poniedziałek, 12 maja 2014

Z wizytą na V Wrocławskim Festiwalu Dobrego Piwa

Ostatni weekend to dla mnie czas niesamowitych wrażeń, ale także czas nerwów, których nie zapomnę chyba do końca życia. Wszystko to ściśle było związane z V Wrocławskim Festiwalem Dobrego Piwa, na który się wybrałem w ostatnią sobotę.
 
Podróż do Wrocławia to pasmo kilku godzin jazdy Polskim Busem z Olsztyna przez stolicę oraz Łódź. Wszystko poszło sprawnie mimo faktu iż w Łodzi, na remontowanej drodze, kierowca nieźle musiał nagimnastykować się za kierownicą, by zmieścić się z zakręcie. 'Ciekawą' sprawą jest to, że jadąc z Warszawy w kierunku Łodzi, prawie jedyne co możemy obejrzeć za oknem, to ... ekrany dźwiękochłonne. Polski krajobraz i pola, które są odgrodzone tymi 'pięknościami' wiele, bardzo wiele zyskały.

W końcu jak dotarłem do Wrocławia, czym prędzej udałem się na tramwaj. Ledwo się do środka tego pojazdu dostałem, gdyż tłok był przeogromniasty, a 90% podróżnych jechała właśnie w wiadomym, czyli piwnym celu, prosto na stadion. Wielu ludzi stojących na kolejnych przystankach, widząc tłok w tramwaju, po prostu rezygnowała z próby wejścia do szynowego środka transportu. 

To, co od razu zaskoczyło po wyjściu z tramwaju, to ... ogrom ludzi zgromadzonych wokół stadionu. Tylu ludzi naprawdę się nie spodziewałem. Widząc to, byłem lekko przerażony, co niestety odbiło się na moim piwnym planie. Dzięki uprzejmości ludzi z grupy BRJ, zostawiłem swoje toboły w namiocie Lwówka Śląskiego (wielkie dzięki jeszcze raz) i ruszyłem szukać znajomych i starać się o piwo. W końcu udało się spotkać z ekipą lubelsko-trójmiejską i ruszyliśmy na piwo. 
 
 
Teku nie udało się już kupić, ale jakimś cudem, sympatii mojego towarzysza Pawła Piłta (Polski Chmiel) Agnieszce udało się kupić festiwalowy kufel. Ciężko było się zdecydować na namiot, w którym można było zacząć piwną festiwalową podróż. Tam zaopatrzyłem się w pokal oraz jedną z nowości Browaru Gościszewo, czyli ich nowego pilsa. Tu wszystko poszło jeszcze sprawnie, ale dalsza podróż już do najłatwiejszych nie należała, ze względu na strasznie długie kolejki i tłok przy namiotach. A sam nowy gościszewski pils, mi akurat, bardzo przypadł do gustu.
 





Po wizycie z namiocie Gościszewa uznaliśmy, że staniemy w kolejce do Pinty. Tam spędziliśmy około 30 minut, by zamówić piwo. Ja sam wybrałem ostatnią nowość, czyli Oki doki (lager nowozelandzki).
 


Kolejnym browarem, który odwiedziliśmy, był Artezan. Tam zdecydowałem się na piwo z serii IPA Tour, a mianowicie na Żytnie IPA. Piwo mnie oczarowało, podobnie, jak i inne ostatnie nowości z tego browaru. To, co wyprawia Artezan w tym roku, to po prostu majstersztyk. Udało się także porozmawiać z Jackiem Materskim, troszkę o samym Artezanie, o Olsztynie, a także o samej atmosferze na festiwalu i innych sprawach.  
 
Udało się mi jeszcze zahaczyć o Pracownię Piwa, Podgórz (ten sam namiot) i SzałPiw. Tam także zacne piwa i miłe rozmowy z chłopakami z browarów. Dzięki tym wizytom udało się skosztować debiut Podgórza, czyli Galaktykę Piwnix (Cascadian Dark Ale), Russian Imperial Stout Pracowni Piwa, czyli Mr. Hard's Rocks, który według wielu moich znajomych uważany jest za najlepszy RIS w Polsce. Dla mnie jest bardzo dobre, jakkolwiek uważam, że Samiec Alfa jest jeszcze bardziej wybitnym piwem. Na stoisku SzałuPiw zdecydowałem się na Śrupa.
 

 
We Wrocławiu można było się naprawdę napić dobrego piwa. Ja sam przyjechałem z gotowym planem, jakkolwiek nie udało mi się skosztować wielu piw, które umieściłem na mojej liście. Najbardziej żałuje, że nie dane było mi spróbować ostatnich nowości z Widawy, jakkolwiek do namiotu gdzie było lane ich piwo, kolejka była najdłuższa z długich.
 
Mimo, iż wielcy polskiego piwnego świata nie wystawiali się na festiwalu, to czujnie obserwowali z góry to, co działo się przy stadionie.
 
 
Zresztą sam stadion, jedna z trybun, był dostępny dla gości festiwalu, za co trzeba bardzo pochwalić organizatorów. Może było zobaczyć miejsce, na którym rozgrywane były między innymi mecze Euro 2012. Można było sobie usiąść na trybunach i spokojnie sączyć festiwalowe piwa w piłkarskiej atmosferze. 


Przy wejściu na stadion udało się spotkać resztę trójmiejskiej ekipy, która jednak, patrząc na tłok wokół stadionu, wybrała opcję wyjazdu do wrocławskiej Kontynuacji. Wszystko, co najważniejsze zwiedzili, wypili i zjedli dzień wcześniej.
 
 
Z dalszego maratonu po namiotach i kolejkach przed nimi zrezygnowaliśmy i skorzystaliśmy z gościny chłopaków z AleBrowaru oraz dżentelmenów z Gościszewa, gdzie mieliśmy okazje spotkać wielu fajnych ludzi z branży, między innymi takie zacne postaci jak: Michał Grossman (piwowar browaru Majer), Krzysztof Lechowski (prezez PSPD), Krzysztof Panek (prezes Browaru Fortuna), Tomasz Kopyra z blogu Blog Kopyra Kom, Ziemowit Fałat z Browaru Pinta, ekipę blogerów z blogu Piwomani, ekipę słupskiego sklepu Browarium i jeszcze wiele innych ciekawych osób.






 
My się nieźle bawiliśmy, a w namiocie praca wrzała. Kolejki po piwo nie malały, a ekipa gościszewska i alebrowarowa tyrała, jak w ukropie. Wielki szacunek dla tych super ludzi.
 


Ogólnie rzecz ujmując, mimo faktu, iż we Wrocławiu spędziłem tylko kilka godzin, to wypad uważam za bardzo udany. Jakie są moje odczucia odnośnie nowej lokalizacji festiwalu? Jak zawsze są plusy i minusy. Dla mnie do plusów na pewno należały takie fakty jak: duży parking dla wystawców oraz odwiedzających (tak, tak, wiem, na piwo się autem nie przyjeżdża); betonowa esplanada wokół stadionu, co w przypadku deszczu nie grozi zniszczeniem trawnika oraz błotem; możliwość zobaczenia stadionu od wewnątrz i napicia się piwa na trybunach; toalety na stadionie, które w tym wypadku stwarzały bardziej komfortowe warunki niźli 'tojtoje', szczególnie dla płci pięknej; bliskość stoisk browarów, z żywnością i wszystkich innych. Minusy, a właściwie jeden minus główny to brak klimatu biesiady piwnej. Rozmawialiśmy o tym już z Tomkiem Kopyrą, który akurat w tym temacie się ze mną nie zgadzał. Dla mnie biesiada piwna kojarzy się głównie z obcowaniem z przyrodą (nie mówię tu o piciu piwa w wielokranach, itp.), a poprzednie miejsce, czyli Park Leśnicki i zamek, tworzyły ten przyjemny piwno-biesiadny klimat. Stadion i beton wokół jakoś do mnie do końca nie trafiły. Oczywiście nie jest to zarzut do organizatorów, którym serdecznie dziękuje za świetną kolejną wrocławską piwną imprezę. 
 
Co ciekawe, podobno wiele wystawiających się browarów, z powodu niespodziewanej liczby gości miało problem z piwem, z zaspokojeniem pragnienia pijących. Niektórzy podobno sprowadzali beczki z wrocławskich knajp, niektórzy dowozili z browarów, a niektórzy podobno się po prostu zamykali. Takiego urodzaju gości nigdy wcześniej we Wrocławiu nie widziano i jest to oczywisty sukces organizatorów, a także wszystkich tych, którzy w Polsce warzą piwo. Wielkie gratulacje. Ja sam w niektóre piwa będę musiał się zaopatrzyć dopiero wtedy, gdy pojawią się w knajpach piwnych i sklepach.
 
Mówiąc, a właściwie pisząc więcej, festiwal taki jak ten dobitnie pokazuje, jakie rewolucyjna ewolucja polskiego rynku piwnego osiąga rozmiary. Ilość premier piwnych oszałamiała. Impreza ta także pokazuje, że jest to okazja do jeszcze lepszego scementowania polskiej sceny piwnej, bo tak naprawdę to nie piwo dla mnie było najważniejsze, ale ludzie, których tam miałem okazję spotkać, z którymi mogłem porozmawiać, pośmiać się i wypić właśnie piwo. To największa dla mnie nagroda za te godziny jazdy do Wrocławia. Jak to się mówi, piwa można się napić wszędzie i zawsze, ale nie wszędzie i nie zawsze jest możliwość spotkania ludzi związanych z browarami, z warzeniem piwa, z blogami, z knajpami piwnymi itp. V Wrocławski Festiwal Dobrego Piwa mi to wszystko umożliwił i to jego największa zaleta ... 'megasuperwypaśnapotężnahiperzaleta'!
 
Na koniec tego wpisu chciałbym bardzo podziękować moim kompanom za to, że kilka godzin wytrzymali ze mną, ekipie AleBrowaru i Browaru Gościszewo za gościnę, super atmosferę i dobre piwo, ekipie BRJ'u za gościnę, pomocną dłoń i jak zwykle za sporo uśmiechu na buzi i wszystkim innym, których udało mi się spotkać i zamienić kilka słów. Żałuję tylko, że nie udało mi się spotkać wielu innych osób, z którymi miałem ochotę zamienić choć słowo i uścisnąć dłoń, dlatego też z niecierpliwością już czekam na przyszłoroczną edycję festiwalu!

7 komentarzy:

  1. Balon obserwacyjny KP wymiata ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wywołał niezłe zdziwienie na twarzach gości festiwalowych ;) Tajnos-agentos z KP ;)

      Usuń
    2. To była zapowiedź kolejnej IPA Tour po prostu.

      Usuń
  2. Dlaczego Kopyr pokazuje środkowego palca do obiektywu? ;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kontuzja środkowego palca, nie może go zginać ;)

      Usuń
  3. KP się wystawiła tylko na dole na trawie - miała największy namiot, mnóswo stolików, ław i parasoli oraz patelnię plenerwą. Ale wiadomo duży może więcej. Lali Pilsnera Urquellla - spróbowałem i cofnąłem się w czasie, pozytywne zaskoczenie, mieli też 3 rodzaje Książęcego na kiju, ale jak się pewnie domyślasz tych nie próbowałem.Pierwszy raz widziałem przedstawiciela elitarnego zawodu cervesario ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, to o tym nie wiedziałem. Szkoda, bo z chęcią bym się spotkał z osobą cervesario ;)

      Usuń