czwartek, 21 sierpnia 2014

Podarki z podróży: Litwa - Apynys - Green Monster IPA

Po ponad czterech miesiącach wracają piwa zagraniczne, te tak zwane 'Podarki z podróży'. Jak ostatni wpis z tego cyklu, obecny także będzie dotyczył piwa z Litwy. Tym razem kilka słów o dość pokaźnym piwie od litewskich rzemieślników z browaru Apynys. Piwo to nazywa się Green Monster IPA. Butelka tego piwa, przy innych naprawde wygląda jak monster. 

Browar Apynys, to mały browar. Nie mam pewności, czy jest to browar kontraktowy, czy rzemieślniczy stacjonarny. Na te pytania nie uzyskałem odpowiedzi. W sieci, cokolwiek ciężko znaleźć informacje o nim. Wiadomym jest, że jest z Kowna.

Green Monster IPA to American India Pale Ale chmielone czterema odmianami chmielu: Citra, Amarillo, Cascade i Magnum.


Ekstrakt piwa niestety nieznany, zawartość alkoholu to 6,3,2%, a IBU to 45. Piwo jest niepasteryzowane i niefiltrowane. Wlane było do butelki o pojemności 0,66 litra.

Piwo ma bursztynową barwę i jest dość mętne mętne. Do tego pływa w nim sporo drobinek chmielowych. Piana dość wysoka, biała, dość gęsta, szybko jednak się redukująca do półcentymetrowej firanki. Zostawia przyjemne osady na ściankach szklanki. Po otwarciu butelki momentalnie dobiega nas bardzo intensywny zapach, taki, jakiego od tego typu piwa oczekujemy. Zapach jest wyraźnie słodowo-chmielowy. Fantastyczne nuty chmielowe w postaci aromatów żywicznych i owoców tropikalnych takich jak, mango, ananas, cytrusy, papaja. Bomba, dosłownie i w przenośni. Można wąchać i wąchać. W smaku podobnie. Bardzo rzetelna i przyjemna podbudowa słodowa i genialnie wkomponowane niuanse chmielowe. Ponownie żywica i owoce tropikalne. Wszystko wieńczy bardzo przyjemna, nienachalna, niezalegająca i nie mega mocna goryczka. Wysycone na niskim poziomie. Piwo jest treściwe i orzeźwiające zarazem. Pojemność prawie 2/3 litra szybko znika w czeluściach mojego organizmu.


Konkludując, naprawdę atrakcyjne, jeśli tak to mogę ując, piwo. Super przykład możliwości litewskiego kraftu. Polecam, jak ktoś ma okazję wychylić.

Piwo, jak i te które miałem przyjemnośc pić kilka miesięcy temu, dostałem od mojego serdecznego kamrata Tomka, który na co dzień mieszka na Litwie właśnie. Dzięki Ci wielkie panie!

środa, 20 sierpnia 2014

Browar Zamkowy Młyn - relacja z budowy - część XVII

Kilka dni temu ponownie odwiedziłem powstający w Olsztynie Browar Zamkowy Młyn. Praca wre wewnątrz i na zewnątrz. W środku z wielkim animuszem toczą się prace wykończeniowe. Wjeżdża różnoraki sprzęt i pomieszczenia nabierają końcowego kształtu i wyglądu.
 
 








 
Na dachu, ponad kuchnią i pomieszczeniem gospodarczym, zaczęły się prace nad letnim tarasem.
  
 
Na zewnątrz także sporo się dzieje. Pojawił się bruk oraz inne wielkie kamienie, które swoje miejsce znajdą wokół budynku. Praca nad konstrukcją molo postępuje. Na oknach jednej ze ścian, tam gdzie jeszcze stoją rusztowania, pojawiły się drewniane bele, które tworzą bardzo fajny wzór.





 
Wszystkiemu, co dzieje się na budowie, przygląda się skamieniały golasek z pobliskiego parku. Można rzec, że jest on kamiennym nadzorcą, takim kierownikiem robót incognito. 
 
 
A co mnie spotka przy okazji następnej wizyty? Ano zobaczymy.

wtorek, 19 sierpnia 2014

Wąsosz - Terrence

Przedstawiam piwo Wąsosz - Terrence.



Zawartość ekstraktu: 15,0%.

Zawartość alkoholu: 6,0% obj.

Kolor: ciemnozłoty, mętny.

Zapach: bardzo intensywny, słodowo-chmielowy, wyraźne nuty sosnowo-żywiczne i owoców tropikalnych, takich jak cytrusy, mango, papaja.

Smak: słodowo-chmielowy, wyraźne nuty sosnowo-żywiczne i owocowe nuty cytrusów, mango i papai, na finiszu średnio intensywna, delikatnie zalegająca goryczka.

Piana: biało-kremowa, niezbyt wysoka, niezbyt gęsta, dość szybko opada.

Pasteryzacja: tak.

Termin przydatności do spożycia: 9 miesięcy.

Opakowanie: butelka 0,5l, bezzwrotna.

Producent: Browar Wąsosz


Podsumowanie:

Ostatnio udało mi się zakupić i wypić pierwsze piwo z serii 'Piwo z Wąsem' (#piwozwasem) Browaru Wąsosz. To piwo to Terrence uwarzone w stylu AIPA. Browar Wąsosz od momentu, gdy zaczęli nim zarządzać chłopaki związani z toruńskim Browarm Olimp, ruszył mocno z kopyta i zaczął warzyć dość różnorodnie i co najważniejsze ciekawie. Terrence, nazwa wzięta od Hulka Hogana, którego imię prawdziwe to Terrence, a wiadomym faktem jest, że Hogana facjata charakteryzuje się białym dość pokaźnym wąsem. Szczerze mówiąc, nie wiedziałem, że Terrence to prawdziwe imię Hogana, dowiedziałem się tego z ostatniego wpisu Bartka Nowaka. No, ale zostawmy mega-pakera w spokoju i zajmijmy się piwem. Piwo wlane do szklanki prezentuje się dość okazale. Ładna barwa, przyjemne zmętnienie, tylko piana, nawet jak na AIPA, dość nikła i szybko się redukująca. Najlepsze jednak dopiero przed nami. Już pod odkapslowaniu, do naszego nosa docierają bardzo intensywne i przyjemne nuty aromatyczne. Po przelaniu do szklanki jeszcze lepiej je czuć. Zapach słodowo-chmielowy. Bardzo wyraziste nuty żywiczno-sosnowe i owoców tropikalnych. No można wąchać i wąchać. Wspaniale pachnie. otwarciu. W smaku równie dobre. Bardzo fajny balans słodowo-chmielowy, fajna żywiczność i owocowe doznania. Goryczka bardzo fajna, niezbyt silna, taka zrównoważona, bardzo przyjemna, fajnie kontrowana przez niuanse słodowe. Tylko na finiszu bardzo delikatnie zalega. Wysycone na poziomie niskim, w kierunku średniego. Piwo niesamowicie treściwe, a jednocześnie przyjemnie orzeźwiające. Butelkę piwa zdobi minimalistyczna, ale ciekawa i intrygująca etykieta. Na pewno łatwo ją wyłapać w tłumie innych piw. Słowem końca, jest to kolejna AIPA na polskim rynku, których niektórzy mają dość, która to jednak jest naprawdę bardzo dobrym przykładem kunsztu piwowarskiego. Mnie to piwo zachwyciło i z chęcią pójdę do sklepu po kolejnych kilka butelek. Oby kolejne 'Piwa z Wąsem' były równie świetne. 

Moja ocena:
Kolor: - 10
Piana: - 6
Zapach: - 9
Smak: - 8
Etykieta: - 9
Warka: 13.05.2015

Ocena całościowa: 8,35/10

Cena: 7,00 PLN [ĆWIARTKA - Olsztyn-Wojska Polskiego]

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Rozmowy okołopiwne - Małe browary i browary rzemieślnicze - czy do jednej grają bramki?

Dzisiejszy wpis powstał na kanwie rozmowy z członkiem zarządu jeden z grup piwowarskich działających w Polsce oraz po lekturze wpisu Bartka Nowaka na jego blogu Małe Piwko. Długo zastanawiałem się nad tym, jak to, co się dzieje na polskim rynku piwnym od ponad trzech lat, jak to wpływa na małe browary, popularnie nazywane regionalnymi. Czy oba środowiska browarów rzemieślniczych (tu mowa także o browarach kontraktowych) i browary 'regionalne' grają do jednej bramki, czy też stoją po przeciwnych stronach barykady, a może po prostu są równolegle istniejącymi piwnymi światami?
 
W naszym kraju, największymi graczami piwnymi są Kompania Piwowarska, Grupa Żywiec i Carlsberg Polska, które posiadają około 90% polskiego rynku piwa. Można rzecz, że dla innych podmiotów piwowarskich w Polsce są jak Real Madryt, FC Barcelona i Atletico Madryt w lidze hiszpańskiej. Nikt im po prostu nie podskoczy. Dość powiedzieć, że sam browar w Tychach warzy prawie dwukrotnie więcej piwa niż wszystkie inne browary (duże browary, małe browary, browary rzemieślnicze, kontraktowe i restauracyjne) razem wzięte. Widać po tym jasno, że ani browary ... ekhm, regionalne, ani rzemieślnicy tak naprawdę nie walczą o ten wielki kawał tortu, a o to, co zostało ... minus grupa Van Pur, Perła Browary Lubelskie i powstająca grupa Namysłowa. Zostaje dla nich tak naprawdę jakieś 6% rynku. I tak naprawdę te 6% interesuje zarówno rzemieślników, jak i małe browary 'regionalne'
 
Do czasu drugiej piwnej rewolucji w Polsce po '89 roku, małe browary 'regionalne', w większości warzyły, tak naprawdę, tak samo nudne piwa (w większości przypadków), jak to ma miejsce w przypadku browarów koncernowych. Konsument jednak, miał przeświadczenie, że pije coś lepszego, bardziej ekskluzywnego i mógł na zakup butelczyny takiego piwa wydać złotówkę, czy dwie więcej. Gdy w 2011 roku na polski rynek piwny, z wielkim impetem, weszła Pinta, wszytko zaczęło się zmieniać. Gro osób, które do tej pory było zafascynowane piwami z małych browarów, nagle zrozumiało, że na świat piwa jest znacznie bogatszy, niż im się wydawał. Przyznaję bez bicia, sam byłem w tej grupie osób. Jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać nowe browary kontraktowe i rzemieślnicze. Jedne lepsze, inne gorsze, ale to sytuacja zrozumiała. Browary te zaczęły dostarczać cudownych doznań smakowych swoim konsumentom, bądź jak kto woli, klientom. Większość z nas niecierpliwie czekała i nadal czeka na kolejną premierę piwa z powyższych browarów, mimo, że większość z nas już tego ani rozumem, ani pamięcią, ani ciałem nie ogarnia. Ale każdy chce nowości, bo ma świadomość, że te małe, rzemieślnicze piwne podmioty zaskoczą czymś nowym. Prawda, że tak jest?
 
 
By tego było mało, mikrobrowary rzemieślnicze zaczęły ze sobą współpracować, zarówno na rynku polskim, jak i międzynarodowym. Można powiedzieć, że ... mam nadzieję, że osoby związane z powyższymi browarami się na mnie nie obrażą ... dzieje się podobnie, jak w przypadku rynku hip-hopu i r'n'b na świecie. Tam śpiewa każdy z każdym. O ile hip-hop i r'n'b to nie do końca moja pasja, to jednak piwo tak i takie kooperacje witam z otwartymi rękami, a dlaczego? Ano dlatego, że wszystkim chodzi o efekt końcowy, czyli piwo, które w większości wypadków jest po prostu wyśmienite. 
 

Co w ciągu tych trzech lat robiły browary 'regionalne'? Hmm, w większości niestety nic. Mam wrażenie, że nie spodziewały się takiego sukcesu mikrusów i za bardzo się nimi nie przejmowały. Można spokojnie rzecz, że przespały ten okres. O ile takie podmioty jak Browar Kormoran, Grupa BRJ, w dużym stopniu Browar Gościszewo i po części Browar na Jurze i Browar Fortuna, zobaczyły, że stojąc w miejscu, nie osiągną w pełni sukcesu, bo rynek nie stoi w miejscu, się rozwija, a klient niekoncernowy ma coraz mocniej wysublimowany smak, to reszta ... reszta żyła w przekonaniu, że damy radę bez względu na to, co się dzieje wokół.
 
Bo tak naprawdę, komu zagrażają browary rzemieślnicze? Na pewno nie koncernom, na pewno nie browarom dużym, które w większości przypadków w różny sposób sobie jakoś poradzą, ale browarom właśnie małym, tym, które nazywamy regionalnymi. Konsument (klient), który parę lat temu był w stanie zapłacić złotówkę lub dwie więcej za piwo niekoncernowe, już teraz woli wydać trzy, czy pięć, a nawet 7-10 złotych więcej na piwo, które będzie mu spakowało i czymś go zaskoczy i będzie wokół niego zrobiony pewien medialny szum. Do tego dochodzi fakt, że duża część browarów 'regionalnych' robi po prostu ... kiepskie piwa, więc konsument ma dwa wybory: między kiepskim tanim a kiepskim dobrym oraz między kiepskimi tanimi i drogimi a dobrymi drogimi. W obu przypadkach klient w dużej większości nie wybierze tych kiepskich drogich, czyli tego środka, który mogłoby się wydawać, jest środkiem złotym.
 
Zauważyły to już dawno temu Kormoran, Grupa BRJ, a także Gościszewo i ostatnio Browar na Jurze, co sami możemy zauważyć w działaniach włodarzy powyższych. Co w przypadku innych? Mimo faktu, wypuszczenia przez takie browary jak Witnica i Grybów piw w stylu AIPA, to nie czarujmy się, jest to po pierwsze chwytanie się przez tonącego brzytwy, po drugie zrobione za późno, a po trzecie, mam wrażenie, że na zasadzie jednorazowego wyskoku. Dochodzi do tego fakt, że zrobione zostało to bardzo nieudolnie, mówię tu konkretnie o wyrobie z Grybowa. Poza tym oba browary robią piwa, które powiedzmy sobie szczerze, w większości są bardzo słabe jakościowo i smakowo, nie są traktowane zbyt poważnie przez tę piwną społeczność, która przeszła na rzemieślniczą stronę mocy i tę, która za chwilę to zrobi. O podmiotach takich jak Czarnków, Jagiełło, Krajan, Jabłonowo, Zodiak, Racibórz i innych nawet nie chcę wspominać. Jabłonowo w ogóle jakiś czas temu wystartowało z Manufaktura Piwną i chyba nie bardzo wiedzieli, co dalej z tym fantem zrobić. Browary te, jak i wspomniane wyżej Witnica i Grybów, mam wrażenie, nie do końca mają wiedzę, którędy i w jaki sposób podążyć.
 

Do tego dochodzą kontrakty. Pamiętam, jak ponad cztery miesiące temu podczas Forum Dyskusyjnego Producentów Piwa w Ciechanowie, Marek Jakubiak mówił o tym, że browary kontraktowe, w dużym stopniu, negatywnie wpływają na browary, które im użyczają swojej aparatury. Z początku byłem zaskoczony tym wyznaniem i mocno się z nim nie zgadzałem, jakkolwiek obecnie uważam, że było w tym sporo racji. Zwróćmy chociażby uwagę na taki aspekt? Czy ktoś z osób lubujących się w piciu piwa z małych browarów, potrafi powiedzieć, jaka jest obecna oferta takich browarów jak Zodiak, Bartek, Browar na Jurze, Witnica? W większość przypadków, wiemy, że tam warzą Olimp i Faktoria, Doctor Brew, Pinta oraz Birbant i Raduga. W większości przypadków te nazwy kojarzymy z tamtymi browarami. Kto z nas ostatnio się spotkał z lanym piwem z Zodiaka, Bartka, Browaru na Jurze, Witnicy w lokalu piwnym? Piwa z browarów kontaktowych schodzą na pniu, a rodzima oferta ich kontrahentów już nie, mimo, że wielkości produkcji są takie same, a czasami nawet wyższe po stronie kontraktowców. Patrząc na to wszystko, zaczynam rozumieć włodarzy BRJ'u i Kormorana, że w żadnym wypadku nie chcą 'bawić się' w kontrakty.

Oczywiście, taki browar 'regionalny' ma szanse w przypadku takiej współpracy dużo zyskać dla siebie. Myślę, że takim przykładem jest gościszewski browar, którego wypusty rodzimej produkcji, wierzę, że nie raz jeszcze nas zaskoczą. Ale konkludując temat kontraktowców, myślę, że słowa Marka Jakubiaka mają w sobie bardzo dużo sensu. Kontraktowcy, tak naprawdę, poza powyższym wyjątkiem, nie grają do tej samej bramki i mimo faktu nawet bardzo dobrej współpracy, to jednak osłabiają rodzime marki browaru.
 
Oczywiście, gdyby nie kontrakty, pewnie wielu z nas nie miałaby okazji spróbowania, tak zwanych, nowofalowych piw, a rynek piwny byłby, z niewielkimi wahnięciami, podobny do tego, co było ponad trzy lata temu. Pewnie także w Kormoranie nikt by nie pomyślał o 'Podróżach Kormorana'. I to nie jest tak, że takie browary odbieram w negatywny, niszczący polski rynek piwa sposób, bynajmniej. Chodzi o to, że włodarze browarów stacjonarnych, zbyt mocno zatracili się chyba w biznesie, który robią z browarami kontraktowymi i jak to pisał Bartek Nowak, nie bardzo potrafią sobie z tym poradzić, a na pewno nie wiedzą co zrobić ze swoją tożsamością i ofertą i swoim wpływem na polski rynek piwa. 
 
Można zatem spokojnie stwierdzić odpowiadając na zadane przeze mnie pytanie w pierwszym akapicie, choć oczywiście nie trzeba się ze mną zgadzać, że browary rzemieślnicze tak naprawdę, mimo iż jadą zupełnie innym torem niż pociąg z małymi browarami, to jednak odciskają na tych ostatnich dość mocne piętno. Nie chce tu wróżyć negatywnych scenariuszy, ale myślę, że w niedalekiej przyszłości czeka nas bankructwo, zamykanie browarów kilku tych małych graczy, którzy nie potrafili znaleźć swojej drogi, które to przespały ostatnie trzy lata i nie potrafiły przystosować się do dynamicznie zmieniającego się rynku piwa, a przynajmniej do tej małej jego części. Zyskują tylko najwięksi gracze na polskim rynku piwnym i ci najmniejsi, mam na myśli rzemieślników.

piątek, 15 sierpnia 2014

Chmielogród, czyli nowa gdańska inicjatywa piwna

Gdańsk na polskiej piwnej sceny od pewnego czasu znaczy bardzo dużo i zajmuje jedno z czołowych miejsc. Wiele faktów o tym świadczy, między innymi: 3 browary w centrum miasta, w niedalekiej odległości od siebie; zagłębie lokali piwnych, w tym słynny 'Straganiarski Trójkąt'; znane już w całej Polsce PiwoWAR Battles, Chmielaton, ogólnopolskie premiery piw rzemieślniczych, Wolnościowe Piwo i wiele innych.

Ale Gdańskowi to nie wystarcza. Miasto to, cały czas się rozwija pod względem piwnym. Jednym z przykładów tego rozwoju jest nowa inicjatywa piwna, pomysłu Wojtka Szlosowskiego, menadżera gdańskiego lokalu Degustatornia Multitap, która to została nazwana ... Chmielogród.

Wojtek do projektu, jako głównego swojego partnera, zaprosił ekipę Browaru Piwna. Po przedstawieniu swojej idei, właściciele browaru stwierdzili, bez zająknięcie 'Wchodzimy w to!'. Tak właśnie powstała nowa gdańska piwna inicjatywa, czyli Chmielogród.

Co to jest ten Chmielogród? Myślę, że najlepiej to wyjaśni jedna z zaangażowanych w projekt osób, czyli piwowar Browaru Piwna Wojtek Piasecki-Wieliczko.



Chmielogród, jak można było zauważyć, a właściwie wysłuchać, to odwieczna walka dobra ze złem, która w obecnym gdańskim wymiarze, przyjmuje postać piwno-pokojową. 

Wiemy już, że w Browarze Piwna, co miesiąc będzie warzone nowe piwo, którego charakterystyczną cechą będzie to, że będzie chmielony, jak to Wojtek określił nowowfalowymi chmielami. W jednym miesiącu będzie to piwo jasne, a następnym ciemne. Piwa jasne będą miały swoją premierę w Browarze Piwna, a ciemne w Degustatorni.

Inicjatywę Chmielogrodu będzie wspierała kampania informacyjno-promocyjna na dedykowanym profilu na Facebook oraz dedykowana strona internetowa.

Jak można było usłyszeć na filmie, do każdego z piw powstaną specjalne etykiety oraz podstawki pod piwo. Uczestnicy wydarzeń Chmielogrodu będą mieli okazje głosować na najlepsze piwo, które będzie ogłaszane podczas finału imprezy. Impreza otwarta jest dla wszystkich. Co więcej, jak wszystko pójdzie po myśli organizatorów, beczki z piwem, będą także dostępne w zaprzyjaźnionych polskich wielokranach.

W projekt, oprócz Wojtka Szlosowskiego i ekipy Browaru Piwna, zaangażowanych jest jeszcze kilka osób, oto one:
- Przemysław Rudź - jest on odpowiedzialny za wszystkie chmielogrodowe historie, a także teksty, które pojawiać się będą na dedykowanych do każdego z piw etykietach oraz podstawkach piwnych. Przemek znany jest wam między innymi jako autor muzyki elektronicznej, którą ja wykorzystuję w swoich filmikach,
- Łukasz Obłażecz - to człowiek, który odpowiada za stronę graficzną projektu, między innymi za postaci, które będą związane z każdym z kolejnych piw,
- Paweł Trella - odpowiadający za filmową stronę projektu,
- Bartosz Nowak - autor bloga Małe Piwko, który będzie współodpowiedzalny za patronat medialny nad inicjatywą,
- no i ja, który, tak samo jak Bartek, będzie na blogu relacjonował wszystkie wydarzenia związane z projektem.

Jak można zauważyć, zapowiada się to ciekawie. Ja ze swojej strony mocno kibicuję przedsięwzięciu i zapraszam wszystkich gdańskich, trójmiejskich i ogólnopolskich smakoszy dobrego piwa do udziału w tymże ciekawym przedsięwzięciu. Myślę, że nikt nie będzie zawiedziony. Pierwsze spotkanie, jak to powiedział Wojtek, już 12 września, o godzinie 20.00 w Browarze Piwna. Serdecznie zapraszam!

To jednak jeszcze nie koniec wpisu. Poniżej krótka fotorelacja z warzenia American Pale Ale, które odbyło się w środę 13 sierpnia w Browarze Piwna. Zaangażowane osoby w projekt, brały czynny udział w warzeniu, między innymi odmierzały chmiel, chmielili na goryczkę (Iunga - 460g) i na aromat (Citra i Simcoe - 2 x 500g; na zimno poszło także 2 x 500g), pomagali przy opróżnianiu kadzi filtracyjnej z młóta i tym podobne. Bardzo fajnie się działo. Wszystko nadzorował oczywiście piwowar Wojtek.

 Łukasz Obłażewicz, Bartosz Nowak, ja, Wojtek Piasecki-Wieliczko, Przemysław Rudź, Wojtek Szlosowski







A po warzeniu, zasłużone piwo!
 
 

czwartek, 14 sierpnia 2014

Browary Warmińsko-Mazurskie Jurand - smaki, które pamiętam

W ostatnim, nostalgicznym wpisie pokazałem to, co zostało z dawnego olsztyńskiego browaru przy Alei Wojska Polskiego. W obecnym wpisie, także sporo wrażeń retrospektywno-nostalgicznych. Otóż, trochę będzie o tym, co było warzone w browarze w Olsztynie.

Pamiętam, swoje pierwsze całe piwo wypiłem na szkolnym biwaku w Jęczniku pod Szczytnem, a było to w czerwcu 1990 roku, a ja miałem wtedy 15 lat. Dokładnie nie pamiętam, czy pierwszym piwem był Warmiak, czy Dukat, ale na pewno któreś z nich. Choć po tylu latach nie pamiętam wrażeń aromatyczno-smakowych, to jednak pamiętam wielką radość i dumę z pierwszego wypitego piwa. Czułem się wtedy taki dorosły, ważny, taki po prostu facet, trochę 'maczo'. Hehe, wiem, głupie jest to co tu teraz piszę, jakkolwiek wtedy tak właśnie to odbierałem. 



W późniejszym, punkowo-metaloskim okresie mojego życia, wraz ze znajomymi, kumplami i przyjaciółmi miałem okazję zdegustować wielu innych piw z olsztyńskiego browaru. Kupowane były w osiedlowych sklepach, w słynnych piwnych lokalach, takich jak 'Słodowa' na Jagiellońskiej, w klubach muzycznych, takich jak znamienity 'From' chociażby, czy sklepiku firmowym. Tak się zaczęła moja piwna przygoda z piwami Żagiel, Mazurskie, Grunwald (choć ten warzony był, jak mi powiedziano, w Szczytnie), całą serią Juranda oraz dedykowanym dla najznamienitszej undergroundowej knajpie Olsztyna Fromem.









Przypominam sobie, trochę jak przez mgłę, także jak na Górce Jasia popijaliśmy piwa z serii Top. Piliśmy je dość rzadko, gdyż traktowaliśmy je jako piwa budżetowe, jako coś gorszego, ostatecznego. 




Z okazji świąt, ukazywały się także świąteczne wersje olsztyńskich piw, które oprócz etykiet, tak naprawdę nie różniły się niczym, jakkolwiek był to miły akcent od rodzimego producenta piwa, a same piwa przyjemnie prezentowały się na stole.



W późniejszym okresie, na rynku zaczęły pojawiać się takie specjały jak Koźlak, Dublin, Heban oraz smakowe Zingi, Dri Beer Malina i DriBeer Lemon. Pierwsze trzy z nich, były dość mocno szanowane nie tylko w Olsztynie, na Warmii, ale także w całym kraju. Pamiętam, jak przy molo w Orłowie w Gdyni stało stoiskiem z piwami Juranda i stoliki oraz parasole Dublin. Czułem wtedy wielka dumę i zadowolenie.



Dziś, po tych i innych piwach, których nie dane mi było spróbować, pozostało tylko wspomnienie oraz etykiety. Te, które tu możecie zobaczyć, to skany etykiet olsztyńskiego browaru, które otrzymałem w prezencie od Pawła Błażewicza. Dziś spora ich część ozdabia moją ścianę w domu. Patrząc na nie prawie codziennie, z jednej strony wracają miłe wspomnienia, a z drugiej pojawia się smutek, że butelek z tymi etykietami już nigdy w olsztyńskich sklepach się nie spotka. Najciekawszym jest to, że przed zamknięciem, piwa browaru były dostępne w prawie każdym olsztyńskim sklepie, który sprzedawał piwo.  

A czy wy macie jakieś lepsze lub gorsze wspomnienia związane z piwami z nieistniejącego już olsztyńskiego browaru?

wtorek, 12 sierpnia 2014

Browary Warmińsko-Mazurskie Jurand w Olsztynie - Łabędzi śpiew

Obecny wpis, to po pierwsze wyraz mojej tęsknoty, ze tym co było, a po drugie pokazanie, jak ludzie ludziom i miastu mogą zgotować straszliwy los. To wpis o piwnym miejscu, którego już nie ma, które dzięki bezduszności polskich urzędników, jak i interesom pewnych grup, zostało rozłożone na łopatki. Moi drodzy, mowa o Browarach Warmińsko-Mazurskich Jurand w Olsztynie.

Browar na olsztyńskim Zatorzu (dzielnica, w której ja sam od najmłodszych lat się uczyłem i wychowywałem) powstał w roku 1878. Pierwszym właścicielem browaru był Rudolf Matern. Browar w Olsztynie często był sprzedawany, aż do roku 1930, kiedy to zakupili go bracia Wilhelm i Walter Daumowie. Oni to, bardzo rozbudowali i unowocześnili zakład. W czasie rządów Daumów, browar produkował rocznie około 30 tysięcy hl piwa. 

Daumowie byli właścicielami browaru olsztyńskiego aż do roku 1945, kiedy na ziemie Warmii przyszła Armia Czerwona i zniszczyła zakład, który przez następne 5 lat odbudowywano, by w roku 1950 znowu wznowić w nim produkcję. Zakład przyjął nazwę Olsztyńskie Zakłady Piwowarsko-Słodownicze.

Po zmianach ustrojowych, zakład w Olsztynie przekształcono najpierw Browary Warmińsko-Mazurskie, do których po jakimś czasie dodano także człon Jurand. 

Browar zakończył produkcję i sprzedaż piwa w maju 2007 roku. Powodem zamknięcia był spór z Izbą Celną, choć powyższy spór, był ... prawdopodobnie ... efektem wcześniejszych działań biznesowych, o których nie chcę tu rozprawiać, by nie pozostać posądzonym o konfabulację.

Browar w Olsztynie warzył między innymi takie piwa jak: Żagiel (moje pierwsze całe wypite piwo w życiu - 1990 rok), Jurand, Dukat oraz późniejsze Koźlak, Dublin, czy Heban.

Tu, jako ilustracje wpisu, wklejam zdjęcia browaru już po jego zamknięciu. Wybaczcie, ale widok nie jest przyjemny, wręcz rozpaczliwy. Zdjęcia uzyskałem od Pawła Błażewicza z Muzeum Warmii i Mazur, który zezwolił mi na ich publikację na moim blogu. Bardzo Ci Paweł dziękuję. Zdjęcia zostały wykonane w drugiej połowie 2007 roku.  

Budynek administracyjny

 Mozaika przy wejściu do budynku administracyjnego

 Słodownia i warzelnia

 Słodownia

Teraz zapraszam do środka. Mi samemu ciężko na to patrzeć. Naprawdę, serce się kraja na taki widok.

 Warzelnia

 Warzelnia

 Zniszczone kotły


Słodownia

Machinarium sterujące słodownią

 Fermentownia

 Leżakownia z tankami

Leżakownia z wyciętymi tankami

Większość budynków browaru zniszczono i rozebrano. Ostały się jedynie budynek administracyjny i słodownia, które zostały wpisane do rejestru zabytków. Budynek administracyjny obecnie niszczeje, jest w opłakanym stanie i czeka na nabywcę i lepsze czasy. Zdjęcia wykonałem 11 sierpnia tego roku i tak to obecnie się prezentuje.



Dawna słodownia została wyremontowana, jakkolwiek to co mogą zobaczyć nasze oczęta, nie do końca mnie przekonuje. Zresztą zobaczcie sami. Nie wiem, co w budynku się obecnie mieści, nie dane mi było wejść do środka.




Ostało się też jedno zakładowe miejsce, które onegdaj odwiedzałem celem zakupu piw z browaru, a chodzi o blaszak, który kiedyś był przybrowarnianym sklepikiem firmowym i nosił, przywołującą miłe konotacje, nazwę 'Jurandowe źródełko'. Dziś, niestety, już nikt tam nie kupi jurandowego piwa.

 
Na terenie dawnego browaru mieści się obecnie osiedle mieszkaniowe ... 'Browary Park'. Nie wiem, jak wielkie pokłady ludzkiej głupoty wymyśliły tę nazwę. Można się załamać, nieprawdaż?


Wielki smutek mnie ogarnia, jak na to wszystko patrzę i w momencie, gdy piszę ten wpis. No sami powiedzcie, że to co stało się w Olsztynie, nie można określić inaczej, niż mianem barbarzyństwa. Bardzo wielka szkoda, że do tego dopuszczono. O olsztyńskim browarze nie jest to mój ostatni wpis, w następnym tez postaram się o ciekawe rzeczy. Zapraszam!