jako mały dzieciak, gdy ojciec mi to puszczał ze swojego winyla, zastanawiałem się, jak to możliwe, że tak człowiek może śpiewać. Po ostatnich dwóch szybkich piosenkach, przychodzi lekkie uspokojenie. Kosmiczna ballada 'Ticket to the Moon' dość mocno sprowadza nas na kanapę, delikatnie gładzi po skroniach i po prostu przyjemnie relaksuje. Długo nie jest jednak nam dane spokojnie wypoczywać na leżąco, gdyż piąty numer szybko nas wybudza z letargu. To jedna z moich ulubionych kompozycji na płycie o tytule 'The Way Life's Meant to be'. Bardzo przyjemna jest tu szczególnie partia gitar akustycznych. 'Szóstka' - 'Another Heart Breakes' to cudowna syntezatorowa podróż przez bezkres świata jaki znamy i ten, który odczuwamy, ale którego nie możemy dotknąć, zobrazować. Co dalej? Ano dalej mamy kolejny wielki hit i to jakże muzycznie przyjemny, czyli ' Rain is Falling'. Mimo, że zamykając oczy i słuchając tej kompozycji widzimy w myślach padający deszcz, to utwór moim zdaniem jest bardzo słoneczny i ciepły. Utwór numer osiem, to jeden z dwóch, których nie lubię i nie moge sie do nich przekonać ... niestety. Na szczęście chwilę potem z kolumn zaczynają nas dobiegać dźwięki mojego ulubionego utworu na płycie 'The Light Go Down'. Cudowna, nieco nawet wodewilowa melodia z fantastycznie odśpiewanym tekstem. Mistrzostwo świata dla mnie! Nie zdążyliśmy się otrząsnąć po wysłuchaniu 'dziewiątki, a już słyszymy dziesiąty kawałek,. To 'Here is the News', który starszym fanom tej brytyjskiej grupy może przywołać z głębokich obszarów pamięci jeden ze sportowych programów telewizyjnych, który zaczynał się początkowymi dźwiękami tegoż numeru. Potem wchodzi też dobrze znany '21st Century Man', który uwielbiam i czasami słuchając go mam wrażenie, że śpiewa go Paul McCartney, a nie Jeff Lynne. Przedostatni numer na albumie, a ostatni przed epilogiem, to piosenka której ... nienawidzę. Chodzi oczywiście o 'Hold on Tight'. Niestety, ale nie lubię takich rock n'roll'owych skocznych, mocno komercyjnych utworów w twórczości tej grupy. To samo tyczy się piosenki 'Rosck 'n' Roll is King' z ich następnej płyty 'Secret Messages'. Album kończy przyjemnie wspomniany wyżej 'Epilogue'.

Muzycznie, kompozycyjnie i aranżacyjnie, moim zdaniem oczywiście, album wyprzedzał epokę. Mimo, że dużo tu ciekawego rosk'owego grania, to odczuwamy mocno 'kosmiczność' tego wydawnictwa. Wspaniałe, pełne przestrzeni brzmienie, cudowna selekcja instrumentów, vocoder i wiele innych rzeczy, które powodują, że ten album nie przechodzi obojętnie koło naszych uszu.

Za tydzień prawdopodobnie będzie coś z polskiej klasyki, ale jeszcze o tym pomyślę. Zapraszam!

5 komentarzy:

  1. .....ale, mozna ich zobaczyc niedługo (09.11.).w Gdyni :)) i w kilku innych miastach w PL.
    http://www.eventim.pl/bilety-electric-light-orchestra-gdynia.html?affiliate=APL&doc=artistPages%2Ftickets&fun=artist&action=tickets&key=963698%243080608&jumpIn=yTix&kuid=482259&from=erdetaila
    .......pozdrowionka LH

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cały czas właśnie zastanawiam się nad tym koncertem w Gdyni.
      Pozdr
      Tomek

      Usuń
  2. Browarniku, tydzień temu nie dałem rady napisać recenzji Immortal. Dziękuję jednak za Twoje zdjęcie na którym wyglądasz jakbyś był jednym z muzyków zespołu. Ciekawe czy z czasem ucharakteryzujesz się jak członek zespołu Scorpions ;). http://www.abamp.co.uk/view-post/and-I-thought-the-Scorpions-looked-gay-in-all-the-leathers-

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do charakteryzacji, to wszystko jest możliwe :)

      Usuń
  3. Mam 18 lat, a poznałem tą płytę w 1997 lub 1998 roku, czy jako dwu albo trzylatek. Od razu wiedziałem, że będzie to płyta mojego życia. Moją ulubioną piosenką jest "Rain is Falling".

    Pozdrawiam wszystkich ELO Fanów,

    Bartek ze Świnoujścia

    OdpowiedzUsuń