czwartek, 24 września 2020

Pinta Hop Tour - King Insam - krótka historia

Sporo wody upłynęło w Wiśle, jak i w Taedong-gang, od momentu, kiedy raz ekipami Browaru Pinta oraz krakowskimi cesarzami wielokranowymi, wyruszyliśmy do Korei Północnej, by poznać tamtejszą sztukę piwowarską i spotkać się oko w oko z północnokoreańskim chmielem. Efektem tejże wyprawy, jest ostatnia odsłona cyklu Pinta Hop Tour, czyli piwo King Insam. Poniżej, klika słów o wyprawie oraz o kulisach powstania tego piwa, jak i samym piwie. 


Serdecznie zapraszam i Wasze zdrowie!

wtorek, 1 września 2020

Browar Warmia i Browarnik Tomek 2.0

Ostatni tydzień września to czas, kiedy piwowarzy Browaru Warmia oraz ja, spotkaliśmy się, by zrealizować nasze plany, które w nas tliły się już od dawna. Od momentu naszego pierwszego warzenia (koniec roku 2017) minęło już spoooro czasu, a chęci wzmagały, więc trzeba było ponownie coś razem uwarzyć. A że lato jeszcze trwa, to uwarzyliśmy coś lekkiego, coś letniego, coś rześkiego. Ale o szczegółach, dowiecie się z poniższego filmu.


Premiera już w tym miesiącu, ale o dokłądnej dacie odszpuntu, dowiecie się wkrótce. Na zdrowie!

wtorek, 18 sierpnia 2020

Z wizytą w C.K. Browar w Krakowie

Ostatnim browarem, który udało mi się odwiedzić podczas ostatniej eskapady do Krakowa, był najstarszy w tym mieście i jeden z najstarszych w Polsce w ogóle, czyli C.K. Browar.


C.K. Browar (Cesarsko-Królewski Browar) otworzył się na swoich klientów, prawie ćwierć wieku temu, bo w roku 1996. Zlokalizowany jest w centrum Krakowa, w bardzo bliskiej odległości od Rynku Głównego, przy ulicy Podwale 6-7. Czynny jest codziennie w godzinach: niedziela-środa 9:00-1:00 oraz czwartek-sobota 9:00-2:00. 

Browar z zewnątrz, przypomina trochę restauracje z wyszynkiem, taką z początków XX wieku, przywodząca na myśl genialny film z Romanem Wilhelmi i Markiem Kondratem, czyli 'Zaklęte rewiry'. Obok wejścia, które prowadzi do pomieszczeń zlokalizowanych w piwnicach, mieści się ogródek, który ozdabiają - to dość zaskakujące - parasole, na których widnieją, oprócz nazwy C.K. Browar, także logo Tyskie. Jak wspomniałem wyżej, browar i restauracja zlokalizowane są w podziemiach. Przyznam szczerze, że tutaj tez panuje taki klimach początków zeszłego wieku. Sala główna, to taka ala niemiecka lub czeska stara piwiarnia, którą na końcu zdobi dwunaczyniowa warzelnia.




Dostawcą sprzętu do browaru jest austriacka firma Mavim Brauanlagen. Sercem, jak napisałem w poprzednim akapicie, jest dwunaczyniowa warzelnia, w której skład wchodzi kocioł zacierno-warzelny oraz kadź filtracyjna. Wybicie to 10 hektolitrów.





Tuż za warzelnią, znajduje się pomieszczenie mieszczące zbiorniki fermentacyjno-leżakowe o pojemności 20 hektolitrów oraz zbiorniki wyszynkowe. Ciężko w nim o dobre zdjęcie, gdyż jest wyjątkowo małe i ciasne, więc wybaczcie za jakość poniższych fotografii. 





Po wizycie w browarze, nadszedł czas by skosztować tego, co warzy się w C.K. Browar. W dniu moich odwiedzin, na kranach dostępnych było sześć różnych piw, zarówno dolnej, jak i górnej fermentacji, a mianowicie: pils, pszeniczne, marcowe, lager miodowy, Vermont IPA oraz marakuja (owocowe). 


By sprawdzić formę ich wszystkich, zamówione zostały próbki w formie dwóch desek po pięć piw każda.


Skosztowałem wszystkich sześciu do końca i mogę powiedzieć, że najbardziej 'przypadło mi do gustu' ... miodowe, które smakowało trochę na kształt zimnego grzańca pełnego miodu i goździków. Reszta, hmm, no cóż, w pozostałych dwóch browarach, które odwiedziłem w Krakowie, jakość piw była znacznie wyższych lotów. Wszystkie z nich, jakby były przeleżałe. Mam wrażenie, że związane jest to z sytuacją covidową, którą od kilku miesięcy mamy w kraju. 




W C.K. Browar, można za to dobrze zjeść, co rekompensuje trochę niedosyt związany z tamtejszym piwem, szczególnie gdy odwiedza się ten krakowski kulinarny przybytek, będąc głodnym. Polecam serdecznie. Cenowo, zarówno piwo, jak i jadło, w bardzo rozsądnych cenach, szczególnie biorąc pod uwagę, że to Kraków, centrum miasta i środek sezonu turystycznego. Na miłośników piwnych gadżetów, czeka całkiem sporo artykułów, między innymi trzy rodzaje szkła. Ja zakupiłem przyjemnego firmowego szejkera, za znakomitą cenę 10 złotych. WOW!

Wszystkim tym, którzy tak ja, odwiedzają każdy browar, który mają okazję, wizytę w C.K. Browar polecam, celem zaliczenia i sprawdzenia formy piw samemu, jakkolwiek sam Kraków, w tej kwestii oferuje znacznie więcej. Wasze zdrowie!

czwartek, 13 sierpnia 2020

Z wizytą w Browarze Lubicz w Krakowie

Będąc w Krakowie, starałem się jak najbardziej skupić na piwie i browarach. Jakkolwiek, po to, po co pojechałem do dawnej stolicy Polski, nie za bardzo pozwoliło mi zrealizować wszystkie plany z tym związane. Czas, który miałem, pozwolił jednak zajrzeć do fantastycznego miejsca na piwnej mapie Krakowa, czyli do Browaru Lubicz. 



Browar Lubicz zlokalizowany jest w ścisłym centrum Krakowa, niedaleko dwora Kraków Główny, przy ulicy ... Lubicz 17J. Został założony w 2015 roku. Nominalnie jest otwarty codziennie w godzinach od 8:00 do 0:00 od poniedziałku do czwartku, od 8:00 do 1:00 w piątki, od 9:00 do 1:00 w soboty i niedziele w godzinach 9:00-22:00. Jednakże, z powodów związanych z koronawirusem, godziny uległy zmianie i na przykład, w poniedziałki browar jest zamknięty, a w resztę dni działa ... chyba w mocno zmienionych godzinach.

Myśląc o Browarze Lubicz, miałem nadzieję, że odwiedzę go w godzinach dziennych. Nawet byłem umówiony z głównym piwowarem tegoż browaru Danielem, jednakże moje spotkania tak się przeciągnęły, że w murach tego piwnego przybytku, pojawiłem się dopiero późnym wieczorem. To spowodowało, że nie mogłem liczyć na przewodnika po zakamarkach browaru i musiałem radzić sobie sam. 

Serce browaru, czyli warzelnia, znajduje się na parterze browaru, tuż przy wejściu do niego. Można ją bez problemu podziwiać z zewnątrz, przez wielkie witryny zewnętrznej elewacji. Te machinarium, jak i sprzęt do fermentacji, leżakowania i wyszynku piwa, dostarczyła firma Joh. Albrecht Brautechnik. Warzelnia składa się z kotła zacierno-warzelnego oraz kadzi filtracyjnej. Nie znam dokładnie pojemności zbiorników, więc nie chcę tu strzelać. Wyglądaja na pięćsetlitrowe.



Fermentownia i leżakownia są umiejscowione w piwnicach browaru. Tam też zlokalizowane są sale przyjmujące gości oraz bar. Zbiorniki można, tak jak warzelnię, podziwiać przez wielkie szyby. Naprawdę ładnie to wygląda. 






To, co mogłem zobaczyłem, niemniej jednak byłem tak spragniony dobrego piwa, że wycieczkę po browarze szybko skończyłem i zapoznałem się z ofertą baru, a ta mimo, że dostępne są tylko cztery style piwne, jest fenomenalna. 



Na kranach można spotkać takie piwa, jak Leżak (Pils), Marcowe, Pszeniczne oraz American Pale Ale. Próbowałem wszystkich, a delektowałem się dwoma, czyli fenomenalnym Leżakiem (czysty, delikatny, słodowy, z fajnie zaznaczoną goryczką) i równie genialną APA (mocno chmielowa, aromatyczna, delikatna, czysta, z fajną goryczką). Marcowe i Pszenica też świetne. Wszystkie piwa bardzo, ale to bardzo dopracowane, mocno wyraziste, pozbawione jakichkolwiek wad. Piwowar Lubicza naprawdę umie w piwo. Po prostu piłem piwo szklanicę za szklanicą, z wielkim smakiem. Dodatkowo, sprzyjała temu promocja piwna, która była akurat na barze, czyli za 19 złotych, można przez dwie godziny zamówić tyle piwa, ile się wypije. Pewnie związane jest to związane z obecna sytuacją. Piwa w Browarze Lubicz, w zależności od stylu, wlewane są w różne rodzaje piwnego brandowanego szkła.  



Oprócz fenomenalnego piwa, Browar Lubicz oferuje także super kuchnię. Sporo ciekawych przekąsek oraz dań głównych do wyboru. Jadło dla mięsożerców i jaroszy. Co ważne, odwiedzając Browar Lubicz, była nas grupka sześciu osób i wszystkie dania podano o tej samej porze. Wszystko podjechało do naszego stolika na wózeczku i podane zgodnie z etykietą. Tak to właśnie powinno wyglądać. Widać, że w Lubiczu znają się na prowadzeniu restauracyjnego biznesu. Co warto dodać, wszystko było świeże i smakowite. Do tego, wszystko w bardzo sensownych cenach, szczególnie że mówimy o środku sezonu turystycznego w Krakowie. 


Co warto jeszcze odnotować, to Browar Lubicz może pochwalić się wspaniałą obsługa klienta. Zarówno pani, jak i pan, którzy tego dnia byli za barem i obsługiwali gości, bardzo profesjonalni i co najważniejsze uśmiechnięci, weseli i bardzo kontaktowi. Co najciekawsze, to nie tylko moje zdanie. Wizyta w Browarze Lubicz, między innymi dzięki obsłudze, była czystą przyjemnością.

Czy zatem warto wpaść na piwo do Lubicza? Koniecznie! Jest to miejsce obowiązkowe na piwnej mapie miasta Kraka. Ja sam już planuję kolejną wizytę, gdyż ich APA po prostu zmiata 99% piw w tym stylu na polskim rynku piwnym! Ach, rozmarzyłem się :-)

sobota, 8 sierpnia 2020

Z wizytą w T.E.A. Time Brewpub w Krakowie

Początek tygodnia, przypadł na wizytę w Krakowie. Oprócz spraw personalnych, była to także okazja do odwiedzenia browarów zlokalizowanych w tym najbardziej turystycznym mieście w Polsce. Pomimo faktu, iż plany były ogromne, to udało się odwiedzić tylko trzy z nich. Jak stare polskie powiedzenie mówi: 'Jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma!'. Pierwszym przystankiem na mojej piwnej wyprawie, był T.E.A. Time Brewpub.

T.E.A. Time Brewpub umiejscowiony jest w bardzo bliskiej odległości od zespołu zamkowego na Wawelu, a także od krakowskiego rynku. Umiejscowiony jest w narożnej kamienicy, przy ulicy Dietla 1.


Dla swych gości, miłośników dobrego piwa, czynny jest w godzinach od 16:00 do 1:00 w dniach niedziela-czwartek, w piątki od 16:00 do 2:00, a w soboty od 12:00 do 2:00.

Browar znany jest stałym bywalcom oraz turystom jako namiastka angielskiego pubu połączonego z browarem w naszych krajowych okolicznościach. Sam też tak się reklamuje i muszę przyznać, że przekraczając mury tego miejsca, człowiek zaczyna się tak właśnie czuć. Nie ma w tym ziarna przesady. 

Wchodząc do środka browaru, pierwsze co dostrzegamy, to duży bar, który nie jest wyposażony w tradycyjne krany, znane nam z innych piwnych miejsc w Polsce, a w typowe brytyjskie pompy. Jest ich w sumie osiem. 


Wokół baru, na ścianach mamy tablicę z dostępnymi piwami, informacje o deskach degustacyjnych a także wyrysowany proces warzenia piwa. Jest oczywiście telewizor, z którego, jak to w przypadku typowych brytyjskich pubów, leciał akurat mecz piłki nożnej. 



Zanim przejdę do bardziej szczegółowego opisu oferty browaru i jakości serwowanych tam piw, to przejdę do podziemi browaru i napisze kilka słów na temat wyposażenia browaru. Moim przewodnikiem tego dnia, był spotkany za barem Michał Bury, który już na samym początku mojej wizyty, poczęstował mnie szerokim uśmiechem i gromkim 'Dzień dobry!'. 


W piwnicy mieści się warzelnia, bardzo nietypowa jak na polskie standardy. Tworzy ją dwunaczyniowe machinarium firmy PBC. Kocioł zacierno-warzelny i kadź filtracyjna maja pojemność po 600 litrów (6 hektolitrów). 



W pomieszczeniu obok, znajduje się fermentownia, w której skład wchodzą trzy zbiorniki fermentacyjne, z których największy ma pojemność 720 litrów. Po uwarzeniu i schłodzeniu, piwa fermentują przez około tydzień czasu, po czym są rozlewane to typowych brytyjskich casków, czyli tradycyjnych angielskich beczek, w których część piwa dojrzewa, a część wędruje od razu na kran. 



Do warzenia swoich piw, piwowarzy browaru używają słodów z belgijskiej słodowni Malterie du Chateau oraz chmieli angielskich, a także polskich i amerykańskich. 


Oferta browaru jest dosyć szeroka. W dniu moich odwiedzin, dostępne były: typowe brytyjskie Peggy Brown (brown ale), Black Prince (porter angielski) oraz England's Glory (bitter), a także nowofalowe Petrosour (sour ale), Rye Konik (rye IPA) oraz z klasyki Helmut (Hefeweizen). Na sam początek, by spróbować każdego, na warsztat zostały zamówione dwie deski degustacyjne. Każda z nich to cztery piwa o pojemności 150 mililitrów każde. Taki zestaw w browarze kosztuje 17 złotych. 



Brytyjskie piwa, czyli bitter i brown ale, takie własnie typowo brytyjskie. Dość wodniste, bez piany, w których doznania słodowe grały główne role. Takie do szybkiego wypicia i zamówienia kolejnego. Naprawdę pijący czuje się jak w jakimś pubie w Zjednoczonym Królestwie. Jesli chodzi o brytyjską klasykę, to dość mocno i to na plus, wyróżniał się porter angielski. Mimo, że ja nie jestem fanem jakichkolwiek porterów, to te piwo tak gładkie, aksamitne, przyjemne aromatycznie i smakowo, zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Tak samo, jak i żytnie IPA, czyli Rye Konik, którego oprócz próbki, wypiłem jeszcze dwie pinty. I gdyby nie trzeba było wracać do hotelu, to pewnie wypiłbym jeszcze ze dwie. Fenomenalne wprost piwo. Musze kiedyś na nie wrócić do Krakowa! Sour ale w porządku, choć ja nie jestem fanem kwasów, a pszeniczne, to typowa niemiecka klasyka, choć także troszkę wodnista. Porter i IPA rządzą! 

Degustacji towarzyszy bardzo fajna rockowa muzyka rodem z lat osiemdziesiątych i siedemdziesiątych, co jeszcze bardziej potęguje doznania przy raczeniu się miejscowymi piwami. W pubie, można zaopatrzyć się także w firmowe koszulki i bluzy. Jeden t-shirt sam sobie zakupiłem na pamiątkę.

Podczas wizyty w T.E.A. Time Brewpub, miałem także okazję, ponownie spotkać się z jednym z moich towarzyszy wycieczki do Korei Północnej, czyli Rafałem Kurbielem, miejscowym miłośnikiem dobrego piwa i współwłaścicielem takich krakowskich wileokranów, jak Multi Qlti, czy Weźże Krafta. Była okazja do pogadania, powspominania i po prostu, fenomenalnego spędzenia czasu przy dobrym piwie. 


Jak widać, T.E.A. Time Brewpub, to super miejsce, gdzie się naprawdę dobrze warzy, a wiadomo, że tam gdzie się dobrze warzy, tam się też dobrze darzy. Takie jest właśnie to piwne, w brytyjskim stylu, miejsce. Ja szczerze polecam wszystkim odwiedzającym Kraków, zwłaszcza, dwa trunki, które opisałem powyżej. Dzięki jeszcze raz za gościnę i do rychłego, ponownego zobaczenia. Wasze zdrowie!

sobota, 25 lipca 2020

Chmielowa współpraca na linii Brovarnia i PolishHops

Ostatnio, w gdańskiej Brovarni, spotkałem się z tamtejszymi piwowarami: Bartkiem Nowakiem i Emilem Bugała i porozmawiałem z nimi trochę na temat polskich odmian chmieli oraz współpracy gdańskiej Brovarni z PolishHops. Serdecznie zapraszam na projekcję.

czwartek, 23 lipca 2020

Z wizytą w Browarze Pinta w Wieprzu (warzenie jubileuszowego A'la Grodziskiego)

Na początku lipca, a dokładnie siódmego dnia tego miesiąca, wybrałem się na Żywiecczyznę, gdzie na zaproszenie ekipy Browaru Pinta, miałem okazję zwiedzić browar pionierów polskiego piwowarstwa rzemieślniczego oraz wziąć udział w wiekopomnym wydarzeniu, czyli warzeniu jubileuszowego A'la Grodziskiego.

Zacznijmy od browaru. Browar Pinta, w zeszłym roku, przestał być tylko browarem kontraktowym i przeszedł na swoje. Browar zlokalizowany jest tuż za rogatkami Żywca, w przylegającej miejscowości Wieprz. Mieści się w specjalnej strefie ekonomicznej, przy ulicy Przemysłowej 4. 


Co ciekawe, na rogatkach Żywca, z ogrodzenia browaru w Żywcu, ekipa tego arcyksiążęcego przedsiębiorstwa, może podziwiać, jak nasi rzemieślnicy warzą i wprowadzają na rynek piwa ze swojej stałej oferty oraz premierowe piwa. Nie jest tajemnicą poliszynela, że pracownicy żywieckiego browaru, po skończonej zmianie, idą do knajp by napić się piwa z ... Browaru Pinta.

Budynek z zewnątrz, być może nie oszołamia i wpisuję się w inne budowle przemysłowe znane nam ze wszelakich stref ekonomicznych, rozsianych po terenie całej Polski. Jakkolwiek wewnątrz, to już naprawdę bardzo przyjemnie i nowocześnie urządzone przedsiębiorstwo, choć nieco surowe, dzięki betonowym ścianom. Tuż po wejściu do środka, wszystkich gości browaru wita niewielki, ale bardzo ładnie urządzony i bogato zatowarowany sklep firmowy. W sklepie można kupić wszystkie piwa Pinty z aktualnej oferty i to w takich cenach, że chciałoby się mieszkać przy tym sklepie. Do tego cała masa szkła firmowego, odzież (koszulki i czapki z daszkiem) oraz akcesoria. Wszystko na wielki plus.


Przechodząc obok sklepu można wejść do serca browaru, czyli warzelni, pomieszczenia ze zbiornikami fermentacyjno-leżakowymi, rozlewni oraz magazynu i pomieszczeń socjalnych. Można także schodami lub ... windą (taką widziałem tylko w jednym browarze, w Pjongjangu) dostać się na pierwsze piętro, gdzie się biura browaru, kantyna, sala konferencyjna, pomieszczenia socjalne oraz magazyny słodu, chmielu, drożdży, chemii, etykiet. Dodatkowo, drzwi windy ozdobione są różnego rodzaju naklejkami przyjaciół browaru. Jest między innymi naklejka Browarnika Tomka.

Zajmijmy się sercem browaru. Warzelnia, bo o niej mowa, jak wspomniałem wyżej, mieści się na poziomie zero, choć można ją podziwiać także z balkonu na pierwszym piętrze. Trzynaczyniowa warzelnia o wybiciu 50 hektolitrów, pozwala na ciągłe warzenie, na trzy zmiany, co pozwala na zapełnienie największych zbiorników fermentacyjno-leżakowych (150 hektolitrów) w cyklu dwudziestoczterogodzinnym. 






Obok warzelni mamy pomieszczenie z kilkunastoma zbiornikami fermentacyjno-leżakowymi różnej objętości. Największe, jak wspominałem wyżej, mają 150 hektolitrów. W tych największych dojrzewa koń napędowy browaru, czyli Atak Chmielu.




Z leżakowni, idzie się wprost na rozlew, który w dniu mojej wizyty był wyposażony tylko w linie do butelek, jakkolwiek linia rozlewnicza puszek już stała gotowa do montażu. Akurat trwał rozlew innej dojnej krowy browaru, czyli Pierwszej Pomocy. Co interesujące i zadziwiające trochę dla mnie, to w przypadku zamontowanej linii rozlewniczej z browarze, butelki najpierw są etykietowane, a dopiero potem następuje rozlew piwa.







Spakowane, w kartony, butelki wędrują prosto do magazynu, umiejscowionego tuz obok rozlewu.


Obecnie, roczne możliwości Browaru Pinta, to około 20 tysięcy hektolitrów rocznie, co jak na polskie browary rzemieślnicze, jest ilością ogromną. Jedna czwarta tejże objętości, to Atak Chmielu, który jest najchętniej kupowanym piwem browaru. Kolejne pod względem ilości sprzedaży, to Pierwsza Pomoc, A ja pale Ale oraz Modern Drinking. 


Browar, jak sami widzicie, naprawdę duży, nowoczesny i dobrze rozplanowany, a tuż obok powstaje drugi, w którym warzone będą piwa, które potem będą lądowały w beczkach. 

Wizyta w Wieprzu, to nie tylko możliwość poznania browaru i jego możliwości, ale przede wszystkim okrągły, dziesięcioletni jubileusz uwarzenia prapiwa rzemieślniczego, czyli A'la Grodziskiego, który ekipa Pinty (wtedy jeszcze nie) wraz z Andrzejem Sadownikiem, uwarzyła w Browarze Grodzka 15. Tego dnia, założyciele oraz reszta ekipy Browaru Pinta, zaprosili do Wieprza nie tylko mnie, ale także resztę czołówki polskiej vlogo- i blogosfery, jednego z twórców pierwszego A'la Grodziskiego Andrzeja Sadownika wraz z małżonką oraz ludzi, którzy współpracują z browarem na płaszczyźnie mediów tradycyjnych i nowoczesnych oraz public relations. My wszyscy, oprócz zwiedzania browaru, mieliśmy okazje uczestniczyć w tym wiekopomnym wydarzeniu, podczas którego mogliśmy posłuchać o samej inicjatywie wskrzeszenia piwa grodziskiego, pokazaniu go szerszej publice, zamiłowaniu twórców odnośnie do tego trunku, a także posmakować tego sprzed dziesięciu lat i ostatniego piwa grodziskiego, które Andrzej Sadownik uwarzył w swojej domowej karierze oraz kilku innych, które Browar Pinta uwarzył na przestrzeni ostatnich kliku lat. 









Co w tej degustacji było najbardziej zaskakujące i najfajniejsze zarazem, to fakt, że dziesięcioletnie grodziskie z Grodzkiej 15 okazało się najlepsze. Jakby czas go w ogóle nie naruszył. Intensywny aromat, smak i brak oznak zepsucia. Dziwi to tym bardziej, że zostało uwarzone w browarze restauracyjnym i rozlane w warunkach, które bardziej przypominają piwowarstwo domowe. Reszta grodziskich? Hmm, no trudno napisać coś o nich więcej, niż tylko to, że się je skosztowało. 

W trakcie tego spotkania, przestawiony został także, w formie plakatu, wygląd A'la Grodziskiego, które się akurat warzyło. Na plakacie tym, wszyscy, którzy przybyli do Wieprza, mieli okazje złożyć swoje jubileuszowe autografy. 



Premiera jubileuszowego A'la Grodziskiego, ma odbyć się na początku sierpnia. Ja już nie mogę się doczekać tego piwa. Tak wspaniałe wydarzenie, może przynieść tylko same dobre doznania podczas degustacji. 

Jak widać, oprócz wizyty w browarze i udziału w warzeniu, spotkanie w Wieprzu, to także okazja to spotkania się z ludźmi, który po prostu kochają piwo, a wiadomo nie od dziś, że ... piwo to ludzie. 











Kończąc wpis, muszę przyznać, że czas spędzony w Browarze Pinta, z ekipą browaru, polską śmietanką blogosfery i wszystkimi osobami współpracującymi z browarnikami z Żywiecczyzny, był dla mnie czasem wyjątkowym, bardzo mile spędzonym i niezapomnianym. Za to, za dobre piwo, wspomnienia i fajną zabawę chciałbym Wam wszystkim podziękować. Do następnego razu! Wasze zdrowie!