wtorek, 18 sierpnia 2026

Z wizytą w browarze Ružinovský pivovar Komín w Bratysławie

Moi drodzy, najwyższa pora, zabrać was do kolejnego, już trzeciego bratysławskiego browaru. Tym razem odchodzimy trochę od ścisłego centrum słowackiej stolicy i przemieszczamy się bardziej na wschód, gdzie zlokalizował się Ružinovský pivovar Komín. 
 
 
Ružinovský pivovar Komín, nazwę swą zaczerpnął od komina dawnej rzeźni, na miejscu której, otworzył się w roku 2015. 
 
 
W ogóle teren na gdzie leży browar, to obszar targowiska Miletička, gdzie nadal możemy zobaczyć charakterystyczne kramy z najróżniejszymi produktami. Dokładny adres to ulica Miletičova 17. Czynny jest codziennie w godzinach: poniedziałek 10:30-23:00, wtorek-piątek 10:30-00:00, sobota 10:00-00:00 i niedziela 11:00-23:00. 
 
Docierając do browaru, pierwsze co napotykamy to zewnętrzny ogródek, a za nim wejście do browaru oraz dwa smukłe, wysokie zbiorniki za przeszkleniem, na ścianie budynku.
 
 
Po wejściu do środka, naszym oczom ukazuje się, po lewej stronie, warzelnia, wraz z dwoma walcowatymi zbiornikami, które wyglądają jak fermentory. Warzelnia dziwnych kształtów, jaką pierwszy raz w życiu widziałem. Leżaki w innym pomieszczeniu, do którego się nie dostałem, ale szczerze, nawet o to nie pytałem. 
 

 
W trakcie odwiedzin browaru, pogoda w Bratysławie była bardzo słoneczna i było niesamowicie gorąco, więc zaraz po zrobieniu kilku zdjęć zamówiłem piwo. Tego dnia na kranach browaru, dostępne były trzy piwa o znamienitycch nazwach, a mianowicie: 15 Years in Hell (IPA), Valdan ('jedenastka') oraz Great Warrior (piwo bezalkoholowe). 
 
Na początek zamówiłem 'ipkę', która okazała się nad wyraz wspaniałym wywarem. Taka IPA w starym stylu, jakie kocham, czyli chmielowa, z nutami owoców tropikalnych, lekką żywicznością, z krótką ale wyraźną goryczką. Kocham takie piwa. IPA z kufla znikła po kilku chwilach. 
 
 
Na drugą nóżkę wziąłem pilsa ('jedenastka') i to także było super piwo. Genialna podbudowa słodowa, wyraziście aromatyczne pod względem chmielu, z petarda goryczką na finiszu. No poezja. Po wypitym jednym, zamówiłem zaraz kolejne, takie to było pyszne. 
 
 
Bardzo sympatyczny kelner, który podczas mojego pobytu towarzyszył mi prawie przez cały czas (rozmowy o piwowarstwie, o piwach oraz śmiechy chichy), poczęstował mnie jeszcze 'wielkim wojownikiem', czyli miejscowym bezalkoholowym, które to jednak, okazało się bardzo dziwnym napitkiem, co sam miły pan zresztą przyznał, dlatego nie odważyłem się na większą miarkę.
 
 
Ogólnie obsługa w Komínie wspaniała. To prawda, że klimat miejsca tworzą ludzie i że piwo to ludzie. To sprawiło, między innymi, że tak ciężko mi było opuszczać ten piwowarski przybytek. No, ale cóż, kolejne browary czekały, a w dalszej perspektywie powrotny samolot. 
 
 
Jako, że Ružinovský pivovar Komín, to browar rzemieślniczy, ale również i restauracyjny, to posilimy się w nim także. W menu przeważają potrawy kuchni słowackiej, czeskiej i węgierskiej. Tym razem, jako że mój brzuch wcześniej się napchał, nie skosztowałem tychże specjałów. 
 
Cóż mogę napisać na koniec wpisu o Komínie? Fantastyczne miejsce, z bardzo dobrym piwem i jeszcze fajniejszymi ludźmi. Będąc w Bratysławie, nie odwiedzając tego miejsca, popełnia się wielki grzech. Dlatego też, polecam wizytę w Ružinovský pivovar Komín bezapelacyjnie! Na zdravie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz