czwartek, 1 lutego 2018

Z wizytą w browarze Bruery Terreux w Anaheim

Niedawno wróciłem z mojej kolejnej wyprawy do Stanów Zjednoczonych, a konkretniej do Anaheim w Kalifornii, gdzie przy okazji NAMM Show, miałem możliwość zwiedzenia kolejnych lokalnych browarów i poznania szerzej miejscowej sceny kraftowej. Na pierwszy ogień, poszedł browar, który ... no właśnie, aż ciężko mi pozbierać myśli po wizycie, rozwalił moje postrzeganie piwnego rzemiosła i pokazał, że piwo to naprawdę znaczy więcej, znacznie więcej.

Tym browarem był Bruery Terreux. 


Browar wraz z przylegającym taproom'em zlokalizowany jest, jak większość browarów rzemieślniczych w USA, na dalekich przedmieściach Anaheim, w jego przemysłowej dzielnicy, przy 1174 N Grove Street.


Przed wyprawą do Terreux, zajrzałem do nich na stronę i już wiedziałem, że muszę tam być! Na stronie w większości piwa dzikie (uwielbiam) i kwasy. Cóż było czynić, trzeba było zamówić Ubera i jechać. 


Po wejściu do browaru, od razu co się rzuca w oczy, to bardzo szerokie multimedialne menu piwne na ścianie nad barem oraz ilość kranów przy barze. Tak, tak, moi drodzy, jest ich dokładnie 48, z czego wszystkie to pozycje Bruery Terreux lub kolaboracje browaru z innymi kraftowcami. 




Jakkolwiek, to nie te elementy wzbudziły mój wielki podziw i zainteresowanie, a całe nagromadzenie beczek, których ilość oszołamia już na wejściu.


Tak, moi pilni czytelnicy, browar słynie z wszelkiej maści piw leżakowanych w beczkach. Co więcej, wszystkie uwarzone w browarze piwa wędrują do beczek i leżakują w nich od trzech miesięcy do trzech lat. 
Po wejściu w serdeczne progi browaru, przedstawiłem się i powiedziałem w jakim celu przybywam, a na takie dictum, jeden z pracowników browaru, czyli Will Waltherson, mocno uścisnął moją i mojego piwnego towarzysza dłoń i powiedział, że postara się zając nami i powiedzieć trochę o historii browaru i o tym, jaka filozofia z hasłem 'Bruery Terreux' się kryje. Na początek jednak, zapytał, jakie lubimy piwa i takie dobrał zestawy. Po czym zaczęła się degustacja lokalnych wspaniałości.





W trakcie degustacji sampli (po ok. 150 ml) Will opowiadał o historii browaru. Browar został założony w 2008 roku i w tym roku, jak łatwo można się domyślić, obchodzi swoją dziesiątą, okrągło rocznice istnienia na rynku i cieszenia miłośników piwa swoimi dobrami. Browar za cel swojej działalności uznał leżakowanie piwa w beczkach i co ciekawe, wszystko warzone piwa w Terreux, właśnie lądują w beczkach. Są to beczki nowe, nieużywane wcześniej, jak i beczki z destylarni, winnic i innych alkoholowych podmiotów. W miejscu moich odwiedzin, beczek było ponad 2500, czyli znacznie więcej niż można zliczyć w całym polskim krafcie, a dodatkowe kolejne dwa tysiące w innym magazynie. Jak sobie możecie wyobrazić, jest to raj dla osób zakochanych w 'barelejdżingu'. Wśród beczek, w których piwa leżakują mamy beczki po whiskey, po burbonie, po porto, po winach z Napa Valley (najdroższe, kosztujące około 300 USD za sztukę) i wiele, wiele innych. 












Jak widać po załączonych obrazkach, podróż pomiędzy beczkami małymi i dużymi, beczkami starymi i nowymi, ciemnymi i jasnymi, była wielkim piwo-beczkowym misterium. Moja twarz uśmiechała się, co chwila, od ucha do ucha. Dodatkowo, cała ekskursja połączona była z degustacją różnego rodzaju trunków leżakowanych w tychże fantastycznych beczkach. Każda beczka zaopatrzona, u podstawy dekla, w gwoździk, który zatykał dziurkę, przez którą lano piwo do degustacji, sprawdzając przy tym obecną jakość danego piwa. Chodzi o to, by odkorkowując beczkę od góry, nie naleciało do piwa powietrze, które mogłoby wpłynąć niekorzystnie na samo piwo. A tak, wyciąga się gwoździk, piwo leci średnio wolnym ciurkiem do szkiełka, bez obawy o jakiekolwiek zakażenie. Po nalaniu, gwoździa ponownie wbija się delikatnie w beczkę. 




Co najciekawsze jednak, po uwarzeniu danego piwa, cała warka jest dzielona na kilka części i lądują w różnych beczkach, na przykład, po burbonie, porto i jasnym winie z Napa. Co więcej, każda z tych części, leżakuje nierównomiernie czasowo, co znaczy, że jedną beczkę rozlewa się po upływie, na przykład trzech miesięcy, kolejną, po pół roku, a następne po roku, latach dwóch i trzech i w ten sposób z jednej warki danego piwa, uzyskuje się kilkanaście odmian tego samego piwa i co określony czas rozlewa się do butelek i puszcza na krany browaru. Nieprawdaż, że to jest coś niesamowitego?! Ja wręcz oniemiałem na wieść i myśl o tym wszystkim.

W tym samym miejscu, gdzie są po ustawiane beczki, w których to leżakuje piwo, umiejscowiona się maszyneria browaru.




Jak widać, poza beczkami, mamy także całkiem normalny browar.
No, ale wróćmy do samego piwa, bo o nim najmniej napisałem. Przyznam szczerze, że zdegustowałem bardzo, ale to bardzo wiele najróżniejszych piw, wśród których były dzikusy, kwasy, lambiki (tak, tak), piwa z szerokiej gamy IPA, portery oraz imperialne stouty. Jak możecie zauważyć, spektrum bardzo duże. Oczywiście, wśród tych piw, są ich różne odmiany, wzbogacone dodatkami, takimi chociażby, jak laktoza, owoce, kawa, miód i inne. Naprawdę, nudzić się w tym browarze nie da, a jedna wizyta, to zdecydowanie za mało. 


Nie muszę chyba wspominać o tym, że wszystkie piwa prezentowały naprawdę bardzo wysoki poziom. Dodatkowo, dzięki uprzejmości Willa oraz menedżera, także bardzo w porządku jegomościa o imieniu Ryan, miałem niepowtarzalną okazję skosztowania miejscowych, tak zwanych sztosów. Otóż w ofercie kranowej browaru, są piwa, które mogą zakupić tylko klubowicze Bryuery Terreux, coś na kształt Loży Jeża Browaru Artezan. Dla mnie zrobiono wyjątek i poczęstowano mnie tymi wspaniałościami, a były wśród nich takie specjały jak: Marzipandemonium (BBA Imperial Stout z dodatkiem marcepanu i ziaren wanilii - 16,7% alkoholu), Peanut Butter & Jelly Thursday (BBA imperial stout z dodatkiem mączki z orzechów ziemnych oraz krzyżówki maliny i jeżyny - 19,2% alkoholu), Peanut Butter Thursday '18 (Massive BBA Imperial Stout z dodatkiem mączki z orzeszków ziemnych - 19,7% alkoholu), Green Monday (Massive BBA Imperial Stout z dodatkiem orzechów laskowych - 19,8% alkoholu), czy chociażby Black & Blue BBL's (BA Sour Stout & BBA Imperial Stout Blended z dodatkiem borówki amerykańskiej i jeżyn - 16,7% alkoholu). Prawdziwe, rzemieślnicze piwne smary! I co Wy na to powiecie moi drodzy? Prawda, że zrobiło się poważnie?


Przyznać się muszę Wam bez bicia, że degustacja sprawiła mi bardzo, ale bardzo, niesamowitą przyjemność, jak stwierdziłem wyżej, było to coś na kształt misterium, a ja sam byłem bliski osiągnięcia nirwany!

To wszystko, co opisałem powyżej, spowodowało, że browar odwiedziłem ponownie już następnego dnia. Co ciekawe, a była to środa, browar nawiedził jeden z zaprzyjaźnionych serowarów i w lokalu miało miejsce parowanie sera z piwem. Przygotowane zostało menu, na który składały się różne deski serów, do których dopasowywano deskę piwo browaru. Czyż nie zacna inicjatywa?


Jak się okazało, parowanie piwa z jedzeniem, odbywa się co tydzień w browarze. Zapraszani są wtedy lokalni, zaprzyjaźnieni serowarzy, rzeźnicy, piekarze i inni spożywczy rzemieślnicy.

Ponadto, co może naszym miejscowych właścicieli knajp lekko zaskoczyć, każdego dnia w lokalu i nie tylko tym, jest tłum ludzi, miłośników dobrego piwa.


Jak widać powyżej, Bruery , to nie jest zwykły browar, to miejsce magiczne, miejsce, gdzie każdy fan dobrego piwa oniemieje z zachwytu i choć przez chwile znajdzie się w prawdziwym raju. Sam fakt umiejscowienia tak wielkiej ilości beczek drewnianych w jednym miejscu, robi wrażenie na widzach, a co dopiero fakt, że w każdej z tych beczek, leżakuje jakieś fantastyczne piwo, na które to właśnie ma się największą ochotę. Co ciekawe, w Bruery Terreux, w końcu, przekonałem się do leżakowania w beczkach, być może dlatego, że ekipa browaru robi to w naprawdę fenomenalny sposób. Nie wiem naprawdę, co mógłbym jeszcze napisać o tym genialnym miejscu. Jak ktoś ma możliwości wybrania się do Kalifornii, to jest to miejsce obowiązkowe na piwnym szlaku, ważniejsze chyba do zobaczenia, niż słynny most Golden Gate!

Z tej strony, chciałbym jeszcze raz podziękować Will'owi, Ryan'owi oraz całej ekipie Bruery Terreux, za fantastyczne przyjęcie, za możliwość zwiedzenia tej piwnej osobliwości, za fenomenalną degustację i po prostu za cłą sympatie, która przelali na moją browarnikową osobę. Bardzo, bardzo dziękuje jeszcze raz!



Dear friends of Bruery Terreux! I would like to thank you for all these great moments I met while visiting your bruery. It was my pleasure to meet you guys and taste all your delicious BA beers! The mysterious trip among all these barrels was something magical to me as well. Thank you very much for that great adventure and hospitality and see you again ... soon!

niedziela, 28 stycznia 2018

Craft Beer Fiesta - edycja zimowa

Ostatnimi czasy, dość mało miałem możliwości, by odwiedzić Gdański Piwny Trójkąt Bermudzki, czyli piwne zagłębie knajpiane w postaci Cafe Lamus, Lawendowa 8 i Pułapka. Okazją do ponownego przybycia w powyższe rejony, okazało się ciekawe wydarzenie, znane pod nazwą Craft Beer Fiesta, tym razem edycja zimowa. Skoro zimowa, to można było się spodziewać, piw bardzo mocnych, esencjonalnych, popularnie zwanych 'sztosami'.


Swoje piwa wystawiły takie browary jak: Absztyfikant, Artezan, Golem, Harpagan, Kingpin, Podgórz, Pracownia Piwa, Rockmill, SzałPiw, Zakłądowy, Ziemia Obiecana. Wśród oferty tychże przeważały portery bałtyckie, RIS'y, barley wine'y, często w swoich 'beczkowych' odmianach. Jako, że wszystko to splotło się ze Świętem Porteru Bałtyckiego, nie zabrakło także Porteru Warmińskiego oraz Imperium Prunum i jego esencjonalnej wersji z Browaru Kormoran. W sumie ponad czterdzieści pozycji na kranach w knajpach oraz w specjalnie przygotowanym na tę imprezę namiocie.

 
Dla miłośników sztosów, wydarzenie wręcz obowiązkowe do zaliczenia. A dało się wszystkiego spróbować w ciągu dwóch dni, gdyż w końcu była możliwość degustowania piw w mniejszych pojemnościach, czyli 150 mililitrów. 

Ja sam nie jestem największym miłośnikiem piw typu porter bałtycki, czy RIS, więc tak naprawdę skosztowałem ich dosłownie kilka, choć muszę przyznać, że jakość ich była wyborna. Ciekawostką był lany Porter Warmiński z Kormorana, przepuszczany przez randall'a z dodatkiem Esencji Imperium Prunum. Mniam. Na szczęście były także piwa w stylu barley wine, kwasy i kultowy Atak Chmielu, który skutecznie zresetował mnie po 'sztosiwach'. 






Jakkolwiek, największą zaletą Craft Beer Fiesta, była możliwość spotkania się z przyjaciółmi, znajomymi, ekipami browarów i rozmowy o piwie i nie tylko, przy dobrym piwie i nie tylko. Ta zaleta, zawsze będzie największą, w przypadku tego typu imprez. 








Jest coś takiego w Gdańsku i w ogóle Trójmieście, co mocno zbliża ludzi, co daje siłę do tworzenia różnorakich inicjatyw, co powoduję, że o Trójmieście słychać w każdym zakątku naszego kraju. Craft Beer Fiesta Jest tego potwierdzeniem. Impreza bez wielkiej pompy, bez zadęcia, bez wielkich przestrzeni, w sumie bardzo kameralna, a jednak naprawdę wartościowa i wierzę, że kolejne edycje już stoją w kolejce. Mam nadzieję, że na letniej, będzie mniej ciemnych 'sztosiw', a więcej piw lekkich, typowo sesyjnych. Po prostu: piwo + muzyka + ludzie = wspaniałe spędzanie czasu!

Jestem bardzo zadowolony z mojego przyjazdu do Gdańska, a już wkrótce ponowna moja wizyta z ciekawą niespodzianką, ale o szczegółach wkrótce.

czwartek, 18 stycznia 2018

Wieczorna pocztówka z Birmingham

Trzeci poniedziałek stycznia zapamiętam na bardzo długo. Spotkanie z klientem w Birmingham, które to poprzedziła szaleńcza i obfitująca w irracjonalne wydarzenia, podróż z Brussels Airlines, no i piwny wieczór w jednym z największym miast Zjednoczonego Królestwa. Na tym ostatnim chciałbym się na dłuższą chwilę zatrzymać. 

Jako, że spotkanie z klientem, odbyło się w godzinach popołudniowych oraz przedwieczornych, dzięki czemu  miałem czas by co nieco poznać ofertę piwną miasta, z którego pochodzą tak znamienite muzyczne grupy, jak chociażby Black Sabbath, Napalm Death, czy G.B.H. W ciągu dwóch-trzech godzin, udało mi się odwiedzić dwa browary, pub firmowy kolejnego browaru oraz dwa inne puby. 

Pierwszym na mej drodze, był leżący nieopodal hotelu, w którym się zatrzymałem, Edmunds Bar & Brewhouse. 


Tuż po przekroczeniu progu tego miejsca, od razu rzuciło mi się w oczy, że w środku, oprócz obsługi w liczbie trzech osób, nie było nikogo. No, ale cóż było robić - trzeba było 'zaliczyć'. Dostępnych były dwa, na miejscu warzone, piwa: 1895 Ale (IPA) oraz B3 Bitter (Bitter). 


Wybrałem to pierwsze i pomimo faktu, że jak mówiła etykieta, chmielony był Cascade, to w aromacie, ni krzty nie dało się go wyczuć. Właściwie zapach, nie oferował praktycznie żadnych doznań. W smaku, było niewiele lepiej, gdyż dało wyczuć się kwaśne nuty, delikatne karmelki i ... nic więcej. Piwo bardzo wodniste i ogólnie do szybkiego zapomnienia. Tak szybko wyleciało mi z pamięci, że zapomniałem zamówić drugiego i udałem się dalej. Widać miejscowi wiedzą, że słabo tu warzą, dlatego byłem jedynym klientem tego dnia. Aha, na pytanie, czy mógłbym zwiedzić browar, otrzymałem info, że nic ciekawego do zwiedzania nie ma i to tyle. Podsumowując - szkoda zachodu, nerwów i kubków smakowych.

Następny na mej drodze, pojawił się pub firmowy Indian Brewery. 



Browar (zlokalizowany w innym miejscu w Birmingham) oraz pub, są pomysłem i własnością sympatycznego bardzo hindusa, który serdecznym uśmiechem i uściskiem dłoni, przywitał mnie w swoim lokalu. Co od razu, po wejściu do środka, rzuca się w oczy, znaczy nozdrza, to wszędobylski i mocny zapach kadzideł a także szeroka gama plakatów filmów z Bollywood. 


Pub zaopatrzony jest w kilkanaście kranów, z których leją się piwa Indian Brewery oraz innych brytyjskich i zagranicznych. Oferta browaru nie jest zbytnio rozbudowana i zamyka się w sześciu pozycjach.




Zdecydowałem się na piwa Peacock (Amber Ale) oraz Indian Summer (Pale Ale). Piwa specjalnie nie zachwyciły, ale także nie odrzuciły. Całkiem przyjemnie się je piło, choć oczekiwania moje były większe. W obu piwach charakter wodnisty także był dość wyraźnie zaznaczony.



Aha, ważne info dla kolekcjonerów podstawek. Te dostępne w lokalu, były takim i, z jakimi wcześniej się nie spotkałem. Otóż wycięte w nich były części składowe pingwina i można było je sobie palcami 'wypchnąć' i złożyć nielota podczas degustacji. No i jeszcze jedno, w lokalu, tym razem byli ludzie i to całkiem sporo. Obsługa też bardzo sympatyczna i dodatkowo, indyjskie żarcie tam serwowane, naprawdę jest warte zamówienia.

Trzecim na moim szlaku, był pub Gunmakers Arms, w którym mieści się browar Two Towers Brewery. 


Tu także, nie udało mi się zobaczyć, serca browaru, ale to z powodu nieobecności osób, które mógłby mnie zabrać w piwniczne czeluści, celem oprowadzenia. Poza tym, za barem bardzo sympatyczna dziewczyna, a przed barem równie miłe, starsze miejscowe małżeństwo, które tak jak ja, wybrało się na piwo, pogaduchy i posłuchać muzyki. Na kranach dostępnych było sześć piw Two Towers Brewery: Electric Ale, Hockey Gold, Baskerville Bitter, Chamberlain Pale Ale, Peaky Blinders Mild oraz Chili Porter. 


Ja sam skosztowałem Pale Ale i tego ostatniego, czyli Chili Porter. Pani za barem się pomyliła i nalała mi dwie pinty Pale Ale, jakkolwiek licząc tylko za jedną. Bardzo miło. 


Oba piwa, niestety, nie wywarły na mnie jakiegoś specjalnego wrażenia. Znów na pierwszym planie, dość spora wodnistość i nikłe doznania aromatyczno-smakowe. Nawet chili czuć nie było - no skłamałbym, było czuć, ale dopiero następnego dnia podczas porannej toalety.

Atmosfera wewnątrz natomiast, bardzo przyjemna. większość gości, to dość poważni wiekowo smakosze piwa. Z głośników, a właściwie z telewizyjnej szafy grającej, wydobywają się genialne dźwięki w różnych stylach muzycznych. Podczas mojej wizyty, dało się słyszeć między innymi The Cure i Travelling Wilburys. Dostałem zaproszenie od pani za barem i małżeństwa obok, do złożenia kolejnej wizyty wkrótce. Fajne miejsce, z ... nie ukrywajmy, angielską klasyką, ale nie najwyższych lotów. 

Tuż obok Gunmakers Arms, znajduje się fantastyczne miejsce o nazwie The Bull. To miejsce, to taki piwny wehikuł czasu. Bardzo przyjemny pub, w starym brytyjskim stylu, którego wnętrza powodują, że człowiek ma ochotę zostać w tym anturażu jak najdłużej. Do tego bardzo przesympatyczna obsługa, której wtóruje miejscowa kotka, witająca i zabawiająca gości, dobra kuchnia oraz piwo ... Pedigree z browaru Marston's, którego i ja skosztowałem. Można powiedzieć, brytyjska klasyka.

Na koniec wieczornej eskapady po Birmingham, zaszedłem do nowoczesnego, modernistycznego pubu, którego nazwa wyleciała mi niestety z głowy. Klimat? Głośna muzyka, lekko wożący się młodzi barmani, dużo lokalsów, ale klientów, którzy w większości przychodzili na drina i poznać dziewczynę, niż napić się dobrego piwa. Ja skosztowałem, dwie angielkie, kraftowe piwa w stylu White IPA (także nie pamiętam teraz nazwy; coś w stylu hawajskim) i zdegustowany jakością, zawinąłem się i wróciłem do hotelu.

Wiem, że tych pięć miejsc, które odwiedziłem, nie jest miarodajnym wyznacznikiem tego, co zaoferować może Birmingham, jakkolwiek piwa, które miałem okazję skosztować, dość mocno odstawały od moich oczekiwań i od tego, co możemy spotkać na naszym polskim rynku. Może następnym razem trafię znacznie lepiej, choć miejsca takie jak Gunmakers Arms i The Bull, szczerze polecam, choć niekoniecznie w celu zażycia fenomenalnych doznań związanych z naszym ulubionym trunkiem.

czwartek, 4 stycznia 2018

Rok 2017 - ach co to był za rok :-)

Kilkadziesiąt godzin temu pożegnaliśmy rok 2017 i możemy zacząć cieszyć się rokiem 2018 i czekać na wszystko co nam ze sobą przyniesie. Przed nami, na pewno, nowe browary, nowe piwa, nowe style, smaki, nowe kooperacje, a także interesujące imprezy piwne, ciekawe piwne podróże oraz inne intrygujące sytuacje związane z naszym ulubionym trunkiem. Z pewnością także, nie zabraknie piwnych klap, piwnego snobizmu i wielu innych rzeczy, o których obecnie się mówi i słyszy, a które mimo tworzenia się ciekawego rynku piwa, powodują, że czasami zastanawiam się, czy to wszystko rozwija się we właściwym kierunku. 

No, ale zanim to wszystko przeżyjemy, to warto na chwilę się zatrzymać i powspominać ten rok, który właśnie minął. Dla mnie, był to rok nad wyraz fantastyczny i to nie tylko pod względem piwnym. Przez ostatnich 365 dni, udało mi się poznać kolejnych wile osób związanych z piwem. 

W poszukiwaniu dobrego piwa, 31 wsiadałem na pokład samolotu i w sumie, ponad dwa razy okrążyłem nasza matkę Ziemię. Zwiedziłem całkiem sporo  browarów, tu w Polsce (6) i na Świecie, z czego w Estonii jeden, Finlandii pięć, na Litwie trzy, w Niemczech, w Nowej Zelandii osiem, dwa w USA i po jednym w Szwajcarii oraz ... na Tonga.


Co ciekawe, w ubiegłym roku, odwiedziłem tylko dwa piwne festiwale, którymi były Olsztyński Festiwal Piw Rzemieślniczych w Olsztynie i Browariada w Ostródzie. Poza tym, mam tez sympatyczne wspomnienia ze Święta Warmińskiego Piwowara w podolsztyńskich Dywitach. 

 
Następnie, wspólnie z ekipą Browaru Warmia uwarzyłem nasze wspólne piwo, które w przyszłym miesiącu pojawi się na rynku. O szczegółach dowiecie się już wkrótce. Myślę, że nie będziecie zawiedzeni. Mogę odkryć kolejne karty i przekazać wam informację, że będzie można napić się go z kranu, na pewno, w Olsztynie i Trójmieście i prawdopodobnie w ... Pluskach. 

Ponadto przeprowadziłem wiele prezentacji związanych z piwną kulturą i sztuką degustacji, dzięki czemu odwiedziłem kilka ciekawych miejsc w naszym pięknym kraju i miałem okazję przedstawić piwo w najjaśniejszym świetle tym, którzy do tej pory z piwem nie byli zbyt mocno za pan brat. Dzięki tymże spotkaniom, miałem także szczęście znaleźć się w kadrze, niezbyt lubianego, automatycznego fotografa, którego czasami można spotkać przy naszych drogach.

Nieźle owocowała także przyjacielsko-robocza współpraca, na bardzo różnych płaszczyznach, z olsztyńskimi browarami, a także możliwość wprowadzenia na właściwe tory, jednego w gdańskich piwnych lokali, co było dla mnie bardzo sympatyczną przygodą, jak i dość sporą nauką.

Wróciłem również do bardziej regularnego pisania, tu na blogu. Mogę się pochwalić, że napisałem ponad trzy razy więcej wpisów, niż w roku 2016, co przy natłoku zeszłorocznych zajęć i obowiązków, uważam, za niezły wyczyn. Wierzę, że w tym roku, będzie tych wpisów jeszcze więcej. Co ciekawe, trzy z napisanych w 2017 roku postów, znalazły się w dziesiątce, najchętniej odwiedzanych i czytanych postów w historii bloga. WOW!

Aha, wstąpiłem, ku uciesze moim znajomych piwowarów domowych rodem z Warmii i Mazur, także do Polskiego Stowarzyszenia Piwowarów Domowych (PSPD). Trochę mnie to samego zaskoczyło, ale chyba taka była kolej rzeczy. Prawda BroWarmiacy? 

Pod koniec roku, udzieliłem także wywiadu dla gazety, co było przyjemnym zwieńczeniem roku, pomimo pytań i treści, które w nim się znalazły? Dlaczego tak piszę, gdyż o piwie, mógłbym opowiadać godzinami i tak naprawdę, chciałbym przekazać / przekazywać znacznie więcej informacji.   

Dodatkowo, wypiłem także sporo polskiego i trochę zagranicznego piwa. Prowadząc swój własny dziennik piwny (tylko polskie piwa), mogę teraz podzielić się z Wami, co ciekawszymi danymi. Oto i one poniżej.

W sumie skosztowałem 687 degustacji, co łącznie dało 258,36 wypitych litrów. Z liczby 685 podejść do piwa, 379 (55,17%) były to degustacje piw, które pojawiły się na rynku przed 2017 rokiem, a 307 (44,83%) to premierowe. Z tego, na piwa niepremierowe przypadło 159,96 litów (59,59%), a na nowości 104,40 litrów (40,41%).
 
W moim i nie tylko szkle, znalazło się miejsce dla piw z 92 browarów, stacjonarnych i kontraktowych. Te browary, uraczyły mnie w sumie 371 różnymi piwami. W tej liczbie, 16 pozycji, były to piwa kooperacyjne.

Poniżej czołowa 10 browarów, pod względem liczby podejść do warzonych przez nie piw:
1. Browar Kormoran - 121 degustacji (D) - 18 różnych piw (RP) - 52,35 litrów (L),
2. Browar Pinta - 61 (D) - 36 (RP) - 24,16 (L),
3. AleBrowar - 48 (D) - 26 (RP) - 15,73 (L),
4. Browar Warmia - 30 (D) - 13 (RP) - 7,07 (L) - tu statystyki nieco zakłamane, ze względu, na brak zapisków z degustacji, które miały miejsce w trakcie moich wizyt u chłopaków na leżakowni. Ehh ...,
5. Browar Gościszewo - 23 (D) - 10 (RP) - 9,12 (L),
6. Mazurski Browar - 22 (D) - 7 (RP) - 6,05 (L),
7. Browar Ukiel - 22 (D) - 5 (RP) - 4,72 (L),
8. Browar Nepomucen - 19 (D) - 8 (RP) - 6,85 (L),
9. Browar Kingpin - 18 (D) - 14 (RP) - 5,91 (L), 
10. Browar Jana - 17 (D) - 14 (RP) - 7,07 (L).

Tak, natomiast, wygląda czołowa 'dziesiątka' najczęściej degustowanych, czyli moich ulubionych piw:
1. Browar Kormoran - 1 na 100 - 38 (D) - 18,60 (L),
2. Browar Kormoran - Podróże Kormorana - Witbier - 13 (D) - 6,50 (L),
3. Browar Kormoran - Warmińskie Rewolucje - 13 (D) - 5,90 (L),
4. Browar Pinta - Atak Chmielu - 11 (D) - 4,80 (L),
5. Browar Nepomucen - Forest IPA - 11 (D) - 3,80 (L),
6. Browar Ukiel - West Coast IPA - 10 (D) - 2,15 (L),
7. Browar Kormoran - Podróże Kormorana - American IPA - 9 (D) - 4,05 (L),
8. Browar Żywiec - Żywiec Premium - 8 (D) - 3,49 (L) - tak też czasami bywa,
9. AleBrowar - Lady Blanche - 8 (D) - 2,05 (L),
10. Browar Warmia - Pils - 8 (D) - 2,02 (L).

Na rynku, pojawiło się - ponownie - bardzo dużo nowych piw, z których, jak pisałem wyżej, ja sam zasmakowałem 307. Największe wrażenie na mnie zrobiły, takie jak (alfabetycznie browary): Not So Scary (AleBrowar), Saison na Madagaskar (Amber), Porter Podbity Śliwką (Jabłonowo - Manufaktura Piwna), Imperial Geezer (Kingpin), Barlow Sorbus i Kormoran Ciemny z kosodrzewiną (Kormoran), Forest IPA (Nepomucen), Viva Śliwa (Nepomucen/{Pinta), Express IPA i Wesołych Świąt 2017 (Pinta), Piwo Festiwalowe 28 (Piwoteka), Gerda (Spółdzielczy), West Coast IPA (Ukiel), Mokra Szyszka (Warmia) i wiele innych, których musiałbym tu wymienić bardzo sporo.

Cieszy mnie bardzo fakt, że coraz więcej mogę pić piwa rodem z Warmii i Mazur. Raduje mnie fakt super debiutów browarów Ukiel z Olsztyna i Kadyk z Działdowa, a także rozwój Mazurskiego Browaru z Ełku oraz wzrost oferty i formy Browaru Warmia, no i oczywiście ugruntowanie mocnej pozycji na polskim rynku piwnym Browaru Kormoran. Rodem z Olsztyna i Warmii są jeszcze pomysłodawcy i piwowarzy Browaru Stara Szkoła, który swoją siedzibę ma na Podlasiu oraz kontraktowy Dziki Kocur. Zaczyna się tu nieźle dziać i cieszę się, że od czasu, do czasu, mam w tym swój udział.

Dość o mnie! Z początkiem nowego roku, chciałbym wszystkim zaangażowanych w warzenie, dystrybucję i szerzenie kultury piwa, a także wszystkim tym, którzy uwielbiają piwo (jakiekolwiek), życzyć, by w tym roku, w waszym szkle nie zabrakło dobrego piwa i byśmy wszyscy razem cieszyli się z kolejnego roku, w którym polska branża piwna, będzie się dynamicznie rozwijać. Najlepszego moi drodzy!.