poniedziałek, 10 lipca 2017

Z wizytą w browarze AleBrowaru w Lęborku - wycieczka zabytkowym Ikarusem

Koniec drugiego weekendu lipca, to niezapomniana przygoda i superancka wizyta w browarze AleBrowaru w Lęborku. Ale zacznijmy od początku. Ale ... kurcze, no właśnie, wszędzie te 'ale' ... zacznijmy od początku. Chłopacy alebrowarowcy wpadli na pomysł, połączenia wizyty w swoim browarze w Lęborku z kolejną atrakcyjną przygodą, czyli podróżą do niego i z niego, kultowym, zabytkowym Ikarusem. Przyznam szczerze, że jak, kilka dni wcześniej, Michał Saks zadzwonił do mnie w propozycją takiej właśnie przejażdżki, to nawet pół sekundy się nie zastanawiałem, gdyż pomysł od razu wydał mi się arcyciekawy.

Z Olsztyna, wraz z moim ultra ziomkiem Jurkiem Mackiewiczem, znanym Wam z wideoblogu Sok z Jednorożca, wybraliśmy się, równo o dziewiątej rano, w średnio długą podróż do Gdyni, gdzie przy lokalu AleBrowaru na Starowiejskiej, był punkt spotkań osób które miały wziąć udział w tym niedzielnym wydarzeniu. Chwilę po jedenastej byliśmy w Gdyni i jeszcze przed wyprawą do Lęborka udało nam się zjeść śniadanie w Barze Anker w centrum Gdyni. Tuż potem zameldowaliśmy się na Starowiejskiej, gdzie przed wejściem do Ikarusa, wypiliśmy jeszcze po małej szklaneczce alebrowarowych przysmaków.

Tuż po godzinie jedenastej cała, czterdziestopięcioosobowa ekipa spotkała się tuż przy kultowym, pomarańczowym Ikarusie, gdzie kierowca, jak to na kierowcę kultowej maszyny, przywitał nas w stroju kultowego kierowcy autobusu i przekazał nam bilety na przejażdżkę.


Ruszyliśmy i po niecałych dwóch godzinach, z krótkim przystankiem na toaletę, zjawiliśmy się w Lęborku, przy browarze AleBrowaru, gdzie wszystkich gości przywitał gospodarz Arek Wenta oraz zapach rozpalającego się grilla.


Chwilę potem, na grillu pojawiły się pierwsze kiełbaski i karkówki, a Michał Saks, wraz z Andrzejem Pustelnikiem, zaczęli oprowadzać gości po browarze, podczas to których oprowadzań, opowiadali historię tego bardzo młodego browaru i wszelkie ciekawostki z nim związane, a także związane z piwami AleBrowaru.


Browar, mimo, że położony jest w nie do końca prestiżowej części Lęborka i z zewnątrz, dość trudno go zauważyć, to wewnątrz robi bardzo dobre wrażenie. Od razu rzuca się w oczy, że jest nowy. Wycieczki po browarze rozpoczynały się od magazynu słodu i śrótownika, poprzez warzelnie, fermentownio-leżakownie, postój przy hopsband'zie, a kończąć przy maszynie rozlewniczej oraz magazynach z piwami leżakowanymi w beczkach oraz magazynach etykiet i chmielu.

Warzelnia w browarze ma wybicie 35 hl,a  zbiorniki fermentacyjno-leżakowe 70 hl. Jest ich 10. Dodatkowo są dwa zbiorniki leżakowe o pojemności 140 hl. Jeden z tych wielkich zbiorników jest okraszony postacią Wiosłującego Jacka, a na jednym z mniejszych zbiorników możemy podziwiać logo AleBrowaru. W przyszłości i to już bliższej, niż dalszej, planowane są dostawy kolejnych zbiorników. 









W trakcie zwiedzania, jak i po, miłośnicy dobrego piwa, mieli okazję kosztowania piw AleBrowaru. W szklankach wylądowały między innymi: Rowing Jack, King of Hop, Lady Blanche, Be Like Mitch, Sweet Geek z płatkami Cini Minis, Hard Bride leżakowany w beczce po ... no właśnie nie pamiętam i ostatnia nowość AleBrowaru (pychota).

Największym zainteresowaniem cieszyły się pomieszczenia z piwami leżakowanymi w beczkach. Tam leżakował właśnie Hard Bride oraz wiosenny RIS. Ten drugi, w beczkach z jamajki, po jamajskim rumie.


Nie mniejszą popularnością, cieszył się magazyn chmielu, w których aromaty roznosiły się z nie mniejszą intensywnością i pięknością, jak w najlepszych perfumeriach Paryża, Mediolanu, czy Nowego Jorku.


Zwiedzającym oraz oprowadzającym, strasznie się podobało. Oprócz mnie i Jurka, na wycieczkę wybrała się także ekipa zaprzyjaźnionego i  znanego Wam Stanbudu, którą możecie podziwiać na kilku fotografiach.











Degustacje piw, odbywały się przy akompaniamencie karkówek (mniam), kiełbas i ogórków małosolnych. Prawdziwa piwna biesiada. 

Na koniec zwiedzania i całego fenomenalnego spotkania, pamiątkowe foty z przyjaciółmi oraz w kabinie węgierskiej myśli technicznej.



Wszystko, co dobre, jednak szybko się kończy i po ponad dwóch godzinach bytności w przyjaznych progach AleBrowaru, trzeba było zbierać się w podróż powrotną do Gdyni. Ta trwała nieco dłużej, a to z powodu mocno przepełnionych pęcherzy co niektórych podróżujących, a także za sprawą pewnego incydentu, albo jak kto woli nieprzewidzianej, ale w sumie zabawnej przygody. Otóż będąc już w Gdyni, na Leszczynkach padło sprzęgło w poczciwym Ikarusie i niestety dalsza podróż do miejsca przeznaczenia, nie była możliwa. Ale Dla ekipy radosnego, kultowego Ikarusa, to nie była smutna wiadomość, a wręcz pobudzająca bardziej do działania i powziąwszy siły, poczciwego Ikarusa przepchano do najbliższego przystanku.


Reasumując, wypad starym, kultowym Ikarusem do browaru w Lęborku, uważam za fantastyczną wyprawę i tu w tym miejscu chciałbym podziękować ekipie AleBrowaru za super gościnę, za smakowite piwa i jadło. Było fenomenalnie. A kierowcy i właścicielowi Ikarusa za niezapomniane chwile z Ikarusem. Wierzę, że odzyska jeszcze siły i będzie mógł wozić innych jeszcze przez długie lata. Z tego, co mi wiadomo, to w sierpniu szykuje się podobna wyprawa, ale tym razem Ikarusem przegubowym i wszystkich zachęcam do udziału w tymże sympatycznym przedsięwzięciu.

Na zdrowie!

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Z wizytą w kanjpie Бочонок w Ałmaty

Na początku czerwca, wraz z dwoma lotniczymi kumplami, odwiedziłem ponownie Kazachstan. Wizyta była bardzo krótka, bo tylko cztery dni na miejscu. Były plany, by zwiedzić parę browarów, zarówno w Astanie, jak i w Ałmaty, jakkolwiek napięty grafik turystyczny spowodował, że z planów browarnych wyszło niestety nic. 

No, ale kończąc pierwszy, bardzo intensywny dzień w Ałmaty, postanowiliśmy zajść na piwo. A że akurat, w pobliżu ostatniej atrakcji turystycznej, że tak to ujmę, znajdowała się knajpa Bocionok (beczułka, antałek), to nie zastanawiając się długo, wstąpiliśmy do niej.


Bocionok, to w ogóle sieć lokali piwnych w Ałmaty, gdzie w jednym z nich znajduje się browar, w którym warzone są piwa Bocionoka. Tymi piwami są: Jasne, Żywe i Niefiltrowane. Jak widać, wybór nie oszołamia. Jakość poprawna, że tak to ujmę. My, odwiedziliśmy lokal na ulicy Furmanova, a lokal z browarem znajduje się na ulicy Żandosowa.


Co ciekawe, oprócz piw rodzimych, lokal oferuję cała masę klasyki i nie tylko, zagranicznej. Zresztą, sami możecie to zaobserwować na załaczonych poniżej obrazkach. 







Na początek zamówiłem deskę degustacyjną, w której znalazły się wszystkie piwa Bocionoka oraz IPA z Волковская пивоварня (Wilczy Browar z Rosji) oraz jakaś niemiecka pszenica. Wybaczcie, ale nie pamiętam teraz, co to za pszeniczne piwo było.


Jako, że na zewnątrz było około 30 stopni Celsjusza, to piwa z deski degustacyjnej zniknęły w mgnieniu oka. Zachwyciło mnie tylko jedno, a mianowicie wspomniana wyżej rosyjska IPA. Tak mi zasmakowała, że podczas dalszych godzin spędzonych w lokalu, towarzyszyło mi to właśnie piwo.


Co zachwyca, to kuchnia w lokalu. Zasmucę tych, którzy mają nadzieję, że lokal oferuje typowo kazachską kuchnię. Otóż nie. Oczywiście szaszłyki z baraniny i drobiu są dostępne w menu, ale inne przysmaki lokalne już nie. Jest za to dużo dań z grilla i dużo dań, znanych chociażby z amerykańskich knajp. My zamówiliśmy szaszłyki oraz wielki półmisek rozmaitości, gdzie były skrzydełka, boczek, smazony ser, kawałki pieczonego mięsa oraz inne smakołyki.

Podsumowując, wizyta w Bocionok bardzo udana. Obsługa przesympatyczna i bardzo uczynna. Żadnych zastrzeżeń. Szkoda tylko, że nie udało się dotrzeć do browaru. Jakkolwiek, to moja trzecia już wizyta w tym pięknym i miłym kraju i na pewno nie ostatnia. Jest plan, by wkrótce ponownie zawitać do Kazachstanu, a wtedy też i browary się odwiedzi, z których na pewno relacje jakieś powstaną. Na zdrowie!

sobota, 10 czerwca 2017

Prapremiera olsztyńskiego browaru kontraktowego Dziki Kocur w Starej Warszawskiej

Dzień 9 maja 2017 roku, to data, która w piwnych olsztyńskich annałach, zapisze się na pewno wielkimi literami. Tego dnia, pasjonaci dobrego piwa, powitali w Olsztynie nowy browar kontraktowy rodem z Olsztyna, czyli Browar Dziki Kocur. Prapremiera dwóch pierwszych piw, miała miejsce w Browarni Stara Warszawska. Pierwszymi piwami, które wyszły spod rąk Grześka Konarskiego i Daniela Góreckiego, to Dachowiec Rockowiec (APA) i Petarda Geparda (AIPA).





Na spotkanie z chłopakami z Dzikiego Kocura, przyszło dość sporo osób, których do lokalu przygnało dobre piwo i perspektywa dobrej piwnej zabawy, a także piękna czerwcowa pogoda. Ekipa browaru, pierwszą beczkę Dachowca Rockowca zaproponowała gratisowo, dzięki czemu, jeszcze przed dwudziestą, przed kranami ustawiła się dość pokaźna kolejka. Najpierw częstowane były kobiety, co szczerze mówiąc bardzo mi się spodobało. 




Humory, zarówno browarnikom, ekipie lokalu, jak i gościom dopisywały. Prapremiera przerodziła się w fantastyczną, piwną imprezę, podczas której każdy się dobrze się bawił.











No, prapremiera prapremierą, zabawa zabawa, ale przecież nic nie napisałem o samych piwach. A więc tak. Dziki Kocur warzy w Semlinie koło Starogardu Gdańskiego w Browarze Czarna Owca. Oba piwa, zarówno Dachowiec Rockowiec, jak i Petarda geparda, są dość solidnie nachmielone amerykańskimi odmianami chmielu, co skutkuje ich wyrazistym, mocnym esencjonalnym zapachem. Oba są smakowite, rześkie, z przyjemną, niezalegającą goryczka na finiszu. Naprawdę, jak na start, to robota wykonana bardzo dobrze. Ja sam, bardziej skłaniam się ku Dachowcu Rockowcu, a to dlatego, że jest po prostu lżejszy, bardziej sesyjny, co przekładało się, na fakt, że ze szklanki, znikał mi w oszołamiającym tempie.


Podsumowując, prapremiera bardzo się udała i to zarówno pod kątem piwnym, jak i imprezowym. Należy życzyć Grześkowi i Danielowi, utrzymania dobrej formy obecnych piw, jak i rozwoju kontraktu, co będzie skutkowało nowymi piwami, a te już tlą się w głowach chłopaków. Ważna informacja jest taka, że piwo lane dostępne jest, jak na razie tylko w Browarni Stara Warszawska, jak i w sklepie Ćwiartka, a butelki z kociakami, dość szeroko dostępne w całym Olsztynie. Więc, jeśli ktoś z Was miałby ochotę spróbowania, to nogi w bloki i startować.