niedziela, 24 lutego 2013

Grodzka 15 - India Pale Ale

Przedstawiam piwo Grodzka 15 India Pale Ale.



Zawartość ekstraktu: 15,0%.

Zawartość alkoholu: 6,0% obj.

Kolor: miedziano-bursztynowy, mętny.

Zapach: intensywny, żywiczno-cytrusowy.

Smak: intensywny, mocno chmielowy, nuty cytrusowe, mocna, wyraźna goryczka w tle i na finiszu, dość długo pozostająca w przełyku po wypiciu.

Piana: kremowo-beżowa średnio gęsta, wysoka, szybko rozrzedza się do dużych dziur, średni czas opadania.

Pasteryzacja: nie.

Termin przydatności do spożycia: 3-4 tygodnie.

Opakowanie: butelka 0,33l, bezzwrotna.

Producent: Browar Grodzki (Grodzka 15)


Podsumowanie:

Dzięki mojemu olsztyńskiemu krajanowi Marcinowi, który obecnie zamieszkuje nasza stolicę, właścicielowi bloga Smak Piwa, miałem wczoraj przyjemność skosztowania kolejnego piwa z lubelskiego browaru restauracyjnego Grodzka 15. Tym razem w moje ręce wpadło ichnie IPA. Piwo ma przepiękną barwę i jak na niefiltra, jest przyjemnie mętne. Piana mocno wysoka, jak na IPA, dość szybko się rozrzedzająca. W zapachu, dość intensywnym, dominują chmielowe nuty żywiczne i cytrusowe. W smaku piwo jest dobre, nie powiem, jakkolwiek goryczka jest, moim zdaniem, zbyt długa i zbyt mocna, zbyt nachalna. Odczuwa się to szczególnie po przełknięciu piwa. Piwo jest dobrze wysycone, na umiarkowanym poziomie. Butelkę lubelskiego IPA zdobi typowa dla Grodzkiej 15 etykieta. Bez fajerwerków z najważniejszymi danymi. Razi dość mocno jakość etykiety. Spójrzcie sami. Nie wiem, czy to sposób przechowywania piwa w sklepie, czy inny czynnik tu zadziałał, ale niezbyt zachęca do zakupu. Niemniej jednak najważniejsze, co w środku butelki. Ogólnie rzecz biorąc, bardzo dobre piwo i gratulacje dla browaru restauracyjnego za uwarzenie tego gatunku, jakkolwiek myślę, że nad stopniem goryczkowości wypadało by jeszcze popracować. 

Moja ocena: 
Kolor: - 10
Piana: - 6
Zapach: - 8
Smak: - 7
Etykieta: - 5

Ocena końcowa: 7,58/10

sobota, 23 lutego 2013

Artezan - Дед Мороз (Dziadek Mróz)

Przedstawiam piwo Artezan - Дед Мороз (Dziadek Mróz).



Zawartość ekstraktu: 23,0% wag.

Zawartość alkoholu: 10,0% obj.

Kolor: czarny, nieprzenikniony.

Zapach: intensywny, palony, wyraźne nuty suszonych owoców, w tle nuty karmelowe, czekoladowe i delikatny alkohol.

Smak: palony, czekoladowo-owocowy, w tle akcenty karmelowe i delikatny alkohol, który potęguje na finiszu i utrzymuje się troszkę po przełknięciu.

Piana: beżowa, wysoka, gęsta, drobno pęcherzykowa, szybko opada.

Pasteryzacja: nie.

Termin przydatności do spożycia: brak.

Opakowanie: butelka 0,5l, bezzwrotna.

Producent: Browar Artezan dla Piwoteki Narodowej w Łodzi
 

Podsumowanie:

Kolejna degustacja i znowu w moim szkle pojawiło się piwo ze stajni Artezana. Tym piwem jest Дед Мороз (Dziadek Mróz), pierwszy polski Russian imperial stout. Piwo dostałem w prezencie od mojego dobrego kolegi i warszawskiego łącznika - Marcina Chmielarza. Dzięki Ci wielkie kamracie. Piwo dostałem w grudniu, ale postanowiłem je troszkę przeleżakować, no ale dziś nie wytrzymałem i 'dziadek' w końcu wziął mnie na pokuszenie. Piwo ma totalnie czarną, nieprzeniknioną barwę. Prawdziwa piwna czarna dziura. Piana, jak na tak mocne piwo przystało. Dość wysoka, gęsta, która znika w bardzo szybkim tempie. Nozdrza nasze, po nalaniu do szkła, atakuje bardzo intensywny, przyjemny, złożony aromat. Piwo pachnie wyśmienicie. Zapach jest przyjemnie zbalansowany. To samo tyczy się wrażeń smakowych. Wysycone, słabo, odpowiednio. Piwo jest bardzo treściwe, mocno oleiste, cudownie przepływa po języku i przez przełyk. Дед Мороз jest wyśmienity. Butelkę aretzańskiego RIS'a zdobi czarno-biała, zimna w wyrazie, właściwie mroźna, etykieta. Mamy na niej twarz Dziadka Mroza, który bardzo mi przypomina Marka Putę, właściciela Piwoteki Narodowej w Łodzi, na zlecenie której to piwo zostało uwarzone. Naprawdę, jestem na 90% przekonany, że to Marek był pierwowzorem Dziadka Mroza. Etykieta zawiera wszelkie, bardzo szczegółowe informacje. Nie ma tylko daty przydatności do spożycia, no ale RIS może bardzo długo leżakować nie psując się, więc ten zabieg akurat rozumiem. reasumując, świetne degustacyjne piwo. Ja sam, podarowaną mi butelkę, opróżniłem w około godzinę.

Moja ocena: 
Kolor: - 10
Piana: - 10
Zapach: - 9
Smak: - 9
Etykieta: - 8

Ocena końcowa: 9,29/10

piątek, 22 lutego 2013

Kącik Piwnego Melomana - PINK FLOYD - Animals

Aż nie mogę uwierzyć, że to znowu piątek, że to kolejnego weekendu jest początek. Nadszedł zatem najwyższy czas na kolejny odcinek Kącika Piwnego Melomana. Dziś coś z klasyki rocka. Proszę państwa, przed wami, album 'Animals', supergrupy Pink Floyd. Kapeli nikomu chyba nie trzeba przedstawiać, jedna z najsławniejszych w dziejach muzyki. Jakkolwiek niniejszy album już na pewno zasługuje na kilka słów. Większość z melomanów, dla których Pink Floyd nie jest ulubioną kapelą kojarzy głównie takie albumy zespołu jak: 'The Wall', 'Dark Side of the Moon', czy 'Wish You Were Here'. Przez długi czas sam do tej grupy należałem. Album 'Animals' pierwszy raz usłyszałem na imprezie w Redzie, u mojego fantastycznego druha ze studiów - Witolda. Gdy impreza chyliła się ku końcowi, wszyscy już prawie polegli śpiąc na kanapach, czy fotelach. W tym momencie Witek puścił kasetę z genialna muzą. Spytałem: Co to jest? Odpowiedział, że to Animals. Jaki byłem zaskoczony, gdy nie poznałem głosu Eric'a Burdon'a, a muza kojarzyła mi się z Pink Floyd i rzeczywiście to było Pink Floyd.


Płyta została nagrana w 1976 roku, a wydana w 1977 przez Harvest, jedno z 'dzieci' EMI. Ja sam mam wydanie EMI numer 7243 8 29748 2 6 z 1992 roku.
 
Skład PInk Floyd na 'Animals' to: Roger Waters (bas, wokal oraz gitara akustyczna), David Gilmour (gitara i wokal), Richard Wright (instrumenty klawiszowe - R.I.P.) oraz Nick Mason (perkusja). Głównym kompozytorem i autorem wszystkich tekstów na albumie jest Waters.


Album zawiera pięć numerów i jest bardzo ciekawy stylistycznie. Pierwszy i ostatni kawałek czyli 'Pigs on the Wing 1' i 'Pigs on the Wing 2' to takie jakby intro i outro. Są to krótkie miłosne utwory, które Waters skomponował dla swoje żony. Pomiędzy nimi mamy trzy bardzo rozbudowane i długie utwory, które moim zdaniem zasługują na miano rock'owych suit. Pierwsza z nich to 'Dogs'. Jest to aranżacyjne mistrzostwo świata z cudownymi solówkami Gilmoura. Ja najbardziej lubię końcówkę numeru , która zaczyna się od słów 'Who was born in a house ...'. Sposób śpiewania Waters'a i tło muzyczne po prostu fenomenalnie niszczą słuchacza. Piosenka ma 17 minut ponad, ale jest tak cudowna, że gdy jej się słucha, ma się wrażenie, że zbyt szybko jej dźwięki się kończą. Opowiada, w ogóle, o żądnych coraz większych pieniędzy menadżerach wielkich światowych korporacji. zaraz po nim możemy usłyszeć cudowne nuty kawałka Pigs (Three different ones). Utwór odnosi się do polityków, którzy są utożsamiani z tytułowymi świniami. ta melodia podoba mi się szczególnie za sprawa sposobu śpiewania Waters'a, szczególnie te jego 'ha ha'. Cudowne partie rozgrywają tu także Gilmour i Mason. Ostatnią suitą na płycie jest 'Sheep', który opowiada o zwykłych ludziach, przedstawionych tu, jako przysłowiowych baranów, którymi rządzą i których wykorzystują dwie grupy z poprzednich piosenek. Ową suitę rozpoczyna cudowne solo Wright'a. mamy tu potem cudowne solo Waters'a, które co jakiś czas umilają dodatkowo dźwięki klawiszy. Bardzo rytmiczny utwór, który wieńczą fantastyczne partie gitary Gilmoura. No po prostu coś pięknego. Ach, buzia sama się uśmiech podczas słuchania.

'Animals' naprawdę fajnie się słucha i to z zapartym tchem, od początku do końca. Dla mnie najlepsza płyta w dorobku 'flojdów'. Brzmieniowo także jest tu bardzo przyjemnie. Fantastycznie się słucha tej płyty, gdy zapadnie zmrok i wyłączy się wszystkie światła. Można wtedy wręcz łapać wszystkie, wydobywające się z kolumn, dźwięki. Żałuję tylko, że nie mam tego albumu na winylu, ale kto wie, może w przyszłości sobie sprawię. 

Posłuchać wszystkich piosenek z tej płyty można posłuchać, oczywiście, na browarnikowym 'chomiku':

W następnym tygodniu znowu powrócimy do cięższych grań. Tym razem zapraszam na spotkanie z pewną kapelą rodem z Irlandii. Pewnie niektórzy już się domyślają, jaka to grupa tu zagości w przyszły piątek.

czwartek, 21 lutego 2013

Artezan - Brown Porter

Przedstawiam piwo Artezan - Brown Porter.



Zawartość ekstraktu: 13,0% wag.

Zawartość alkoholu: 5,0% obj.

Kolor: bardzo ciemno brązowy z rubinowymi refleksami, nieprzejrzyste.

Zapach: lekko palony, wyraźne nuty suszonych owoców, nutki orzechowe, karmelowe i delikatne nuty alkoholowe.

Smak: palony, wyraźnie kawowy, w tle delikatne akcenty suszonych owoców oraz goryczka, która ładnie zaznacza się na finiszu.

Piana: beżowa, dość wysoka, dość gęsta, drobno pęcherzykowa, średni czas opadania.

Pasteryzacja: nie.

Termin przydatności do spożycia: ok 4 tygodni.

Opakowanie: butelka 0,5l, bezzwrotna.

Producent: Browar Artezan
 

Podsumowanie:

Kolejnym piwem, jakie wyjąłem z paczki z Warszawy, był znowu jeden z 'jeży'. Tym razem ichni Brown Porter. Piwo to piłem kilkanaście dni temu z beczki w gdańskiej Degustatorni. Smakowało mi, ale jakoś bez 'achów i ochów'. Tym razem przyszedł czas na wersje butelkową. Piwo ma bardzo ładną barwę, adekwatną do stylu. Piana także może się podobać. Naprawdę ładnie się prezentuje w szkle. Zapach wyraźny, ale zarazem delikatny, przyjemny, złożony, ale ładnie zbalansowany. W smaku także jest przyjemnie. Dominują kawowe nuty, ale w tle mamy przyjemną owocowość i delikatną goryczkę. Piwo delikatnie wysycone. Dość treściwe jak na swój ekstrakt. Ciekawostką jest etykieta tego piwa. Jak mi wiadomo, zastępcza. Bardzo minimalistyczna i mało profesjonalna. Moim skromnym zdaniem nie przystoi takiemu browarowi wypuszczanie swojego piwa na rynek w takiej formie, z etykietą zastępczą. Nie wiem, kto tu nie zdążył? Czy firma, która projektuje i tworzy etykiety czy może drukarnia. Myślę, że któryś z tych, jest powodem, dlaczego go 'jeże' obecny wypust brown porteru ozdobili taką etykietą, a nie inną. Plus za informacje na etykiecie i logo browaru. Słowem podsumowania. Bardzo dobry brown porter, który jednak w obecnej chwili nie jest należycie opakowany.

Moja ocena: 
Kolor: - 10
Piana: - 8
Zapach: - 9
Smak: - 8
Etykieta: - 3

Ocena końcowa: 8,48/10

Cena: 6,50 PLN [PIWONIA - Warszawa-Natolin]

środa, 20 lutego 2013

Artezan - Pacific Pale Ale

Przedstawiam piwo Artezan - Pacific Pale Ale.



Zawartość ekstraktu: 12,5% wag.

Zawartość alkoholu: 5,0% obj.

Kolor: ciemnozłoty, bardzo lekko mętny.

Zapach: chmielowo-owocowy, wyraźnie nuty owoców tropikalnych mango i ananasa.

Smak: wyraźny, owocowy, główne nuty to ananas i mango, oraz delikatne nuty porzeczkowe, w tle i na finiszu bardzo przyjemna goryczka.

Piana: kremowa, dość wysoka, śre4dnio gęsta, bardzo szybko znika do centymetrowego otoku.

Pasteryzacja: nie.

Termin przydatności do spożycia: ok 4 tygodni.

Opakowanie: butelka 0,5l, bezzwrotna.

Producent: Browar Artezan
 

Podsumowanie:

Jakieś dwie godziny temu, przyszła do mnie paczka ze sklepu Piwonia z Warszawy. Paczka zawierała kilka piw od Artezana i jedno z Krajana. Paczka prosto z paki, po odpakowaniu piwo bardzo zimne, więc musiałem je odstawić do ogrzania się. Na pierwszy ogień wziąłem Pacific Pale Ale z Browaru Artezan. Piwo, które powinno się charakteryzować silnym aromatem i smakiem owoców tropikalnych. Czy tak jest w istocie? Ano zobaczmy. Piwo ma bardzo ładną barwę i jest lekko mętne. Piana dość wysoka, ale troszkę zbyt rzadka i momentalnie znika ze szkła. W kwestii aromatu jest bardzo, ale to bardzo dobrze. Zapach chmielowo-owocowy, w którym mamy wyraźne nuty owoców tropikalnych, głównie ananasa i mango. Tak piwo te powinno pachnieć. Brawo. W smaku jest podobnie. Mamy wyraźną owocowość i przyjemną, lekką goryczkę w tle i na finiszu. Wysycenie umiarkowane. Naprawdę bardzo przyjemnie się te piwo pije. Butelkę Pacific Pale Ale zdobi bardzo ładna, kolorowa, bardzo letnia etykieta. Na myśl przywodzi marzenia o wakacjach na Hawajach. Wszelkie najważniejsze dane oczywiście są zawarte. Brak tylko daty przydatności do spożycia. Generalnie mówiąc, bardzo smakowite piwo. Na pewno, w moim mniemaniu, najlepsze piwo 'jeży' jakie do tej pory wypiłem.

Moja ocena: 
Kolor: - 10
Piana: - 6
Zapach: - 9
Smak: - 8
Etykieta: - 9

Ocena końcowa: 8,35/10

Cena: 6,50 PLN [PIWONIA - Warszawa-Natolin]

wtorek, 19 lutego 2013

Miłosław - Niefiltrowane

Przedstawiam piwo Miłosław Koźlak.



Zawartość ekstraktu: 12,5%.

Zawartość alkoholu: 5,5% obj.

Kolor: miedziany, lekko opalizujący.

Zapach: słodowy, delikatne nuty owocowe oraz bardzo delikatne nuty landrynkowe.

Smak: słodkawy, słodowo-owocowy, w tle delikatnie landrynkowy, minimalna goryczka na finiszu.

Piana: kremowa, wysoka, średnio gęsta, bardzo szybko opada.

Pasteryzacja: tak.

Termin przydatności do spożycia: 6 miesięcy.

Opakowanie: butelka 0,5l, zwrotna.

Producent: Browar Fortuna


Podsumowanie:

Kolejnym piwem, które opisuje na blogu jest Niefiltrowane z serii Miłosław z Browaru Fortuna. Piwo, ma ładną barwę, ale jak na niefiltrowane, z mętnością ma troszkę na bakier. Tylko leciutko opalizuje, nic poza tym. dodatkowo, ja nie zauważyłem osadu drożdżowego, o którym wspomniano na etykiecie. Piana podoba mi się bardzo, ale niestety błyskawicznie znika i nie można się nią cieszyć. W zapachu niczym szczególnym się nie wyróżnia. To samo tyczy się także smaku. O goryczce można zapomnieć. Jest w tym piwie coś, co przypomina o czymś takim, ale na ledwo wyczuwalnym poziomie. Wysycone jest dość mocno. Najciekawszym elementem tego piwa, jest etykieta, która ozdabia butelkę Miłosławia Niefiltrowanego. Naprawdę mi się podoba, jak cała seria na Miłosławiach. Podsumowując, zawiodłem się dość mocno na tym piwie, a może po prostu zbyt wiele po nim się spodziewałem.

Moja ocena: 
Kolor: - 5
Piana: - 7
Zapach: - 5
Smak: - 5
Etykieta: - 10

Ocena końcowa: 5,48/10 

Cena: 2,99 PLN [DESPERADO - Witomino]

poniedziałek, 18 lutego 2013

Browar na Jurze - Piwo Jurajskie Pils

Przedstawiam piwo Piwo Jurajskie Pils.



Zawartość ekstraktu: 9,0%.

Zawartość alkoholu: 4,0% obj.

Kolor: jasny, słomkowy, klarowny.

Zapach: delikatne nuty słodowe oraz leciutkie nutki maślano-biszkoptowe.

Smak: słodkawy, słodowy, lekkie nutki kwiatowe i maslano-biszkoptowe, goryczka na bardzo, ale to bardzo minimalnym poziomie.

Piana: biała, niska, średnio gęsta, bardzo szybko opada.

Pasteryzacja: tak.

Termin przydatności do spożycia: 6 miesięcy.

Opakowanie: butelka 0,5l, zwrotna.

Producent: Browar Na Jurze


Podsumowanie:

Oprócz piw Pinty, dość rzadko sięgam po piwa z Zawiercia. Dziś właśnie jest ten dzień, kiedy ponownie kusze się na na jedno z takich piw. Padło na Piwo Jurajskie Pils. Tuż przed degustacją zaskoczenie. Ekstrakt o wartości 9 stopni plato. Jak dla mnie to jednak troszkę za mało. Barwa piwa bardzo jasna, słomkowa. Jak na rasowego pilsa znacznie zbyt jasna, ale na ten poziom ekstraktu odpowiednia. Piana także niezbyt pilsowa, niska, niezbyt gęsta i bardzo szybko opadająca. A co z zapachem i smakiem? Aromat to jedyny element tego piwa, który mi przywodzi na myśl pilsa, pomimo braku niuansów chmielowych. Smak, bardzo delikatny, wyraźnie słodkawy. Goryczka prawie nie wyczuwalna. Gdziem tam leciutko na finiszu, ale stanowczo za słabo jak na pilsa. Piwo jest wodniste. Strasznie mocno wysycone, dla mnie zbyt silnie. Butelkę jurajskiego pilsa zdobi typowa dla Zawiercia etykieta. Graficznie, pomysłowo totalnie bez szaleństw. Summa summarum, moim zdaniem, nie oczekiwałem zbyt wiele i właśnie zbyt wiele nie dostałem. Piwo wypite i uchodzi już w zapomnienie - niestety. 

Moja ocena: 
Kolor: - 5
Piana: - 4
Zapach: - 7
Smak: - 5
Etykieta: - 5

Ocena końcowa: 5,48/10