wtorek, 28 kwietnia 2015

Warszawski Festiwal Piwa - Akt II

W ostatni weekend, to jest w dniach 24-26 kwietnia, odbyła się druga edycja Warszawskiego Festiwalu Piwa. Tym razem, impreza miała miejsce w zupełnie innej lokalizacji niż ta pierwsza,  a mianowicie na stadionie Legii Warszawa.


Na powyższym stadionie byłem po raz pierwszy w życiu i muszę przyznać szczerze, że robi piorunujące wrażenie. Naprawdę świetna piłkarska arena. Genialny klimat tu musi być podczas meczów, gdy trybuny są pełne kibiców. 

Na ów piękny stadion, wybrałem się zaraz po przyjeździe do warszawy i zameldowaniu się w hotelu 'u króla', wraz z moim dwoma świetnymi kompanami, czyli Dominikiem z firmy Stanbud oraz właścicielem najlepszego piwnego sklepu w Olsztynie Ćwiartka, czyli z Łukaszem.


Swoją wędrówkę rozpoczęliśmy od stoiska wielce zaprzyjaźnionej ekipy AleBrowaru, gdzie wraz z Łukaszem zostawiliśmy troszkę swoich gratów. Tam też spotkaliśmy uśmiechniętych, rozradowanych i szczęśliwych niedawnych nowożeńców, którzy poczęstowali nas 'Pocałunkiem Bestii'!


Dalej już poszło bardzo szybko i bardzo intensywnie. Cała masa fantastycznych piw, mnóstwo z premier, których niestety nie udało mi się wszystkich wypić, a wypiłem naprawdę sporo. 







Ze skosztowanych piw, najbardziej przypadły mi do gustu Red Brett z Artezana (to znałem już wcześniej, ale bardzo, bardzo je lubię), Old Ale z Birbanta, Wit-Amina Ch kooperacji Waszczukowe Raduga, Sophia kooperacji Browaru Olimp i piwowara domowego Łukasza Szynkiewicza, Califia od Trzech Kumpli i świetny Barrel Aged Smoked Baltic Porter z Browaru Widawa. Wypiłem jeszcze mnóstwo innych smakowitych piw, co zresztą odbiło się potem na mojej formie dość dobitnie hehe.   

Jak zawsze jednak powtarzam, piwo to ludzie i dla nich głównie wybrałem się z Olsztyna, by spędzić ten czas w Warszawie. Cała masa znajomych, całe mnóstwo nowo poznanych osób i o dziwo, pełno czytelników bloga, którzy po prostu mnie rozpoznawali, podchodzili i zagadywali. Naprawdę, dla takich właśnie chwil warto żyć i warto być w arcyciekawym światku piwnym. Kocham piwo i kocham takie spotkania z ludźmi. Z nowo poznanych ekip, wielkie wrażenie wywarły na mnie ekipy Faktorii (chłopaki, wielki szacunek dla Was), Radugi i Browariatu, gdzie chyba wypiłem najbardziej smakowite piwo tego wypadu. Było to IPA chmielone chmielem Comet. Boskie! Dziękuję ludzie piwa Wam wszystkim za genialne chwile. 













Kurcze, powiem wam szczerze, takie spotkania bardzo mocno cementują przyjaźnie, znajomości i w ogóle. Dla nich właśnie się jeździ po całej Polsce, wydaje forsę i bawi na całego. 

Impreza, jak i poprzednia edycja, bardzo udana. Dla mnie miejscówa, czyli stadion Legii, zrobiła robotę, poza tym to wszystko, o czym pisałem powyżej. Na kolejnej edycji pojawię się na pewno, nawet wtedy, jak będę w stanie śpiączki. Oby więcej takich imprez w naszym kraju, z większa ilością wystawców, jednoczących środowisko piwne. Jedyny fetor, jaki unosił się w sobotę, to smród pewnych osób, by nie nazwać ich zladacznicywnuków, którzy troszkę popsuli atmosferę cudownej imprezy. Niech wiedzą jedno, karma wraca i mam nadzieje, że wkrótce spotka ich co najmniej to samo, co wystawiających się na festiwalu. Oby gorycz stanęła wam w gardle na wieki. A my? My sie spotykamy podczas jesiennej edycji festiwalu, a wcześniej pewnie jeszcze we Wrocławiu, choć to stoi u mnie jeszcze pod wielkim znakiem zapytania.
Let there be beer!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz