niedziela, 15 września 2013

Browar Zamkowy Młyn - relacja z budowy - część IV

Kilka dni temu ponownie odwiedziłem plac budowy Browaru Zamkowy Młyn w Olsztynie i strzeliłem kilka fotografii. Pogoda niestety przez ostatnich kilka dób nie dopisywała, także od razu przepraszam za jakość wykonanych zdjęć.

Co widać na pierwszy rzut oka? Można dostrzec ułożone dachówki na dachu, ocieplenie ścian oraz pierwsze rzędy cegieł, które tworzyć będą przyszłą elewację całego budynku. 





Jak można zauważyć, w obecnym czasie prace idą dość szybkim tempem i postęp prac jest wyraźnie widoczny. Za jakieś dziesięć dni ponownie odwiedzę plac budowy i wtedy zajrzę też do środka, bo i tam na pewno od mojej ostatniej wizyty się sporo zmieniło. Zatem ... stay tuned!

piątek, 13 września 2013

Kącik Piwnego Melomana - INCUBUS - Beyond the Unknown

Kolejny piątek i kolejna płyta na blogu. Dziś, dla mnie, jeden z kultowych albumów death metal'owych. Przedstawiam supergrupę zza oceanu ... Lejdis end Dżentelmen ... oto Incubus i ich drugi album 'Beyond the Unknown'. Dla tych, co myślą, że chodzi o cienką, popowo-rockową grupę z Kalifornii, to uprzedzam, że tak dziecięco i lekko tu nie będzie. Dziś wita was Incubus z Luizjany, ten najwłaściwszy i najlepszy. Tak naprawdę można rzecz, że chodzi też o ten brazylijski Incubus, gdyż, dwóch z założycieli pochodzi z Rio de Janeiro. Niestety chłopaki z luizjańskiego Incubus, za sprawą lelaków z Kaliforni, musieli zmienić nazwę na Opprobrium i teraz wydają płyty pod tym szyldem Opprobrium. Wznowienia starych albumów niestety także.

Z wielką chęcią napisałbym w tym wpisie kilka słów o pierwszym przegenialnym, przekultowym, przeciężkim albumie Incubus, czyli 'Serpent Temptation', ale mam go w oryginalnej wersji tylko na winylu, a wznowienie CD, które posiadam, zostało wydane pod szyldem Opprobrium, to album który ponownie został nagrany, ze zmienionym wokalem i wydaję mi się, że bardzo dobrej, ale jednak ... tak chyba mogę to nazwać ... kopii, nie ma co tu przedstawiać. 

Album nagrany został nagrany i wydany przez Nuclear Blas Records w 1990 roku. Ja sam, mam wydanie z 1990 roku o numerze NB 039 CD. Egzemplarz, który posiadam, to obecnie rarytas, biały kruk. Teraz w sklepach muzycznych można zakupić ten album, ale już sygnowany przez Opprobrium, a oryginał na aukcjach osiąga dość wysokie ceny.
  

Skład Incubus na 'Beyond the Unknown' to: Francis M. Howard (gitara i wokal), Mark Lavenia (bas) oraz Moyses M. Howard (perkusja). Mimo faktu iż basistą zespołu był wtedy Mark, to wszystkie partie basu na tym albumie nagrał Francis.
  

Album, po pierwszym odsłuchu, który miał miejsce jakieś 23 lata temu u mojego metal kumpla Grześka, nie bardzo przypadł mi do gustu. Ale nagrałem sobie go na kasetę Sony, właśnie u wspomnianego kumpla i po kilku odsłuchach w domu, zakochałem się w tej płycie. Już pierwszy numer, czyli 'Certain Accuracy' mówi nam, że tu będzie się działo! Genialna, troszkę chropowata kompozycja z super riffami, co zresztą mógłbym napisać o wszystkich tu numerach. Więc napiszę tylko o tych moich ulubionych. Pierwszy z nich, czyli 'The Deceived Ones', to genialna podróż muzyczna, podczas której przewodnikami naszymi są gitara, bas i perkusja. Wiodą nas przez przez mistyczne, groźne otchłanie ciężkich metalowych rubieży. Jest szybko i zarazem melodyjnie. Jeden z klasyków death metal'owych na pewno! Kolejnym takim numerem, którego można słuchać godzinami jest 'Freezing Torment', którego tytuł był kiedyś moją ksywką, której używałem na wielu forach internetowych. Zresztą sam właśnie tytuł już mrozi krew w żyłach, a muzyka? Muzyka, kawałek po prostu niszczy, przygniata do dywanu w domu, powoduje, że czujemy się mali i zamraża nas w tej konwulsyjnej pozycji. Posłuchajcie moi drodzy, jakie genialne riffy i solówki nam tu kolega Francis zgotował. Miazga! Najlepszy dla mnie numer na tym krążku. Następnym numerem, który trzeba poznać i się mocno wsłuchać, jest 'On the Burial Ground'. Niesamowita jazda i genialne artyleryjskie riffy, które przywołują nam na myśl kostuchę z kosą w dłoni, jadącą na czarnym koniu przez mglisty czarny nocny las, by dotrzeć do najgłębszych zakamarków naszej duszy. Ach, no po prostu fenomenalne dzieło! Zresztą, jak pisałem wyżej, wszystkie utwory rozwalają i to z siłą ciosu Lennox'a Lewis'a, po którym na ring padł Andrzej Gołota. Sami się przekonajcie, tylko dobrze ustawcie gardę najpierw.
 
Brzmienie jest fantastyczne. Takie surowe, szorstkie, mistyczne i magiczne zarazem. Z początku nie podobało mi się za bardzo, szczególnie brzmienie perkusji. Szybko jednak się do tego przekonałem i teraz uważam, że brzmienie też jest super. Zresztą swoje paluszki wkładał tu także znany już wam mistrz Scott Burns, więc lipy się nie spodziewajcie.

Skoro już wy, moi przyjaciele, tu zaszliście, to zapraszam do odsłuchu na mojego 'chomika'. Folder incubusowy chroniony jest hasłem. Chciałbyś go poznać? Zapraszam do kontaktu prywatnego:

W przyszłym tygodniu będzie coś z kanadyjskiej klasyki i mam nadzieję, że wam się spodoba!

czwartek, 12 września 2013

Ciechan - Shandy

Przedstawiam piwo Ciechan Shandy.



Zawartość ekstraktu: 11,0%.

Zawartość alkoholu: 2,0% obj.

Kolor: słomkowy, bardzo mocno mętny.

Zapach: słodko-kwaśny, wyraźne nuty miodowe i cytrynowe.

Smak: rześki, słodko-kwaśny, miodowo-cytrynowy, w tle bardzo delikatna słodowość.

Piana: średnio wysoko, błyskawicznie opada.

Pasteryzacja: nie.

Termin przydatności do spożycia: 45 dni.

Opakowanie: butelka 0,5l, zwrotna.

Producent: Browar Ciechan
 
Podsumowanie:

Dziś, za sprawą mojego olsztyńskiego kumpla Daniela, w ręce wpadła mi ostatnia nowość z Browaru Ciechan, czyli Ciechan Shandy. Piwo, a właściwie napój piwny, ma ładną słomkową barwę i jest bardzo mętne. Piana, hmm, no tu pojawia się na chwilę i zaraz szybko znika. Zapach piwa jest przyjemny, delikatny, rześki wręcz. Główne role grają tu nuty miodowe i cytrynowe. Smak jest odzwierciedleniem zapachu. Słodko-kwaśny, miodowo-cytrynowy. Przyznam szczerze, że jak na napój piwny, jak na shandy, to jest bardzo smaczne. Butelkę Shandy zdobi troszkę inna etykieta niż te, do których przyzwyczaił nas browar w Ciechanowie. Niby podobna do reszty, a jednak inna. Czuć lato, wakacje, Hawaje. Brakuje ... zamku ciechanowskiego i przyznam się, że mnie to troszkę zasmuciło. Kolorystycznie nawiązuje do barw miodu i cytryny oraz słońca, które kojarzy się z latem. Słowem podsumowania napój piwny całkiem smaczny.
 
Moja ocena: 
Kolor: - 9
Piana: - 2
Zapach: - 7
Smak: - 7
Etykieta: - 7

Ocena całościowa: 6,52/10 

Cena: 3,95 PLN [KRAINA PIW REGIONALNYCH - Olsztyn-Janowicza]
 
To jednak nie koniec wpisu, gdyż chciałbym coś więcej dodać na temat tejże nowości oraz ostatniego wypustu Pinty, czyli ce n'est pas IPA. Pamiętam, jak na początku lipca Pinta informowała o warzeniu swojego nowego piwa, czyli ich wersji biere de garde. Pamiętam szał na portalu społecznościowym, okrzyki zachwytu i tym podobne. Gdy doszło do degustacji, to się zaczęło, że nuda, że za słodkie, że brak goryczki, że jeszcze milion innych rzeczy. Kilka dni temu Browar Ciechan, poinformował także na tym samym portalu społecznościowym, że tamtego dnia wieczorem ogłosi swój nowy produkt. Pamiętam reakcję komentujących wpis. Prawie same wybuchy radości. Kilka godzin później nastąpiła wielka konsternacja i smutek. Tylko ja się pytam dlaczego? Przecież wiadomym jest, że Browar Ciechan nie był, nie jest i nigdy nie będzie browarem pokroju Pinty, AleBrowaru, Widawy, czy Artezana. Sam Marek Jakubiak nigdy też nie obiecywał, że będzie podążał tą samą drogą, co wyżej wymienione. Z tego, co pamiętam, to w wywiadzie kiedyś powiedział: 'My warzymy po prostu dobre piwo i nic więcej'. I tak właśnie jest. I tego oczekuje od Browaru Ciechan i myślę, że ten browar nigdy nie zaskoczy nas stylami fińskimi, francuskimi, czy innymi oraz nie uwarzy czegoś takiego jak np. Smoked Single Hop New Zealand India Pale Ale. Zostawmy to w kwestii choćby Pinty. Browar Ciechan, to porządny browar, który ma swoją politykę i wpasowuję się w pewien model biznesowy. To tak samo, jak nie oczekujemy od przypuśćmy Seata, że wypuści nam auto w stylu Ferrari, czy Lamborghini. Tego typu auta zostawmy tym markom. Co też nie znaczy, że wspomniany Seat wypuszcza kiepskie modele. Dla mnie właśnie wyznacznikami Ferrari i Lamborghini w polskim piwowarstwie są Pinta, AleBrowar, czy Artezan, a Ciechan to taki właśnie Seat. Jestem przekonany, że Marek Jakubiak, w Browarze Ciechan wypuści jeszcze kilka innych nowości, które nie do końca wpadną w gusta niektórych piwoszy, ale w końcu zadajmy sobie także pytanie. Czy to nasz piwoszy biznes, czy Marka Jakubiaka. Sądzę, że tego drugiego, co mu zresztą się bardzo dobrze kalkuluje, a piwosze, dzięki rewolucji piwnej w Polsce mają w końcu wybór między piwnym Ferrari, a piwnym Seatem, czy nawet między piwnym Deawoo Tico i to jest chyba najwspanialsza wiadomość. Tak, czy siak, myślę, że Browary Regionalne Jakubiak, prędzej czy później w jednym ze swoich browarów będą wypuszczać jakąś specjalną linii luksusowych piw, które przypasują nawet najwybredniejszemu piwoszowi, czego sobie i wam z całego serca życzę :) 

środa, 11 września 2013

Amber - Czarny Bez

Przedstawiam piwo Amber Czarny Bez.



Zawartość ekstraktu: 12,8% wag.

Zawartość alkoholu: 5,5% obj.

Kolor: złoty, lekko mętny.

Zapach: słodowy z wyraźnymi nutami kwiatowymi i owocowymi.

Smak: słodowy, w tle wyraźne nuty soku z czarnego bzu oraz delikatna goryczka.

Piana: biała, średnio gęsta, średnio wysoka, dość szybko opada.

Pasteryzacja: tak.

Termin przydatności do spożycia: 6 miesięcy.

Opakowanie: butelka 0,5l, bezzwrotna.

Producent: Browar Amber


Podsumowanie:

Postanowiłem dzisiaj wziąć na ruszt ostatnią, bardzo kontrowersyjną, nowość z Browaru Amber, czyli Amber Czarny Bez. Jest to piwo typu lager z dodatkiem syropu z kwiatu czarnego bzu. Przyznam szczerze, że dość sceptycznie podchodziłem do tego piwa i ... całkiem miło się nim zaskoczyłem. Piwo ma złotą barwę i jest bardzo delikatnie mętne. Piana piwa niezbyt długo cieszy oko piwosza. W zapachu jest, o dziwo, bardzo przyjemne. Mamy to miks aromatów słodowych, kwiatowych i owocowych. Dla mnie naprawdę pachnie przyjemnie. No, a co ze smakiem? W smaku na pierwszym planie mamy słodowość, a tuż za nią czujemy tytułowy czarny bez oraz delikatną, całkiem przyjemną goryczkę. Wysycone jest dość mocno. Butelkę zieloną (nie wiem czemu) zdobi całkiem ładna graficznie i kolorystycznie etykieta. Nawiązuje do Ambera Naturalnego. Przyznam szczerze, że jestem miło zaskoczony. Wypiłem całe, bez zająknięcia i co najważniejsze ze smakiem. W maju, podczas IV Wrocławskiego Festiwalu Dobrego Piwa piłem limitowaną wersję Żywego z dodatkiem soku z kwiatu czarnego bzu i wtedy 200 ml tego piwa męczyłem, bo było bardzo słodkie i mdłe i byłem przekonany, że w tym wypadku będzie podobnie, a tu przyjemne zaskoczenie. Nie jest to oczywiście okaz sztuki piwowarskiej, ale ja na pewno na co najmniej jedno się skuszę.

Moja ocena: 
Kolor: - 9
Piana: - 6
Zapach: - 7
Smak: - 6
Etykieta: - 8

Ocena całościowa: 6,87/10

Cena: 3,90 PLN [KRAINA PIW REGIONALNYCH - Olsztyn-Janowicza]

wtorek, 10 września 2013

Jan Olbracht - Karawana z Bombaju

Przedstawiam piwo Jan Olbracht Karawana z Bombaju



Zawartość ekstraktu: 14,0%.

Zawartość alkoholu: 5,5% obj.

Kolor: brązowy, mętny.

Zapach: ostry, głównie nuty imbiru.

Smak: słodki, mocno imbirowy, w tle cierpka, pikantna goryczka.

Piana: kremowa, średnio wysoka, średnio gęsta, drobno pęcherzykowa, opada w średnim tempie.

Pasteryzacja: tak.

Termin przydatności do spożycia: 3 miesiące.

Opakowanie: butelka 0,5l, bezzwrotna.

Producent: Browar Staromiejski

 
Podsumowanie:

Przyszedł czas na kolejne piwo uwarzone w toruńskim browarze Jan Olbracht przez piwowara domowego, a właściwie już nie do końca domowego, gdyż Marcin Ostajewski, bo o nim mowa, jest jednym z założycieli i właścicieli Browaru Olimp, którego pierwsze piwo Prometeusz miało swoją prapremierę ponad miesiąc temu w Gdańsku. Dziś jego kooperacyjne piwo Karawana z Bombaju. Piwo ma ładną brązową barwę. Jest wyraźnie mętne. Piana piwa z początku dość ładna i gęsta, szybko się rozrzedza i nie raczy piwosza swoim widokiem zbyt długo. Zapach, hmmm to głównie mocne nuty imbiru, który przykrywa tu wszystko inne. Na dodatek, aromat ten dość mocno męczy nozdrza. W smaku podobnie. Główne skrzypce gra tu imbir. Jest cierpko i pikantnie. Wysycone na poziomie średnim, w kierunku do mocnego. Etykieta w stylu, że tak to nazwę, janoolbrachtowo-kooperacyjnym. Mi się podoba, choć w browarze mogliby się postarać o równiejsze naklejanie etykiet na butelki. Konkludując, hmm, piwo chyba przekombinowane, przeimbirowane. Balans został tu wyraźnie zachwiany, a może to po prostu nie mój smak.

Moja ocena:
Kolor: - 8
Piana: - 6
Zapach: - 5
Smak: - 5
Etykieta: - 9

Ocena końcowa: 5,77/10

niedziela, 8 września 2013

PINTA - ce n'est pas IPA

Przedstawiam piwo PINTA ce n'est pas IPA.



Zawartość ekstraktu: 14,0%.

Zawartość alkoholu: 5,3% obj.

Kolor: bursztynowy, mętny.

Zapach: intensywny, słodki, owocowo-drożdżowy, w tle nutki karmelowe.

Smak: słodki, słodowy, owocowy, w tle lekki karmel oraz kasztany.

Piana: biała, dość wysoka, średnio gęsta, dość szybko znika.

Pasteryzacja: tak.

Termin przydatności do spożycia: 6 miesięcy.

Opakowanie: butelka 0,5l, bezzwrotna.

Producent: Browar Na Jurze dla PINTA


Podsumowanie:

Minęło już dobrych kilka dni od premiery nowego piwa od Pinty, więc nadszedł najwyższy czas na moją subiektywną ocenę ich piwa uwarzonego w stylu Biere de Garde, czyli ce n'est pas IPA. Sama nazwa w tłumaczeniu na język polski to 'to nie jest IPA'. Nigdy w życiu nie piłem piwa Biere de Garde i byłem go bardzo, ale to bardzo ciekawy. Smaczku dodawał fakt, że 'pintowcy' warzyli to piwo w dniu moich urodzin oraz święta narodowego Francji, czyli 14 lipca. Wcześniej troszkę o nim poczytałem, dzięki czemu wyrobiłem sobie też pewne zdanie o nim. Piwo ma ładną bursztynową barwę. Jest mętne. Piana piwa ... wiem, wiem, użyłem niewłaściwego szkła do tego piwa ... nie uraczyła mnie ani gęstością, ani trwałością. W zapachu słodkie, mocno owocowo-drożdżowe. Przyznam szczerze, że z początku, bardzo mi to piwo przypominało sahti Pinty, czyli Koniec Świata. Nadal mam wrażenie, że w tej kwestii piwa są do siebie podobne. Ce n'est pas IPA jest na pewno słodsze. W smaku także słodkie, mocno owocowe, delikatnie karmelowe, z wyczuwalnymi, choć to może autosugestia, kasztanami maroni, które często jadam odwiedzając jesienią mojego ojca, który mieszka w Bazylei, gdzie wtedy te pieczone kasztany można dostać na każdym rogu.Piwo jest mocno nagazowane. Butelkę oblepia bardzo, ale to bardzo ładna etykieta. Widać, że chłopaki z Pinty, od momentu wprowadzenia na rynek Oto Mata IPA, idą w troszkę innym kierunku. Niby wszystko jest tak samo, ale inaczej. Tło nie jest już jednolite. Tu mamy feerię barw i elementów. Jest obrus, idylliczny obraz dawnej francuskiej wsi, który kształtem i kolorami przypomina troszeczkę ser. No jest pięknie i przyjemnie i jak to ładnie się prezentuje na półce sklepowej. Dodatkowo ostatnie wypusty etykiet Pinty wzbogacone zostały o zalecaną temperaturę serwowania, zalecane szkło i przykłady pasujących do danego piwa potraw. C'est magnifique można by rzec. Ogólnie rzecz biorąc, ja sam bardzo, ale to bardzo zadowolony jestem z ce n'est pas IPA. Dla mnie pierwsza czwórka piw od Pinty w ofercie. To co, że jest słodkie, że mocno treściwe, że mocno nagazowane, że bez goryczki. Takie właśnie miało być i tego od tego piwa oczekiwałem i się nie zawiodłem. Piwo bardzo, ale to bardzo ciekawe i dobre.

Moja ocena: 
Kolor: - 10
Piana: - 6
Zapach: - 8
Smak: - 9
Etykieta: - 10

Ocena końcowa: 8,39/10

Cena: 8,10 PLN [KRAINA PIW REGIONALNYCH - Olsztyn-Janowicza]

sobota, 7 września 2013

Prapremiera nowego piwa z Browaru Gościszewo w gdańskiej Pułapce

W przedostatnim swoim wpisie, opisałem swoją wizytę w Browarze Gościszewo, gdzie właśnie warzono nowe piwo, czyli Pils Single Hop Hallertauer-Mittelfruch. Nadszedł w końcu ten dzień, kiedy można było piwo spróbować. W gdańskim, nowym lokalu piwnym Pułapka, nowy gościszewski Pils miał swoją prapremierę. Wydarzenie to zbiegło się z miesięcznicą działalności lokalu na trójmiejskim rynku piwnym.


Na praprepierę wybrało się sporo osób, można rzec, że do Pułapki zawitała cała piwna 'śmietanka'. Na premierę swojego piwa przybyli także właściciele Browaru Gościszewo, czyli panowie Stanisław i Chrystian Czarneccy. Wszyscy zebrani goście niecierpliwie czekali aż wybije godzina 20.00. No i stało się, 'godzina zero' wybiła. Przed polaniem piwa do szklanek, pan Stanisław wystąpił przed zebranymi i poopowiadał troszkę o historii gościszewskiego browaru oraz o premierowym piwe. 
 

 
 
Chwilę potem można było zobaczyć długi ogonek kolejki po oczekiwaną nowość. Jak się prezentował nowy Pils, można zobaczyć na poniższej fotce. 
 
 
Wygląd, jak wygląd, ale w szklance naprawdę nalane było sympatyczne, delikatne piwo, o przyjemnym aromacie i smaku, z delikatną goryczką. Moim zdaniem i nie tylko moim, Gościszewo poradziło sobie bardzo dobrze z uwarzeniem dobrego polskiego pilsa. Z tego, co wiem, wszystkim zebranym smakowało i piwo rozchodziło się w trakcie wieczoru jak przysłowiowe 'świeże bułeczki'. Smaczku degustacji dodał fakt, który zdradził pan Stanisław, że została uwarzona już druga warka tego pilsa, którego receptura, ponoć, została ciut zmieniona. Pijąc premierowe piwo, dużo z zebranych osób myślami było już przy drugiej warce.
 
 
 
Na prapremierze, jak wspomniałem wyżej pojawiło się sporo ciekawych osób. Była okazja do pogadania, wymiany poglądów, wspólnego napicia się dobrego piwa. Można było spotkać między innymi trójmiejskich piwnych blogerów.
 
 Michał Saks, moja skromna osoba, Bartek Nowak
 
Spotkać można było także czołowych pomorskich piwowarów (część z nich, to jak widać blogerzy), którzy wysoko ocenili nowe gościszewskie piwo.
 
Chrystian Czarnecki (Browar Gościszewo), Michał Saks (Brovarnia), Wojtek Piasecki (Browar Piwna), Andrzej Pustelnik (Brovarnia), Bartek Nowak (piwowar domowy, gościnnie warzący w Browarze Jan Olbracht)

Poza tym, sporo innych fajnych osób, znanych między innymi z innych piwnych lokali z Gdańska oraz smakoszy piwa, którzy takich imprez jak ta prapremiera nie opuszczają.
 
 
 
Podczas tak fajnego wydarzenia, czas mijał bardzo szybko. Właściciele Pułapki, czyli Wojtek i Tomek, poradzili sobie z tym wydarzeniem bardzo dobrze. Uwijali się jak w ukropie, bo piwo cały czas trzeba było nalewać, ale na wspólną fotkę czas się znalazł.
 
 
Impreza naprawdę genialna, humory wszystkim dopisywały, było sporo dobrego humoru, śmiechu. Po prostu totalny piwny relaks w gronie fantastycznych ludzi. Naprawdę, ja sam dawno się tak nie ubawiłem i nie naśmiałem. A to wszystko przy akompaniamencie muzyki z winyli i dobrego piwa.
 




 
Niestety, wszystko co piękne mija bardzo szybko i po wypiciu kilku szklanek premierowego pilsa, przyszła i na mnie pora i trzeba było kierować się w stronę domu, a nie było to łatwą sprawą za sprawą właśnie ... Zresztą sami wiecie o co chodzi.
 
Chciałbym serdecznie podziękować Browarowi Gościszewo i chłopakom z Pułapki za zaproszenie na to genialne wydarzenie, mając nadzieję na to, że przyszłe premiery piw z Gościszewa znowu zawitają do Gdańska do Pułapki. O samej Pułapce, będziecie mogli więcej przeczytać za około jakieś dwa tygodnie, kiedy zrobię szerszą fotorelację z tego piwnego lokalu.