sobota, 2 lutego 2013

Piwo Raciborskie Niefiltrowane

Przedstawiam piwo Piwo Raciborskie Niefiltrowane



Zawartość ekstraktu: 12,0% wag.

Zawartość alkoholu: 5,0% obj.

Kolor: złoty, lekko mętne.

Zapach: słodowo-drożdżowy, wyczuwalne bardzo lekkie nutki metaliczne.

Smak: słodkawy, mocno słodowy, lekko landrynkowy, wyraźne nuty metaliczne i bardzo delikatna kwaskowość na finiszu.

Piana: biała, wysoka, gęsta, drobno pęcherzykowa, dość wolno opada.

Pasteryzacja: tak.

Termin przydatności do spożycia: 6 miesięcy.

Opakowanie: butelka 0,5l, zwrotna.

Producent: Browar Zamkowy w Raciborzu
 
Podsumowanie:

Niewiele ponad tydzień temu opisywałem jedną z nowości z Raciborza, czyli Piwo Raciborskie Rżnięte. Dziś przyszła kolej na drugą nowość, czyli Piwo Raciborskie Niefiltrowane. Piwo ma jasnozłotą barwę. Jak na dwunastkę, moim zdaniem, jest ciut zbyt jasne. Podoba mi się za to lekka mętność w tym piwie. Piana to największy plus tego piwa. Wysoka, gęsta, wolno opada i zostawia całkiem miłe osady na szkle. W zapachu dominują nuty słodowe i drożdżowe i niestety metaliczność. Fakt faktem, że delikatna, aczkolwiek wyraźnie wyczuwalna. W smaku metaliczność znacznie silniejsza, dość długo po wypiciu utrzymuje się na podniebieniu i na szkliwie zębowym. Do tego ta dość nachalna landrynkowość. Piwo mnie naprawdę zawiodło pod względem smakowym. Jest mocno wysycone, co w tu bardzo pasuje. Można rzecz, że ... metalicznie orzeźwia. Etykieta w klimacie tej, którą mogliśmy podziwiać na Rżniętym. Kontra już bardziej czytelna, gdyż tło jest jaśniejsze niż na Rżniętym, dzięki czemu mogłem przeczytać, co tam jest napisane. Mówiąc szczerze, jestem zawiedziony i czekam niecierpliwie, aż browar w Raciborzu upora się z problemem metaliczności w swoich piwach.

Moja ocena: 
Kolor: - 8
Piana: - 9
Zapach: - 6
Smak: - 4
Etykieta: - 7

Ocena końcowa: 6,19/10

Cena: 3,69 PLN [AFROALKO - Gdynia-Obłuże]

piątek, 1 lutego 2013

Kącik Piwnego Melomana - HELLHAMMER - Apocalyptic Raids 1990 A.D.

W kolejnym odcinku Kącika Piwnego Melomana gości ponownie metal i to metal najwyższych lotów z prawdziwej piekielnej czeluści. Dziś chciałbym przedstawić wam kultowe metalowe wydawnictwo, a jest nim płyta szwajcarskiej grupy Hellhammer 'Apocalyptic Raids 1990 A.D.' Dla mniej wtajemniczonych, choć pewnie takich jest bardzo niewielu, chciałbym wspomnieć, że grupa Hellhammer to wcześniejsze wcielenie Celtic Frost. Płytę tę pierwszy raz usłyszałem w 1990 roku, gdy mój dobry przyjaciel, wspominany już tu kilka razy, Grzesiek, wypożyczył tę płytę z zaprzyjaźnionej olsztyńskiej wypożyczalni pod koniec 1990 roku, albo na początku 1991 roku. Wybaczcie, ale pamiętam dokładnie. Tego typu płyty, w tamtych czasach, były wielkim rarytasem, ale nasz niemiecki łącznik działał fenomenalnie i mieliśmy zawsze w Olsztynie metalowe świeże bułeczki. Z początku, gdy wzięliśmy do rąk 'Apocalyptic Raids 1990 A.D.', to myśleliśmy, że to składanka, utwory o tytułach 'Massacra', 'Triumph of Death', 'Aggressor' oraz 'Messiah', przywodziły nam na myśl kapele o takich samych nazwach. Po kilku chwilach okazało się jednak, że to stary dobry skład, znany nam wcześniej z dokonań płyt Celtic Frost.

EPka została nagrana i wydana początkowo w 1984 roku pod tytułem 'Apocalyptic Raids' i zawierała tylko 4 utwory. Nie została bardzo entuzjastycznie przyjęta, została wręcz zrównana z ziemią przez cała rzeszę metalowych i nie tylko krytyków. Na kanwie tego grupa zmieniła nazwę na Celtic Frost i zaczęła nagrywać kolejne rzeczy już z troszkę lżejszym, ale tak samo mrocznym i ostrym przytupem. Ja sam mam wydanie Noise Records o numerze katalogowym N 0008-3 z 1990 roku. 


Skład Hellhammer to: Tom Gabriel Warrior (gitara i wokal), Martin Ain (bas) oraz Bruce Day (perkusja).


Muzyka na EPce jest bardzo piekielna rzekłbym. Sroga gitara 'Gabrysia' Warrior'a, galopująca perkusja 'Bruce'a i bulgoczący w tle bas Martina. Nie znajdziemy tu rozbudowanych utworów, po prostu jedna wielka, niszcząca, metalowa jazda, bez solówek, wyszukanych riffów i doskonałej produkcji. Jest moc, jest kult i to jest najważniejsze. Dwa pierwsze utwory, czyli 'The Third of the Storms' oraz 'Massacra', to takie właśnie galopujące, a wręcz cwałujące, piekielne gonitwy diabłów pod akompaniamentem samego Lucyfera. Jak mówi jeden z moich dobrych kumpli - 'nie ma tu mientkiej gry'. Trzeci z kolei i najdłuższy numer to 'Triumph of Death'. Bardzo posępny i złowrogi numer, czasami lekko przynudzający, ale najbardziej rozbudowany aranżacyjnie. Przejścia perkusyjne, zmiany riffów gitary, wariacje prędkościowe i wyjący, jęczący, diabelski wokal 'Gabrysia', powodują, że utwór ten powinien być takim kamertonem dla wszystkich black metalowych kapel, przed rozpoczęciem nagrywania własnych numerów. Czwarty kawałek, czyli 'Horus/Aggressor', to przykład mistrzowskiej 'perki', która cudownie rozpoczyna numer, rozwija go i wieńczy. Mój i Grześka dobry przyjaciel Borys, ćwiczył partie tego numeru u siebie w pokoju na tapczanie. Pamiętam to jak dziś. Ostatnie dwa numery wzięte z kompilacji o tytule 'Death Metal' to kawałki przypominające bardzo dwa pierwsze numery. Istna jazda bez trzymanki.

Słuchając tej płyty, a będąc bardzo szczupła osobą, trzeba do rąk i nóg przywiązać sobie pięciokilowe odważniki. Brak tego akcesorium może spowodować, że 'rozwałka' jaką ta płyta wywołuje, może spokojnie wywiać takie osoby przez okno lub balkon. Ja prawie wyleciałem z mojego pokoju, a w tamtych czasach ważyłem jakieś 65 kilo. Tylko mocne trzymanie się dywanu w moim pokoju uchroniło mnie przed tym nieszczęściem.   

Jak na samym początku wspomniałem, nie oczekujmy od tego wydawnictwa cudownego brzmienia, nawet po re-masteringu, ale nie o to przecież tu chodzi. Płyta ma niszczyć i robi do doskonale.

Wszystkich znajomych, którzy mają ochotę na totalną destrukcję, zapraszam na browarnikowego 'chomika' celem odsłuchu tego fenomenalnego metalowego misterium. Album chroniony jest hasłem, które można uzyskać kontaktując się bezpośrednio ze mną:

A za tydzień, znowu coś polskiego, jedna z kultowych płyt lat 80-ych. Serdecznie zapraszam.

środa, 30 stycznia 2013

Oryginał roku 2012

Wczoraj zamieściłem na blogu, moją subiektywna ocenę odnośnie najlepszego piwa uwarzonego w roku 2012. Dziś podobna ocena, ale dotycząca, moim zdaniem, najoryginalniejszego piwa, które ujrzało światło dzienne w roku 2012. Tak samo, jak w poprzednim wpisie, przedstawię swoje podium. 

Pierwsze miejsce:
Koniec Świata z browaru kontraktowego Pinta. 
Pinta w zeszłym roku zaskoczyła nas swoją wariacją na temat fińskiego stylu piwnego, czyli sahti. Piwo, które pozbawione jest właściwie gazu, które jest poddawane filtracji przy pomocy gałęzi jałowca, fermentowane za pomocą drożdży piekarskich i w knajpach nalewane z wiadra za pomocą chochli. Czy takie piwo nie zasługuje na pierwsze miejsce w kategorii oryginał roku? Od oryginału odróżnia go głownie barwa, ale i tak dostaliśmy coś, co wstrząsnęło naszymi zmysłami. Same oczekiwanie na premierę tego piwa było bardzo gorączkowe. 

Drugie miejsce: 
Orkiszowe z czosnkiem z browaru Kormoran. 
Piwo, które na samym początku nosiło miano bardzo sympatycznego żartu włodarzy browaru z Olsztyna, okazało się faktem. Pachnące mocno czosnkiem, w smaku także mocno czosnkowe, znalazło więcej przeciwników niźli zwolenników, ale i tak każdy chciał tego piwa spróbować, przekonać się jak połączenie tak specyficznego warzywka i piwa będzie smakować. Browar Kormoran pokazał, że ma 'jaja' i za to zyskał bardzo wiele w moim postrzeganiu mojego lokalnego browaru, ale myślę, że także wśród innych piwnych smakoszy. Piwo miało premierę w okolicy Halloween, czyli takie właściwe na wampiry. Ja sam wypiłem 3 butelki tego oryginalnego piwa..

Trzecie miejsce natomiast, zajęło:
M3 czyli miętowa wpadka (Malina, Miód, Mięta), warzone dla Krainy Alkoholi 'Dionizos' przez browar nieznany. 
To piwo znalazło się tu za swoja oryginalność, ale w bardzo pejoratywnym znaczeniu. Muszę z przykrością stwierdzić, że jest to najgorsze piwo (jeśli w ogóle można to nazwać piwem), jakie kiedykolwiek dane mi było degustować, choć lepiej byłoby użyć słowa żłopać. Połączenie aromatów i smaków maliny, miodu i mięty, w tym akurat piwie, jest przeokropne i prawdą jest to, co możemy odczytać z nazwy tego piwa - jest to jedna wielka miętowa (malinowa i miodowa także) wpadka. Żaden scenariusz najbardziej abstrakcyjnego filmu nie zawierałby w sobie czegoś takiego jak te piwo. Zachwiało ono nie tylko moim podniebieniem, nie tylko polskim rynkiem piwnym, ale także całą osnową wszechświata. Teoria Stephen'a Hawking'a odnośnie istnienia osobliwości w ramach ogólnej teorii względności, niestety nie uwzględniła 3M czyli miętowej wpadki. Brak tego jednego, ale jakże arcyważnego elementu może mieć wielki wpływ na ogólne pojmowanie tychże ważnych astronomicznych zagadnień.


W roku 2012 oczywiście mieliśmy więcej piw 'bardzo oryginalnych' w swoim jestestwie. Prym w tym wiedzie właśnie Kraina Alkoholi 'Dionizos' oraz Browar Jagiełło, że swoimi wariacjami na temat owocowych smaków. Dość oryginalnym piwem, no nazwijmy to piwem, była także Perła Winter - piwo bzowe. Ciekawymi bardzo natomiast propozycjami i bardzo oryginalnymi jednocześnie były oba piwa dyniowe z Browaru Pinta (Dyniamit) i AleBrowaru (Naked Mummy). No i ostatnia noworoczna nowość, czyli Sęp od kolaborantów Kopyra & Frączyk, które to piwo chmielone było aż ... 21 odmianami chmielu.

Ciekawe jakie oryginalne piwa przyniesie nam rok 2013. Wierze, że tacy wyjadacze rynkowi, jak Pinta czy AleBrowar, zaskoczą nas czymś naprawdę wyjątkowym. Oczywiście liczę także na inne browary, na ich pomysłowość i kreatywność i na chęć wyjścia poza skostniałe nieco ramy.

wtorek, 29 stycznia 2013

Piwo roku 2012

Pamiętam, jak niecały rok temu, pisałem o piwie roku 2011. Dziś przyszedł czas bym troszkę podsumował rok 2012. Poprzedni rok był tak obfity w premiery piwne, w ciekawe style, że naprawdę było bardzo trudno wybrać te piwa, które najbardziej mi zasmakowały. Jeśli rok 2011 był rewolucyjny za sprawą Pinty, to rok 2012 umocnił pozycję rewolucjonisty tegoż browaru na polskim rynku, a także bym czasem, kiedy pojawiły się inne ciekawe browary, serwujące doskonałe piwa. Dość wspomnieć o AleBrowarze, czy Browarze Widawa. 
 
W moim osobistym plebiscycie, wybrałem trzy moim zdaniem najlepsze piwa, które miały swoją premierę w zeszłym roku. Podium wygląda tak:
 
Pierwsze miejsce:
Rowing Jack z browaru kontraktowego AleBrowar. 
Moim skromnym zdaniem najlepsza polska IPA, a właściwie AIPA. Genialnie zbalansowane aromaty i nuty smakowe, powodują, że piwo jest niesamowicie smakowite i pijalne. Dla mnie wręcz bardzo mocno sesyjne. To wszystko spowodowało, że wybór pierwszego miejsca i przyznania złotego medalu nie było wielkim problemem. 

Drugie miejsce: 
Viva la Wita z browaru kontraktowego Pinta. 
Jako wielki smakosz piw pszenicznych, a w szczególności witbier'ów, pojawienie się tego piwa na rynku wzbudziło moje wielkie zainteresowanie. Piwo naprawdę wyśmienite pod względem zapachu, smaku, bardzo cytrusowe i kolendrowe. Wspaniale orzeźwia i gasi pragnienie, nie tylko podczas dni gorących, ale także podczas wszystkich pór roku.

Trzecie miejsce natomiast, zajęło:
Premium Lager, także z browaru restauracyjnego Widawa. 
Pomimo faktu iż za lagerami nie przepadam i miałem dość wielkie opory przed spróbowaniem tego piwa, to widawski produkt zaskoczył mnie bardzo mocno na plus. Premium Lager, który sam w sobie bardziej jest pilsem, niźli typowym lagerem, zaskakuje bardzo wyrazistym zapachem i smakiem oraz fenomenalną wręcz goryczką. Gdyby wszystkie lagery smakowały tak, jak ten widawski, to pewnie byłyby one częstszymi gośćmi na mym podniebieniu.


Jeśli chodzi o miejsce trzecie, to bardzo długo zastanawiałem się, czy nie przyznać go pierwszemu piwu górnej fermentacji z Browaru Kormoran z Olsztyna, czyli Podróżom Kormorana - Weizenbock. Uważam debiut olsztyńskiego górniaka za wielkie wydarzenie w olsztyńskim browarze i za fantastyczne piwo, jakkolwiek zaskoczenie moje po spróbowaniu Premium Lagera było jeden stopień wyższe, niż w przypadku kormoranowej nowości. Niewątpliwie jednak, wyróżnienie dla górniaka z Olsztyna się należy, bez dwóch zdań. 
 
Wielu z moich znajomych, blogerów, pewnie jest mocno zaskoczonych, że w tym zestawieniu, że na podium, nie ma piwa, którym bardzo, ale to bardzo mocno się zachwycałem zeszłego roku. A chodzi o Red AIPA z browaru restauracyjnego Haust z Zielonej Góry. To prawda, uważam te piwo za genialne i traktuje je na równi z Rowing Jack'iem. Co więc spowodowało, że w tym zestawieniu się nie znalazło. Otóż, jako jedno z kryteriów, które wziąłem pod uwagę wybierając piwo roku 2012, była także jego dostępność na rynku. Niestety piwa Red AIPA, nie mieszkając w Zielonej Górze, Poznaniu czy Warszawie kupić się nie da, co powoduje, że nie mam częstej możliwości jego degustacji, delektowania się nim.
 
Na początku 2012 roku byłem pewien, że przyniesie on bardzo, ale to bardzo wiele ciekawych piwnych nowości. Jestem także bardzo mocno przekonany, że rok 2013, także da nam, piwnym entuzjastom, sporo powodów do zachwytów i zadowolenia.

niedziela, 27 stycznia 2013

BROWAR PIWNA - Gdańsk

Dziś rozpoczynam kolejny cykl na moim blogu. Po trójmiejskich sklepach (które nadal będę opisywał), przyszedł czas na trójmiejskie lokale, gdzie wszyscy mogą napić się dobrego piwa, smacznie zjeść i po prostu miło spędzić czas. Swoją przygodę z takimi właśnie miejscami rozpoczynam wpisem o browarze restauracyjnym Browar Piwna.

Browar mieści się w Gdańsku, w Głównym Mieście, przy ulicy Piwnej 50/51.


Browar restauracyjny jest czynny w godzinach: 

Niedziela - Czwartek - 11.00 - 24.00
Piątek - Sobota - 11.00 - 02.00


Browar restauracyjny Browar Piwna umiejscowiony jest w urokliwej kamienicy i otworzył swoje podwoja dla klientów w 2012 roku. W maju tegoż roku uwarzono pierwsze piwo, którym był pils. Wewnątrz mamy trzy poziomy restauracyjne. Na parterze mieści się warzelnia, bar, sala dla klientów, ubikacje oraz stoisko z pamiątkami:






Poniżej parteru, w piwnicy znajduje się kolejny bar oraz dwie sale dla klientów. Pierwsza duża przestronna z widokiem na bar oraz druga, mniejsza, bardzo przytulna, troszkę schowana, oferująca więcej intymności i spokoju. Na tym poziomie znajduje się także nowoczesna leżakownia.





Na piętrze dostępna jest kolejna sala, gdzie możemy sobie przysiąść i góry popatrzeć na cały proces warzenia piwa (jeśli akurat ma to miejsce).



Wszystkie pomieszczenia urządzone są w klimacie, jak ja to nazywam, nowoczesnej pijalni piwa. Nie znajdziemy tu zbędnego blichtru. ma być schludnie i wygodnie, a wszystko to i tak ma być dodatkiem do dania głownego miejsca, czyli piwa.

Oba browarowe bary zaopatrzone są w nalewaki, z których zawsze płynie uwarzone w browarze piwo. Piwowarem w Browarze Piwna, odpowiedzialnym za cały proces warzenia piwa, jest mój krajan z Olsztyna - Wojtek.


Do tej pory w Browarze Piwna uwarzone zostały takie piwa, jak: Pils, Pszeniczne (moje ulubione piwo, jakie warzy Wojtek - ostatni wypust naprawdę jest genialny, bardzo smaczny), Ciemne Pszeniczne, Alt, Dunkel, Marcowe, Porter Bałtycki i ostatnio Milk Stout, który sobie jeszcze grzecznie leżakuje. Aktualna oferta piwa, którego można się napić, dostępna jest zawsze na stronie internetowej browaru.



Oferta piwna będzie w tym roku rozszerzana i wedle zapewnień właściciela Browaru Piwna, mojego imiennika Tomka oraz Wojtka, klienci będą mogli liczyć na ciekawe gatunki, warzone raz na jakiś czas.

Oprócz bardzo dobrego piwa, w lokalu możemy się napić także innych napojów alkoholowych, bezalkoholowych oraz gorących, które serwują oba bary.

Jako, że jest to browar restauracyjny, także możemy się w Browarze piwna nieźle posilić. Ja sam ostatnio jadłem wyborną białą kiełbasę karmelizowaną miodem - pychota. Pełne menu dostępne jest również na browarowej stronie.

Browar Piwna to bardzo przyjemne miejsce na wypad z przyjaciółmi, na randkę, na obiad czy kolację, no i po prostu by wyskoczyć sobie na jedno, czy dwa, albo i więcej piw. Ja sam lubię bardzo to miejsce. Wiadomo, że klimat danego lokalu, to nie tylko wnętrze, to nie tylko piwo, nie tylko dobre jedzenie, ale przede wszystkim ludzie. O dobry klimat miejsca dbają sam właściciel, piwowar oraz bardzo sympatyczna, profesjonalna obsługa. 


Na Piwnej w Browarze Piwna, każdy znajdzie coś dla siebie, każdy miło spędzi czas. Ja sam już niedługo ponownie się wybieram z odwiedzinami na kolejną dawkę Pszenicznego i rozmowy przy piwku. Zatem do zobaczenia w tym sympatycznym lokalu.

piątek, 25 stycznia 2013

Kącik Piwnego Melomana - AUTECHRE - Basscad, EP

Kolejny piątek, kolejny odcinek KPM i kolejna płyta w nim. Tak, jak wzmiankowałem podczas ostatniego muzycznego wpisu, dziś będzie elektronika i to wysokich lotów. Płyta, którą dziś przedstawiam, to wyłom w moich muzycznych postach, gdyż nie będzie to album, a EP'ka, zawierająca pięć wariacji na temat tego samego utworu. Proszę państwa, dziś przed wami supergrupa z Manchesteru Autechre i ich wypust, czyli 'Basscad, EP'.

EP'ka została nagrana i wydana w 1994 roku przez Warp Records. Moje wydanie to WAP 44CD. 


Skład Autechre to: Rob Brown oraz Sean Booth. Swoje palce w projekcie uwikłali także Beaumont Hannant oraz Mark Clifford z Seefel, których remiksy możemy tu usłyszeć.


EP'kę rozpoczyna 'Basscadet (Bcdtmx)' pełen dźwięków, które na myśl przywodzą opuszczony statek kosmiczny, w którym grupa astronautów szuka źródła dźwięków, w myślach mając pozaziemskie, złowrogo nastawione istoty. W tle pojawiają się, przesterowane przez vocoder, rozmowy astronautów. Koniec końców, astronauci nie znajdują istot, zawiedzeni zatrzymują się w miejscu i tak kończy się utwór. Drugi numer, 'Basscadet (Beaumonthannanttwomx) ', to istny elektroniczny majstersztyk. Ilość cudownych dźwięków, takich jak dzwonki, odgłosy młotów, jakiejś ubijarki podłoża oraz cudowne tło, które w fenomenalny sposób wypełnia tę cudowną kosmiczną podróż, przyprawia mnie samego o dreszcze. Tło kontroluje tu wszystko (ja sam jestem wielkim fanem elektronicznych teł), powoduje, że utwór, mimo swojej mistyczności, jest genialnie lekki, taki zawieszony w próżni. Dla mnie 'numero uno' tego wydawnictwa. Trzeci mix, to bardzo srogi, groźny, lekko przerażający, a nawet trochę depresyjny 'Basscadet (Seefeelmx)'. Tu także moje myśli są przy statku kosmicznym, też opuszczonym, zniszczonym, pordzewiałym, w których resztki kosmicznego paliwa, olejów i mazutu, drobnymi kropelkami kapią ze stropu tego, zdewastowanego kosmicznym najazdem i czasem, pojazdu. Czwarty mix to taka kompilacja różnych ciekawych, na samym początku wydających się  bezsensownymi, dźwięków, które tworzą bardzo przyjemną całość. Epilog EP'ki, to kolejny numer, który raczy nas cudownym tłem i dźwiękami z kosmicznej otchłani. W ten sposób przemawia do nas 'Basscadet (Basscadubmx)' To spokojny lot pośród bajecznych plejad, które wysyłają co chwila ostrzegawcze sygnały w postaci bulgoczących, charczących odgłosów. Prowadząc statek odczuwamy bardzo przyjemny relaks, wszystko wydaje nam się takie nie mające większego znaczenia, jak czas zatrzymał się w miejscu, a my osiągnęliśmy absolut i naszym oczom ukazała się kosmiczna, przerażająca, ale jakże cudowna, forma Najwyższego.   

Czytając powyższe opisy, część z was zastanawia się pewnie, co ten gość jara? No po prostu tak na mnie działają te dźwięki. Oczywiście, pewnie każdy kto tego posłucha, będzie miał zgoła inne wyobrażenia, ale ja mam takie właśnie, ja w tych kilku linijkach powyżej.

Brzmienie, jak na elektronikę i na Warp Recods bardzo dobre, bez większych sprzężeń na ścieżce. Słucha się tego z przyjemnością.

Zresztą moi drodzy, sami możecie to sprawdzić, wchodząc na browarnikowego 'chomika'. Album chroniony jest hasłem, które można otrzymać kontaktując się ze mną bezpośrednio.

A za tydzień, ponownie dla moich wiernych fanów metalu, coś, co na pewno się spodoba.

środa, 23 stycznia 2013

Piwo Raciborskie Rżnięte

Przedstawiam piwo Piwo Raciborskie Rżnięte



Zawartość ekstraktu: 12,0% wag.

Zawartość alkoholu: 4,8% obj.

Kolor: brunatno-miedziany, klarowny.

Zapach: słodowo-karmelowy z wyraźnymi nutami metalicznymi.

Smak: słodowo-karmelowy, lekko słodki, wyraźne nuty metaliczne.

Piana: kremowa, wysoka, gęsta, drobno pęcherzykowa, wolno opada.

Pasteryzacja: tak.

Termin przydatności do spożycia: 6 miesięcy.

Opakowanie: butelka 0,5l, zwrotna.

Producent: Browar Zamkowy w Raciborzu
 
Podsumowanie:

Dziś w moje łapska wpadła jedna z ostatnich nowości z Raciborza, piwo o nazwie Piwo Raciborskie Rżnięte. O co w tym chodzi? Sam dokładnie nie wiem. Czasami, jak spotkam kolegę Michała 'Docenta', to bywa tak, że mieszamy dwa różne piwa i wtedy mówimy, że je ... rżniemy. Nie chodzi tu o jakikolwiek akt seksualny. Jakkolwiek nie mam pojęcia, co włodarzom z browaru w Raciborzu wpadło do głów, że wymyślili tę nazwę? Czyżby także zmieszali swoje dwa lub więcej piw i wypuścili ten nowy twór jako Rżnięte właśnie? Naprawdę zielonego, a nawet czerwonego pojęcia nie mam. Moich niektórych znajomych ta nazwa odstrasza. Ale wróćmy do samego piwa, które w założeniu ma być ciemnym (tak mówi etykieta). Barwa całkiem, całkiem, choć oczekiwałbym ciut ciemniejszej. Piana bardzo fajna, przyjemnie się ją podziwia w szkle i można się nią cieszyć dość długo, gdyż bardzo wolno opada. W zapachu i smaku dominują nuty słodowo-karmelowe i ... metal. Uwielbiam metal, nawet heavy metal, ale nie w piwie. Tu mamy istny 'Metal Top 20', ale już nie w wykonaniu kultowego Open Fire, ale w wykonaniu Browaru Zamkowego. Do tego piwo jest dość mocno wysycone, szczypie dość mocno w język. Naprawdę, niezbyt przyjemnie się to pije. Butelkę Rżniętego zdobi bardzo ładna etykieta główna, w której jednak zbyt wielką wagę przyłożono do napisów. Zdecydowanie za dużo miejsca zajmują. A co do kontry, to wybaczcie, zestawienie tła i koloru czcionki, uniemożliwia mi przeczytanie tego co na niej jest napisane. Niedowidzę po prostu. Reasumując, piwo byłoby dość dobre, gdyby nie ta wszędobylska metaliczność w zapachu i smaku. Z tego co wiem, browar raciborski mocno się tym faktem przejął i ma coś szybko z tym fantem zrobić. Czekam na rezultaty działań i na lepsze, pozbawione metaliczności piwo,

Moja ocena: 
Kolor: - 8
Piana: - 10
Zapach: - 5
Smak: - 5
Etykieta: - 6

Ocena końcowa: 6,65/10

Cena: 4,09 PLN [AFROALKO - Gdynia-Obłuże]