sobota, 20 stycznia 2024

Porterowa piwniczka Browarnika Tomka na Święto Porteru Bałtyckiego

Trzecie sobota stycznia, w tym roku wypada to dokłanie 20 stycznia, czyli dzisiaj, to jak od kilku ładnych paru lat, dzień piwnego skarbu Polski, czyli Święto Porteru Bałtyckiego, które za granicami naszego kraju, znane jest jako Baltic Porter Day. Dzień ten narodził się z inicjatywy jednego z naszych piwnych kolegów, wielkiego miłośnika stylu porter bałtycki, twórcę bloga (już nieaktywnego niestety) portery.pl, piwowara domowego i zawodowego, a obecnie też współtwórcę kanału piwnego KociokwikTV. Mowa oczywiście o Marcinie Chmielarzu.
 
Jako, że to święto, to dzień święty należy święcić i ja dziś wieczorem, pewnie wypiję kilka pucharków porteru i zapewne będą to przysmaki z lokalnych browarów, choć nie tylko. Rozumiecie, lokalny patriotyzm. Trzeba wspierać browary sprzedające wokół komina.
 
Nawiązując do Święta Porteru Bałtyckiego, przejrzałem ostatnio swoją porterową piwniczkę i przyznam się szczerze, bardzo mnie ten widok ucieszył. Portery zbieram od jakiegoś czasu. Oczywiście nie jest to na zasadzie, że kupuję wszystko, choć może powinienem zacząć, ale wtedy chyba poszedłbym z torbami dosyć szybko. Niemniej jednak staram się raz na jakiś czas coś kupić. W międzyczasie też, niestety, wypiłem pojedyńcze sztuki piw, których już na rynku nie ma i niestety (znowu), pewnie w tej kolekcji już się nie pojawią. No cóż, nie można mieć wszystkiego.
 
Najstarsze piwo w kolekcji to butelka pierwszej warki piwa Grand Imperial Porter z Browaru Amber. Piwo swoją premierę miało w 2008 roku. Tak więc okaz ma już 16 lat. Okaz który posiadam, to specjalne wydanie tego porteru, w okolicznościowym opakowaniu z czekoladkami. Taka kooperacja browarno-cukiernicza, lub jakbyśmy to teraz nazwali kolaboracja i to na kilka lat przed tym, zanim to stało się modne. Wersja mocno limitowana. Sam zostałem tym okazem obdarowany przez Marka Skrętnego z Browaru Amber, za co serdecznie dziękuję. Prezentuje się to tak:
 
 
Poza tym, jest kilka piw z początku piwnej rewolucji, czyli z 2011 roku, 2012 i trochę młodszych, a trochę też zupełnie nowych. Piwa pochodzą z browarów rzemieślniczych, regionalnych, restauracyjnych i koncernowych. Kolekcja piwniczkowa stale się rozrasta i być może dojdzie do takich rozmiarów, że trzeba będzie stworzyć coś na kształt muzeum porteru bałtyckiego z prawdziwego zdarzenia. Pomysł mocno tli się w głowie. Poniżej zdjęcia porterów z kolekcji, a Wam wszystkim życzę w dwniu Święta Porteru Bałtyckiego samych smakowitych porterów i dużo zdrowia i na zdrowie! A teraz? Teraz zapraszam na 'wernisaż' prac :)
 
 



 






















I to by by ło na tyle ... na razie. Do zobaczenia za rok! 

czwartek, 4 stycznia 2024

Z wizytą w Restauracji Żubrowisko w Białymstoku

Będąc w Białymstoku, z tyłu głowy trzeba mieć zawsze myśl, że to przecież miasto Żubra i Browaru Dojlidy. Tak faktycznie jest, Żubr rządzi w Białymstoku i co ciekawe, ma swój własny lokal, jednakże z drugiej strony zrozumiałe. Dokładniej jest to firmowy lokal Kompanii Piwowarskiej sygnowany nazwą Żubrowisko. Mowa o Restauracji Żubrowisko.
 
 
Restauracja Żubrowisko zlokalizowana jest w samym centrum Białegostoku, tuż obok kraftowego konkurenta, czyli Browaru Stary Rynek. Dokładny adres to Rynek Kościuszki 10, czyli od Browaru Stary Rynek. Możemy powiedzieć, dzieli je tylko jeden numerek. Żubrowisko czynne jest codziennie w godzinach: niedziela-poniedziałek 11:00-21:00, wtorek-czwartek 11:00-22:00 i piątek-sobota 11:00-00:00.
 
Z zewnątrz lokal nie prezentuje się mocno zachęcająco, szczególnie za dnia, ale wieczorem nabiera już barw.
 
 
Wewnątrz natomiast, to zupełnie inna historia. Od samego wejścia, odbiór lokalu jest bardzo pozytywny. Lokal jest, że tak to ujmę, bardzo 'ciepły'. Cudowne połączenia barw, czyli jasne drewno i ciemna zieleń. Bardzo naturalne wnętrze, takie leśne, takie puszczańskie, czyli naturalne środowisko Żubra. Do tego te cudowne żyrandole, zresztą sami zobaczcie.
 



Centralnie umieszczony bar, naprzeciw głównego wejścia, oferuje na pięciu kranach takie piwa, jak Żubr oczywiście, Książęce Złote Pszeniczne, Kozel Cerny i Pilsner Urquell. W menu jednakże mamy więcej pozycji, bo sam Żubr występuje w czterech wersjach: Żubr Rześki (klasyczny Żubr), Żubr i Kozel (rżnięty Żubr z ciemnym Kozelem), Żubr w Pszenicy (rżnięty Żubr z Książęcym Złotym Pszenicznym) oraz Żubr w Pianie (coś na kształt Pilsnera Urquella w wersji mliko). Będąc w lokalu, zaciekawieni, zamówiliśmy oba rżnięte. Na te piwa, niestety, trzeba dość długo czekać. Pani przekazała, że około pięciu minut, a czekaliśmy chyba z dziesięć. No cóż, w końcu to Król Puszczy i to my, poddani mamy czekać dostojnie i nie protestować.
 
Czekając na Żubra z 'Kozłem', miałem nadzieję, że będzie to coś na kształt piw rezanych, które są podawane w lokalach w Pradze, czyli piwo takie dwuwarstwowe, gdzie część jasna jest wyraźnie oddzielona od tej ciemnej. Niestety, w Białymstoku w tę magię nie umieją. Piwo było, po prostu, zmieszane.
 


 
Oba piwa, a właściwie mieszanki piwne, hmm, no sami pewnie to przeczuwacie, do wypicia, ale bez fajerwerków. Na bezrybiu i rak ryba, ale w Białymstoku przecież jest rybie i lepiej jest wpaść do sąsiadów, szczególnie, że ceny jak na koncern, dość wysokie. Oba rezane kosztowały po 15 złotych za 400 mililitrów, czyli srogo, moim zdaniem. 
 
Restauracja Żubrowisko, jak sama nazwa wskazuje, to miejsce gdzie można się posilić. Dania podawane klientom, przyznam szczerze, wyglądały bardzo zacnie, a i porcje były dość potężne. Niestety, będąc wcześniej w Browarze Stary Rynek i tam kosztując tamtejszej kuchni, brzuszek był już pełny, więc nie było dane skosztować dań miejscowych kucharzy. Nie mogę jej więc ocenić, ale jak mniemam, jest dość wysokich lotów. Tak samo zresztą, jak i ceny tychże specjałów.
 
Podsumowując, Restauracja Żubrowisko, to lokal bardzo przyjemny i przyjazny i na obiad, czy kolację pewnie warto wstąpić. Na piwo? Hmm, no Białystok oferuje znacznie więcej, niż koncernowe klasyki, szczególnie, że i cenowo piwa Kompanii Piwowarskiej nie odbiegają mocno od cen kraftu. Dla turysty, jak ja, na pewno fajna atrakcja, ale dla miłośnika dobrego piwa (też jak ja), już raczej mniej, ale będąc w Białymstoku, moim zdaniem trzeba wpaść, choćby po to, by zaliczyć Żubra w mieście Żubra. Wasze zdrowie!

poniedziałek, 1 stycznia 2024

Z wizytą w Browarze Stary Rynek w Białymstoku

Pierwszy dzień nowego roku, to bardzo dobry czas na odpoczynek i relaks. Jako, że ja relaksuję się podczas pisania na blogu, a w szczególności wtedy, gdy opisuję kolejny odwiedzony przeze mnie browar, więc pierwszego dnia roku 2024, postanowiłem, że znowu coś tu naskrobię. Padło na ostatni odwiedzony browar w roku 2023. Tym przybytkiem okazał się Browar Stary Rynek w Białymstoku.
 
 
Województwo podlaskie, jest jednym z tych, które jest dość mocno nieodkryte przeze mnie, więc wyprawa do Białegostoku była dość mocno ekscytująca.
 
 
Browar Stary Rynek zlokalizowany jest w centralnej części największego miasta Podlasia. Dokładna lokalizacja to Rynek Kościuszki 11. Jest on częścią większego kompleksu, a dokładniej pięciogwiazdkowego Royal Hotel & Spa. Czynny jest codziennie, w godzinach: niedziela-poniedziałek 12:00-23:00, wtorek-czwartek 12:00-00:00 i piątek-sobota 12:00-01:00. 
 
Serce browaru, czyli dwunaczyniowa miedziana warzelnia zlokalizowana jest w główej sali browaru, a zarazem głównej sali restauracji hotelowej. Wybicie machinarium warzelnego to 10 hektolitrów.
 



Samo wnętrze restauracji jest bardzo przytulne i dość mocno zachęca do zajęcia miejsca przy jednym ze stolików lub przy barze. Wszystko bardzo gustownie urządzone, w bardzo ładnej kolorystyce. 
 
Leżakownia umiejscowiona jest w podziemiach, gdzie też znajdują się stoliki dla gości restauracji. Niestety, w dniu wizyty, nie było żadnego z piwowarów, więc wizyta w miejscu fermentacji i dojrzewania piwa, była niemożliwa. Można było jednak dostrzec unitanki przez szybę. Jest ich, nie liczyłem dokładnie, kilkanaście. Wszystkie o pojemności 10 hektolitrów. 
 

 
W dniu wizyty, na kranach dostępnych było aż osiem piw. Przyznam, że jak na browar restauracyjny, jak na browar hotelowy, to dosyć sporo. Bardzo mnie to zaskoczyło, szczerze mówiąc.
 
 
Tych osiem piw na kranach, to były naprawdę bardzo ciekawe style i interpretacje styli, a dokładniej browar pod koniec roku serwował takie specjały jak: Pils, Pszeniczne, Marcowe, Milk Stout, American IPA, Bison IPA, Royal Green (oba z dodatkiem turówki wonnej, czyli trawy żubrowej) oraz, co zaskoczyło najmocniej, RIS. Prawda, że zestaw zacny? By spróbować wszystkich ośmiu, trzeba było zamówić dwie deski degustacyjne, każda składająca się z czterech piw o ojemności 125 mililitrów każde. Co ciekawe, sampli degustacyjnych nie kupuje się na deski, tylko na sztuki. Jedno takie małe piwko kosztuje 7 złotych.
 


 
No więc tak, w ofercie mamy osiem piw, ale jak one się prezentują? Powiem szczerze i bez ogródek, wszystkie osiem prezentują bardzo wysoki poziom, co jeszcze mocniej mnie zaskoczyło. Piwa takie jak Milk Stout, American IPA, Marcowe, czy RIS, były to piwa wręcz fenomenalne. Royal Green okazał się piwem bardzo ciekawym, a zarazem bardzo innym niż wszystkie znane mi wcześniej w ofercie innych polskich browarów. Piwo być może nie wbijające w fotel, ale naprawdę bardzo ciekawe i pite ze smakiem. Bison IPA, z tym samym dodatkiem, co Royal Green natomiast, nie trafiło w moje gusta, choć nie uwarzam je za złe, ale po prostu nie moja bajka. Czułem się, jakbym pił wódkę Żubrówkę, a jej za bardzo nie lubię. Od powyższej szóstki odstawały trochę Pils i Pszenica, choć też były piwami dobrymi. Naprawdę moi drodzy, w Browarze Stary Rynek warzy się bardzo, ale to bardzo dobrze. Amerykańską 'ipkę', jako że zasmakowała mi najbardziej (taka mocno oldskulowa), zamówiłem sobie jeszcze w większej pojemności. 
 
Piwa warzone na miejscu, można także zakupić na wynos. Dostępne są w butelkach o pojemności 330 mililitrów.
 
Browar Stary Rynek to browar restauracyjny, więc można się w nim także posilić i tu także szef kuchni zna się na swoim fachu. Podczas wizyty zamówione zostały takie potrawy jak: tatar, zupa grzybowa oraz kaszanka serwowana na chałce. Wszystkie były przepyszne i bardzo ładnie podane. Zaskoczyło mnie, że w przypadku tatara, jednym z dodatków był majonez, bo nigdy wcześniej tatara z majonezem nie jadłem, ale sprawdził się nad wyraz dobrze.
 

 
Podsumowując krótką, ale bardzo treściwą wizytę w Browarze Stary Rynek, muszę napisać, że jest to fenomenalne miejsce by w Białymstoku napić się piwa. Chyba nawet najlepsze, choć wszystkich nie miałem okazji odwiedzić. Piwa warzone przez miejscowych piwowarów są na bardzo wysokim poziomie. To samo tyczy się jadła. Do tego fenomenalna obsługa. Nami, tego dnia, w bardzo profesjonalny sposób zajął się kierownik restauracji, pan Irek, który z wielką pasją i wiedzą poopowiadał o wszystkich piwach, o miejscowych kulinariach i spowodował, że pobyt w Browarze Stary Rynek był naprawdę bardzo przyjemny. Wielkie dzięki!
 
Jak sami widzicie, Browar Stary Rynek, jeśli macie ochotę na dobre, co ja mówię, bardzo dobre piwo w Białymstoku, to punkt obowiązkowy. Musicie je odwiedzić i napić się każdego z piw będących aktualnie na kranach. Co ciekawe - tego nie wiedziałem przed wizytą w tym browarze - Browar Stary Rynek, to browar numer 200, który odwiedziłem w swoim życiu! Pięknie, prawda? Wasze zdrowie i wszystkiego co najlepsze w Nowym Roku 2024!