niedziela, 11 stycznia 2015

Polski piwny rok 2014 - A-C

Z początkiem każdego nowego roku, większość z nas podsumowuje to, co zadziało się w roku minionym. Także i ja postaram się podsumować, moim subiektywnym okiem, to co wydarzyło się w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy. Zeszły rok był przełomowym w historii naszego piwowarstwa. Powstało wiele nowych stacjonarnych browarów, zawiązało się także kilka, jeśli nie kilkanaście nowych inicjatyw kontraktowych. Otworzyła się masa lokali z dobrym piwem, które zaczęto nazywać wielokranami (chyba jako pierwszy Michał 'Docent' Maranda tak przetłumaczył angielski multitap). Rynek polski przywitał rekordową liczbę ponad pięciuset nowych piw, z których ja sam skosztowałem może tylko ze 30%. Wiele z tych piw reprezentowało style, których wcześniej nasza polska ziemia nie widziała. Polskie browary zaczęły kooperować z zagranicznymi. Zaczęto właściwym szacunkiem obdarowywać polskie odmiany chmielu, co bardzo mnie ucieszyło i napawa mnie wielkim optymizmem jeśli chodzi o tę sferę piwowarskiego rzemiosła. Zaczęły także pojawiać się, jak grzyby po deszczu, nowe festiwale i targi piwne. Naprawdę bardzo zacny i optymistyczny rok.

Na początek, jak co roku, podsumowanie (moje osobiste) w zakresie liter A, B oraz C. Więc co my tu mamy?

AleBrowar - tu piwna rewolucja cały czas trwa. Świat ujrzało kilka nowych autorskich piw, między innymi: Ortodox Mild, Crazy Mike, Hop Sasa, Hop Sasa Wet Hop, John Cherry, John Sour, Single Hop HBC 342 i Single Hop HBC 430.


Chłopacy postarali się także o współpracę z innymi browarami i podmiotami piwnymi (Browar Pinta, Piwoteka Narodowa, Nøgne Ø i Veholt) i tak zrodziły się kooperacyjne: Przewrót Mleczny, Deep Love, Chmiel Iunga IPA oraz Saint No More Hoppy Dark Ale


Widzimy zatem, że AleBrowar sam i w kooperacji zaproponował nam w sumie 12 piw. Chłopacy także troszkę zmodyfikowali nazwę swojego browaru i obecnie AleBrowar to AleBrowar Hop Heads of Poland. Ponadto, zmienione zostały troszkę etykiety, hmm, nawet bardziej niż troszkę i obecnie nie są papierowe, ale foliowe i transparentne. Nie ma już oddzielnej kontry oraz brak też krawatek. Sposób podawania informacji także uległ modyfikacji i moim zdaniem jest obecnie znacznie bardziej czytelny i świetnie się to wszystko prezentuje. Choć uważam, że gdyby etykiety były wykonane z takiego materiału, jak te u Pinty, to byłyby jeszcze lepsze.


 
Amber - rok 2014 był bardzo szczególnym dla browaru z Bielkówka, gdyż był jubileuszowy. Browar świętował swoje dwudziestolecie. Z tej okazji na rynek wypuszczone zostało piwo Toast, a reszta piw z portfolio została przyozdobiona specjalną, jubileuszową krawatką.


Artezan - w przypadku tego browaru także bardzo wiele ciekawego się działo. Po pierwsze, browar zmienił swoją siedzibę i obecnie mieści się w Błoniu. Stary natoliński został odsprzedany Browarowi Bazyliszek. Wraz ze zmianą miejsca zwiększyły się także moce produkcyjne browaru i zostały zapowiedziane także piwa w butelkach. Browar Artezan był także najbardziej płodnym browarem w zeszłym roku i wypuścił na rynek 35 piw (źródło: Piwna Zwrotnica). Nie dane mi było, niestety, wszystkich ich spróbować, ale i tak skosztowałem wiele z nich, z których najbardziej mi zasmakowały: Preparat, Samiec Alfa, Old Ale, Funky Brett, Funky IPA i Specyfik.

Bednary - mały rzemieślniczy browar, który rozpoczął swoją działalność w zeszłym roku właśnie i już od samego początku zaczął dostarczać piwoszom rzemieślniczy produkt wysokiej klasy. Ja ze względu na dostępność, miałem okazje spróbować tylko kilku ich piw: Łowickie Pale Ale, Osteroida, Kakarotto vs Sorache Ace, Kakarotto vs Wet Hop i kooperacyjne  O Rzesz Ku..., które zostało uwarzone we współpracy z Browarem Piwoteka. Największe wrażenie zrobiła na mnie Osteroida, które to piwo uważam za jedno z najlepszych i najciekawszych, które ujrzały światło dzienne w zeszłym roku. 

Birbant - nowy browar kontraktowy, którego założycielami są, były piwowar Browaru Haust Jarek Sosnowski oraz Krzysztof Kula. Chłopacy warzą swoje piwa w nowym browarze w Zarzeczu. Wypuścili w sumie kilkanaście piw, z których mi udało się skosztować: Citra IPA, Robust Porter, Pale Ale Mosaic, Pale Ale Simcoe, White AIPA, Red AIPA i Imperial Red AIPA. Z tych, które wymieniłem, Red AIPA prezentuje, według mnie, bardzo wysoką klasę światową. Imperialna wersja nie odstaje zbytnio poziomem także. 
 
Birofilia - no, w końcu i mi się udało uczestniczyć w tym wielkim polskim piwnym święcie. Jak dla mnie polski piwny festiwal numer 1. Po pierwsze klimat, po drugie ludzie, po trzecie ... działo się i po czwarte ... no wspaniałe piwo, mnóstwo piwa. Ponownie, drugi raz z rzędu Grand Chamionem okrzyknięto piwo uwarzone przez Czesława Dziełaka - tym razem dubbel (jakże wymowny styl). Pierwsze miejsca w Konkursie Piw Rzemieślniczych zdobyli moi super koledzy Wojtek Piasecki (pils) i Andrzej Pustelnik (pszeniczne), a w Konkursie Piw Domowych Łukasz Szynkiewicz (grodziskie) i Daniel Duda (Cascadian Dark Ale). 

Braniewo - ten warmiński browar, po latach niebytu, zaczął ponownie działać i warzyć piwo. Będący w rękach Browaru Namysłów, nasz warmiński zakład, zaprezentował warmińskim i nie tylko piwoszom pierwsze swoje piwo Braniewo Jasne Pełne.


Browar na Jurze - browar z Zawiercia wkroczył na teren zajmowany przez browary rzemieślnicze i zaczął warzyć ambitniej i odważniej. Tak powstały: Jurajskie z ostropestem, Jurajskie Amerykańska Pszenica, Ju-Rajska Pomarańcza (piwo dość mocno kontrowersyjne), Free Style Ale oraz Jurajskie Witbier. Zmieniono także wizerunek piw oraz logo browaru.


BRJ (Browary Regionalne Jakubiak) - w przypadku tej grupy piwowarskiej działo się naprawdę wiele. Grupa wzbogaciła się o kolejne dwa browary - w Tenczynku i bliski bardzo memu sercu w Biskupcu. Tym samym, grupa obecnie liczy już pięć browarów. 


W ubiegłym roku, ciechanowski browar, najdłużej będący w posiadaniu Marka Jakubiaka, obchodził jubileusz 150 lecia. Grupa wprowadziła na rynek także kilka nowych piw, najwięcej z nich zostało uwarzonych w browarze w Bojanowie: Bojan Strażackie, Bojan Kokosowe, Bojan Złoty Smok i nowe wcielenie Bojana Black IPA, czyli Bojan Czarny. W Lwówku na świat przyszedł Lwówek Jankes, który był jednym z najchętniej kosztowanych przeze mnie piw w zeszłym roku. Naprawdę, fajne sesyjne piwo. W Ciechanowie natomiast uwarzono autorskie piwo w stylu American India Pale Ale, czyli Ciechan AIPA.


Chmielaton - gdańskie święto piwa miało w zeszłym roku swoją drugą, wiosenną odsłonę. Znowu się działo i piwo się lało i sporo piwoszy w knajpach bywało. Wierzę, że ta impreza wejdzie na stałe do kalendarza gdańskiego, a kiedyś może trójmiejskiego.

Chmielogród - kolejny pomysł, który zrodził się w głowie Wojtka Szlosowskiego, czyli głównodowodzącego gdańską Degustatornią. Wspólna inicjatywa Degustatorni właśnie i Browaru Piwna to odwieczna walka dobra ze złem, rywalizacja jasnej i ciemnej strony mocy w piwnym wydaniu. Co miesiąc nowe piwo, nowy bohater, nowe nowofalowe wyzwania i po prostu super zabawa. Impreza zrodzona w Gdańsku, zasięgiem obiegająca właściwie cała Polskę. 

W następnym odcinku, zeszłoroczne najważniejsze ciekawostki z przedziału liter D-K.

piątek, 9 stycznia 2015

Rozmowy okołopiwne - Pinta, czyli polski rzemieślniczy fenomen

W momencie, kiedy to nowy rok 2015 stał się faktem, zacząłem myśleć o podsumowaniu zeszłych już dwunastu miesięcy (wkrótce pojawią się wpisy podsumowujące). W głowie, między innymi, krążyły migawki związane z browarem roku i zatrzymałem się na dłuższą chwilę przy Browarze Pinta i zacząłem zagłębiać się to, czym dla nas piwoszy jest ta, cały czas jeszcze, kontraktowa inicjatywa. Przeszukując szuflady szarych komórek mojego mózgu natknąłem się na słowo, które najbardziej oddaje charakter jestestwa Pinty. Tym słowem jest fenomen.

Dlaczego tak uważam? Postaram się to wyjaśnić w kilku zdaniach.

Po pierwsze, jest to pierwszy w pełni rzemieślniczy browar w Polsce, który od początku swojej działalności za cel przyjął sobie rozruszać trochę zastygły (jeszcze kilka lat temu) polski rynek piwa. Poza tym, pierwszy browar kontraktowy (choć cały czas nie wszystkim się takie sformułowanie podoba), czego w naszym kraju wcześniej właściwie nie było.

W marcu 2011 roku, po raz pierwszy, zostało uwarzone piwo Atak Chmielu, które wielu polskim smakoszom piwa otworzyło oczy. Mi na pewno. Piwo w mało znanym stylu (American India Pale Ale), mocno chmielone, posiadające wyrazisty aromat i smak, z goryczką na niespotykanym dotąd poziomie, wlane w butelkę, która oblepiała etykieta która szokowała graficznie, stylistycznie, tematycznie i rzucała się mocno w oczy podczas wizyty w sklepie. Od momentu pojawienia się na rynku, już nic w polskim piwowarstwie nie było takie samo. Pinta zaskarbiła sobie tak wielu fanów, że butelki w sklepach znikały z prędkością bolidu formuły 1, tak samo działo się także z piwem w beczkach sprzedawanymw lokalach piwnych.

 
Sukces Ataku Chmielu i innych piw warzonych przez trójkę sympatycznych chłopaków (Ziemowit Fałat, Marek Semla i Grzegorz Zwierzyna) sprawił, że misja odkrywania piwnego świata w polskim narodzie stała się faktem. Polscy smakosze dobrego piwa byli raczeni piwami warzonymi w stylach, których próżno szukać było w browarach koncernowych, regionalnych, czy nawet restauracyjnych. Trójka śmiałków warzących początkowo tylko w Browarze na Jurze w Zawierciu, a od całkiem niedawna także w Zarzeczu, inspiracji do swoich piw szukała w różnych częściach świata, między innymi w USA, na Wyspach Brytyjskich, Niemczech, Belgii, Finlandii, Francji, Japonii. A wiele jszcze miejsc mają do odwiedzenia celem zaczerpnięcia kolejnych natchnień. Browarnicy Pinty, mimo faktu iż nie eksperymentowali aż nadto, jak to obecnie niektóre browary mają w zwyczaju, to dostarczali naszym podniebieniom piw, których próżno było wcześniej szukać w większości sklepów.

Jak pisałem wyżej, zaskakiwali i czarowali nas nie tylko smakiem, ale także oddziaływali na nasz zmysł wzroku. Do tej pory, etykiety piwne Pinty, te dawne z boska brunetką i te obecne, to po prostu mistrzostwo świata. Wyważone, a jednak genialne w swoim wyrazie i przekazie. Do tego, nazwy piw które są pewnego rodzaju zabawą we własnym gronie, jak i z konsumentami dóbr browaru. Kontry zawierające pełny, szczegółowy bardzo skład, temperatury serwowania, rodzaje szkła, a nawet pasujące do danego piwa potrawy. Zupełne nowum na naszej polskiej ziemi.


Pinta, także jako pierwsza, w czasach niebytu browaru w Grodzisku Wielkopolskim, na w miarę szeroką skalę przybliżyła Polakom piwo grodziskie. Nie zapomnieli także o porterze bałtyckim i zaproponowali jego mocniejszą, imperialną wariację. Polski chmiel także nie był obcym dla pintowców. 


Skorzy do współpracy, do kooperacji, nie raz pokazywali, że piwem można cieszyć się nie tylko samemu, ale i z innymi. Tak powstały piwa we współpracy z innymi polskimi rzemieślnikami, wielokranem, z zagranicznym browarem, a także przy współudziale walijskiego blogera. Za każdym razem chłopaki z Pinty i osoby z nimi kooperujące, przedstawiali nam ciekawe piwa, a do tego nieźle się przy tym bawili, pokazując, że piwo łączy, a nie dzieli.


To po piwa Pinty tworzyły się kolejki, a wraz z nimi 'komitety kolejkowe' w specjalistycznych sklepach. To za sprawą ich piw mieliśmy do czynienia z zapisami. To ich piwa szybciej znikały, niż się pojawiały w sklepach i wielokranach, a właściwie zanim się pojawiły, to już ich nie było. Najciekawsze jest to, że piwa zacne, to ceny ich wcale nie były jakieś mega wysokie, a mogły być, naprawdę.


Pinta znowu, jako pierwszy polski browar rzemieślniczy w Polsce, otworzył firmowy lokal piwny. Jest nim Viva la Pinta w Krakowie

To wszystko byłoby niczym, gdyby właśnie nie troje ludzi, którzy stworzyli Pintę. Jak wielu różnych klientów browaru mówi: 'Z Pintą współpracuje się najlepiej'. Chyba tu jest właśnie sekret fenomenu Pinty, czyli ludzie ją tworzący. Bo piwo obroni się samo, obroni się nowa wariacja stylu, smak, nawet sama oprawa, ale to właśnie ludzie w piwie są najważniejsi. Zawsze to powtarzałem i powtarzać będę. W przypadku wielu sytuacji, widać wyraźnie, że dla chłopaków klient jest najważniejszy. Zarówno ten, który dystrybuuje, ten co sprzedaje, a głównie ten, który pije. Pinta traktuje ich niesamowicie poważnie i to jest coś, czego wielu włodarzy naszych firm powinno się nauczyć. Do tego dochodzi bardzo wyważony, nie szokujący marketing i kontakt z ... fanami, przyjazne nastawienie, dobry humor, wszechobecny 'dasizm' i niesamowita kultura. Co jeszcze? Chyba to, że sama Pinta, osoby ją tworzące oraz ich piwa, nigdy nie były kontrowersyjne. Zawsze wszystko to dostarczało pozytywnego odbioru. Trudno się dziwić więc, że dla wielu Pinta była, jest i pewnie będzie, rzemieślniczym browarem numer jeden. Jak to ktoś kiedyś powiedział (wybaczcie, nie pamiętam już kto z moich znajomych): 'Pinty nie da się nie lubić, tym bardziej nie da się ich nie cenić!'. Coś w tym jest, zaiste!

Pinta po prostu czaruje i oczarowuje nas, pomimo faktu, że czasem narzekamy, że nie wszystkie piwa wywołują EWOW! - Efekt WOW, to nie da się powiedzieć jednak, że są nudne i co najważniejsze słabe jakościowo. W sklepach nie ma możliwości przejścia obojętnie obok półek z wystawionymi piwami Pinty. To jest fakt po prostu. 

W następnym odcinku 'rozmów wokół piwa', kilka słów o innym polskim rzemieślniku. O którym? do zobaczenia następnym razem.

czwartek, 8 stycznia 2015

Raduga - Sunset Blvd

Przedstawiam piwo Raduga - Sunset Blvd. 



Zawartość ekstraktu: 16,0%.

Zawartość alkoholu: 6,5% obj.

Kolor: ciemno miedziany, opalizujący.

Zapach: słodowo-chmielowy, nuty karmelowe w połączeniu z nutami cytrusowymi i żywicznymi.

Smak: słodowo-chmielowy, wyraziste nuty cytrusowe i żywiczne, na finiszu przyjemna cytrusowa goryczka.

Piana: kremowa, dość wysoka, gęsta, drobno pęcherzykowa, średni czas opadania, zostawia miłe osady na szkle.

Pasteryzacja: tak.

Termin przydatności do spożycia: 6 miesięcy

Opakowanie: butelka 0,5l, bezzwrotna.

Producent: Browar Zodiak dla Browaru Raduga


Podsumowanie: 

Pierwszy raz u mnie na blogu gości inicjatywa kontraktowa Browar Raduga, a wraz z nią ich ostatnie piwo Sunset Blvd, czyli Rye India Red Ale. Bez kłamania napisze, że do zakupu butelki tego trunku nakłoniła mnie mocno wpadająca w oko etykieta. Byłem zaciekawiony, zaintrygowany i zniecierpliwiony, by skosztować tego cuda. Piwo po wlaniu do szklanki prezentuje się wyśmienicie. Ciemna, miedziana barwa i całkiem potężna i trwała czapa piany. Naprawdę 'szejker' z zawartością wygląda zacnie. W zapachu przeplatają się aromaty słodowe w postaci nut karmelowych oraz chmielowe, w postaci owoców cytrusowych i nut żywicznych. Pachnie przesympatycznie i harmonijnie. W smaku mamy odzwierciedlenie aromatu w połączeniu z atrakcyjna, niezalegającą goryczką. Piwo jest dość gęsta, ale gładkie. Wysycone na niskim poziomie. Pije się bardzo sympatycznie, że tak to ujmę. Butelkę ozdabia, jak napisałem wyżej, fantastyczna graficznie i kolorystycznie etykieta. Dobór fontów także udany. Jak dla mnie ekstra klasa. Ogólnie rzecz ujmując, było to moje drugie spotkanie z Radugą i muszę przyznać, że jestem bardzo miło zaskoczony, a sam Sunset Blvd na pewno jeszcze nie raz wypiję

Moja ocena: 
Kolor: - 9
Piana: - 9
Zapach: - 8
Smak: - 8
Etykieta: - 10
Warka: 10.06.2015

Ocena końcowa: 8,39/10

środa, 7 stycznia 2015

Bojan - Czarny

Przedstawiam piwo Bojan Czarny.



Zawartość ekstraktu: 14,0%.

Zawartość alkoholu: 6,0% obj.

Kolor: ciemnobrunatny, nieprzejrzysty.

Zapach: intensywny, wyraźnie chmielowy,nuty leśne i owocowe, głownie cytrusowe i delikatne mango, w tle delikatne nuty palone.

Smak: wyraźnie chmielowy, nuty owocowe, głownie cytrusów i leśne, w tle delikatne nuty kawowe i palone, na finiszu wyrazista, delikatnie zalegająca goryczka.

Piana: beżowa, wysoka, gęsta, drobno pęcherzykowa, wolno opada, zostawia przyjemne osady.

Pasteryzacja: tak.

Termin przydatności do spożycia: 3 miesiące.

Opakowanie: butelka 0,5l, zwrotna.

Producent: Browar Bojanowo


Podsumowanie:

Ostatnio, odwiedzając mój ulubiony sklep z dobrym piwem, czyli gdański Smak, natrafiłem na ostatnią nowość z Browaru Bojanowo, czyli Bojan Czarny. Piwo to jest efektem ewolucji piwa Bojan Black IPA. Różni się od poprzednika troszkę zasypem i sposobem chmielenia. Byłem bardzo ciekawy, jak zmiany wpłynęły na to piwo, więc zakupiłem dwie sztuki (jedna do degustacji, druga do kolekcji). Po dzisiejszym zwariowanym, ale jakże przyjemnym dniu, postanowiłem uraczyć się właśnie czarnym. Piwo po wlaniu do szklanki prezentuje się nad wyraz dobrze. Ciemnobrunatna barwa. Piwo jest nieprzejrzyste. Piana bardzo bujna, gęsta i utrzymująca się naprawdę bardzo długo. W zapachu dominują nuty chmielowe, głównie leśne i owocowe, w tle wyczuwalne nutki palone. W smaku także chmiel gra główną rolę, w tle dochodzą niuanse palone, kawowe. Wieńczy to wszystko wyrazista, sympatyczna, aczkolwiek delikatnie zalegająca goryczka. Piwo wysycone jest na średnim do lekko wysokiego poziomie. Dla mnie ciut za bardzo nagazowane. Tak, czy owak, pije się całkiem przyjemnie, naprawdę. Etykieta Bojana czarnego to bojanowska klasyka, że tak to ujmę. Na myśl przywodzi od razu Bojana Black IPA. Nazwa Czarny przywodzi mi na myśl dawnego wokalistę grupy Vader. Pozdrowienia Czarny! Ja sam z początku nie zauważyłem na etykiecie zmiany nazwy. Ogólnie, zmiany w recepturze przyniosły, moim zdaniem, wymierny efekt. Piwo naprawdę dobre i wierzę, że w obecnej formie będzie gościło w moim piwnym menu dość często.
 
Moja ocena: 
Kolor: - 9
Piana: - 10
Zapach: - 8
Smak: - 8
Etykieta: - 8
Warka: 09.03.2015

Ocena całościowa: 8,26/10

wtorek, 6 stycznia 2015

Rozmowy okołopiwne - Spirifera sztuka kontaktu z klientem

Dziś miałem zacząć podsumowywać miniony rok 2014 w piwowarstwie, jakkolwiek jedno wydarzenie, które miało miejsce w piwnej blogosferze, troszkę mnie odwiodło od zeszłorocznej retrospekcji, a nakazało skupić się właśnie na nim. Chodzi o reakcję pewnego 'dżentelmena' ze skamieniałej inicjatywy kontraktowej, którą zamieszczam poniżej.

źródło: The Beervault
 
W powyższy sposób skontaktował się z Kubą Niemcem, autorem bloga The Beervault, ekhm ... kulturalny przedstawiciel Browaru Spirifer, któremu nie spodobało się podsumowanie działalności jego inicjatywy kontraktowej przez Kubę właśnie. W sumie, komentarz do powyższego jest właściwie zbędny, więc to przemilczę.
 
Jakkolwiek nie da się przemilczeć tego, że kontakt z klientem w Browarze Spirifer dość mocno kuleje, takie mam przynajmniej przypuszczenia. Przecież to, co zostało wystukane na klawiaturze przez przedstawiciela Spirifera, można by było ując w zupełnie inne słowa, inaczej zaintonować, dowiedzieć się gdzie leży problem i poprzez korespondencję próbować wszystko wyjaśnić. W tym wypadku jednak tak nie było, był za to niszczący wszystko wystrzał z haubicy. Naprawdę poniosło i to bardzo tego ... kulturalnego pana. 
 
Ciężko mi sobie wyobrazić, że nie brał pod uwagę reakcji autora blogu, że wyjdzie to na jaw. Nie wierzę, że nie miał świadomości, że tego typu forma kontaktu wyrządzi więcej szkód, niż da dobrego. Jedynym pozytywem to chyba tylko jest fakt, że panu kulturalnemu ulżyło. Przecież wiadomym jest, że dobrze potraktowany klient (autor bloga jest też klientem) przyniesie kolejnych trzech, a ten potraktowany kiepsko, wręcz obcesowo zabierze sześciu. W tym wypadku liczba 6 powiększy się chyba jednak przynajmniej o dwa zera. Nie rozumiem, jak lekcja, którą przerobił jakiś czas temu browar z Bieszczadów (inny problem, ale klient także został potraktowany tak, jak nie powinien), nie nauczyła niczego tego kulturalnego przedstawiciela browaru. Tak w biznesie się po prostu nie robi. Dla każdej firmy, dla Browaru Spirifer także, klient jest najważniejszy. Nie pojmuję, jak mogło to umknąć uwadze jednemu z jego przedstawicieli. Naprawdę, nie rozumiem tego.
 
Po takim ciosie zadanym tylko jednemu klientowi, odbiór Browaru Spirifer wśród klientów pewnie będzie dość oschły i nie piszę tu już tylko o tych, którzy piją ich piwa, ale także o tych, którzy je dystrybuują, sprzedają oraz o tych, którzy współpracują na innym polu. Przecież taka wiadomość, to jest sygnał dla innych, że profesjonalizm ludzi z Browaru Spirifer jest na bardzo niskim poziomie. To sygnał, że w przypadku pewnych, nawet lekkich zgrzytów we współpracy, jest możliwość potraktowania kontrahenta w podobny sposób. Szkody wyrządzone tą jedną, głupią wiadomością mogą być naprawdę dość pokaźne. Czy Spirifer skamienieje na amen? Nie wiem, czas pokaże. Na pewno rysę na szkle ciężko będzie zakamuflować.
 
Ja oczywiście nie namawiam nikogo do bojkotu piw od tego kulturalnego pana i jego inicjatywy kontraktowej. Kto ma ochotę i komu smakują, niech pije - na zdrowie! Aczkolwiek mój odbiór Browaru Spirifer będzie na pewno jeszcze bardziej oschły, niż był dotychczas, a szkoda, bo piwo powinno łączyć, a nie dzielić.

niedziela, 4 stycznia 2015

Piwnia Warmińskich Chłopów Bosych - Piwo świąteczne

Przedstawiam piwo Piwni Warmińskich Chłopów Bosych - Piwo Świąteczne.



Zawartość ekstraktu: brak danych.

Zawartość alkoholu: brak danych.

Kolor: ciemnobrunatny z rubinowymi przebłyskami, delikatnie mętny.

Zapach: mocno palony, wyraziste nuty kawowe, gorzkiej czekolady oraz ziołowe.

Smak: wyraźnie palony, nuty kawowe, czekoladowe i ziołowe, na finiszu średnio intensywna, niezalegająca goryczka.

Piana: beżowo-brązowa, wysoka, średnio gęsta, średnio pęcherzykowa, szybko opada, zostawia bardzo przyjemne osady.

Pasteryzacja: nie.

Termin przydatności do spożycia: brak danych.

Opakowanie: butelka 0,5l, bezzwrotna.

Producent: Piwnia Warmińskich Chłopów Bosych


Podsumowanie:

Pod koniec listopada złożyłem swoją drugą wizytę w przyjacielskiej ekozagrodzie Piwni Warmińskich Chłopów Bosych, gdzie po raz wtóry brałem udział we wspólnym warzeniu piwa. Wtedy to, razem z Mariuszem Sekulskim, warzyliśmy jego interpretację piwa świątecznego. Tuż przed Świętami Bożego Narodzenia, mój serdeczny kompan przywiózł mi, w ramach świątecznego prezentu, kilka butelek naszego wspólnego piwa. Piwo zostało uwarzone z dodatkiem, między innymi głogu i tataraku. Byłem bardzo ciekawy, jak powyższe składniki wpłynęły na efekt końcowy tego piwa. Piwo po wlaniu do teku prezentuje się całkiem sympatycznie. Piwo jest bardzo ciemne. Tylko pod światło widoczne rubinowe przebłyski. Piana z początku może się podobać, jakkolwiek dość szybko się redukuje i znika, pozostawiając po sobie jakkolwiek bardzo przyjemne osady. Zapach piwa mocno stoutowy, że tak to ujmę. Wyraziście palony z mocnymi nutami kawy oraz gorzkiej czekolady. Na drugim planie mamy niuanse ziołowe, pewnie od głogu i tataraku. W smaku bardzo podobnie. paloność i nuty kawowe i czekoladowe oraz na drugim planie ziołowe. Wszystko to wieńczy przyjemnie, średnio intensywna, niezalegająca goryczka. Piwo wysycone jest na poziomie umiarkowanym. O etykiecie nic nie napiszę, gdyż Mariusz takowych nie stosuje. Podsumowując, uważam, że nasze wspólne warzenie udało i wyszedł nam (choć głównie to zasługa Mariusza) bardzo przyjemny świąteczny stout ziołowy. Mariusz zawsze mawia, jak ma to w zwyczaju, że warzy piwa nie trzymające się w ramach stylu i te właśnie takie jest, któremu jak wspomniałem powyżej najbliżej do stoutu. Tak, czy siak, piło się bardzo miło i mam nadzieję, że na przyszłe święta ponownie razem coś uwarzymy i to z ciekawymi dodatkami. Jakimi? To pewnie się okaże za niecały rok. 

Moja ocena: 
Kolor: - 9
Piana: - 7
Zapach: - 8
Smak: - 8
Etykieta: brak
 
Ocena końcowa: 8,00/10

sobota, 3 stycznia 2015

Wąsosz - Cicha Noc

Przedstawiam piwo Wąsosz - Cicha Noc.



Zawartość ekstraktu: 15,1%.

Zawartość alkoholu: 6,0% obj.

Kolor: ciemnobrunatny, nieprzejrzysty.

Zapach: świąteczny, wyraziste mocno nuty skórki pomarańczowej, w tle nuty kakao oraz delikatne miodu i cynamonu.

Smak: wyrazisty, wyraźne nuty skórki pomarańczowej oraz waniliowe, miodowe, świeżej sliwki i delikatne nutki pikantne, finisz wytrawny owocowo-cynamonowy.

Piana: beżowa, niska, niezbyt gęsta, drobno pęcherzykowa, bardzo szybko opada.

Pasteryzacja: tak.

Termin przydatności do spożycia: 6 miesięcy.

Opakowanie: butelka 0,5l, bezzwrotna.

Producent: Browar Wąsosz


Podsumowanie:

Zanim zacznę podsumowywać miniony już rok 2014, podzielę się jeszcze swoimi wrażeniami na temat trzech piw świątecznych. Pierwszym z nich jest Cicha Noc z Wąsosza. Jako, że lubię tego typu piwa, postanowiłem, jak sobie poradzono z nim właśnie w tym małym browarze. Piwo po wlaniu do szklanki prezentuje się całkiem przyjemnie. Jego ciemna, nieprzejrzysta barwa od razu przywodzi na myśl piwo zimowe. Piana, niestety, dość skromna i bardzo krótko ciesząca oczy pijącego. W zapachu piwo jest nader intensywne, aczkolwiek które jest dość jednowymiarowe. Dominują w nim bowiem nuty skórki pomarańczowej. Nie twierdze, że aromat jest kiepski, jakkolwiek patrząc na skład na kontrze oczekiwałem czegoś bardziej złożonego. W smaku również pierwszoplanową rolę odgrywa skórka pomarańczowa, jednakże walory smakowe są bardziej złożone. W tle mamy tu przyjemne doznania waniliowe, miodowe, śliwkowe, a finisz pomimo, że piwo jest słodkawe, wyraźnie jest wytrawny, taki owocowo-cynamonowy. Całkiem smaczne piwo, naprawdę. Wysycone jest na średnim poziomie. Butelkę ozdabia może niezbyt wyszukana, aczkolwiek bardzo świąteczna etykieta. Naprawdę miło się robi, jak się na ten śnieżny, wieczorny krajobraz patrzy. Szkoda tylko, że całość nie jest metalizowana. Na kontrze dość bogaty skład, jednakże nie ma wymienionego chmielu, ale z tego, co mówił mi przez telefon Marcin Ostajewski z Browaru Wąsosz, zabrakło miejsca na pełniejszy skład, a chmiel uzyty został, ale symbolicznie. Ogólnie, piwo całkiem dobre, dość mocno pijalne, tylko na kolejne święta proponowałbym troszeczkę ułożyć aromat.  

Moja ocena:
Kolor: - 9
Piana: - 6
Zapach: - 7
Smak: - 8
Etykieta: - 8
Warka: 11.06.2015

Ocena całościowa: 7,52/10