piątek, 30 stycznia 2026

Z wizytą w browarze The Brew w Sliemie

Jak wiecie, ostatnio zawitałem do Budapesztu, celem eksploracji tamtejszych browarów. Jednakże zaraz potem, wylądowałem także na kilka dni na Malcie. Cel ten sam, jak najbardziej. By nie zanudzać was tylko Budapesztem, postanowiłem na przemian wrzucać relacje z Węgier i z Malty, dlatego też, na tu i teraz, odpowiedź jest w siedmiu literach i zapraszam was do browaru The Brew w miejscowości Sliema.
 
 
Sliema, to obok St. Julian's, najbardziej turystyczna miejscowość (ciężko, w ogóle, w przypadku Malty pisać o miejscowościach), gdzie zlokalizowanych jest cała masa hoteli, restauracji, pubów, dyskotek i wszystkich innych przybytków uciech. To tutaj właśnie, przy ulicy The Strand Tas 74, tuż przy promenadzie, postanowił się usadowić wspomniany wyżej browar.
 
 
Browar otwarty w 2016 roku, jest własnością Ukraińców i moim przewodnikiem po browarze, był piwowar browaru Aleksander, także pochodzący z Ukrainy. Browar czynny jest codziennie w godzinach 12:00-02:00.
 
Sercem browaru jest trzynaczyniowa warzelnia o wybiciu 500 litrów, powyżej której, na takiej jakby antresoli mamy umieszczonych 12 unitanków o pojemności 1000 litrów. 
 



 
W ciągu dziesięciu lat swojej działalności w browarze uwarzono piwa w kilkudziesięciu różnych stylach, jakkolwiek w trakcie mojej wizyty w menu piwnym, były tylko piwa jasne, zarówno lagery, jak i ale. Mi udało się skosztować takich miejscowych specjałów, jak American Lager, Session IPA, IPA oraz Hefeweizen. Na moje nieszczęście, pils i Valleta (jasny lager po maltańsku) się skończyły. Są to piwa, jak powiedział mi Aleksander, które są najpopularniejszymi w ofercie browaru.. 
 
 
Z tej czwórki, którą skosztowałem, najbardziej przypadła mi do gustu sesyjna ipka, która była bardzo delikatna w odbiorze, mocno rześka, wyraziście chmielowa i genialnie owocowa. Super piwo. IPA okazała się także bardzo ciekawym piwem, fajnie nachmielona po amerykańsku. Amerykański lagerek okazał się piwem dobrym, ale takim bez fajerwerków, jakby skrojony na masowego turystę. Podobnie rzecz się miała z pszeniczką, która miała za mało ciała i bananów, które w pszenicy akurat lubię najbardziej.  
 
Piwa na miejscu, można zamawiać w trzech pojemnościach: 280 i 560 mililitrów oraz 1 litr. Ceny, za najmniejszą miarkę - niecałe 4 euro, średnia to niecałe 6 euro, a litrowa pojemność to wydatek niecałych 11 euro. Powiedziałbym, hmm, że takie obecnie polskie ceny. 
 
Oprócz piwa, oczywiście w The Brew można się posilić. Flagową potrawą serwowaną na miejscu są żeberka, choć ja poszedłem z skrzydełka z kurczaka, co też okazało się dobrym wyborem. Do posiłku, w formie ochrony przed ubrudzeniem się, dostajemy gustowny śliniaczek szkieletowy, rękawiczki ochronne oraz wilgotną chusteczkę.
 
 
Atmosfera na miejscu bardzo fajna. Sam akurat trafiłem na wieczór, kiedy to był koncert dwóch gitarzystów, którzy to grali rockowe przeboje i rozbujali fajnie miejscową klientelę. Do tego Aleksander oraz cała ekipa, która tego wieczoru była na miejscu, to naprawdę wielka klasa. Muszę dodać, że w trakcie mojej wizyty, Aleksander uraczył mnie jednym gratisowym piwkiem, a także podarował mi firmowego szejkera, który naprawdę jest okazały. Zresztą zobaczcie sami. Wielkie dzięki jeszcze raz!
 
 
Podsumowując, będąc w tym niewielkim państwie na Morzu Śródziemnym i będąc piwnym turystą, koniecznie trzeba tu wpaść. Nie zawiedziecie się. Ja szczerze polecam i mówię wam 'Na zdrowie!'.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz