Pokazywanie postów oznaczonych etykietą USA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą USA. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 lutego 2017

Z ponowną wizytą w browarze Noble Ale Works w Anaheim

Będąc w Anaheim, nie mogłem sobie odmówić wizyty w browarze, którym w zeszłym roku się zauroczyłem. Chodzi oczywiście o Noble Ale Works, czyli browar, którego piwa, dla mnie, to po prostu piwowarskie wiktuały. Jako, że JT Schmid's Restaurant & Brewery, leży całkiem niedaleko od Noble Ale Wroks, więc po kolacji w tym pierwszym, wraz z moim towarzyszem  podróży, wyruszyłem do tego drugiego właśnie. Po czterech minutach jazdy Uberem, byliśmy na miejscu.

To, co na samym początku mnie zaskoczyło, to nieco skromniejsza tablica z dostępnymi piwami, jakkolwiek mniej nie znaczy gorzej. 


Tak, jak rok temu, rozpocząłem 'zwiedzanie' piwnego portfolio od zestawu degustacyjnego zawierającego pięć różnych próbek. Zestaw się składał z: Life is Pitless (Cherry Grisette), Crowler Phil (Hazy IPA), Tongue Tickles (Double IPA), Man's Milk (Nitro Milk Stout) oraz A Little More Hazy A Little More Experimental (Hazy IPA). W przypadku ostatniego wyboru, dziewczyna przy barze popełniła błąd i zaznaczyła inne piwo, którego nie wybrałem, ale to szczegół.


Powiem tak, zacząłem degustację od piwa, które rok temu zapadło mi najbardziej w pamięć, czyli Man's Milk. tegoroczna degustacja tylko potwierdziła, że jest to wybitny Milk Stout i najlepszy, jaki kiedykolwiek piłem w życiu. Numere 1, czyli Cherry Grisette, to piwo dla miłośników kwasów. Mi smakowało, ale przy reszcie zestawu okazało się tylko piwem dobreym. Dwa piwa Hazy IPA zrobiły tego dnia robotę. Zarówno Crowler Phil, jak i A Little More Hazy A Little More Experimental, to 'ipki' wybitne. Ogrom doznań aromatycznych i smakowych po prostu mnie oszołomił, a pijalność? Pijalność, moi drodzy, wręcz wyśmienita. Dość powiedzieć, że resztę wieczoru, oprócz degustacji próbki Double IPA, spędziłem właśnie przy tych dwóch zacnych trunkach. Marzą mi się takie IPA w Polsce. Ciekawe, który polski browar zrobi pierwsze Hazy IPA. Na nauki zapraszam do Anaheim. 

Oprócz mniejszego menu i nowych piw, zaskoczeniem był także Noble Express Bar, który został zainstalowany w sąsiedniej sali, by zmniejszyć kolejki do głównego baru, a one w kulminacyjnych momentach są naprawdę ogromne, uwierzcie mi na słowo.



Ale nawet nowy przenośny bar, nie był największym zaskoczeniem tego wieczoru. Okazało się, że to dopiero przed nami. Tak, jak rok temu, przywiozłem do browaru polskie piwo. Tym razem był to Atak Chmielu z Pinty. Tak, jak rok temu, przy barze poczęstowano mnie darmowym piwem oraz powiedziano, że tu na sali siedzi i popija sobie piwo kilku Polaków. Okazało się, że pięciu dżentelemenów pijących tuż za naszymi plecami to polscy kamraci ze swoimi tubylczymi znajomymi. Nie było na co czekać, więc czym prędzej się zapoznaliśmy. Okazało się, że wszyscy są mieszkańcami Anaheim i okolicznych miejscowości z szeroko rozumianego Orange County. Dwóch z nich urodziło się w USA, a reszta przyjechała z rodzicami i osiedliła się za Atlantykiem, w momencie, gdy mieli 7-8 lat. Co ciekawe, wszyscy, nawet ci urodzeni w USA, mówili piękną polszczyzną, co w przypadku Polaków mieszkających u 'Wuja Sama", nie zawsze jest normą. 


Zaraz po poznaniu w ruch poszły piwa Noble Ale Works i Atak Chmielu. Mnogość wypitich trunkó, rozmowy o Polsce, Stanach o piwie, o dziewczynach i innych sprawach. Temu wszystkiemu nie było końca. No piwo lało się strumieniami i wszystko było wyśmienite. Mój kompan pił głównie tutejszego pilsa, który uwierzcie mi, wybierany był przez gości browaru nader często. Amerykanie w ogóle uwielbiają europejską klasykę, czyli pilsnery i piwa pszeniczne.


W tak doborowym towarzystwie, czas mijał niezwykle szybko. Crowler Phil w moim szkle, tego wieczoru, pojawił się chyba ze 4 razy. Tak, jak rok temu Man's Milk był piwem wyjazdu, tak tym razem to właśnie to Hazy IPA zrobiło mi 'American trip'. Aby nie być gołosłownym, to zaznajomieni polscy kumple, powiedzieli, że Noble Ale Works jest ich jednym z dwóch ulubionych browarów w całym Orange County. Przyznam, że się nie dziwię, bo dla mnie to numer jeden. No tego drugiego, czyli Bottle Logic Brewing, nie miałem okazji jeszcze odwiedzić, ale na pewno w najbliższym czasie nadrobię te zaległości. 

Podsumowując, będąc w Los Angeles, w okolicach Anaheim, nie ma możliwości, byście pominęli Noble Ale Works na swojej piwnej ścieżce. To tak, jakbyście polecieli do Paryża i nie zobaczyli Wieży Eiffela. Ja, w miarę swoich możliwości, odwiedzę ten browar, na pewno jeszcze nie raz. Genialny klimat, genialne piwa, genialna obsługa i genialni goście!

PS. Wielkie podziękowania dla polskiej ekipy za niesamowicie miłe przyjęcie, za fenomenalne chwile przy piwie, za odwózkę do domu (tak, tak moi drodzy, tam po piwie normalnie się jeździ autem), za wszystkie miłe słowa, no i za to, że spowodowaliście, że muszę planować kolejny wypad do Anaheim. Do zobaczyska!

sobota, 4 lutego 2017

Z wizytą w browarze JT Schmid's Restaurant & Brewery w Anaheim

W drugiej połowie stycznia tego roku, miałem ponownie okazję odwiedzić Stany Zjednoczone i znów, jak to było rok temu, znalazłem się Anaheim. Tym razem także, nie mogłem sobie odmówić wizyt w browarach.Udało mi się wpaść do dwóch z nich, z których pierwszym był, jak to my w polskiej nomenklaturze mówimy, browar restauracyjny, a dokładnie JT Schmid's Restaurant & Brewery.



Wchodząc do środka, wita nas na środku owalny bar z nalewakami, przy którym zawsze siedzi całe mnóstwo fanów dobrego piwa oraz typowego amerykańskiego żarcia. Wokół baru, w ogromnej sali, mamy cała masę stolików, przy których także cała masa ludzi siedzi, pije piwo, je przysmaki amerykańskiej kuchni i słucha muzyki. W tle, za szybami widoczna jest warzelnia (wybaczcie, ale światło nie pozwoliło zrobić dobrego zdjęcia) oraz tanki fermentacyjno-leżakowe.





W stałej ofercie browaru znajduje się pięć piw: Dumb Blond Ale, `California Hefeweizen, 714 IPA, Emil's Amber Ale, Imperial Stout oraz piwo rotacyjne, którym w czasie mojej wizyty był Brown Ale. 





Na początek zamówiłem sobie deskę degustacyjną, czyli 6 piw z oferty.


Degustację zacząłem od 'blonda', który wypiłem i o którym szczerze mówiąc zapomniałem. W aromacie i smaku przypominał lekkiego jasnego lagera. Na kolejną nóżkę poszedł Hefeweizen, z którego od razu wywaliłem cytrynę (w ogóle nie rozumiałem po co ona była do niego dodana). Piwo to okazało się najlepszym z oferty i w ogóle jednym z najlepszych piw w tym stylu, jakie miałem okazje pić w życiu. Klasa światowa! IPA dobra, dość mocno owocowa, ale mając w pamięci wiele zacniejszych polskich wypustów, została wypita i poszła w zapomnienie. Amber? Hmm, no niestety porażka. Imperialny stout bardzo dobry, treściwy, gęsty, bogaty aromatycznie i ogólnie rzecz biorąc warty sięgnięcia po większą pojemność. Ostatnie z piw, czyli Brown ale także dobre, ale po wcześniej pitym Imperialnym Stoucie, już nie wywołał na podniebieniu większej euforii.


Ogólnie rzecz ujmując, dwa piwa świetne, dwa dobre i dwa słabe. Po degustacji deski, nie mogłem sobie odmówić zamówienia pszeniczniaka w większej pojemności. Od razu poprosiłem, by nie dodawano cytryny. Degustacja, mmm, wyborna. Piwo naprawdę fenomenalne. Mocno bananowe, o soczystym profilu tego owocu. Mega, mega świetne.

Akompaniamentem do piwa, były oczywiście pieczone, pikantne skrzydełka z z sosem ranch, pałkami marchewki oraz selera naciowego. 'Mjut" w gębie. To wszystko umilała także, lektura 'Brewing News', czyli darmowej gazetki z świecie browarów Zachodniego Wybrzeża i środkowo-południowych stanów. W niej między innymi lista browarów w tych miejscach. Co mnie najbardziej zaskoczyło i zdziwiło, to fakt, że w takim San Diego jest ponad 40 browarów. Zwiedzania i picia na dwa-trzy tygodnie. Wyobrażacie to sobie? Wyobraźcie sobie Warszawę na przykład i 40 browarów stacjonarnych w niej. Szacunek byłby, prawda?

Ogólnie rzecz ujmując wizyta w JT Schmid's Restaurant & Brewery całkiem udana, choć wielkiego 'WOW' u mnie nie wywołała i po godzinnym pobycie w tym przybytku, przyszedł czas na wizytę w drugim browarze, o którym przeczytacie w następnym odcinku. Biemniej jednak, wizytującym Anaheim, polecam oczywiście by znaleźć około godziny właśnie, by poświęcić ja na jedzenie i picie w JT Schmid's Restauran & Brewery.

piątek, 29 stycznia 2016

Z wizytą w browarze Bootleggers w Fullerton

Po wizycie w Noble Ale Works, udało mi się, podczas pobytu w Kalifornii, zajechać do jeszcze jednego browaru. Tym razem padło na browar Bootleggers mieszczący się nieopodal Anaheim, a mianowicie w Fullerton. 

Samo miejsce nie zachwycało już tak bardzo, jak Noble Ale Works. Od początku w oczy rzucały się bardzo spartańskie warunki i wnętrza. Jakkolwiek, nie to był cel mojego przyjazdu, a to, co lało się tam z kranów. A działo się tam wiele.


W przybrowarnianym pubie dostrzegłem kilkadziesiąt kranów rozlokowanych na dwóch ścianach. W trakcie mojej wizyty dostępnych było około trzydziestu różnych piw. Prawda, że zacna różnorodność.


Tak, jak w przypadku Noble Ale Works, w Bootleggers także można było zamawiać sample, ale tutaj w setach po 4. Ciekawostką pzyrodniczą jest fakt, że piwa w pubie wlewane są do różnej wielkości słoików. 



Na pierwszy strzał wybrałem: Shadow Puppet (Session Stout 3,4% alk.), Knuckle Sandwich (Double IPA 10,0% alk.), Rustic Rye IPA (żytnia IPA 6,8% alk.) oraz Pumpkin Olde Ale. Taki set kosztuje 8 USD. Z zestawu klasę światową reprezentowały Double IPA oraz Session Stout, który wręcz zauroczył mnie. 


Tak, jak w przypadku poprzedniej browarnej wizyty, tym razem, wraz z moim kompanem, przysiedliśmy się ponownie do tubylców. Padło na małżeństwo, które lubowało się w muzyce punk i hard core. Lepiej nie mogłem trafić. Na drugi set, oni właśnie wybrali dla nas piwo. Drugi set zawierał takie smakołyki, jak: Tropical Thunder Hoppy (Wheat Ale 4,0% alk.), Palomino Pale Ale (Pale Ale 5,5% alk.), Plum Riot Dubbel (belgijski dubbel 7,8% alk.) oraz Golden Chaos (belgijski golden 8,5% alk.). Z tego zestawu, zmiażdżyło Palomino PAle Ale oraz Golden Chaos. Obydwa naprawdę do powtórzenia, co zresztą uczyniliśmy.


Tak, jak to miało miejsce wcześniej, na wizytę wziąłem kolejne piwo z zaprzyjaźnionego AleBrowaru. Ekipa hardkorowców była tak zaskoczona, że w Polsce warzy się piwa rzemieślnicze oraz fakt, że mamy własny chmiel, a właściwie chmiele. 


Po przekazaniu butelczyny, znowu nastąpiło to, co w Noble Ale Works, czyli i ja z moim kompanem zostaliśmy obdarowani, dwiema butlami piw, w tym jednym, które browar właśnie przestał warzyć, a mianowicie Lemongrass Summer IPA. Zamówiłem do tego jeszcze dwa smakołyki, których wybaczcie nazw nie pamiętam, gdyż było już tak wesoło, że nie zanotowałem, ale za to wlane zostały w zacne słoiki. 


W browarze można zaopatrzyć się w gadżety, między innymi koszulki oraz szkiełka firmowe. Na ścianach wisi sporo plakatów piw, które były nagradzane w wielu prestiżowych amerykańskich konkursach. Jeden z pewnością spodobałby się Michałowi Saksowi.







Poza tym, w pubie mamy do czynienia z automatami do gier oraz z maszyną grającą (jukebox). Chciałem wrzucić kilka kawałków (za 5 USD 6 numerów), jakkolwiek przede mną pewna panienka, zarzuciła 12 numerów w stylu 'umpa, umpa' i całe towarzycho musiało tego słuchać. Co interesujące, do browaru można przyjść z ulubionym zwierzakiem.

Ogólnie rzecz ujmując, miejsce warte odwiedzenia, choć mniej luksusowe, mniej przyjemne jeśli chodzi o atmosferę, z mniej przyjemną obsługą. Jest tylko jeden barman i często tworzy się długa kolejka do baru. Nie ma dostępu także do warzelni i będąc w pubie, nie widać jej w ogóle. Plusem są super piwa oraz fakt, że jest to najdłużej czynny browar w niedzielę. Wszystkie inne zamykają się wtedy o 18.00 lub 20.00. Ten otwarty jest aż do 22.00. Tak, czy inaczej, wypad udany i polecam wszystkim smakoszom dobrego piwa.

czwartek, 28 stycznia 2016

Z wizytą w browarze Noble Ale Works w Anaheim

Podczas pobytu w Anaheim, nie mogłem sobie odmówić wizyty w jednym z tamtejszych browarów. Na pierwszy ogień poszedł Noble Ale Works mieszczący się w Anaheim właśnie, około trzech kilometrów od hotelu w którym mieszkałem

Na samym początku nadmienię, że lepiej nie mogłem trafić. Już wysiadając z taksówki, można było stwierdzić, że jest to miejsce, w którym chce być. Gwar istot wizytujących miejsce słyszalny już z daleka. Drzwi do browaru witały mnie z otwartymi skrzydłami.


Jak można zauważyć na fotografii, jeszcze przed wejściem zapowiadało się bardzo ciekawie. Noble Ale Works to browar, który oprócz tego, że warzy się w nim genialne piwo, ma wydzielone miejsce na pub. Coś, czego w Polsce jeszcze nie doświadczyłem, a co polskie browary rzemieślnicze i nie tylko (te stacjonarne) powinny sobie wziąć do serca, Wchodząc do browaru dopadł mnie zapach gotującej się brzeczki. Jak się później dowiedziałem, warzone było jedno z ich IPA. Po wejściu od razu rzuca nam się w oczy instalacja browarniana, przy której siedzą miłośnicy dobrego piwa i delektują się piwnymi specjałami. Niestety, podczas warzenia nie można zwiedzać miejsca w którym warzenie jest przeprowadzane.




Po obejrzeniu instalacji z dalszej perspektywy, przeniosłem się do baru, gdzie oczom mym ukazała się bardzo, ale to bardzo imponująca tablica, z jeszcze bardziej imponującym piwospisem.




W menu dostępnych kilkanaście (19) arcyciekawych pozycji. Jak widać, podzielone są one na cztery grupy: lekkie, chmielowe, ciemne jedyne w swoim rodzaju. Do wyboru pojemności: sample 4 oz (około 120 ml), 12 oz  (około 355 ml) oraz 16 oz (amerykańska pinta, około 473 ml). Przy tak dużym wyborze, kiedy ma się ochotę spróbować wszystkiego, najlepszym wyborem jest zaopatrzenie się w zestaw sampli, które lane są w sympatryczne kieliszki (bardziej kojarzące się z brandy) o pojemności 4 oz (około 120 ml). By zamówić taki zestaw, dostaję się kartkę ze spisem piw i po prostu zaznacza te, które mają się w danym zestawie znaleźć. Ja na pierwszy rzut wziąłem: Lucky Archipelago (Super-Hoppy Wheat Bear 6,0% alk.; chmielone Amarillo, Citra i Simcoe), Do you smell what the Waka's cooking? (Triple IPA 10,3% alk.), Man's Milk (Milk Stout 6,1% alk.), Yoga Pantz (A Pumpkin Spiced Latte Naughty Sauce 5,4% alk.) oraz Cherries Twobilee (Sour Red Ale z dodatkiem wiśni 7,0% alk.). Przyznacie, że zestaw prezentuje się zacnie. Tu od razu chce zaznaczyć, że Noble Ale Works, to jedyne miejsce z piwem w Anaheim i okolicy, w którym piwa nalewane są z pianą. Wszystkie piwa z zestawu były zacne, jakkolwiek mną szczególnie wstrząsnął Man's Milk. Tak przepysznego Milk Stoutu to ja w życiu jeszcze nie kosztowałem. poezja na języku. Nie odmówiłem sobie potem zamówić go w większej dawce.



Przed degustacją tych specjałów dosiadłem się do jednego dżentelmena, który widząc, że nie ma wolnych miejsc wokół zaprosił mnie do swojego stolika, znaczy się beczki. Towarzystwo okazało się przednie. pogadaliśmy o piwie, browarach o piwowarstwie w Polsce i wielu innych rzeczach. Jako, że zabrałem ze sobą z kraju czterech muszkieterów z AleBrowaru (dwa z nich wziąłem do Noble Ale Works), postanowiłem zacnego gościa obdarować jednym z nich.



Jegomość o imieniu Todd był bardzo zaskoczony, a zarazem szczęśliwy. Bardzo chciał skosztować polskiego kraftu, jakkolwiek musiał z tym zaczekać do powrotu do domu, gdyż w lokalu nie można było spożywać alkoholu nie pochodzącego z tego miejsca. Drugiego muszkietera, po degustacji deseczki, przekazałem ekipie browaru. Byli zdziwieni, ale i bardzo zaskoczeni. po pierwsze tym, że wiozłem to aż z Polski, że im je przekazałem i że w Polsce warzy się coś takiego, jak Whisky Extra Stout.


W podzięce za dar, otrzymałem w prezencie od ekipy kolejną deskę sampli. Tym razem wybór padł na: Six Formula Impala (Malt Liquor 6,4% alk.), Chrome Top (Americam Cream Ale 5,3% alk.), Nose Candy (Session IPA 4,4% alk.), Naughty Sauce (Golden Milk Stout with Coffee on Nitro 5,4% alk.) oraz Money On The Wood (Tart Red Ale with Coffee and Oak 6,2% alk.). 


No i cóż mam Wam napisać. Wszystkie były superanckie, szczególnie Six Formula Impala oraz Money On The Wood. 

Ekipa, która stała przy barze, widząc mnie, słysząc, że jestem z Polski, zagadywała mnie co chwila. Co chwila byłem częstowany czymś innym. Szczególnie jedno piwo mi zapadło w pamięci, a było to Too Darn Hot (IPA infused with a medley of chiles 6,8% alk.). Powiem tak, nie dałem rady wypić sampla. Tak pikantnego piwa to ja w życiu nie próbowałem. Przy nim Chilli Porter z Ambera to jakby w ogóle nie był przyprawowy. Ale z tego, co mi powiedziano, piwo ma swoich stałych koneserów.

Oprócz tego spróbowałem jeszcze Big Whig IPA oraz Another Beer, które także okazały się fantastyczne. Podczas wieczoru rozmawiałem i bawiłem się wyśmienicie. ludzie mili i skorzy do rozmów o Polsce, piwie, dziewczynach i wielu innych rzeczach. 


Zresztą wszyscy oni, po degustacji wypisali mi na kartce inne zacne piwne miejsca w okolicy, które powinienem odwiedzić. Będą w Noble Ale Works kupiłem jeszcze firmową koszulkę. Chciałem jeszcze szkiełko firmowe, ale bałem się, że nie dowiozę go w całości do kraju. Oprócz tego, można było wybierać w innych gadżetach firmowych. Konkludując w dwóch słowach - świetne miejsce, świetni ludzie i genialne piwa, z których najlepsze (moim zdaniem) to Man's Milk. Wszystkim, którzy będą kiedyś w tej okolicy, polecam to miejsce bez zająknięcia. Pozycja obowiązkowa!

środa, 27 stycznia 2016

Jak to jest z piwem rzemieślniczym w USA?

W ostatni wtorek (26.01), wróciłem z krótkiego wypadu do Kalifornii. Był to mój czwarty wypad za ocean, ale pierwszy od prawie osiemnastu lat. Gdy ostatni raz byłem w Stanach Zjednoczonych, nie w głowie w ogóle mi było piwowarstwo rzemieślnicze. No ale skąd mogło być, kiedy to pojęcia o nim w ogóle nie miałem. Zatem tera, podczas mojego krótkiego pobytu na zachodnim wybrzeżu, postanowiłem troszkę liznąć tego, co oferuje nam bogaty amerykański rynek. 

Będąc w Kalifornii, rezydowałem w Anaheim, czyli pewnym kawałkiem tortu, który Amerykanie nazywają 'LA area'. Zacznę od sklepów z piwami. Otóż, w Anaheim, jak i całej Kalifornii i prawdopodobnie w całych Stanach Zjednoczonych, piwo rzemieślnicze można kupić w każdym sklepie. Stoją na półkach i lodówkach tuż obok znanych wszystkim piw od amerykańskich i zagranicznych gigantów. Każdy mały sklep oferuje szeroką gamę piw rzemieślniczych. Można je kupić w większości przypadków w butelkach 12 oz (około 355 ml) oraz 22 oz (około 650 ml). Jest też dużo piwa w puszkach o pojemnościach 12 oz oraz jednej amerykańskiej pinty (16 oz, czyli około 473 ml). W sklepach królują głównie: Stone Brewing, Anchor Valley, Alpines Brewing, Ballast Point, Goose Island Breing, Samuel Adams Brewing, Firestone Walker Brewing, Bootleggers, Left Coast Brewing, Ninkasi Brewing (skojarzenie z Polska na pewno jest) i wiele, wiele innych. Ceny od około 2 USD za butelkę lub puszkę 12 oz do około kilkudziesięciu USD za butelkę 22 oz. Najdroższe jakie widziałem, kosztowało 42 USD i było to jakiś hiper, super, ekstra leżakowany imperialny stout, leżakowany w beczkach po whiskey z dodatkiem różnorakich owoców. Niedogodnością dla przybyszy z zagranicy, którzy chcieliby zabrać większą ilość piwa do domu, jest fakt, że butelki o pojemności 12 oz, pakowane są głównie w sześcio-, dziesięcio- lub dwunastopaki i nie można ich kupować oddzielnie. Podobnie rzecz ma się z puszkami. Czyli do zabrania do kraju tylko wielkie butle, no ale ile się ich zmieści w bagażu. Mi udało się zabrać tylko 5. Jest też pełno sklepów, które są typowo nastawione na piwowarstwo rzemieślnicze, jakkolwiek w mojej najbliższej okolicy takiego nie znalazłem. W każdym z takich sklepów znajdziemy piwa z około kilkuset amerykańskich browarów. Brak czasu sprawił, że tym razem nie udało mi się do żadnego dotrzeć. Może jednak to i dobrze, bo bym tylko się wkurzył ostro, że niczego nie mogę kupić w większych ilościach!

A jak sprawa wygląda z knajpami? No tu, tak samo, jak w przypadku sklepów, w każdej dostaniemy piwo rzemieślnicze, zarówno z beczki, jak i z butelek. Asortyment podobny do tego, co można znaleźć w sklepach. Wśród rzemiosła na kranach i w butelkach, królują oczywiście wszelkiej maści pale ale, z naciskiem na IPA. Obsługa ogarnięta w temacie i gdy się zapyta, co ofercie i co czym jest, to zazwyczaj odpowiada konkretnie i to niezależnie od tego, czy jesteśmy w pubie, czy w steak housie, czy restauracji oferującej owoce morza. Wielkim minusem tego typu miejsc, jakkolwiek nie tylko dotyczy to restauracji, ale i stoisk piwnych w różnych centrach, a nawet w browarach, jest fakt, ze piwo jest podawane cholernie zimne. Butelki z piwem rzemieślniczym cały czas 'rezydują' w wielkich lodówach wypełnionych kostkami lodu. Nie ma znaczenia, czy to lekki pilzner, czy potężny RIS. Inną zaskakującą sprawą jest to, że prawie wszystkie piwa, nalewane są bez piany! Ceny kraftów zaczynają się od około 6 USD za amerykańską pintę. 



Wyżej wspomniałem o stoiskach z piwem. Tak, takowe znajdują się między innymi w hotelach, centrach targowych i wystawowych. Piwo rzemieślnicze w takowych można dostać w butelkach 12 oz (oczywiście cholernie zimne) oraz często i gęsto, prosto z beczki. Te ciut 'cieplejsze', ale i tak często trudno długo wytrzymać trzymając piwo w plastikowym kubeczku. Tak, w takich miejscach piwo nalewają do plastików, a butelkowego często w ogóle nie przelewają, a wtedy, w słonecznej Kalifornii, ratują tylko ... puchowe rękawice.


Teraz weźmy na ruszt browary. Hmm, tu jest bardzo, bardzo fajnie. W samym Anaheim i najbliższej okolicy można natknąć się na kilkanaście miejsc, gdzie warzy się piwo, wspomnijmy chociażby o Noble Ale Works, Boootleggers, Bottle Logic, Phantom Ale Work, BackStreet Brewery, Anaheim Brewery oraz restauracyjne JT Schmids, czy BJ's Pizza. Mi się udało gościc w dwóch, ale o tym, podczas następnych wpisów. Każdy z browarów i to jest wspaniałe jest otwary dla miłośników dobrego piwa. W każdym jest przybrowarniany pub, do którego można zajść i spędzając miło czas delektować się wspaniałymi piwami. Gama oferowanych przez browary piw, to począwszy od niemieckich, angielskich i belgijskich klasyków, poprzez amerykańskie style, kończąc na piwach sezonowych, leżakowanych w beczkach, z różnymi dodatkami i naprawdę ostro pokręconych, że tak to ujmę. Naprawdę jest w czym wybierać. Piwa lane są w próbkach po około 150 ml (około 1,5-2 USD za sampla), 1/2 pinty, 1 pinty oraz w wielkie dzbany. Oprócz genialnego piwa, w takich miejscach zawsze można liczyć na super atmosferę. Niestety, w ich przypadku z podawaniem piwa w odpowiednich temperaturach, także różnie bywa. Każdy browar ma też coś ala mini sklep z pamiątkami. Można kupić koszulki, szkło, piwa w butelkach, otwieracze i inne gadżety.

Krafty można także kupić w różnych jadłodajniach i kawiarenkach na międzynarodowym lotnisku w Los Angeles (LAX). Ważna jedna rzecz, z przyczyn formalnych, nikt i nigdzie tu nie sprzeda więcej niż jednego piwa na osobę na raz!

Kolejna bardzo ważna rzecz, gdy się jedzie do USA i chcę się kupić i napić piwa. Zawsze należy brać ze sobą dowód tożsamości, czyli paszport, prawo jazdy lub dowód osobisty. Nie może być to dowód, na którym data urodzin napisana jest odręcznie długopisem lub innym mazakiem. Obsługa sklepowa, restauracyjna, czy pubowa, prawie zawsze pyta o 'ajdi' i nie ma to znaczenia, czy masz lat 21, czy 50 - jak nie masz ID, zapomnij o tym, że ktoś sprzeda ci piwo. Przekonali się o tym boleśnie towarzysze mojej podróży, a wielokrotnie im o tym powtarzałem. Co więcej, tak, jak na lotnisku, nikt w restauracji w takim wypadku, nie sprzeda dwóch piw, bo powiedzą, że drugie pewnie dla kompana, a on przecież nie ma ID. Pamiętajcie proszę o tym. I nie ma co dyskutować, że masz tyle i tyle lat, że masz mnóstwo zmarszczek na czole, czy siwą brodę - nie masz ID, nie pijesz, no chyba, że bezalkoholowe napoje. Koniec, kropka!