Pokazywanie postów oznaczonych etykietą craft. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą craft. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 czerwca 2019

Z wizytą w lokalu Craft (Silom) w Bangkoku

Kontynuując relacje z mojego ostatniego urlopu, chciałbym was dziś zabrać do Bangkoku, do jednego z tamtejszych pubów, a mianowicie do jednego z lokali pod marką Craft. O dobry browar trudno w Bangkoku, w ogóle w Tajlandii, więc tym razem skupiłem się na piwnych lokalach, które mają do zaoferowania naprawdę ciekawe lokalne i nie tylko piwa. Padło więc na Craft. Marka ta posiada w Bangkoku dwa lokale, jeden w dzielnicy Silom a drugi w Sukhumvit. Jako, że mój hotel znajdował się w miarę blisko tego pierwszego, więc padło na Craft w dzielnicy Silom. Lokal co prawda mniejszy znacznie, niż ten, który znajduje się na Sukhumvit, jakkolwiek i tak jest o czym pisać.


Lokal mieści się przy 981 Silom Road i jest czynny codziennie od 11:30 do 02:00. Ja sam odwiedziłem Craft około godziny szesnastej i wchodząc do lokalu zauważyłem, że wraz z moją sympatią, będziemy o tej porze jedynymi gośćmi. Przekraczając próg knajpy, obsługa, bardzo dobrą angielszczyzną, przywitała nas bardzo serdecznie i zaprosiła do środka, byśmy zajęli miejsce przy jednym ze stolików. Lokal już przed wejściem, od razu mi się spodobał, a to dlatego, że na zewnątrz, jak i w jego wnętrzu, do wystroju użyto dość sporej ilości drewna, co ja bardzo lubię. Po prostu drewno dla mnie jest synonimem ciepła, przytulności i naturalności. W takim środowisku czuję się wyśmienicie. 



Po wzajemnym przywitaniu się i zapoznaniu z obsługą, przyszedł najwyższy czas, by zobaczyć, co pijalnia oferuje swoim klientom, jeśli chodzi o piwo. Trzeba przyznać, że lista piw w menu, robiła wrażenie. Co więc takiego było ciekawego na kranach? Ano, podpięte były piwa z Tajlandii, Japonii, Sri Lanki, Niemiec, Stanów Zjednoczonych, Belgii i Wielkiej Brytanii. Rotacyjnie pojawiają się też piwa z Wietnamu, Australii i innych krajów.




W sumie dziewiętnaście różnych piw i jeden cydr. By spróbować jak największej ilości tych dobroci, zamówiliśmy dwa zestawy degustacyjne próbek. Ja sam wziąłem takie pozycje jak Shiro z browaru Coedo z Japonii (Hefeweizen), Lion Stout z Lion Brewery Ceylon ze Sri Lanki (stout), Fogcutter z USA (podwójna IPA) oraz The Dark Side (stout) i Gancore (IPA) od Stone Head z Tajlandii. Wszystko bardzo ładnie nalane i podane. Muszę przyznać, że pierwsze dwapiwa  mnie nie porwały, ale kolejne trzy już naprawdę zrobiły na mnie wielkie wrażenie, szczególnie 'dabelek' z USA, czyli Fogcutter. Tak proszę państwa, wybitny przedstawiciel stylu. Ach, jakbym wiele dał, by wszystkie tego typu piwa były takie wyraziste, po prostu wyborne.





Degustując piwo, dostajemy do ręki piwne menu, w formacie książkowym, że tak to ujmę, dzięki czemu możemy się co nieco więcej dowiedzieć na temat spożywanego przez nas piwa.


Do tego, obsługa z wielką chęcią i uśmiechem na twarzy, opowiada także o piwach podpiętych do kranów. Ceny piw wysokie. Próbki (100 mililitrów) wahają się od 70 batów do 140 batów (ok. 8,50 do 17 złotych). Za piwa lane do szkieł o pojemności 250 mililitrów trzeba wydać od 180 do 250 batów (ok. 22 do 30 złotych), a za duże piwa (470 mililitrów), trzeba już wysupłać od 280 do 400 batów (ok. 34 do 48 złotych). Narzekamy na ceny w polskich wielokranach, a jak widać u nas ceny przy tych, to pikuś. Warto nadmienić, że najdroższe piwa to te z USA i Belgii. Aktualny spis piw i cennik, dostępny jest zawsze na stronie pubu na Facebook

Na miejscu, można kupić także piwa butelkowe tajskich kraftowców, z czego i my chętnie skorzystaliśmy i zakupiliśmy dwa piwa z browaru Stone Head: Tuk Tuk (Cream Ale) oraz Coconut Cream Ale (Cream Ale).


Na miejscu skorzystać można także z kuchni, jakkolwiek, myśmy z tego dobrodziejstwa nie skorzystali. Nauczony kilkoma wyprawami do Azji, staram się jadać tam, gdzie jedzą lokalsi, czyli na ulicy i to w takich miejscach, które są troszkę na uboczu od głównych szlaków turystycznych. Najlepsze jedzenie, najświeższe i ceny na lokalnym poziomie, a nie turystycznym, choć i ten ostatni jest bardzo rozsądny, porównując do tego, co mamy w kraju. 

Jako, że tego popołudnia w planie były jeszcze dwa inne lokale, o których w następnych wejściach na blog, to degustację piw skończyliśmy na deseczkach z próbkami. Na koniec pamiątkowe zdjęcie, z przesympatyczną i bardzo społecznie nastawioną obsługą. W momencie, gdy zbieraliśmy się do wyjścia, w lokalu i na zewnątrz w firmowym ogródku, zaczęło przybywać miłośników kraftu.


Craft, jako piwny lokal, jako pijalnie dobrego piwa, mogę z całego serca polecić. Przyjemna atmosfera w środku. Tu warto dodać, że w pubie leci bardzo fajna muzyka z głośników (rock, ciężki rock, a nawet metal). Do tego, super piwo na kranach oraz przemiła, uśmiechnięta i bardzo pomocna obsługa. Czegóż więcej chcieć? Tylko częstszych wizyt w Bangkoku. Wasze zdrowie!

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Z wizytą w browarze Ueli Bier w Bazylei

Staram się nadrabiać zaległości i pisze pierwszy post na blogu od naprawdę dawien dawna. Ostatni, jak widzę, napisałem ponad miesiąc temu. No więc czas najwyższy, by coś w końcu dla Was i dla siebie naskrobać. 

Dzisiejszy wpis będzie dotyczył browaru z Bazylei w Szwajcarii. Mowa tu o Brauerei Fischerstube, znanego bardziej wśród miłośników jako Ueli Bier. Browar ten jest obecnie najstarszym browarem w Bazylei, co za tym idzie najstarszym browarem rzemieślniczym także. Został otwarty w 1974 roku i mieści się w starszej części miasta, tuż nieopodal brzegów Renu. 


Browar rocznie warzy około 5 tysięcy hektolitrów piwa. Warzy zarówno do konsumpcji w przybrowarowym pubie, restauracji (jak zwał, tak zwał) oraz do butelek, które sprzedawane są w prawie każdym sklepie w Bazylei. Warzelnia browaru jest widoczna dla gości browaru, ale tylko przez szybę. To samo tyczy się fermentowni, która zlokalizowana jest przy warzelni oraz w piwnicach. Piwa dostępne w lokalu fermentują w otwartych kadziach, a te, które są butelkowane już w nowoczesnych zbiornikach w piwnicy. Otwarta fermentacja naprawdę przywodzi bardzo przyjemne uczucia i odczucia.








Gdyby ktoś chciałby zwiedzić to wszystko nie przez szybę, ale wraz z piwowarem, który opowiedziałby historię browaru, to jak się warzy piwo, o piwach Ueli Bier oraz inne ciekawostki związane z tym miejscem, to taka przyjemność kosztuje 120 franków szwajcarskich za grupę do 15 osób. 

W ofercie browaru na kranach mamy zawsze cztery różne piwa, a są to: Ueli Reverenz special hell (5,2% alk.), Ueli Lager hell (4,8% alk.), Ueli Robur dunkel (4,8% alk.) oraz Ueli Weizen obergaerig (5,4% alk.). W momencie, gdy wchodzi nowe lub sezonowe piwo, które sprzedawane jest głównie w butelkach, dostępne jest ono także na kranie w browarze. Piwa zamawiać, w zależności od stylu, można w od czterech do sześciu różnych pojemności 100 ml, 200 ml, 300 ml, pół litra, litr oraz dwa litry. Do każdej pojemności dopasowane są odpowiednie szkła. Można zamówić deseczkę czterech sampli po 100 ml, co tez ja uczyniłem. Po pierwsze z powodu braku czasu, a po drugie dlatego, że ceny w browarze nie rozpieszczają polskiej przeciętnej kieszeni. Deseczka sampli to około 40 PLN, a pół litra piwa to około 30 PLN. Z dostępnych piw naprawdę rewelacyjnymi okazały się Ueli reverenz hell oraz Ueli Weizen obergaerig. Naprawdę klasa światowa. Mniam, mniam. 




Co ciekawe, mimo faktu iż to browar nad wyraz rzemieślniczy, to na próżno tam szukać takich piwa jak IPA, Stout, RIS, Barley Wine, czy też z wyszukanymi dodatkami oraz leżakowanych w beczkach po wymyślnych trunkach. Browar stawia głównie na klasykę. Sezonowo po0jawiaja się różnego rodzaju ale, to jednak jest to również głównie klasyka. Aha, pod koniec roku ma się pojawić ale kasztanowy.

Atmosfera miejsca bardzo przyjemna. Jest harmider, który powinien towarzyszyć temu miejscu, jest muzyka dopasowana do lokalu, jest dobre jadło i wszędobylski zapach piwa. Głowna sala podzielona jest na dwie części. W każdej z nich sporo piwnych i nie tylko artefaktów. 







W browarze jest też firmowy sklep i można w nim zaopatrzyć się w piwo oraz gadżety, szkło oraz ubrania. Ceny typowo szwajcarskie. Co ciekawe, piwo butelkowe jest droższe w browarze, niż w miejscowych sklepach.


W piwnicy browaru, oprócz nowoczesnego piwowarskiego sprzętu znajduje się także średniowieczna piwnica, która od czasu do czasu jest udostępniana także gości browaru. Odbywają się w niej także okolicznościowe imprezy.


Reasumując, bardzo fajne i przyjemne miejsce, w bardzo przyjemnej okolicy i jak na szwajcarską mentalność, dość luźne w obyciu. Obsługa bardzo przyjemna, uśmiechnięta i pomocna. Piwo, hmm, no dwa których spróbowałem były rewelacyjna, a dwa niestety nie zdały u mnie egzaminu. Tak, czy siak, jeśli ktoś z Was będzie w Bazylei, to pozycja obowiązkowa na turystyczno-piwnym szlaku.

poniedziałek, 14 marca 2016

Jak to jest z piwem rzemieślniczym w Szwajcarii?

Kilka dni temu, wróciłem z niezaplanowanego i dość stresującego wypadu do Bazylei w Szwajcarii. Spędziłem tam tylko całe trzy dni, a na domiar tego, nie w głowie było mi piwo za bardzo, także na zwiedzanie browarów, piwnych knajp, czy sklepów nie było prawie w ogóle czasu. Mimo faktu, że od mojego miejsca postoju, do najbliższego browaru miałem tylko 10 minut piechotą, to jednak są sprawy ważniejsze niż zwiedzanie piwnych przybytków. Uwierzcie, że są.

Niemniej jednak, postanowiłem odwiedzić jeden z pobliskich sklepów, by poznać smaki szwajcarskiego 'kraftu'. pobliski sklep Drinks of The World znajdujący się w budynku dworca głównego w Bazylei. Cóż tu dużo mówić - wybór tego sklepu na zakupy był bardzo, ale to bardzo dobry. Wybór w samym sklepie, hmm, no cóż ja mam wam powiedzieć. Po prostu olbrzymi. Piwa koncernowe, z tych browarów mniejszych oraz rzemieślnicze. Piwa ze wszystkich stron świata, rodzime szwajcarskie, z USA, Australii, Nowej Zelandii, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Danii, Belgii, Norwegii, Holandii, Francji i wielu, wielu innych państw. Mnie, oczywiście, najbardziej ciekawiły te ze Szwajcarii.

Wybór (kolejny raz używam tego słowa) rodzimych piw ogromny, no ale czemu się dziwić, w Szwajcarii jest, jeśli mnie pamięć nie myli, dwa razy więcej browarów, niż Polsce. Niestety, piwna rewolucja w Szwajcarii działa troszkę inaczej, niż u nas i ich browary rzemieślnicze, w większości bardzo małe i sprzedają swoje wyroby tylko lokalnie. Można rzecz, że według naszej nomenklatury, są to browary regionalne. Style warzone przez rzemieślników w Szwajcarii, to głównie style belgijskie, ale także i ich nie ominęła moda na 'ejle' i mocne chmielenie, nie tylko amerykańskie. Często gęsto, tak jak u nas, warzy się tam piwa sezonowe, jak u nas dyniowe, czy świąteczne. Tyle, że tam, w większości są to style dopasowane do odpowiedniej pory roku i prawie każdy browar rzemieślniczy ma takich piw więcej niż jedno. Zaskoczeniem in minus, był brak rodzimych piw wędzonych. Sprzedawca w sklepie mówił, że szwajcarskiej wędzonki, jeszcze w ofercie nie mieli. Kwasów, torfiastych, słonych i paru innych też nie udało mi się w sklepie zauważyć.

Ceny szwajcarskich piw w sklepie kształtują się od 1,20 CHF do 18 CHF za butelkę.




Ja sam miałem okazję skosztowania ośmiu różnych piw, a były to: AyPiEy oraz Drummler z miejscowego (browar z Bazylei) Unser Bier, Whte Ipa z Bad Attitude, India Dark Ale z Kitchen Brew, Down Range India Pale Ale z Storm & Anchor, Chopfab American Pale Ale z Doppelleu, Pale Ale z Valaisanne (to akurat koncern) oraz Pasionara IPA Double z Trois Dames


Cóż mogę o tych piwach powiedzieć? Hmm, no może nie wybrałem reprezentatywnych piw, ale po prostu za mało miałem okazję spróbować. Na tych osiem sztuk, jedno było petardą, jedno było dobre, a sześć było przeciętnymi. Petardą okazało się piwo AyPiEy z Unser Bier. Genialna IPA chmielona chmielami z Niemiec i ... Szwajcarii. Do dziś zachodzę w głowę, który(e) to te chmiele szwajcarskie? Nie znalazłem w necie nic na ten temat. Piwo tak rześkie, tak wyraziste aromatycznie, tak świeże, jakby świeży chmiel wrzucono do niego tuż przed sprzedażą dla mnie. Wspaniały balans słodowo-chmielowy i przyjemna, nie zalegająca goryczka. Moim zdaniem klasa światowa. Dobrym okazało się także IPA od Storm & Anchor. Reszta przeciętna. Pijana, a jakże, ale nie wywołująca efektu 'WOW!'. Ale, co jest ciekawe, w żadnym z piw, nie wyczułem wad. Nie ma mowy o diacetulu, 'deemesie', metaliczności, itp. To mnie zaskoczyło.

Niestety, gdyby to był urlopowo-wypoczynkowy wypad, to pewnie spróbowałbym więcej, znacznie więcej. Ze względu na mały obszar kraju, też pewnie zwiedziłbym browary. Do dwóch zresztą mam zaproszenie. No, ale co się odwlecze, to nie uciecze.  

Szwajcaria, dla wielu z nas średnio kojarzy się z piwem, tym bardziej tym rzemieślniczym. Nie mamy okazji w polskich sklepach kupienia przysmaków z Helwetii. kto wie, może się to zmieni niedługo, bo myślę, pomimo małej ilości 'petard', że warto go piwnie dogłębnie zwiedzić. Tak, jak się domyślacie pewnie, także i tam, rządzą eurolagery koncernowe, ale w zwykłych sklepach i marketach także dużo jest piw pszenicznych oraz radlerów, tam nazywanych 'panache'. 

To tak po krótce od mnie. Kiedyś o ich browarnictwie i piwach napisze więcej, kiedy okazja do wyjazdu będzie przyjemniejsza, a i czas poświęcony piwu będzie dłuższy. A na zakończenie, takie perełki znalezione w tym samym sklepie w Bzaylei.

piątek, 29 stycznia 2016

Z wizytą w browarze Bootleggers w Fullerton

Po wizycie w Noble Ale Works, udało mi się, podczas pobytu w Kalifornii, zajechać do jeszcze jednego browaru. Tym razem padło na browar Bootleggers mieszczący się nieopodal Anaheim, a mianowicie w Fullerton. 

Samo miejsce nie zachwycało już tak bardzo, jak Noble Ale Works. Od początku w oczy rzucały się bardzo spartańskie warunki i wnętrza. Jakkolwiek, nie to był cel mojego przyjazdu, a to, co lało się tam z kranów. A działo się tam wiele.


W przybrowarnianym pubie dostrzegłem kilkadziesiąt kranów rozlokowanych na dwóch ścianach. W trakcie mojej wizyty dostępnych było około trzydziestu różnych piw. Prawda, że zacna różnorodność.


Tak, jak w przypadku Noble Ale Works, w Bootleggers także można było zamawiać sample, ale tutaj w setach po 4. Ciekawostką pzyrodniczą jest fakt, że piwa w pubie wlewane są do różnej wielkości słoików. 



Na pierwszy strzał wybrałem: Shadow Puppet (Session Stout 3,4% alk.), Knuckle Sandwich (Double IPA 10,0% alk.), Rustic Rye IPA (żytnia IPA 6,8% alk.) oraz Pumpkin Olde Ale. Taki set kosztuje 8 USD. Z zestawu klasę światową reprezentowały Double IPA oraz Session Stout, który wręcz zauroczył mnie. 


Tak, jak w przypadku poprzedniej browarnej wizyty, tym razem, wraz z moim kompanem, przysiedliśmy się ponownie do tubylców. Padło na małżeństwo, które lubowało się w muzyce punk i hard core. Lepiej nie mogłem trafić. Na drugi set, oni właśnie wybrali dla nas piwo. Drugi set zawierał takie smakołyki, jak: Tropical Thunder Hoppy (Wheat Ale 4,0% alk.), Palomino Pale Ale (Pale Ale 5,5% alk.), Plum Riot Dubbel (belgijski dubbel 7,8% alk.) oraz Golden Chaos (belgijski golden 8,5% alk.). Z tego zestawu, zmiażdżyło Palomino PAle Ale oraz Golden Chaos. Obydwa naprawdę do powtórzenia, co zresztą uczyniliśmy.


Tak, jak to miało miejsce wcześniej, na wizytę wziąłem kolejne piwo z zaprzyjaźnionego AleBrowaru. Ekipa hardkorowców była tak zaskoczona, że w Polsce warzy się piwa rzemieślnicze oraz fakt, że mamy własny chmiel, a właściwie chmiele. 


Po przekazaniu butelczyny, znowu nastąpiło to, co w Noble Ale Works, czyli i ja z moim kompanem zostaliśmy obdarowani, dwiema butlami piw, w tym jednym, które browar właśnie przestał warzyć, a mianowicie Lemongrass Summer IPA. Zamówiłem do tego jeszcze dwa smakołyki, których wybaczcie nazw nie pamiętam, gdyż było już tak wesoło, że nie zanotowałem, ale za to wlane zostały w zacne słoiki. 


W browarze można zaopatrzyć się w gadżety, między innymi koszulki oraz szkiełka firmowe. Na ścianach wisi sporo plakatów piw, które były nagradzane w wielu prestiżowych amerykańskich konkursach. Jeden z pewnością spodobałby się Michałowi Saksowi.







Poza tym, w pubie mamy do czynienia z automatami do gier oraz z maszyną grającą (jukebox). Chciałem wrzucić kilka kawałków (za 5 USD 6 numerów), jakkolwiek przede mną pewna panienka, zarzuciła 12 numerów w stylu 'umpa, umpa' i całe towarzycho musiało tego słuchać. Co interesujące, do browaru można przyjść z ulubionym zwierzakiem.

Ogólnie rzecz ujmując, miejsce warte odwiedzenia, choć mniej luksusowe, mniej przyjemne jeśli chodzi o atmosferę, z mniej przyjemną obsługą. Jest tylko jeden barman i często tworzy się długa kolejka do baru. Nie ma dostępu także do warzelni i będąc w pubie, nie widać jej w ogóle. Plusem są super piwa oraz fakt, że jest to najdłużej czynny browar w niedzielę. Wszystkie inne zamykają się wtedy o 18.00 lub 20.00. Ten otwarty jest aż do 22.00. Tak, czy inaczej, wypad udany i polecam wszystkim smakoszom dobrego piwa.